czwartek, 4 września 2014

Rozdział 3

"MARIO PRAWIE CIĘ ZGWAŁCIŁ, A TY MÓWISZ, ŻE NIE JEST ŹLE?"


*******
Zbliżała się godzina 17, a ja dalej stałam w garderobie i myślałam co mam założyć. Z jednej strony jest to zwykłe wyjście ze znajomą. Postawiłam więc na zwykły zestaw. Poszłam do łazienki, żeby jakoś wyglądać. Włosy spięłam w luźnego koka oraz lekko się pomalowałam. Kiedy byłam w łazience słyszałam, jak ktoś wszedł do domu, ale raczej na pewno nie była to Caroline, tylko chyba rodzice. Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. To już raczej była Caro. Postanowiłam robić wszystko 3 razy szybciej. Nagle moja mama weszła do pokoju i zapukała do łazienki. 
-Wiki! Ktoś czeka na Ciebie na dole.-usłyszałam za drzwiami.
-Idę!-odkrzyknęłam 
Gotowa wyszłam z łazienki i zeszłam na dół. Zobaczyłam tam moją mamę rozmawiającą w najlepsze z Caroline. 
-O! Już gotowa?-bardziej stwierdziła niż zapytała.
-Jasne.-uśmiechnęłam się najładniej, jak tylko potrafiłam.
-No to ruszamy na podbój Dortmundu!-krzyknęła uradowana dziewczyna Reusa.

