sobota, 11 października 2014

Rozdział 9

"NIE BÓJ SIĘ O TO"


*******
-Jak ja jej nie cierpię!-powiedziałam i rzuciłam się na kanapę. Poczułam jak Mario siada obok i przytula się do mnie.
-Popatrz na mnie.-złapał moją twarz w dłonie i pocałował mnie w usta. Od razu poczułam się lepiej i pewniej.-Marco dzisiaj z nią zerwie i już nie będziecie się tak często widziały.
-To nie znaczy, że w ogóle się nie spotkamy. Dortmund to mimo wszystko małe miasto.-odparłam i bardziej przytuliłam się do Götze.
-Nie martw się. Jeśli będę blisko, to nie pozwolę na obrażanie mojej dziewczyny.-dodał, a ja odpowiedziałam szczerym uśmiechem. Mario zbliżył się do mnie i ponownie pocałował. Chwilę spędziliśmy właśnie na takim zajęciu, ale nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.
-Ahhh..-westchnął zdenerwowany piłkarz.-Ann możesz?
-Jasne.-odpowiedziałam i wstałam z miejsca, ale Niemiec złapał mnie za rękę.
-Kochasz mnie?-zapytał, a ja odpowiedziałam mu kolejnym pocałunkiem w usta.
-Idę zobaczyć kogo tu niesie.-odparłam i podeszłam do drzwi frontowych. Gdy je otworzyłam zobaczyłam zdenerwowanego Reusa.
-Jest Mario?-zapytał nie witając się w ogóle.
-W salonie.-odpowiedziałam zdziwiona jego zachowaniem, na co Marco gwałtowne wszedł i pognał do pokoju, w którym siedział mój chłopak. Szybko zamknęłam drzwi i ruszyłam w stronę piłkarzy, bo przeczuwałam, że może być nieciekawie.
-Marco? Co tu robisz? Jak poszła sprawa z Caro? -zapytał mój parter, a odpowiedzią było mocne uderzenie w twarz z pięści.
-MARCO!!!-krzyknęłam i podeszłam do poszkodowanego.
-Popierdoliło cię?-zapytał Götze.-O co ci chodzi!?
-Myślałem, że jesteś moim przyjacielem!-krzyczał.-Czegoś takiego to bym najgorszemu wrogowi nie zrobił!
-Możesz do cholery mowić jaśniej?!-denerwował się Mario.
-Jeszcze udajesz, że nic nie wiesz.-zaśmiał się teatralnie.-Jesteś dla mnie nikim w tej chwili.
-Marco!-tym razem to ja postanowiłam dowiedzieć się prawdy.-Wyjaśnij mi to!
-Twój wspaniały chłopak przespał się z Caroline!-krzyknął po krótkiej chwili.
-Że co?!-również krzyknęłam i spojrzałam się na Mario, który był bardzo zdziwiony.-To prawda?
-Powiedziała ci tak?!-zignorował mnie i zwrócił się do blondyna.-Pytam się! Powiedziała ci tak?
-TAK!!!-zamachał się, żeby po raz drugi go uderzyć, ale Mario zrobił unik. W sumie trenuje boks.
-I ty idioto jej uwierzyłeś?!-zapytał.-Tak, po prostu bez dowodów!?-zapytał, a chłopak popatrzał na niego i przystopował.
-Spałeś z nią?-zapytał spokojniej.
-JASNE, ŻE NIE!-krzyknął Mario.-Jak w ogóle mogłeś pomyśleć tak, co?! Obydwoje jesteście siebie warci.-powiedział z pogardą.-A teraz wyjdź!-Marco jakby żałował tych słów, ale klubowa dziesiątka była nieugięta.-WYJDŹ!-Reus postanowił odpuścić i bez słowa powędrował w stronę drzwi. Natomiast Mario dodał jeszcze, gdy jego przyjaciel był już za drzwiami.
-Na razie nie pokazuj mi się w ogóle na oczy!
Przyglądałam się tej sytuacji z dokładnością i przerażeniem. Jak Caroline mogła zrobić coś takiego i wmieszać w to wszystko Mario. Może jednak ona mówi prawdę? Nie, nawet tak nie myśl. Dopiero co zeszliśmy się razem i już miałby mnie zdradzać? Chociaż może to stało się jak byłam w Berlinie? Tylko czy Mario zrobiłby coś takiego najlepszemu przyjacielowi? Przecież oni są jak bracia. Zamyślona weszłam do kuchni, w której znajdował się Götze. Nie wiedziałam jak mam się do niego odezwać. Należy do dość spokojnych osób i nie przyjmuje wszystkiego do siebie. Jednak coś takiego nie można zostawić i przepuścić obok uszu.
-Mario? Wszystko w porządku?-stać mnie było wtedy tylko na tyle.
-Tak! Oczywiście!-krzyknął.-Wszystko jest jak najbardziej w porządku. Nie licząc tego, że mój najlepszy przyjaciel mnie uderzył, a do tego oskarżył o takie coś. Jak on do cholery mógł?!
-Był w szoku!-broniłam blondyna i jednocześnie chciałam załagodzić sytuację.-Jak ty byś zareagował, gdybym powiedziała ci podczas kłótni, że zdradziłam cię z Marco. Sam mówiłeś, że chciał dzisiaj zerwać z Caro, więc pewnie jak kłócili się, to ona zmyśliła to, by was rozdzielić. Wiedziała, że to ty namówiłeś go do rozstania. Pomyśl!-powiedziałam i wyszłam z kuchni oraz powędrowałam do sypialni. Położyłam się na łóżku i zaczęłam myśleć o niczym. Leżąc tak pomyślałam, że ktoś musi teraz do niej pojechać i przemówić do rozsądku. Oczywiście myślałam o sobie. Muszę do niej podejść i porozmawiać, bo ona nie może tak bezkarnie niszczyć innych ludzi. Jestem tylko ciekawa jak zareaguje Mario. Może nie być zadowolony, ale skoro nie ma nic do ukrycia to chyba nie powinno być problemu.
-Ann?- nagle usłyszałam ciche wołanie Mario.
-Tak?-podniosłam się.
-Przepraszam cię skarbie.-powiedział i usiadł na łóżku obok mnie.-Zdenerwowałem się. Nie mogę w to uwierzyć, że Marco uwierzył Caroline.
-Postaraj się go zrozumieć.
-Tak, tylko... nie teraz. Jest jeszcze za wcześniej.-odparł, a ja podeszłam do niego i lekko pocałowałam.
-Idę do tej suki.-powiedziałam prosto z mostu i wstałam oraz udałam się do wyjścia.
-GDZIE?!-krzyknął i podążał za mną.
-No do Caro.-odpowiedziałam i zajęłam się ubieraniem butów.
-Nigdzie nie idziesz.
-Dlaczego?-zapytałam.
-Bo nie!-odparł, a ja zaczęłam nabierać podejrzeń, że to wszystko może być prawdą.
-Ukrywasz coś przede mną?
-Ann ty też?! Jak możesz tak w ogóle myśleć?-denerwował się piłkarz.
-To dlaczego nie pozwalasz mi się z nią spotkać?!
-Bo nie chcę, żeby znowu coś nakłamała.
-Nie bój się o to.-powiedziałam.-Chcę jej tylko coś wyjaśnić i tyle.
-Przecież to może tylko pogorszyć sytuacje!
-Mario przestań!-postawa mojego chłopaka coraz bardziej mnie denerwowała.-Pójdę do niej czy tego chcesz czy nie!
-Aaa rób se co chcesz.-machnął ręką i zniknął mi z oczu. Ja natomiast wyszłam z domu i udałam się do swojego samochodu.