Z Caro spędziłam naprawdę miło czas. Byłyśmy w parku, pozwiedzałyśmy trochę centrum miasta, byłyśmy na zakupach w galerii, a teraz idziemy do kawiarni, która również znajduję się w centrum handlowym. Po dłuższym przebywaniu z Caroline doszłam do wniosku, że jest bardzo przyjacielska i miła. Rozmawiałyśmy ze sobą, jakbyśmy znały się od lat, a prawda jest taka, że zaledwie jeden dzień. Każda z nas opowiedziała trochę o sobie. Kobieta nie mogła oczywiście oprzeć się opowieściami o tym, jak poznała Marco. Było mi jej trochę szkoda, bo zauważyłam jaki jest piłkarz. Nie wydaje mi się,  że jest z nią szczery i traktuje ten związek jakoś szczerze i poważnie. Pare razy chciałam jej powiedzieć jaki jest jej partner, jak mnie podrywał, ale w porę ugryzłam się w język, bo jest kilka opcji co by zrobiła. Pierwsza wygląda tak, że mi nie uwierzy i się obrazi. Nie uwierzy i mnie wyśmieje, albo pomyśli, że chcę jej zabrać chłopaka, albo uwierzy i rozpocznie się histeria, płacz i zepsuję jej tym humor oraz przy okazji sobie. Postanowiłam to na razie zostawić i nie myśleć o tym.
Wchodząc do kawiarni planowałyśmy usiąść do stolika obok okna, ale Caro pociągnęła mnie za rękę i zaprowadziła do stolika, gdzie siedziała już jakaś kobieta.
-Ania?!-zapytała Caroline do niej, na co ona się odwróciła i uśmiechnęła, a ja oniemiałam.-Co ty tutaj sama robisz?
-O hej! Wiesz, wracam właśnie z małych zakupów. Byłam z Cathy, ale musiała pójść wcześniej, ale ja jeszcze postanowiłam wypić w spokoju kawę. Widzę nowa koleżanka.-wtedy kobieta zwróciła się do mnie, a mi automatycznie uśmiech pojawił się na twarzy.
-Tak, to jest moja nowa znajoma - Wiktoria Müller. To wy sobie pogadajcie w    tym waszym, pięknym języku, a ja skoczę po coś do picia.-powiedziała i ruszyła do kasy.
-W "naszym" pięknym języku?-Ania powtórzyła to co Caro powiedziała przed chwilą.-Zaraz, zaraz! Polka?-zapytała niepewnie.
Ja tylko pokiwałam głową ze szczerym uśmiechem, na co Ania wstała i mnie przytuliła.
-Ania Lewandowska.-odparła, kiedy się ode mnie odkleiła, po czym podała mi rękę, a ja odwzajemniłam gest i usiadłyśmy przy stole czekając na Caro, która poszła jeszcze do łazienki.
-To opowiadaj, co cię tutaj sprowadza?-zapytała Ania.-Skąd się znasz z Carolinie?
-Przyleciałam wczoraj z rodzicami i bratem, a Caro jest moją sąsiadką.
-Serio?-zapytała zdziwiona.-No proszę. Trafiłaś na fajnych sąsiadów.
-Oj, na pewno. Szczególnie jeśli chodzi o pewnego blondyna.-zaczęłam, a skończyłam na tym, że opowiedziałam całą historię z Marco i Mario w roli głównej.
-Hahahahahha!-Ania ledwo panowała nad śmiechem.-Chciałabym zobaczyć minę Reusa. Haha. Caro wie?
-Nie, jest święcie przekonana do tego, że jej chłopak jest aniołkiem.
-Widzę, że też poznałaś już prawdziwe "ja" Marco Reusa?-zapytała już poważniej.
-Tak, podrywał mnie już nawet, ale potem podeszła Caro i zaczął się z nią całować tak przy mnie.-krzywiłam się. Nie żeby mnie brzydziło samo całowanie, ale brzydziło mnie zachowanie Marco.
-Marco taki jest.-stwierdziła.-Jest po prostu kobieciarzem jakich mało. On jest z Caroline tylko dlatego, by pokazać swoim kolegą i rodzicom, jak potrafi się ustatkować. Ale on jest naprawdę bardzo fajnym chłopakiem, tylko dość specyficznym. To wszystko jest na pokaz...-rozmawiałyśmy jeszcze chwilę z Ania na temat Marco i Caro, ale musiałyśmy przerwać, bo pojawiła się blondynka. Cieszę się, że w końcu z kimś mogłam porozmawiać o tym. Mimo, że bardzo krótko znam Anię, to wiem, że to co powiedziałyśmy sobie zostanie między nami. Cieszy mnie też to, że Polka mi tak szybko zaufała mówiąc o tym.
-Wspominałaś, że twój brat trenuje w Borussii, a ty masz jakieś zainteresowania?-zapytała Ania, by móc o czymś rozmawiać przy Caroline. Akurat na to pytanie uśmiechnęłam się szeroko do Polki. Lewandowska tylko spojrzała na mnie pytającą, więc postanowiłam wyjawić swoją pasję.
-Otóż w Polsce trenowałam...-tu przerwałam, ale zaraz musiałam dopowiedzieć, bo Ania mnie poganiała.-Karate!-krzyknęła.
-Żartujesz!-Ania aż podskoczyła z radości. Caro się tylko uśmiechnęła, bo już o tym wiedziała.-Jezu to świetnie! Coraz więcej nas łączy kochana! To by też wyjaśniało to twoje uderzenie Rrr...-w tym momencie chciała powiedzieć o sytuacji obok stadionu, ale w porę się zorientowała, kto koło niej siedzi i w dość nietrafiony sposób wybrnęła z sytuacji.-Roberta...
-Roberta? Twojego Roberta?-pytała zdziwiona Niemka.
-Tak, znaczy nie... znaczy tak!-zdecydowała się w końcu żona piłkarza.
-Kiedy?-pytała dalej Caroline.
-Wczoraj, jak byłam na stadionie z bratem to ktoś na mnie wpadł. Myślałam, że to jakiś złodziej, to użyłam swoich umiejętności.-tym razem to ja przejęłam przebieg historii.
-Dobra słuchajcie, ja się będę już zbierać.-Ania postanowiła wybrnąć z tej  mało komfortowej sytuacji, kiedy zobaczyła, że Caro otwiera już buzię, by po raz kolejny zapytać o tę sprawę z Robertem.-Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy.-tym razem Ania skierowała się tylko do mnie. Postanowiłyśmy wymienić się numerami i spotkać przy najbliższej okazji. Podczas tego dość krótkiego spotkania bardzo polubiłam Lewandowską. W Polsce wiele osób zarzuca jej, że za bardzo gwiazdorzy. Dla mnie, ona nigdy nie gwiazdorzyła, tylko po prostu wykorzystuje, to że jest rozpoznawalna w Polsce i w Niemczech za sprawą Roberta, ale mi to nie przeszkadza. Wtedy w kawiarni nie była dla mnie Anią Lewandowską - żoną Roberta Lewandowskiego, najlepszego polskiego napastnika. Mistrzyni karate. Osoba, która ma fanów i jest znana w całej Polsce oraz Niemczech, tylko była dla mnie Anią Lewandowską - sympatyczną kobietą, pełną energii i optymizmu, bratnią duszą. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz się spotkamy.
Kiedy Ania wyszła, z Caroline również postanowiłyśmy udać się już do domu. Chciałyśmy zamówić taksówkę, ale jak zobaczyłyśmy, że pogoda jest bardzo ładna, chociaż jest trochę późno, bo 20.30 i powoli robi się trochę ciemno, to i tak uznałyśmy, że zdrowiej będzie się przejść. Po 50 minutach spaceru byłyśmy pod naszymi domami. Przechodząc obok domu Caro było słychać muzykę, czyli idealny chłopak zrobił sobie imprezę pod nieobecność partnerki. Widziałam smutek Caro w oczach, połączony ze złością. Pożegnałyśmy się buziakiem w policzek i każda poszła do siebie. Gdy weszłam zobaczyłam rodziców w salonie jak oglądali jakieś niemieckie seriale.
-Cześć.-rzuciłam tylko tyle. Chciałam wrócić do siebie, ale nie było mi to dane.
-Jak było z Caroline?-zapytała mama, co mnie bardzo zdziwiło, bo rzadko ze mną rozmawiała co ja robiłam.
-Okeej.-przeciągnęłam. Mama powiedział wtedy tylko zwykle "ok" i wróciła do oglądania TV. Czyli na tyle z tej jej dzisiejszej troski. Poszłam na górę po schodach, chcąc udać się do siebie, ale postanowiłam zahaczyć jeszcze o pokój Kuby. Zapukałam, a gdy usłyszałam "proszę" weszłam do środka. Kuba leżał na łóżku i czytaj jakiś magazyn sportowy. Pogadaliśmy chwile w miarę normalnie, ale potem zaczęliśmy się wygłupiać, a na koniec rzucać poduszkami. Bitwa skończyła się wtedy kiedy spadła doniczka z kwiatem. Oczywiście się potłukła. Postanowiliśmy, że razem z bratem to posprzątamy. Naturalnie sprzątanie też do normalnych nie nie należało. Kuba zaczął małą zmiotką jeździć mi po twarzy, po czym oberwał szufelką pełną piachu. Dopiero po 20 minutach udało nam się to wszystko ogarnąć i mogłam wrócić do siebie. Chciałam usiąść na balkonie, ale bałam się, że znowu spotkam tam swojego sąsiada. Po głębszym zastanowieniu, postanowiłam jednak wyjść, bo przecież impreza trwa w najlepsze i pewnie wszyscy siedzą na dole, i piją. Siedząc tak myślałam o Kubie. Cieszę się, że go mam. Wiele osób w Polsce zazdrościło nam tych relacji. Zazwyczaj rodzeństwo ze sobą rywalizuję, a my sobie nawzajem pomagamy. Nagle moje myśli zeszły na Ninę i Rafała, którzy nie kontaktowali się ze mną dzisiaj. Olali mnie. Najbardziej w świcie mnie olali. Najdziwniejsze jest to w tym wszystkim, że ja jakby tego nie przeżywam. Jestem wrażliwą osobą i to nawet bardzo, ale jakoś mnie nie dziwi oraz nie szokuje zachowanie mojej przyjaciółki i chłopaka. Może dlatego, że już wcześniej oswoiłam się z tym faktem, a może mi już na nich nie zależy? No, bo w sumie mam tutaj Kubę. Teraz poznałam Caro, Anię, no i Mario. Chociaż z tym ostatnim to mam wątpliwości, co do dalszej znajomości, ale kto tam wie. Ciekawe jak się zachowają, jak tu przyjadą. No tak, nie wspomniałam o tym. Nina i Rafał mają przyjechać do Dortmundu na zawody w karate. Też miałam jechać, ale wyjazd przekreślił wszystko. Może ten wyjazd tutaj nie był wcale takim złym pomysłem...
-O czym tak myślisz.-usłyszałam męski głos. Odruchowo spojrzałam przed siebie i zważyłam twarz Marco.
-Znowu ty?-odburknęłam.-Dlaczego mnie obserwujesz?
-Dlaczego taka jesteś?
-Jaka?!
-No taka wredna dla mnie, a Caro tak cię chwaliła.-mówił z ciągłym uśmiechem. Ja nie wiem, jak go gęba może nie boleć od tego ciągłego uśmiechu.
-Daj mi spokój.-odpowiedziałam już spokojniej, ale po chwili postanowiłam dodać.-To dowiem się dlaczego mnie obserwujesz?
-Ładna jesteś to Cię obserwuję.-mówił pieszcząc swój głos
-Przepraszam bardzo!-nie wytrzymałam.-Ty nie masz przypadkiem dziewczyny?
-Mam.-dodał z coraz to większym bananem na twarzy i z wielką pewnością siebie.
Chwilę nie wiedziałam co mam powiedzieć, ale pomyślałam, co on tu robi, na balkonie skoro impreza trwa na dole.
-Dlaczego nie jesteś na swojej własnej imprezie?
-Chcesz wpaść?-zapytał i popił swojego drinka, którego cały czas trzymał w lewej ręce.
-Ty na wszystko masz odpowiedź?-zapytałam z irytacją w głosie.
-Oczywiście, że tak!-krzyknął, że chyba obudził połowę mieszkańców w dzielnicy.
-Zamknij się!-odkrzyknęłam, ale zdecydowanie ciszej.
-Nie mów tak do mnie.-udawał, że się obraża i odwrócił się. Ja korzystając z okazji, że Marco nie patrzy, postanowiłam wracać już do środka. Właśnie przekraczałam próg mojego pokoju, gdy nagle usłyszałam:
-Ej księżniczko!-tak, to był Marco, któremu minął już foch.-A ty dokąd?!
Ja tylko się odwróciłam i pokazałam środkowy palec oraz weszłam do środka nie czekając na reakcję Reusa. Ten człowiek dział mi coraz bardziej na nerwy. Weszłam do łazienki i wzięłam długi, odprężający prysznic. Postanowiłam położyć się od razu spać, zmęczona dzisiejszym dniem i wrażeniami od razu usnęłam.