Jadąc myślałam, gdzie tak naprawdę mam pojechać. Przecież raczej na 100% Caroline nie mieszka już w domu Marco, wiec gdzie mam się udać? Nagle przypomniało mi się, gdzie mieszkają rodzice Carolinie. Możliwe, że właśnie tam pojechała. Było to trochę na obrzeżach miasta, więc jakiś czas mi zajęło zanim byłam u celu. Rodzice Caro mieszkali w zwykłym domku jednorodzinnym. Byli zupełnie zwykłą rodziną, bardzo sympatyczną. Tylko Caroline... Nigdy za sobą nie przepadałyśmy. Od razu kiedy ją poznałam to wiedziałam, że wielkiej przyjaźni z tego nie będzie. Z jednej strony jesteśmy do siebie podobne, a z drugiej kompletnie różne. Marco i Mario wiele razy próbowali nas ze sobą pogodzić, ale na marne. Można powiedzieć, że ona była jednym z powodów, dla których rozstaliśmy się z Mario. Teraz nie pozwolę, żeby ponownie rozwaliła nasz związek. Szybkim krokiem podeszłam do drzwi domu państwa Böhs i zapukałam. Otworzyła mi jej mama ze zdziwioną miną.
-Dzień dobry.-powiedziałam. Pani Böhs zna mnie i dobrze wie jakie relacje łączą mnie z jej córką.-Jest tu może Caro?
-Tak, jest...-odparła z jeszcze większym zdziwieniem.-A o co chodzi?
-Chciałabym z nią porozmawiać.
-Coś się stało?-dopytywała, ale nie mogę na wejściu jej powiedzieć całej historii.
-Wolałabym najpierw pogadać z Carolinie.
-No dobrze. Wejdź.-zaprosiła mnie do środka i zaprowadziło do salonu, w którym siedział jej ojciec.-Usiądź sobie, a ja po nią pójdę.-powiedziała rodzicielka Caroline, a ja usiadłam na przeciwko ojca blondynki. Pan Philip, podobnie jak jego żona wiedział, że ja i ona za bardzo za sobą nie przepadamy. Tylko z tą różnicą, że doskonale wiedział, że Caro święta nie jest. Jej matka zawsze stawała po jej stronie, natomiast jej ojciec wiedział, że to ona jest prowokatorem tej kłótni.
-Coś się stało Ann?-zapytał.
-Nie, po prostu chce porozmawiać z Caroline.-skłamałam.
-Ann... proszę nie udawaj. Doskonale, wiem, że moja córka znowu coś narozrabiała.
-Skąd te podejrzenia?
-Przyszła tutaj do nas i mówi, że rozstała się z Marco, a jeszcze wczoraj jak rozmawialiśmy z nią przez telefon, to opowiadała jak to była na wspaniałej kolacji z nim. Teraz ty przychodzisz i mówisz, że tak po prostu chcesz sobie uciąć z nią pogawędkę? Przecież wy sie nienawidzicie.-odpowiedział, a ja popatrzałam na niego i wahałam sie czy powiedzieć mu całą prawdę czy lepiej, żeby zrobiła to jego własna córka.
-O Caro i Marco to wiem, ale lepiej, żeby szczegóły wyjaśniała Caroline.-mówiłam.-Natomiast ja jestem tu w zupełnie innej sprawie.
-Co ona znowu narobiła?-podniósł głos.
-Ahh...-westchnęłam.-Caro zmyśliła, że ona i Mario... mieli romans. Marco jak się o tym dowiedział prawie pobił Mario.
-Matko...-westchnął pan Philip.
-Zrobiła to dlatego, że właśnie Mario "namówił" Marco do rozstania, bo ten związek nie miał sensu. Chciała się zemścić na nim.-skończyłam.
-Bardzo cię za nią przepraszam Ann. Ciebie, Mario i Marco też. Tak mi wstyd za nią.-złapał się za głowę.
-To nie Pana wina. Ona po prostu już taka jest...-mówiłam, gdy nagle do pomieszczenia weszła Caroline ze swoją mamą. Jak Pan Philip zauważył swoją córkę od razu skarcił ją swoim najgroźniejszym spojrzeniem.
-Czego chcesz?-syknęła do mnie.
-Chyba musimy sobie coś wyjaśnić.-odparłam.
-Słucham więc.-powiedziała z pogardą.
-Masz prawo nienawidzić mnie, Marco za to, że z tobą zerwał, Mario za to, że przemówił mu do rozsądku, ale nie masz prawa niszczyć mój związek oraz przyjaźń Marco i Mario. Gdyby nie ja to oni by się pozabijali!-nagle podniosłam głos.-Odczep się od nas i nie mieszaj w nasze życie!
-A jak nie to co?-zapytała.
-Caro!-krzyknął jej ojciec.-Jak możesz być taka podła?!
-Myślisz, że zemsta ci się opłaci?-dodałam.
-A DLACZEGO NIE!?-zaczęła płakać.-JA JUŻ I TAK NIE MAM NIC DO STRACENIA!-wszyscy popatrzeliśmy się na nią, a ona kontynuowała.-Jak ty byś się czuła jakby twój chłopak cały czas cię zdradzał, a ty mu mimo wszystko wybaczasz, bo go kochasz? Ja ci po prostu zazdroszczę! Zazdroszczę, że go masz, a ja już jestem sama! Zawsze ci zazdrościłam. Od początku kiedy się znamy. Myślisz, że ja już wtedy nie wiedziałam jaki jest Reus? Jak widziałam ciebie i Mario to tak bardzo chciałam, żebyśmy ja i Marco kochali się jak wy. Kiedy się rozstaliście, to myślałam, że będzie lepiej. Ten ból minie, ale nie, bo było coraz gorzej... Musiałam rozwalić wasz związek. Byliście za bardzo szczęśliwi. Przepraszam...-rozpłakała się, a ja zaniemówiła. W tym momencie cała moja złość na Caroline minęła. Widać było, że zależy dalej jej na Marco, chociaż stara się to ukryć. Ona cierpi. Po prostu cierpi. Chce miłości jak każdy. Myślała, że Reus jej zapewni to uczucie, ale jak widać prawda jest inna.
-Nie jesteś sama... Caro...-złapałam ja za rękę, ale ona szybko ją puściła.-Pomożemy ci.
-Nie chcę od nikogo pomocy!-odparła.-Proszę...Wyjdź.
-Caroo...-mówiłam dalej z nadzieją, że pozwoli mi podejść do niej.
-Ann wyjdź!-podniosła głos, a ja posłusznie opuściłam dom Państwa Böhs. Wracając, cały czas myślałam o byłej już dziewczynie Marco. Zdecydowanie to co robił, te jego wszystkie zdrady, zraniły bardzo Caroline. Nie mam pojęcia co może czuć zdradzona kobieta i mam nadzieję, że nigdy nie będę miała okazji sprawdzić. Te wszystkie okoliczności sprawiły, że jestem bardziej pewna tego, że dobrze zrobiłam, że wróciłam do Dortmundu oraz jak bardzo kocham Mario i nie mogę go stracić.
________________________________________________________________
WITAMY ROZDZIAŁ 9 :)))
 Dzisiaj tak dla odmiany mamy dużo krótszy rozdział, ale mam nadzieje, że wybaczycie mi. Kompletnie nie miałam weny na ten rozdział i nie za bardzo jestem z niego zadowolona. Poprawiałam go kilka razy i ostatecznie jest to co jest.
Na pocieszenie dodam, że 10 rozdział jest już napisany i jest zdecydowanie dłuższy, ciekawszy i lepiej po prostu mi wyszedł :)

Dzisiaj mecz Polska-Niemcy!
Mimo mojej sympatii do niemieckich zawodników wieczorem będę mocno kibicować Polakom i liczę na wygraną XD
Nooo, przynajmniej na remis, albo nie na tak dużą przewagę Niemców XD
POLSKA!!!


Po raz pierwszy mamy perspktywę Ann! Troszkę lepiej możemy poznac ją i Caro :)
Czy Caro namiesza jeszcze w życiu bohaterów?
Jednak czy Mario i Marco się pogodzą?


Słodziaki :*

Zapraszam do komentowania!

ENJOY! ♥

sobota, 4 października 2014

Rozdział 8

"DOBRA, PÓŹNIEJ SIĘ POLICZYMY"


*******
Kilka dniu później...

Minął już jakiś czas odkąd jestem i mieszkam w Dortmundzie. Czy wiele się zmieniło w moim życiu? Trochę, ale zacznijmy od początku.
Jeżeli chodzi o mnie i o Mario to nasza przyjaźń kwitnie. Przez poprzednie dni bardzo dużo spędzaliśmy ze sobą czasu. Zbliżyliśmy się do siebie jeszcze bardziej i już nie boję się przed nim otworzyć. Oboje staramy się zapomnieć o tym incydencie przed imprezą u Roberta. Nie rozpamiętujemy tego, ale Mario kiedyś, kiedy szczerze rozmawialiśmy, powiedział, że nie żałuje i nigdy nie będzie tego żałował. Podobnie jak ja... W życiu samego Mario również się trochę zmieniło. Otóż ma nową - starą dziewczynę, czyli Ann-Kathrin Brömmel. Tak, zeszli się ponownie. Nie do końca znam szczegóły jak to wyglądało. Pewnego dnia, Mario po prostu przyszedł mnie odwiedzić właśnie z nią i oboje oznajmili mi, że są razem. Wtedy też miałam okazję poznać ją i zobaczyć po raz pierwszy, bo Götze wcześniej mi nie przedstawił jej. Ba! Nawet nie powiedział, że się widują. Jeśli mam być szczera, to nie przepadam za nią. Nie wiem czemu, ale kiedy jest przy nim to czuję... zazdrość? Nie mam pojęcia dlaczego, ale po prostu to uczucie pojawia się samo, kiedy widzę ich razem...
Moje relację z Anią również uległy zmianie. Z dnia na dzień poznajemy się coraz lepiej. Robimy dużo wspólnych rzeczy, takich jak zakupy, wspólne plotkowanie, spacerowanie oraz trenujemy nawet razem. Pomogła mi wraz z Mario podnieść się po rozstaniu. Wiele jej zawdzięczam. Traktuję ją trochę jak taką starszą siostrę, na którą zawsze mogę liczyć. Można powiedzieć, że złapałam dzięki temu dobry kontakt z jej mężem oraz z pozostałymi Polakami w Dortmundzie, czyli Piszczkami i Błaszczykowskimi, ale oczywiście ze wszystkimi w klubie mam doskonały kontakt, bo bywam czasami na treningach oraz nawet byłam raz na meczu. Powiedźmy, że odżyłam tutaj i już nie myślę o tym co zrobili mi Nina i Rafał... No właśnie Nina i Rafał...
Oboje są w Dortmundzie na zawodach. Widziałam ich kilka razy i nawet dzwonili też do mnie, w celu spotkania się, ale ja już nie chcę mieć z nimi nic wspólnego. Obojgu życzę szczęścia, lecz ja nie chcę mieć w tym udziału.
Jest jeszcze jedna sprawa, a właściwie osoba, o której powinnam wspomnieć. Konkretnie chodzi tu o Marco. Od feralnego ranka nie odzywamy się siebie, a wręcz mijamy szerokim łukiem. Szczerze to mnie to wszystko boli, bo bardzo chciałabym jego bliskości, ale sama jestem sobie winna, bo to ja chciałam zerwać z nim kontakt. Ta cała sytuacja mnie jeszcze bardziej utwierdza w przekonaniu, że blondyn nie jest wcale dla mnie obojętny, a wręcz przeciwnie. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że on i Carolinie zeszli się ponownie ze sobą. Nikt, dosłownie nikt, nie zna przyczyny tak nagłego powrotu do siebie tej dwójki. Nawet Mario - najlepszy przyjaciel Marco.