*******
Caro właśnie wyszła do Wiktorii, a ja zabrałem się za przygotowanie do dzisiejszej imprezy. Nie planowaliśmy wielkiego melanżu, tylko zwykłe męskie spotkanie. Fifa, muzyka, piwo... nic więcej. Szczerze cieszyłem się, że Caro już wyszła. Męczyła mnie. Męczył mnie ten związek. Byłem, znaczy jestem z nią tylko dlatego, by chłopaki z drużyny wraz z rodzicami, zobaczyli, że potrafię się ustatkować, ale oni i tak chyba nie uwierzyli. Kiedy poznałem Caroline, ja naprawdę myślałem, że to ta jedyna, ale to było chyba tylko chwilowe zauroczenie. Wiele razy chciałem z nią zerwać, powiedzieć, że to koniec, ale jakoś brak mi odwagi. Nie wiem czemu w sumie, bo z reguły jestem bardzo pewny siebie. Bardzo chciałbym związać się z kimś na dłużej i tak na poważni, ale ja nie wiem czy potrafię. Prawie każdy z drużyny opowiada w szatni o swoich partnerkach, mówiąc same komplementy, a ja? Ja nie potrafię. Moje rozmyślenia przerwał dzwonek do drzwi. Otworzyłem i okazało się, że pierwszymi gośćmi są Mario i Robert.
-Siema!-przywitałem się z każdym.-Wchodźcie!
-Stary, tylko pamiętaj, żebyśmy dzisiaj nie przesadzali z alkoholem. Jutro o 14 trening, a jak Klopp zobaczy w jakim jesteśmy stanie, to nas na miejscu pozabija.-zaczął ostrzegać mnie Robert.
-Tak, jak było ostatnio.-przypomniał Mario poprzednią sytuację, jak zabalowaliśmy na innych urodzinach. Na samą myśl o tym co Klopp z nami zrobił przeszły Nas ciarki.

Po upływie 30 minut w moim domu było już pełno kolegów z drużyny. Generalnie każdy miał wypić najwięcej 2 piwa, ale oczywiście tak nie było. Znaleźli się i tacy, co umiaru nie znają. Do tego grona zaliczał się Kuba, Łukasz, Mats i oczywiście Mario, który chyba przepił pozostałą 3 pijaków. Kiedy Kuba postanowił puścić muzykę głośniej, Mario wszedł na stół i zaczął robić striptiz. Siłą musiałem go ściągać ze stołu. Nie wiem jak on to zrobił, ale wyszło na to, że oboje spadliśmy. Ja leżałem na podłodze, na plecach, a Mario na mnie. Próbowałem, go zrzucić, ale głupek zasnął. Robert z Sokratisem mi pomogli. Nagle drzwi się otworzyły i zobaczyłem trochę zdenerwowaną Caro. Podszedłem do niej i zaprowadziłem do kuchni, byśmy spokojnie "porozmawiali".
-Hej, kochanie jak było?-zapytałem najmilej, jak potrafiłem.
-Świetnie, Wiktoria to fantastyczna dziewczyna.-odpowiedziała ze spokojem.
-To super, ale dlaczego masz taki wyraz twarzy?-zapytałem, chociaż wiedziałem jaka będzie odpowiedź.
-Dlaczego zawsze jak mnie nie ma, to ty urządzasz tutaj libacje alkoholowe?-denerwowała się.
-Oj, nie przesadzaj.-próbowałem ją uspokoić.-Przecież nie jest tak źle.
-Nie jest tak źle?!-krzyknęła.-Marco! Mario prawie Cię zgwałcił, a ty mówisz, że nie jest źle?
-Słuchaj dom jest mój i mogę robić imprezy codziennie!- również zdenerwowałem się.
-Aha, czyli to, że jesteśmy razem, nie ma dla Ciebie znaczenia?-powiedziała i udała się na górę do pokoju gościnnego. Zapewne tam spędzi dzisiejszą noc. To nawet lepiej... 
Po kłótni poszedłem do kolegów, którzy nawet nie zauważyli mojego zniknięcia i dalej się bawiliśmy. Po jakimś czasie, chciałem zaczerpnąć świeżego powietrza i udałem sie na górę do sypialni. Chciałem wejść na balkon, ale zauważyłem, że po drugiej stronie siedzi tak samo, jak wczoraj Wiktoria. Muszę przyznać, że jest ona naprawdę piękną dziewczyną. Postanowiłem wejść po cichu i ją poobserwować. Wiem, że jej to się raczej nie spodoba, a wręcz może na mnie naskoczyć, tak jak wczoraj, ale nie moja wina, że mnie strasznie ciekawi jej postać. Stałem tak z 5 minut dokładnie jej się przyglądając. Nagle postanowiłem odezwać się. Oczywiście nie obyło się bez kłótni. Nie mam pojęcia co oczekuję po podrywaniu jej. Może liczę na kolejną przygodę? Tak, słynny Marco Reus, który ma dziewczynę, zdradza ją, ale to nie moja wina, że jestem nieszczęśliwy w związku. To nie wygląda tak, że co noc mam inną kobietę. Po prostu, kiedy nadarzy się okazja, wykorzystuje ją. Nie było ich wiele. Podczas tego 2-letniego związku miałem może z 6,7 dziewczyn na noc. Wracając do Wiktorii, nie wiem czego oczekuję. Nie wygląda na taką, co leci na kasę, jak prawie wszystkie te laski, z którymi poszedłem do łóżka. Może dlatego, że jej rodzice zarabiają nie mało, ale nie wygląda na pustą. Wtedy, kiedy graliśmy w wyzwania i mnie uderzyła poczułem się słusznie ukarany. Boże! Co się ze mną dzieje. Ta dziewczyna wywraca moje życie do góry nogami. Kiedy ją widzę nie panuję nad sobą. Bardzo chciałbym ją pocałować. Może nawet coś więcej. Po prostu chciałbym mieć ja na własność. Kiedy wchodziła do środka bardzo chciałem, żeby zawróciła, a najlepiej stanęła obok mnie. Bardzo mnie irytuję jej zachowanie, ale jednocześnie bardzo intryguję.