Dzisiaj jest pierwszy września i godzina 8.00. To właśnie tego dnia idę do szkoły na ostatni rok nauki. Tak na poważnie, to jestem mega zestresowana. Po pierwsze to będzie nowa szkoła, nowi ludzie, nowi nauczyciele, a do tego matura. Aktualnie to leżę w łóżku i obijam się. Nie mam najmniejszej ochoty wstawać mimo, że spać już też nie mogę.
-Wiktoria?!-wpadł do mnie zdenerwowany Kuba.-Ty jeszcze nie gotowa?
-No, 

jak widać.-odpowiedziałam z głupim uśmieszkiem.-Spokojnie, przecież rozpoczęcie mamy o 9.
-Może i ty masz, ale ja mam na 8.30!-krzyczał dalej.
-CO?!-zerwałam się, bo zupełnie o tym zapomniałam. Mam zawieźć mojego brata do szkoły, bo rodzice naturalnie są w pracy. Natychmiast pognałam do łazienki i wzięłam najszybszy w swoim życiu prysznic. Kiedy już byłam sucha, zaczęłam ubierać wcześniej przygotowany zestaw. Wszystkie czynności starałam się wykonywać trzy razy szybciej. Gdy wychodziłam z łazienki była 8.15.
-No nieźle.-myślałam i szybko pobiegłam na dół do mojego brata, który był już dawno gotowy.
-Ja Cię Wiki kiedyś zabiję!-oznajmił, kiedy zakładałam szpilki.
-Dobra, dobra. Dawaj jak nie chcesz się spóźnić, mój ty przystojniaku.-powiedziałam i lekko załagodziłam sytuację. Szybko wsiedliśmy do mojego auta i pognaliśmy do budynku szkoły, która może nie znajdowała się daleko, ale nigdy nie wiadomo jak będzie droga wyglądała, a szczególnie pierwszego września. Na nasze szczęście po 10 minutach byliśmy już pod szkołą, gdzie czekał na niego już zniecierpliwiony kolega.
-Tak, wiem spóźniłem się, ale miej pretensje do Wiki, a nie do mnie.-zaczął Kuba, gdy wysiadł z samochodu, bo wiedział, że Felix nie toleruję spóźnień.
-Dobra, później się policzymy.-zwrócił się do mnie z uśmiechem, bo właśnie wychyliłam się z okna pojazdu, na co ja odparłam szczerym uśmiechem. Uwielbiam tego dzieciaka. Był naprawdę dobrym kolegą dla Kuby. Nie wspominałam o tym, ale oboje prawie codziennie się widują i spotykają. A to na treningach, a to jedne u siebie, a to u nas. Teraz jeszcze będą chodzili razem do klasy. Może nie znają się kilka lat, żeby nazwać to jakąś wielką przyjaźnią, ale oni naprawdę są sobie bliscy. Podobnie jak ja i Mario oraz ja z Anią.
Gdy obaj zniknęli za murami szkoły, zobaczyłam godzinę. Za chwilę miała być 8.30. Pomyślałam, że mam jeszcze czas, więc postanowiłam wpaść do jakieś knajpki, bo rano nic nie jadłam. Ruszyłam i po paru minutach byłam pod ulubioną restauracją Ani. Serwowano tu same zdrowe jedzenie, więc kiedy bywałam z Lewandowską to zazwyczaj tutaj jadłyśmy. Powiedźmy, że właśnie dzięki karateczce, wkręciłam się w te zdrowe odżywianie. Ania wiele razy mówiła, że dzięki temu będziemy się lepiej czuli i w sumie tak jest w rzeczywistości. Jednak przyznam się, że jak to mówi Mario, zdarza mi się czasami grzeszyć. No, ale kto nie lubi zjeść od czasu do czasu jakiegoś fast fooda, albo czekoladkę na poprawę humoru?
Szybko zjadłam swoją sałatkę i postanowiłam, że pojadę już pod szkołę. Jadąc, chciałam, żeby droga się bardzo dłużyła, ponieważ stresowałam się tym pierwszym dniem. Nie miałam pojęcia jak ludzie mnie tu zaakceptują oraz czy nie będą się zachowywali w stosunku do mnie tylko pod względem "koleżanki piłkarzy". Niestety, ale droga była bardzo przejezdna, więc po pewnym czasie wjeżdżałam już na szkolny parking. Zauważyłam tam kilkoro ludzi, którzy uważnie przyglądali się mi, a raczej mojemu samochodowi. Kuba miał o tyle dobrze, że ma i zna Felixa. Ja tu jestem zupełnie sama.
Wyszłam z auta i pewnym krokiem ruszyłam w kierunku drzwi. Czułam na sobie wzrok wszystkich, ale nie przejmowałam się tym tylko szłam dalej. W środku budynku było już pełno uczniów. Czułam się bardzo nieswojo, pierwszy raz od bardzo dawna. Postanowiłam udać się już pod swoją klasę, jak się później okazało, sala nosi numer 21. Przed pomieszczeniem było już kilka osób. Normalnie w świecie podeszłabym do nich i zagadała, bo jestem bardzo towarzyska, ale teraz jakaś nie mogłam. Najnormalniej w świecie bałam się. Nagle usłyszałam za sobą głos.
-To ty jesteś Wiktoria?-zapytała blondynka z uśmiechem na twarzy.
-Tak.-odpowiedziałam i również odwzajemniłam gest.
-Nazywam się Laura Wanke.-przedstawiła się.- Miło mi.
-Wiktoria Müller. Mnie również.
-No to oficjalnie cię witam w naszej szkole! Jak ci się tu podoba?
-Jest naprawdę okej. Szkoła jest ładna. Niestety, ale jeszcze nie miała okazji poznać kogokolwiek.
-Nie przejmuj się.-odparła.- Chodzimy razem do klasy i uwierz mi, na lepszą nie mogłaś trafić. Nooo, chociaż są pewne wyjątki.
-To znaczy?-zapytałam zainteresowana.
-Widzisz je?-odparła trochę ciszej i wskazała na trójkę dziewczyn idących w naszą stronę. Kiwnęłam głową na znak, że je widzę.
-To są właśnie nasze wyjątki.-zaśmiała się cicho.-To KatySophie i nasza największa gwiazdka Jessica. Uważaj na nie, a szczególnie na Jessice, bo jest córeczką dyrektora...-ostrzegła mnie Laura, a za chwilę już koło mnie pojawiły się wspomniane wcześniej dziewczyny.
-Cześć!-przywitała się.-Jestem Jessica, ale mów na mnie Jess.
-Hej.-odpowiedziałam.
-Witamy w naszej szkole!-powiedziała i zapiszczały wszystkie trzy.-Mam nadzieję, że spodoba Ci sie u nas. Kurczę, co ja gadam? To oczywiste, że Ci się tu spodoba, a szczególnie, że MY jesteśmy razem w klasie.
-My?-zapytałam.
-No ja, Katy i Sophie. Mogłabyś dołączyć do naszej paczki najlepszych przyjaciółek. Byłoby świetnie! Dodatkowo w piątek robię małą imprezkę z okazji rozpoczęcia roku i oczywiście jesteś zaproszona.-dziwiło mnie, że od razu pojawiłam się na liście gości. Przecież ona widzi mnie pierwszy raz na oczy.-Jeszcze lepiej było by jakbyś zabrała ze sobą tego blondaska. No jak mu tam...-myślała. No tak. Co taka dziewczyna jak Jessica mogłaby ode mnie chcieć?
-Marco?
-O właśnie! No, więc mam nadzieję, że się zobaczymy u mnie, a może teraz przejdziemy się po szkole? Co ty na to?
-Wiesz... ja wolę posiedzę z Laurą. Może kiedy indziej.-powiedziałam obojętnie.
-Jak wolisz.-powiedziała mniej słodko i miło, a po chwili już jej nie było. Przed salą poznałam już resztę klasy i doszłam do wniosku, że nowa koleżanka miała jak najbardziej racje, bo ludzie są strasznie mili. No wiadomo... są trzy wyjątki. Wychowawca też okazał się w porządku. Był to dość młody mężczyzna, około trzydziestki i uczył języka angielskiego - mojego ulubionego przedmiotu. Laura i reszta znajomych powiedzieli mi, że jest najbardziej w porządku nauczycielem w całej szkole i nie jedna klasa zazdrości nam wychowawcy. Jest bardzo wyrozumiały i zawsze pomoże, ale jak trzeba to potrafi się złościć. W klasie musiałam przedstawić się przy wszystkich i przed Panem Lukasem Wolf, bo tak się nazywał nasz wychowawca. Przez wszystkich zostałam ciepło przyjęta co mi się bardzo podobało i żałowałam, że tak się przestraszyłam wcześniej. Pan Lukas powiedział nawet klasie, żeby każdy pozadawał mi jedno pytanie. Podobno taki zwyczaj w jego klasach, jak ktoś nowy sie przyłącza. Wszyscy zadawali mi przeróżne pytania odnośnie mnie lub tego jak jest w Polsce. Pochwaliłam się nawet, że mam czarny pas w karate. Wszystko było jak najbardziej na miejscu, ale Jess i te jej koleżanki oczywiście musiały się dopytać o moich relacjach z piłkarzami z BVB. Cholera! Ta laska działa mi już na nerwy. Co jej do tego kogo znam, a kogo nie i z kim się przyjaźnie, a z kim nie? Postanowiłam nie odpowiadać na takie pytania, co reszcie się bardzo spodobało, bo zauważyli, że nie mam najmniejszego zamiaru chwalić się tym. Pan Lukas również pochwalił moje zachowanie szczerym uśmiechem. Za chwilę poszliśmy wszyscy na uroczysty apel otwierający nowy rok szkolny. Potem zostało jeszcze tylko udanie się do klas, rozdanie planu lekcji, krótkie gadani wychowawcy i wszyscy mogliśmy udać się w swoją stronę.
-WIKI!-usłyszałam wołanie, kiedy to wychodziłam z klasy. Odwróciłam się, a tam zobaczyłam Laurę z Emmą, Oliverem i Martinem.
-Idziesz z nami na pizzę?-zapytała Laura.
-Uczcimy nowy rok szkolny!-krzyknął Oliver. Mega pozytywny chłopak. Taki trochę wieczny chłopiec. Z charakteru przypomina mi Mario.
-Nie będę wam przeszkadzać?-wolałam się upewnić.
-Jasne, że nie!-krzyknęła Emma.
-Idziesz z nami bez gadania.-powiedział Martin, który nic nie mówił przez ten czas.
Postanowiliśmy iść do jakieś pizzerii. Wychodząc z budynku zauważyłam znajome mi twarze. To byli Ania z Robertem, Kuba z Agatą, Łukasz z Ewą i Mario z Ann.