*******
Wstałam dość wcześnie, bo była 8. Nie chciało mi się już spać, więc postanowiłam pójść pobiegać. Przebrałam się się w strój do biegania i zeszłam na dół. Rodzice jedli śniadania, a ja postanowiłam na płatki zbożowe z mlekiem. Po 10 minutach byłam już gotowa. Złapałam za słuchawki od mojego iPhone i zaczęłam kierować się w stronę parku. Nie do końca znałam jeszcze tę okolicę, ale pamiętałam tę trasę z wczoraj, jak byłam z Caroline. Biegałam już dobrą godzinę. Postanowiłam wstąpić do sklepu po wodę. Gdy kupiłam ponownie pobiegłam w stronę parku. Nagle, zauważyłam, że na ławce siedziała dobrze znana mi osoba. Postanowiłam podejść do niej.
-Hej!-krzyknęłam siadając, na co osoba obok prawie na zawał zeszła.
-Boże! Nie strasz mnie dziewczyno, a tym bardziej proszę nie krzycz.-błagał mnie Mario i przy okazji złapał się za głowę.
-Widzę impreza u Reusa udała się.-stwierdziłam, po czym wzięłam łyk wody.
-Skąd wiesz, że była u niego impreza?
-Nie wiem czy wiesz, ale jestem jego sąsiadką, a po za tym powiedzmy, że "zapraszał" mnie?
-To czemu nie wpadłaś?-zapytał trochę smutny, ale jednocześnie zdziwiony.
-Chyba sobie żartujesz?-zakpiłam.-Prędzej przefarbuję się na różowo, zanim dobrowolnie pójdę na imprezę u niego.
-Ale wy się kochacie.-powiedział z sarkazmem Mario.
-Tak w ogóle, to co ty tutaj robisz? Do tego jeszcze z kolegą?-zapytałam.
-Kolegą?-Niemiec nie bardzo rozumiał o co chodzi.
-No z kacem.-odpowiedziałam i zaśmiałam się głośno.
-Proszę, ciszej.-błagał.-Tylko troszeczkę ciszej.
-Jasne.-postanowiłam odpuścić.-To w takim razie, co tu robisz? Biegałeś?-zapytałam, bo dopiero teraz zauważyłam, że ma strój do biegania.
-Dzięki.-uśmiechnął się zabójczo.-Wiesz na kaca najlepsze jest bieganie, a ty biegasz bo...
-Bo lubię, dla siebie, dla przyjemności, dla zdrowia, dla relaksu.-wymieniałam.
-To może, pobiegamy razem. Co ty na to?-zapytał po raz kolejny ze swoim firmowym uśmiechem.
-Jasne!-zgodziłam, że bez wahania.
Biegaliśmy razem chyba ze 2 godziny. Strasznie podobało mi się spędzanie z nim czasu. Był mega pozytywnym kolesiem. Podobnie jak Ania. Jego energia przelewała się na mnie. Polubiłam go. Nie był taki jak Marco. Myliłam się co do niego. Całą drogę wygłupialiśmy się, śmialiśmy i opowiadaliśmy jakieś zabawne historię. Co jakiś czas musieliśmy się zatrzymywać, bo fani zaczepiali Mario z prośbą o autografy. Nie przeszkadzało mi to. Wręcz przeciwnie. Podobało mi się to, że Mario zgadzał sie na wszystkie podpisy czy też zdjęcia. Ja sama pewnie, jakbym zobaczyła kilka tygodni temu kogoś z Borussen zrobiłabym to samo. Teraz można powiedzieć, że znam dwóch z nich, a do tego z jednym dogaduję się wyśmienicie. Czuję, że nasze relacje będą coraz lepsze. Bardzo, ale to bardzo polubiłam bruneta.
Kiedy byliśmy zmęczeni, postanowiliśmy wracać. Oczywiście Mario uparł się, że mnie odprowadzi.
-Słuchaj mam prośbę do Ciebie.-zapytał trochę nieśmiało.
-Do mnie?-dziwiłam się.
-Tak, no bo wiesz Robert ma jutro urodziny i razem z Anią robią imprezę. Kojarzysz ich? Lewandowscy. Może poszlibyśmy razem? Poznasz ich i moich innych kolegów z klubu?-chciałam mu powiedzieć, że ja już zdążyłam poznać Anię, ale wolałam zobaczyć jego reakcję.
-Nie za dużo tego imprezowania?-zapytałam.
-Oj tam.-odparł i się zaśmiał. Boże, kocham ten jego uśmiech.-No, proszę. Obiecuję, nie będę pił.-postanowił przysiądź.
-A prezent?
-Mam już kupiony. Powiemy, że jest od nas dwojga.-uśmiechnął sie zalotnie.
-Pod warunkiem, że pozwolisz mi się chodź trochę dorzucić się do prezentu.
-JASNE!-powiedział pewnie.-Czyli zgadzasz się?-zrobił maślane oczka.
-Okej, chętnie.-powiedziałam uśmiechając się.
-Serio?-krzyknął, jak byliśmy już pod moim domem i przytulił mnie mocno, że prawie się udusiłam.
-Mario!
-Co jest?-zapytał, nie odrywając się ode mnie.
-Dusisz mnie.
-Wybacz.-przeprosił.
-Dobra, to ja wtedy lecę. Do jutra, a może i nawet wcześniej.-pożegnałam się, już chciałam iść, ale Mario złapał mnie jedną ręką za polik i mocno pocałował w drugi...