-Co wy tu robicie?-zapytałam z wielkim uśmiechem na twarzy.
-Zrobiliśmy ci niespodziankę i przyjechaliśmy cię porwać!-krzyknął Mario i podszedł do mnie oraz mnie przytulił. Ogromnie się cieszyłam, że mam takich ludzi jak oni. Są wspaniałymi przyjaciółmi. Tylko co teraz z Laurą i resztą? Natychmiast oderwałam się od piłkarza i popatrzałam w stronę nowych znajomych. Wszyscy mieli uśmiech na twarzy.
-Idź!-nie musiałam nic powiedzieć
-Na pewno?-postanowiłam się upewnić.
-Na pewno!-powiedzieli równo, a ja na pożegnanie ich przytuliłam i udałam się z piłkarzami i ich partnerkami do samochodów. Zauważyłam, że wiele osób nam się przygląda, a w tej grupce była oczywiście Jessica.
-Musimy podjechać jeszcze do mnie.-powiedziałam kiedy zbliżałam się do swojego samochodu.
-Po co?-zapytał się Mario.
-Odstawię samochód, bo chyba nie będziemy się trzema autami poruszać. To raz, a dwa przebiorę się, bo nie wygodnie mi w sukience i tych butach.-odparłam.
-Ale...-Mario chciał się już ze mną licytować, ale Agata w porę mnie obroniła.
-Götze! Daj dziewczynie spokój. Wiesz jaka to męczarnia chodzić cały dzień w TAKICH szpilkach.
-Dziewczyny...-powiedział pod nosem i wsiadł do samochodu Roberta razem z Ann i Ania, a Agata z Kubą do samochodu Piszczków. Ja również wsiadłam do siebie i wyjechałam pierwsza oraz udałam się pod swój dom. Droga zajęła nam może z 20 minut. Szybko zaparkowałam samochód i wbiegłam do mieszkania, słyszałam jeszcze jak Mario coś krzyczał, ale nie słuchałam już go, bo pewnie chodziło o to, bym się pośpieszyła. Podbiegłam do garderoby i złapałam pierwsze lepsze ubrania oraz szybko ubrałam się w pokoju, bo z racji tego, że byłam sama w domu nie miałam się obawiać tego, że zaraz ktoś wejdzie mi do pomieszczenia. Po 10 minutach wybiegłam z domu, zamknęłam go i kierowałam się do furtki. Teraz pozostał mi wybór samochodu. Postanowiłam pojechać z Piszczkami i Błaszczykowskimi. Z racji tego, że w drugim znajdowała się Brömmel. Jak wspominałam wcześniej to jej nie darzę wielką sympatią i Mario o tym doskonale wie. Wiele razy kazał mi się do niej przekonać, ale nie mogłam. Sama nie wiem, dlaczego jej tak nie trawię, ale po prostu z samej siebie nie mogę się do niej przełamać.
Po 30 minutach, w świetnej atmosferze, drogi w końcu byliśmy pod galerią, w której znajduję się ulubiona pizzeria Mario. Weszliśmy do środka i znaleźliśmy stolik z odpowiednią ilością miejsc dla naszej dziewiątki.
-Aniu, tak w ogóle, to co się stało, że zgodziłaś się na przyjście tutaj?-zapytałam, gdy zajęliśmy swoje miejsca. Siedziałam od okna, przez które idealnie można było obserwować ludzi w centrum handlowym, a obok mnie siedział Kuba, a na przeciwko Ann z Mario, który poszedł zamówić dla nas posiłek.
-Myślisz, że prosto było nam ją namówić?-wtrącił Kuba.
-Kilka dni ją błagaliśmy.-dopowiedziała Ewa. Potem przyszedł Götze i zaczęliśmy rozmawiać o głupotach.
-... i wtedy Łukasz zgubił te gacie w morzu!-śmiała się Ewa z historii swojego męża na Ibizie. Wszyscy umieraliśmy ze śmiechu, nawet Łukasz.
-Dobra dość!-krzyczałam.-Umieram!
-Musimy się tam kiedyś wybrać.-zaproponowała Ann.-Wszyscy.
-No to jest całkiem dobry pomysł.-mówił z pełną buzią Mario
-Jak ty jesz...-komentowała z lekkim uśmiechem Ann.
-Normalnie kochanie.-powiedział z dziecięcym głosem. Zbliżył się z pizzą w ręku do dziewczyny i poplamił jej chustkę, którą miała na szyi.
-MARIO!-krzyknęła.-Coś ty zrobił!?
-Kurczę, Ann nie chciałem.-usprawiedliwiał się chłopak, reszta tylko patrzała na nich z zainteresowaniem.
-Poplamiłeś ją! Jaki ty głupi jesteś!-krzyczała prawie ze łzami w oczach, co mnie bardzo tym zdenerwowała, bo to tylko głupia chustka.
-Nie krzycz tak na niego, a tym bardziej nie wyżywaj!-również podniosłam głos.-To głupia chustka, a ty się nią przejmujesz jakby to był jakiś skarb.
-Wiki nie. Proszę.-mówił do mnie Mario.
-Nic nie rozumiesz.-powiedziała spokojniej.
-A co tu jest do rozumienie?! Zwykła szmata, która znając ciebie kosztowała jakieś 10000 tysięcy, ale to nie zmienia faktu, że będziesz się teraz tak na nim wyżywać i płakać, bo masz jakąś plamkę!
-Wiktoria!-Mario krzyknął na mnie, co mnie trochę zdziwiło. Pierwszy raz podniósł na mnie głos.
-Może dla ciebie jest zwykłą szmatą, ale dla mnie to jedyna pamiątka po mojej babci, która zmarła.-odparła ze stoickim spokojem, a mi zrobiło się trochę głupio, ale nie potrafię się do tego przyznać. Tak, moją największą wadą jest to, że nie potrafię się przyznać do błędu. Zawsze będę ciągnęła swoja rację.
-To nie znaczy, że masz tak panikować. Wypierze się.-powiedziałam.
-Dobra dziewczyny. Koniec!-zakończył naszą kłótnię Mario i wszyscy bez problemu wróciliśmy do dalszych rozmów.
-O nie!- po chwili usłyszałam głos Ann, która wyglądała przez okno i dostrzegłam Marco z Caroline idących w stronę pizzerii.
-O nie!-powtórzyłam to samo co modelka. Jak zobaczyłam tę dwójkę, to poczułam ból. Takie ukłucie w sercu.
-Patrzcie.-powiedział Łukasz.-To nie czasem Marco z Caro?-zauważył ich wchodzących do restauracji.-Hej!-krzyknął Piszczek w stronę tej dwójki, a oboje skierowali się do nas. Cały czas trzymali się za ręce, a jak Marco zobaczył mnie to chyba ścisnął tę rękę jeszcze bardziej.
-Łukasz...-powiedziała z irytacją jego żona i złapała się za głowę.
-Co?-zapytał zdezorientowany.
-Jaki ty jesteś głupi...-powiedział Robert i podobnie jak Ewa, złapał się za głowę, bo wiedział co za chwile się wydarzy.
-O cc...-Łukasz nie dokończył, ponieważ Reus i Böhs podeszli już do stolika.
-Cześć Wam!-krzyknęła Carolinie jednocześnie przerywając wcześniejsze pytanie Piszczka.-Widzę spotkanie z kaloriami.-powiedziała i się zaśmiała. W pewnym momencie zauważyłam jak Marco uważnie się na mnie patrzy.-Nawet ty Aniu?
-Oj czasami można sobie zaszaleć.-zaśmiała się sztucznie Lewandowska.
-No, no! Nawet sama Ann - Kathrin Brömmel.-powiedziała uszczypliwie.
-Ocho! Zaczyna się...-powiedział z sarkazmem Kuba i oparł głowę o rękę, jakby czekał na dalszy rozwój wydarzeń.
-Właśnie dlatego Łukasz. Właśnie dlatego jesteś głupi.-powiedział Robert, a Piszczek w końcu zrozumiał, a bardziej przypomniał sobie jakie relacje łączą Carolinie i Ann.
-Aniu nie zapomnij wziąć naszej top model na wspólny trening.-Caro dalej była wredna dla dziewczyny Mario i ignorowała to co przed chwila dość głośno powiedział Kuba z Robertem.
-Możesz zamknąć swoją krzywą mordę!-podniosła w końcu głos Ann.
-Tylko nie krzywą ty głupia małpo!
-Caro!-tym razem to Mario wkroczył do akcji.-Weź się opamiętaj co!
-A ty nie krzycz na nią!-bronił swojej dziewczyny blondyn.
-Ej, ej, ej! Spokojnie chłopaki.-Robert próbował załagodzić sytuację.
-Weź się ogarnij Marco!-tym razem to ja postanowiłam dodać swoje 3 gorsze.-Nie widzisz jak ona się zachowuję?
-Co ci do tego, co?!
-To, że nisko się cenisz.-powiedziałam to dość głośno, co nie uszło uwadze Carolinie i innym.
-I ty też?! Myślałam, że się lubimy, ale widzę, że jesteś taka sama jak ta suka.-wskazała na na Ann i zaczęła się mocna kłótnia między dwoma WAG's. Ja natomiast dalej "rozmawiałam" z Marco.
-Gadasz tak, bo co zazdrościsz?-chłopak trafił w mój czuły punkt. Nic nie odpowiedziałam, bo taka była prawda. Zazdrościłam Caro, że ma Reusa. Ja sie w nim naprawdę zakochałam. Tylko, że on nie odwzajemnia tych uczuć. Postanowiłam jak najszybciej się stąd wynosić. Już wstałam z krzesła, gdzie nagle Kuba pociągnął mnie za rękę i odciągnął na bok od tego zamieszania. W tym czasie Ann postanowiła podobnie jak ja wyjść, ale jej się udało. Agata i Ewa poszły za nią, natomiast Mario i Marco intensywnie rozmawiali na uboczu, a do mnie i do Kuby podeszli Lewandowscy z Łukaszem. Natomiast Caroline wyszła nie patrząc na swojego chłopaka.
-Wiecie co, ja już chyba wrócę do domu.-powiedziałam.
-Jasne, zaraz cię odwieziemy.-odparł Robert.
-Nie, ja się przejdę, albo taksówkę wezwę.
-Daj spokój. Chodź!-Ania złapała mnie za rękę jakby bała się, że ucieknę jej.
-Słuchajcie, dziękuję wam za takie spotkanie. Mimo wszystko, było bardzo miło. Przekażecie reszcie to?
-Jasne!-obiecał Łukasz. Potem przytuliłam się z nim i Kubą. Chciałam podejść też do Mario, ale stał z Reusem i chyba poważnie rozmawiali, to nie chciałam im przerywać.
-Gotowa?-zapytał Robert i udaliśmy się do wyjścia.