________________________________________________________________
Mamy trzeci rozdział!

Czy miedzy Mario a Wiktorią coś zajdzie?  A co z Marco?

Wczoraj był mecz towarzyski Niemiec z Argentyną!
Oczywiście byłam za Niemcami, ale niestety to Argentyna była lepsza. Przyznam, że Di Maria zagrał świetny mecz.
Bardzo szkoda było mi Marco, bo bardzo się starał... Niestety nie udało mu się strzelić gola, a wiele brakowało. Gol Mario był dla mnie pocieszeniem :*


Zapraszam do komentowania!!!

Enjoy ♥





sobota, 30 sierpnia 2014

Rozdział 2

"MOŻE ZAWIEŹĆ CIĘ DO SZPITALA?"


Postanowiłam pójść jeszcze na balkon. Usiadłam na fotelu i patrzałam w gwiazdy. Lubię to robić. Czasami zdążyło się, że zobaczyłam jakąś spadającą gwiazdę. Nie za bardzo w to wierzę, że życzenia mogą się spełnić, ale nie zaszkodzi spróbować. Patrząc tak, spostrzegłam, ze ktoś z balkonu obok, mnie obserwuje. Spojrzałam na tego mężczyznę i o mało nie dostałam zawału...
-Witam sąsiadkę!- powiedział mężczyzna z bananem na twarzy.
Nic nie odpowiedziałam, tylko wstałam jak oparzona z fotela i patrzałam na mężczyznę z przerażeniem. 
-Co... co ty tu robisz?!-krzyknęłam, by mógł usłyszeć, ale też by zobaczył moje zdenerwowanie.
-No nie wiem, czekaj....-udawał, że myśli.- A no tak! Mieszkam.
-Czyli TY jesteś moim sąsiadem?-pytałam chociaż odpowiedź była oczywista.
-No brawo!-klasnął w dłonie.-Tak w ogóle to powinienem być obrażony na ciebie za to co zrobiłaś przed stadionem, ale że jesteśmy sąsiadami to ci wybaczę, a po za tym taka piękna sąsiadka to skarb.
Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Reus moim sąsiadem?
-Mam nadzieję skarbię, że będziemy się spotykać u siebie na "kawie"?-dodał uśmiechając się od ucha do ucha. Mi do śmiechu wcale nie było.
-Kochanie?!-usłyszała wołanie kobiety.
-"Kochanie"? Co tu jest grane do cholery.-myślałam
-Z kim rozmawiasz?-dodała, a po chwili była już obok piłkarza.
-Z naszą nową sąsiadka.- odpowiedział i zaraz pocałował ją namiętnie.- Wypadało by się przedstawić. Ja jestem Marco, ale to już chyba wiesz, a to moja dziewczyna Caroline.
-Cześć!-przywitała się przyjaźnie i pomachała jednocześnie.
-Hej... -odpowiedziałam niepewnie.-Wiktoria. 
-Wiktorio, może wyskoczymy jutro gdzieś razem?-krzyknęła Caroline.-Poznamy się bliżej. Nie znasz pewnie jeszcze miasta. Co ty na to?
-O nie! tylko nie to.-pomyślałam.-Tak, jasne... Pewnie.-co ja najlepszego robię...
-To przyjdę po ciebie wieczorem. Pa!-krzyknęła i weszła do pokoju.
-Uuu no proszę.-zawył Reus.-Będę miał cię bliżej siebie.
-Spierdalaj!-wykrzyczałam i również weszłam do pokoju, zatrzaskując przy tym drzwi balkonowe. Dlaczego ja mam takiego pecha i trafiłam na takich sąsiadów? No może sąsiada, bo ta Caroline jest nawet miła, przynajmniej stara się, ale to co robi Reus, to jest po prostu świństwo. Najpierw podrywa mnie, a potem liże się ze swoją dziewczyną i udaje potulnego chłopaka. Szkoda mi tej kobiety, że musi się z nim użerać. Wątpię by traktował ją jakąś poważnie. W sumie fajnie, że kogoś poznałam tutaj, ale nie jestem pewna tej znajomości z dziewczyną Reusa.
Była chyba już 22, a mi nie chciało się spać, więc postanowiłam sprawdzić czy Nina jest dostępna na Skype. Była, więc zadzwoniłam  do niej. Nie odbierała dość długo, ale po jakimś czasie ukazała mi się twarz blondynki, ale była jakaś dziwna... Taka jakby zestresowana.
-No hej blondi!-powitałam się z nią.
-Hej, hej! Co tam w wielkim świecie?
-Wszystko w porządku...
Gadałam z Niną jeszcze z 15 minut, bo wyjątkowo nie była zbyt rozmowna. Tak jakby coś ukrywała, a może po prostu nie chciała ze mną rozmawiać. No nic, dalej nie chciało mi się spać, więc postanowiłam obejrzeć jakiś film na laptopie. Około 2 w nocy skończyłam maraton, bo obejrzałam jeszcze drugi film. Nie pozostało mi nic innego jak pójść do łazienki i wziąć szybki prysznic. Przebrałam się w jakąś większą koszulę i położyłam się spać.