*******
-Widzisz co narobiłeś?-zapytał mnie Mario, bo właśnie dziewczyny przyszły z roztrzęsioną Ann. Mario bez zastanowienia podszedł do niej i mocno przytulił.
-Niby to moja wina?-odpowiedziałem pytaniem na pytanie, na co zostałem skarcony surowym wzrokiem przez Mario. 
-Mam do was prośbę.-zwrócił się do Polaków.-Moglibyście ją zawieźć do domu? Ja muszę chyba z kimś poważnie porozmawiać.-Tak chodziło o mnie. Usiadłem więc przy jakimś mniejszym stoliku i czekałem, aż Götze do mnie podejdzie.
-Dobra stary-zaczął-wyjaśnij mi o co się z tobą dzieje?
-Co ma się dziać? Nic. Jest wszystko okej.
-Kogo jak kogo, ale mnie nie okłamuj. Robert mi mówił, że rozmawiałeś z nim na urodzinach o tym jak zerwać z Caro, a Wiktoria mówiła mi, że po imprezie powiedziałeś jej, że zerwaliście.
-Wiktoria...-wypowiedziałem jej imię co nie uszło uwadze przyjaciela.
-Co z nią nie tak?
-WSZYSTKO!-krzyknąłem i postanowiłem powiedzieć mu wszystko.
-...kiedy ona powiedziała, że chce o tym zapomnieć i lepiej będzie jak nie będziemy wchodzić w sobie w drogę to byłem tak zły... Mario... Ja się poczułem jakbym został zdradzony. Ja coś do niej czułem już od początku, ale ona ma mnie w dupie.
-A Caro? Jaki ona ma w tym udział.-zapytał.
-Po tym odrzuceniu chciałem zapomnieć. Myślałem, że jak będę z Caroline i powrócę do swojego poprzedniego trybu to zapomnę, ale nie! Było nawet jeszcze gorzej.
-Ty ją serio kochasz.-oznajmił.
-Ale ona nie kocha mnie...
-Powiedziała ci to?-zapytał.
-Powiedziała, że nie chce mnie widzieć. Wystarczy?!
-Marco, ja wiem, że to może być trudne, ale ona jest w szoku. Wydaje mi się, że ty też nie jesteś dla niej obojętny. Musisz z nią pogadać, albo jeśli chcesz to ja mogę z nią też porozmawiać. Teraz jednak jest ważniejsza rzecz do załatwienia.-popatrzałem na niego pytająco.-Caro.-odpowiedział.
-Wiem, wiem, wiem...-schowałem twarz w dłoniach..
-Chodź. Weźmiemy twój samochód i jedziemy do ciebie. Pogadasz z Carolinie i powiesz jej, że to definitywny koniec. Nie będziesz się już męczył z nią. Jasne?!-zapytał stanowczo, a ja kiwnąłem tylko głową i oboje wstaliśmy od stołu oraz udaliśmy się do mojego auta. Postanowiliśmy, że lepiej będzie jak Mario poprowadzi. Całą drogę siedzieliśmy cicho. Ja myślałem cały czas, jak mam porozmawiać z Caro oraz czy w ogóle powinienem gadać z Wiktorią. Nim się obejrzałem, a Götze już parkował na moim podjeździe i bez słowa wysiedliśmy z samochodu.
-Marco...-zwrócił się do mnie przyjaciel.-Powodzenia.-powiedział i mnie przytulił. Następnie udał się spacerkiem w kierunku swojego domu, który był może z 10 minut drogi stąd. Powolnym krokiem wszedłem do środka i zauważyłem Carolinie, która siedziała w salonie z założonymi rękoma. Podszedłem do niej bliżej i usiadłem na przeciwko. Oboje nic nie mówiliśmy. Jednak postanowiłem zakończyć to raz na zawsze.
-Caro... posłuchaj mnie...-zacząłem, ale blondynka mi już przerwała.
-Nie Marco, to ty mnie posłuchaj. Wiem co za chwile powiesz. "Że to koniec". Już się spakowałam.-mówiła ze spokojem, a ja patrzałem na nią z wielkim zdziwieniem.-Chcę powiedzieć ci tylko tyle, że ja o wszystkim wiem. Wiem o każdej twojej zdradzie. Wiem nawet kim są te dziewczyny. Od dawna też wiem, że próbujesz ze mną zerwać.
-Caro? Jak?-pytałem.
-Po prostu wiem. Wiem też, że mnie już nie kochasz. U mnie też to uczucie już dawno wygasło.
-CO?!-podniosłem głos.-To dlaczego ze mną ciągle jesteś? Dla kasy, sławy?
-A dlaczego ty ze mną ciągle jesteś?-zapytała spokojnie, a mnie zatkało.-No właśnie... Można zarzucić mi wiele. Że jestem wredna, fałszywa, egoistyczna, zapatrzona w siebie. Jednak nikt nie może zarzucić mi, że jestem materialistką. Dobrze wiesz jaka jestem, W jakim domu się wychowałam. Nigdy pieniądze nie stały na pierwszym miejscu. Byłam z tobą, bo cię kochałam. Właśnie kochałam. Uczucie wygasło, ale ja ciągle wierzyłam, że może powróci. Nie chciałam się z tobą rozstawać, bo byłeś i będziesz dla mnie ważny. Kocham cię może już nie jak partnera, ale przynajmniej jak przyjaciela.-rozpłakała się, a ja nie miałem pojęcia co powiedzieć. Może znowu mam darować sobie to zerwanie? Nie, Marco! Opanuj się!
-Lepiej będzie jak pójdziesz już.-powiedziałem, bo wiedziałem, żejak Caro zostanie tutaj dłużej, to mogę się rozmyślić. Dziewczyna posłusznie wstała i udała się do sypialni po walizki. Chciałem jej pomoc, ale stanowczo odmówiła.
-Marco.-zwróciła się do mnie jak była już koło drzwi.
-Tak?
-Jest coś, co musisz wiedzieć.-powiedziała i spuściła głowę.
-Tak?
-Ja... też cię zdradziłam...-odparła, a ja poczułem się dziwnie. Nie mogę nawet opisać tego uczucia.
-Kto... kto... z kim?-zapytałem
-Mario.-odparła i wyszła bez słowa.
________________________________________________________________
WITAMY ROZDZIAŁ 8!!!

Także oddaje w wasze takie coś. Nie mam pojęcia jak Wam się to spodoba. Nie jestem co do tego pewna, ale mam nadzieję, że wybaczycie mi to wszystko.
Kurczę znowu wyszedł mi długi rozdział ://
Niestety, ale jak sie rozpiszę to nie mogę przerwać  :)
Następny obiecuję będzie krótszy XD

Troszkę poplątało się nam w życiu bohaterów.
Czy Wiktoria i Marco dojdą w końcu do porozumienia?
Jest jeszcze zdrada Caroline... i Mario :(



Zazdrościmy? *,*
Zapraszam do komentowania ♥

ENJOY!

piątek, 26 września 2014

Rozdział 7

"WEŹ JAKIEŚ DOBRE WINO I CHODŹ TUTAJ"


POD NOTKA JEST MAŁE PYTANIE DO WAS. ZAJRZYJCIE TAM :)

-Poszukujesz transportu?-usłyszałam za sobą. To był Marco.
-Nie.-skłamałam, ale tak naprawdę potrzebowałam pomocy i to bardzo.-Poradzę sobie.
-Znam Mario i uwierz mi, nawet ja mam problemy by go położyć spać, a co dopiero ty.-zaśmiał się na końcu.
-Czy ty mnie obrażasz?-tak, koniecznie próbowałam zmienić temat.
-Wiki...-powiedział stanowczo.-Nie zmieniaj tematu, tylko wstawaj i idziemy do samochodu.-zupełnie jakby czytał w moich myślach.
-Może i tak...-wahałam się. Jednak za wszelką cenę nie chciałam być w jednym aucie z Reusem, ale jak inaczej miałam wrócić do domu?
-Nie marudź, tylko pomóż mi go podnieść.-powiedział po czym oboje złapaliśmy piłkarza z klubowym numerem 10 i powolnym krokiem podążaliśmy w stronę drzwi.
-To my lecimy!-skierował Marco do Ani, która właśnie prowadziła pijanego Roberta na górę do sypialni.
-Jasne!-powiedziała energicznie. Ja ją podziwiam. Mimo, że właśnie trzyma dorosłego i do tego pijanego faceta, od którego na kilometr czuć alkohol, to optymizm jej nie opuszczał.-Powodzenia!
-Nawzajem! Pa Aniu!-pożegnałam się z przyjaciółką.
-Pa pa!-odkrzyknęła i skierowała się na górę po schodach.

-Marco.... ja cię kurde... ssszanuję..-bełkotał Götze, kiedy byliśmy już koło wozu Reusa.-Kochamm cie.. daj! Daj mi ... pyszczka...-powiedział po czym zbliżył się do niego, by mógł pocałować swojego przyjaciela. Był to dla mnie dość śmieszny i dziwny widok, bo pierwszy raz mam do czynienia z pijanym Götze i mam nadzieję, że ostatni.
-Mario!-wyrywał mu się Marco.-Wsiadaj do tego samochodu i zamknij się już!
-No dobsssze mój ty buntowniku...
Kiedy w końcu udało nam się opanować sytuacje z pijanym chłopakiem, oboje wsiedliśmy do samochodu i kierowaliśmy się do domu Marco, bo jak powiedział, tam spędzi noc razem z przyjacielem, bo nie mamy zielonego pojęcia gdzie ma klucze od swojego domu, a samochód odbierze przy okazji. Po za tym, ttak będzie wygodniej.
Oboje jechaliśmy w ciszy. Co jakiś czas było słychać jakieś mamrotanie Mario, który prawdopodobnie zasypiał na tylnich siedzeniach. Oparłam głowę o szybę i oglądałam panoramę miasta. Ulice były puste i pięknie oświetlone. Mimo, że nie jestem tu nawet tydzień, to już zakochałam się w tym mieście. Bardzo mi tu się podoba i coraz mocniej jestem przekonana, że przyjazd do Niemiec był najlepszą decyzją jaką podjęłam w życiu.
-Już jesteśmy.-z rozmyśleń wyrwał mnie głos Marco. Tak, byliśmy już pod jego domem.
-To dzięki za podwózkę.-wymusiłam uśmiech. Już chciałam wychodzić, gdy nagle poczułam, że blondyn łapie mnie za rękę.
-Nie poradzę sobie z nim sam.-powiedział spokojnie.-Pomóż mi tylko zanieść go do sypialni.-nie bardzo miałam ochotę mu pomóc, bo szczerze to jestem mega zmęczona i najchętniej, to położyłabym się do łóżka, ale piłkarz mnie podwiózł, więc chociaż tak się mu odwdzięczę. Niechętnie, ale się zgodziłam.
-Ania jakoś sobie sama poradziła.-powiedziałam po polsku pod nosem i wysiadłam z auta.
-Co?-zapytał zdezorientowany blondyn.
-Nie, nic. Dawaj, zanosimy go.-odparłam i otworzyłam drzwi od samochodu, po czym oboje chwyciliśmy bruneta "pod rękę" oraz powolnym krokiem ruszyliśmy do domu, a potem do sypialni dla gości.
Po jakiś 20 minutach wyszliśmy z pomieszczenia, w którym przebywał Götze. Zeszłam pierwsza na dół po schodach, a za mną szedł Marco.
-To ja się będę zbierać.-powiedziałam.
-Szkoda...-stwierdził i wyraźnie posmutniał, co mnie trochę zdziwiło.
-No, ale chyba nie będziesz sam. Jest przecież Caroline.-powiedziałam, a Marco mimowolnie upadł na kanapie w salonie i głośno westchnął.-Powiedziałam coś nie tak?-sama się sobie dziwiłam, ale zaciekawiłam się i usiadłam obok chłopaka.
-No, bo my już chyba nie jesteśmy razem.-powiedział i spojrzał na mnie. Przyglądałam się jego oczom, w których malował się smutek. Nie mam pojęcia dlaczego, ale zrobiło mi się go strasznie szkoda. Tylko dlaczego? Przecież dobrze wszyscy wiemy jak traktował Caroline oraz, że nie był z nią na poważnie.
-Chyba?-zapytałam, bo tylko na to mnie było stać.
-Wiki ja nie wiem od czego zacząć...-powiedział, a głupia ja odrapałam:
-Mamy czas. Weź jakieś dobre wino i chodź tutaj.-poklepałam miejsce obok siebie. Reus bez słowa podszedł do baru i wyjął jakąś butelkę oraz dwa kieliszki. Nalał nam obojgu i zaczął opowiadać o sytuacji, która miała miejsce na imprezie, że dziewczyna była zazdrosna o mnie, co mnie trochę zdziwiło, bo przecież ja i Caro, trochę się znałyśmy i może nawet polubiliśmy, ale ona i tak podejrzewa mnie o takie rzeczy. Od razu szacunek do niej u mnie spadł.
-... no i powiedziałem jej, że lepiej będzie jak się rozstaniemy, a ona mnie uderzyła i wyszła.-skończył, a ja nie wiedziałam co mam powiedzieć. Z jednej strony, to jest mi go bardzo szkoda, bo sama przeżyłam coś podobnego, ale z drugiej, dlaczego on się tak przejmuje skoro podobno związek z Caroline był tylko na pokaz?
-Bardzo mi przykro.-zdołałam tylko tyle powiedzieć.-Ale Marco...twój związek z nią był poważny?
-Sam nie wiem.... -westchnął.-Bo tak, czuję trochę ulgę, że to już jest koniec, ale przyzwyczaiłem się do tego. Lubię Caroline, ale jak przyjaciel, a nie partner.
-To czym się przejmujesz? Sam powiedziałeś, że nie kochasz jej. Chyba lepiej będzie jak zostaniecie przyjaciółmi, bo związek nie wychodzi już wam na dobre, a szczególnie ci.
-Tylko, że ja się boję rutyny i samotności. Boję się, że każdy mój dzień będzie wyglądał tak samo, a dodatkowo będę przychodził do pustego domu.
-Musisz nauczyć się tak żyć. Żyć bez dziewczyny u boku, a nim się obejrzysz miłość sama do ciebie przyjdzie.-uśmiechnęłam się na koniec. Kurczę... co ten alkohol robi z ludźmi?
-Dzięki.-powiedział.-To wiele dla mnie znaczy.
-Wiesz, sama wczoraj rozstałam się ze swoim chłopakiem z Polski. Było mi ciężko, ale dzięki Mario i Ani oswoiłam się z tym.
-Również mi przykro.-odparł po czym położył swoją rękę na moim udzie, przez co przeszedł mnie przyjemny dreszcz.-Ty i Mario jesteście sobie bliscy?
-Przyjaźnimy się.-powiedziałam, po czym blondyn przysunął się do mnie, jakby to znaczyło "jest wolna, możesz działać".
-Wiki ja...-zaczął niepewnie.-Ja chciałbym cię przeprosić. Jak powiedziałaś mi dzisiaj, że tak cię  irytowałem i denerwowałem, to miałem nadzieję, że będzie jeszcze taka okazja do poprawienia tych relacji. Mam nadzieję, że nie jest za późno?
-Na nic nigdy nie jest za późno.-powiedziałam cicho, spokojnie i z lekkim uśmiechem. Czułam się coraz lepiej w towarzystwie Marco. Kiedy patrzył się na mnie czułam jakby motylki w brzuchy. Dziwne, wiem. Mam wrażenie, że czuję coś więcej do niego niż tylko nienawiść, która, mam nadzieję, jest tylko przykrywką, którą narzucam samej sobie.
-To może zacznijmy od początku?-zaproponował i zbliżył się do mnie.
-Hmmm...-myślałam.-No nie wiem...
-Proszę.-zrobił maślane oczy i popatrzał się na mnie swoim firmowym wzrokiem, który niestety działał na mnie.
-No, niech ci będzie.-powiedziałam już pewniej.
-W takim razie, nazywam się Marco Reus.-uśmiechnął się zabójczo.
-Wiktoria Müller.-również postanowiłam przedstawi się "nowemu" koledze. Nagle Marco zrobił coś, co mogłam podejrzewać już od początku. Przysunął się do mnie bardzo blisko. Moje i jego usta były coraz bliżej. Powoli przysuwał się do mnie, a ja nie wiedzieć czemu, czekałam z niecierpliwością, aż mnie pocałuje. Strasznie mi to się dłużyło. W końcu poczułam jego usta na moich.To było coś niezwykłego. Ten pocałunek był zupełnie inny niż ten z Mario. Teraz... aż głupio mi się przyznać... Podobało mi się. Po jakimś czasie przerwał pocałunek i powiedział.
-Miło mi ciebie poznać Wiktorio.-i powrócił do bardzo przyjemnej czynności. Nasze pocałunki były coraz bardziej zachłanne, namiętniejsze. Mimo, że całowałam prawdopodobnie "byłego" już faceta swojej koleżanki, nie czułam wyrzutów sumienia. Możliwe, że będę je mieć jutro, ale teraz to nie ważne. Nie wiedząc kiedy, byliśmy już w drodze do jego sypialni. Tak, do jego SYPIALNI. Mogłam coś zrobić, ale nie alkohol mi nie pozwalał. Chociaż wszystkiego na niego nie mogę zwalić, bo trochę kontrolowałam. Chciałam tego... po prostu chciałam. 
Kiedy byliśmy już w pomieszczeniu, Marco dorwał się do mojej sukienki i po chwili już jej nie było. Sama również pozbywałam się ubrań Reusa. Wkrótce byliśmy w samej bieliźnie i tak położyliśmy się na łóżku. Blondyn zaczął całować każdy milimetr mojego ciała, zaczynając od szyi, kończąc na moim brzuchu. Zaraz potem ponownie zbliżył się do mnie i po raz kolejny pocałował w usta. Moment później byliśmy już nadzy, a po chwili zajęci sobą przez najbliższe godziny. Poszliśmy spać dopiero nad ranem.

Powoli otwierałam oczy, a kiedy w końcu udało mi się poczułam chorobliwy ból głowy. Po prostu mi pękała. Chciałam wstać i udać się do łazienki po jakieś tabletki na kaca, ale zauważyła, że nie jestem w swoim pokoju. Zmarszczyłam brwi i przyglądałam się pomieszczeniu. Nagle poczułam, że w łóżku nie jestem sama. Powoli spojrzałam w tamtą stronę i ujrzałam śpiącego blondyna.
-CHOLERA!-krzyknęłam i gwałtownie odsunęłam się od chłopaka.-Co ja najlepszego zrobiłam?-mówiłam do siebie i złapałam za głowę. Marco spał dalej. Nawet nie obudził go mój krzyk. Byłam wściekła na niego, ale najbardziej na siebie. Jak mogłam się z nim przespać?! Okej, niby sie pogodziliśmy, ale przecież był z Caroline, a jakby nie patrzeć to trochę się znałyśmy. Cholera! Po co ja zostałam? Po co zainteresowałam się jego stanem? Po co się z nim całowałam i dlaczego ja tego nie przerwałam?! Chociaż, muszę przyznać, że podobało mi się to. Ten pocałunek był inny niż ten z Mario. Tam czułam jakbym całowała brata, a tutaj? Nie, nawet tak Wiki nie myśl. To zwykły dupek, który po prostu chciał cię zaliczyć. Tak jak na początku sobie postawił. To nic dla ciebie nie znaczy, a już tym bardziej dla niego. Mimo to czuję się z tym okropnie. Teraz muszę się szybko ogarnąć i wyjść stąd, puki piłkarz jeszcze śpi. Zobaczyłam, że w pokoju, który najprawdopodobniej należał właśnie do Reusa, leży moja sukienka. Szybko złapałam ją, jak i też bieliznę, która leżała obok. Pognałam do łazienki, którą znalazłam zupełnie przypadkowo i za pierwszym razem, bo w sumie była połączona z sypialnią. Szybko przebrałam się w to, co byłam ubrana wcześniej i wyszłam z łazienki. Na moje nieszczęście Marco już nie spał, tylko uważnie mi się przyglądał.
-Wychodzisz już?-zapytał trochę ospałym głosem.
-Jak widać.-odpowiedziałam obojętnie nawet na niego nie patrząc.
-Znowu jesteś taka dla mnie?-zapytał smutnym głosem, a ja wtedy nie wytrzymałam.
-A jaka mam być dla ciebie, skoro zachowujesz się jak skończony kretyn? Specjalnie mnie upiłeś, a potem wykorzystałeś!-prawie krzyczałam.
-Nie mów tak!-powiedział i podniósł się, bo wcześniej cały czas leżał.-Może rzeczywiście to trochę za daleko zaszło, ale co ja poradzę, że nie potrafiłem się temu oprzeć.-odparł, a ja przypomniałam sobie, że Mario powiedział identycznie to samo.
-Zapomnijmy o tym.-stwierdziłam bez wyrazu twarzy.
-Chcesz tego?-zapytał.-Chcesz o tym zapomnieć?
-Tak.-powiedziałam pewnie, ale tak na prawdę skłamałam. Nie chciałam o tym zapomnieć, a nawet chciałabym budzić się u jego boku codziennie. Jednak to nie może tak wyglądać.-Najlepiej nie wchodźmy sobie w drogę. Pa!-odparłam i wyszłam z pokoju, a potem z mieszkania. Może to trochę dziwnie będzie wyglądać jak wychodzę z jednego domu, a wchodzę do drugiego, który jest zaraz obok, ale to nie było dla mnie ważnie i nie obchodziło mnie. Miałam więcej problemów na głowie. Poszłam na tę imprezę by odreagować, by odpocząć, czy zapomnieć, ale to przysporzyło mi tylko więcej problemów. Weszłam do domu, a w kuchni zauważyłam moją mamę i tatę. Zdziwiłam się, co oni tam robią. Przecież jest piątek i powinni być w pracy.
-O! Już jesteś?-zapytała mama.
-Nie powinniście być w pracy?-zignorowałam pytanie mojej mamy.
-Powinniśmy, ale mamy wolne.-wolne? Moi rodzice w ogóle wiedzą co to znaczy?
-A gdzie spędziłaś noc?-zapytała "troskliwa" rodzicielka.
-U Ani i Roberta. Nie chciało mi się wczoraj wracać. Przepraszam, ale zmęczona jestem. Cześć!-powiedziałam i ruszyłam w stronę swojego pokoju, a potem własnej łazienki. Nalałam sobie wody do wanny, weszłam do niej i długo w niej siedziałam oraz rozmyślałam, co się ze mną dzieję. Mario, Marco... Dwaj mężczyźni strasznie namieszali mi w życiu. Mario - najlepszy przyjaciel, który prawdopodobnie coś do mnie czuję, ale ja nie odwzajemniam tych uczuć. Marco -  drań i wróg, do którego najprawdopodobniej coś poczułam tylko, że bez wzajemności. Tak, poczułam coś do niego. Możliwe, że przez cały ten czas nie był mi obojętny tylko, że ja po prostu udawałam sama przed sobą, że go nienawidzę. Cóż... prawda okazała się inna.
Po godzinie wyszłam z wanny i przebrałam się w coś letniego, bo na dworze jest z chyba 30 stopni. Nie miałam nic ciekawego do roboty, więc wzięłam laptopa na łóżko i weszłam na Facebooka. Od razu w oczy rzuciło mi się kilka rzeczy. Po pierwsze miałam dużo zaproszeń. Kiedy je zobaczyłam to większość była od ludzi, których poznałam wczoraj na imprezie u Lewandowskich. Przyjęłam te co miałam przyjąć i postanowiłam sprawdzić powiadomienia, które było druga rzeczą co przykuły moją uwagę. Było ich ponad 1000. Kiedy kliknęłam je, zobaczyłam miniaturkę zdjęcia. Otworzyłam je, a moim oczom ukazało się zdjęcie, co wstawił Robert. Byliśmy tam wszyscy. Powiem, że wyszło bardzo rodzinnie, a najlepsze jest to, że stoję obok Mario i w jakimś stopniu zabawnie się przytulamy. Kilka innych osób dodało to samo zdjęcie lub jakieś indywidualne z solenizantem. W trzeciej kolejności to sprawdziłam wiadomości, których również miałam dość dużo, ale jak się spodziewałam dotyczyło to tego, że poznałam piłkarzy i nagle wszyscy stali się moimi przyjaciółmi, nawet ci zdrajcy co "życzą szczęścia Ninie i Rafałowi". Sprawdziłam telefon czy może nie mam jakiś fajnych zdjęć z wczorajszej imprezy, ale niestety żadne nie nadawało się do tego. Chociaż jedno było bardzo fajne. Był tam Mario, który widocznie był już "pod wpływem" i dawał mi słodkiego buziaka w policzek oraz oczywiście ja. Jednak uważam, że te zdjęcie za bardzo kompromituje piłkarza, więc darowałam mu. Chciałam już wyłączać FB, gdy nagle dostałam powiadomienie, że ktoś polubił mój post.
-Jaki post?-myślałam, bo przecież nic nie wstawiałam. Weszłam na swoją tablice, a moim oczom ukazał się tzw. karniak od samego Mario. Pomyślałam wtedy, że kara musi być i postanowiłam jednak, że wstawię to zdjęcie z pijanym piłkarzem.
"Nie jestem, aż taka zła, więc chciałam to zdjęcie zatrzymać dla siebie, ale kara za karnego musi być! Pozdrowienia z wczorajszej imprezy u Lewandowskich!
 Jak widać, dla niektórych impreza skończyła się szybciej! 
KC MARIO :* XD"
Zdjęcie z takim opisem szybko zagościło na mojej tablicy, a odzew był niemal natychmiastowy. Osobiście nie mogłam się doczekać, aż Mario wstanie i zobaczy to zdjęcie. Kiedy tak siedziałam, nagle do mojego pokoju wszedł Kuba.
-Hej!-przywitał się.-Jak impreza?
-Świetnie.-chociaż nie byłam do końca pewna swoich słów.
-Dla Mario chyba skończyło się nie najlepiej. Tak widziałem zdjęcie.-powiedział, kiedy zobaczył moje zdziwienie.-Idziesz ze mną na kort?-zaproponował.-Felix przyjdzie i może ktoś jeszcze z drużyny.
-Hmm-zastanawiałam się głośno.-W sumie czemu nie? 
-To chodźmy!-krzyknął po czym oboje zeszliśmy na dół, ubraliśmy odpowiednie obuwie i na pieszo udaliśmy się na kort, który był bardzo blisko naszego miejsca zamieszkania. Powoli dochodząc do boiska oboje z bratem dostrzegliśmy Felixa i jakiegoś kolegę.


*******
-Idiota! Idiota! Idiota!-mówiłem sam do siebie, kiedy to Wiktoria wyszła do swojego domu. Miałem idealną okazję by się do niej zbliżyć, ale jako przyjaciel. Nie! Musiałem się z nią przespać! Musiałem! Widać było, że jest na mnie wściekła, ale przecież nie wypiła tak dużo. Kontrolowała chyba chociaż trochę? Dlaczego, więc nie przerwała? Chociaż teraz to już bezsensu. Nie mam zamiaru się starać o nią skoro wyraźnie podkreśliła, że to dla niej nic nie znaczy, że lepiej będzie, jak nie będziemy wchodzić sobie w drogę.
Postanowiłem wstać i zrobić sobie coś do jedzenia, bo głód zżerał mnie od środka. Powolnym krokiem poszedłem do kuchni i zacząłem przygotowywać jajecznice. Chwilę później usłyszałem, że ktoś schodzi po schodach. Tym ktosiem był nie kto inny jak Mario. Nie wyglądał za najlepiej. Wszedł do kuchni i pierwsze co zrobił to złapał za wodę, która stała na szafce. Wypił CAŁĄ butelkę za jednym łykiem.
-Jak ja się tu znalazłem?-zapytał ospale.
-Twój najlepszy przyjaciel jak zwykle zadbał o to, abyś nie spał na ulicy. Tylko musisz wybrać się do Roberta po samochód, bo został.-mówiłem.-Tylko nie dzisiaj. Wytrzeźwiej do końca.-ostrzegłem.
-Więcej nie piję.-oznajmił i usiadł na krześle.
-Nie mówiłeś tak ostatnio?-zapytałem.
-Noooo...-przeciągnął.-Niby tak, ale teraz to już tak na poważnie.
-No zobaczymy.-zaśmiałem się lekko.-Masz jedz. Wszystko ma mi tu zniknąć.
-Tak jest tato!-zasalutował.
Śniadanie zjedliśmy w miłej atmosferze, a przynajmniej dla mnie, bo cały czas śmiałem się z wczorajszej imprezy i zachowania Mario. Oczywiście pokazałem mu filmik jak wywija na parkiecie.
-Ahh te twoje kocie ruchy.-śmiałem się.
-Aj tam... po prostu chciałem sprawić przyjemność dziewczyną.-tłumaczył się.
-I na pewno ci się udało, kocie.-nie dawałem spokoju chłopakowi.
-Dobra, nie denerwuj mnie.-Mario powoli tracił cierpliwość i właśnie dlatego kocham go denerwować, bo wyglądał strasznie śmiesznie jak się złościł.
-Jasne, ale idź się ubierz, a nie w samych gaciach mi paradujesz!
-No idę przecież.-mówił, ale w rzeczywistości był zajęty siedzeniem na FB.
-Ruszaj się!-poganiałem go, a ten posłusznie wstał, lecz dalej spoglądał na swój telefon. Mario powoli wchodził na górę po schodach, a ja zabrałem się za sprzątanie po śniadaniu, gdy nagle usłyszałem krzyk Mario. Zerwałem się i popędziłem w jego stronę, a on z przerażeniem patrzył się w ekran swojego iPhona.
-Co się dzieję?-zapytałem z przerażaniem.
-Nigdy nie wstawiaj karnika osobie, z którą będziesz balować. Nigdy...
________________________________________________________________
NADCHODZI ROZDZIAŁ 7!!!
Kurczę szybko to leci :) Pamiętam jak pisałam bohaterów i bałam się czy ktokolwiek będzie to czytał. Jednak widzę, że są osoby co czytają moje opowiadanie, co mnie bardzo cieszy! ♥

Myślałyście, że będzie już wszystko okej, ale ZŁA ja musiałam coś zepsuć. Na "pocieszenie" dodam, że nie prędko ta dwójka dojdzie do prozumienia :))))

MAŁE PYTANIE;
Czy długie rozdziały Wam pasują? Ja wiem, że jeżeli się wciągnie i podoba blog to chce się jak najwięcej, ale czasem taka długość jak moja jest męcząca.
Więc napiszcie w komentarzach czy rozdziały mają być krótsze czy jest dobrze jak jest :)
Bedę wdzięczna :*

Pochwalę się wam jeszcze, że mam FIFE 15!!!
Super się nią gra. Zdecydowanie widać różnicę :)) Oczywiście pierwszy mecz BVB-Bayern wygrałam 2:0 :)))


SO SWEET :*
Zapraszam do komentowania ♥

ENJOY♥