Obudziłam się jakoś o 11. No tak... samotny maraton filmowy udany. Zeszłam na dół w celu zjedzenia śniadania, a w salonie widziałam Kubę jak grał w FIFĘ.
-Hej!-przywitałam się.-Gdzie rodzice?
-No hej!-odpowiedział.-A jak myślisz? W pracy.
-Już? Przecież wczoraj przyjechaliśmy.
-Mnie nie pytaj.-odpowiedział i wrócił dalej do gry.
Postanowiłam odpuścić i nie pytać nic więcej. Poszłam do kuchni i otworzyłam lodówkę, a tam zastała mnie pustka. Najpierw muszę się przebrać, a potem wybrać się do jakiegoś marketu po jedzenie. Poszłam do łazienki, wzięłam prysznic i przebrałam się.  Spytałam się Kuby, czy jedzie ze mną, ale okazało się, że za godzinę ma trening. Nie pozostało mi nic innego jak wyruszyć samej do najbliższego supermarketu. 
W sklepie kupiłam pełno rzeczy. Wiedziałam, że rodzice o takich sprawach na razie raczej nie myślą, więc kupiłam również rzeczy na obiad. Zakupy zajęły mi prawie 2 godziny. Sama nie wierzę, że tyle mi to wszystko zajęło. Postanowiłam wstąpić do jakiegoś baru i zamówić coś sobie do jedzenia na szybko, bo głód dawał się we znaki. W domu, jak wróciłam, nie było już Kuby, więc pewnie już wyszedł na swój pierwszy trening. Do wieczora jeszcze trochę zostało, dlatego postanowiłam poleżeć na leżaku w ogródku z książką. Ogród jest dość duży, kolorowy, bo pełno w nim kwiatów. Ciekawa jestem, kto będzie o nie dbał, bo mama to chyba prędzej stanie na głowie, niż weźmie się za pielęgnacje kwiatków. Leżałam tak chyba z kolejną godzinę. O 14 poszłam do kuchni i zabrałam się za gotowanie obiadu. Kiedy przygotowywałam składniki na spaghetti, do domu wszedł Kuba, który o dziwno nie był sam. 
-Heeej!-krzyknął z korytarzu mój młodszy brat.
-Cześć!-wtedy do kuchni wszedł Kuba z jakimś chłopakiem.-Wiedzę nie jesteś sam?-uśmiechnęłam się.
-Tak, Wiktoria to jest Felix, Felix to jest moja siostra Wiktoria.
-Siemka! Felix Götze, miło mi.- uśmiechnął się blondyn i podał rękę.
-Mi również, Wiktoria.-odwzajemniłam gest.-Zjesz z nami obiad?
-Jeśli to nie problem.-odpowiedział, a po chwili Kuba zabrał go do siebie do pokoju, a ja wzięłam się za przyrządzanie spaghetti. Gotując przypomniałam sobie co powiedział Felix. Miał na nazwisko Götze, czyli..
Nie, to chyba musi być jakiś dziwny zbieg okoliczności. Postanowiłam o tym nie myśleć tyko gotować dalej. Po 40 minutach obiad było gotowy. Zawołałam chłopaków i w trójkę zjedliśmy posiłek. Felix okazał się być bardzo sympatycznym i miłym chłopakiem. Opowiadali mi o tym jak "ochrzcili" dzisiaj Kubę. Wylanie lodowatej wody z nienacka to raczej niezbyt przyjemne przeżycie. Wszyscy śmialiśmy się bez opamiętania. Kuba zakolegował się z każdym z młodych Borussen, ale to chyba z Felixem będzie trzymał się najbardziej. Po skończonym obiedzie chciałam posprzątać, ale Felix zobowiązał się, że posprząta razem z Kubą, przez co jeszcze bardziej go polubiłam. Później chłopaki poszli do ogrodu grać w piłkę, bo Kuba miał tam średniej wielkości bramkę, a sama usiadłam w salonie w celu obejrzenia TV. Oglądając jakieś nudne niemieckiego programy usłyszałam dzwonek do drzwi. Przez chwilę  myślałam, że to Caroline, ale jest zdecydowanie za wcześnie. Powolnym krokiem zwlekłam się z kanapy i otworzyłam drzwi, a tam ujrzałam...
-Cze...-przerwał, bo zobaczył, kto mu otworzył. Chwile tak staliśmy, aż w końcu chłopak się ocknął.-Ja po brata.-dodał już pewniej oraz wymusił uśmiech.
-Jasne, chłopaki są w ogrodzie i grają. Wejdź.-lekko się uśmiechnęłam i poszłam po brata piłkarza. Czyli to jednak nie przypadek. Felix jest bratem Mario, mojego wczorajszego niedoszłego oprawcy.
-Felix!-krzyknęłam.-Twój brat po ciebie przyszedł!
-Zajmij się nim, a my tylko dokończymy grę.-odpowiedział, a Kuba spojrzał na mnie tylko błagalnym wzrokiem, bym na serio zajęła się bratem Felixa. Pewnie przypomniała mu się wczorajsza sytuacja i zrozumiał mnie trochę. Przewróciłam tylko oczyma i weszłam do środka, a tam ujrzałam uśmiechniętego od ucha do ucha Mario. Podeszłam bliżej, ale nie wiedziałam za bardzo jak zacząć dialog, jednak mój problem wyjaśnij się po chwili sam.
-Słyszałem, że masz się mną zająć.-zaczął, a uśmiech nie schodził mu dalej z twarzy.-No, więc co planujesz?
-Wylanie na Ciebie wody, pasuje?-zapytałam z nutką ironii.
-Oj dalej będziesz się na mnie za to gniewać? Przecież do niczego nie doszło.-mówił błagalnie.
-I masz szczęście.-dodałam, a na końcu sama, z własnej woli uśmiechnęłam się do Mario.-Napijesz się czegoś?
-Wody jeśli masz.-odpowiedział bez zastanowienia na co ja skarciłam go poważnym wzrokiem, po czym oboje wybuchnęliśmy śmiechem.-To może być sok.-dodał śmiejąc się dalej
Oboje usiedliśmy w jadalni i postanowiliśmy zacząć naszą znajomość od nowa. Gadając chwilę z Mario doszłam do wniosku, że nie jest wcale taki zły. W sumie nie wiem dlaczego ja w ogóle czułam do niego jakąś niechęć, bo szczerze to nie jego pomysł, tylko Reusa, przeprosił mnie, a co najważniejsze do niczego nie doszło, także nie mam podstaw, by go nie trawić, a poza tym przecież to nic takiego, tylko niewinna gra.
-Twój brat jest naprawdę dobry.-nagle rozmowa zeszła na naszych braci.
-Tak, wiem to. Szczerze, gdyby nie ja to na pewno nie grałby w Borussii.
-Dlaczego?-zapytał zdziwiony.
-To był mój pomysł, żeby zaczął trenować piłkę nożna, bo uważałam, że ma wrodzony talent i jak widać nie myliłam się.-mówiłam dumnie.
-A Wasi rodzice?-zadał pytanie, które szczerze bałam się odpowiedzieć.
Nic nie powiedziałam tylko spuściłam głowę. Trochę się tego wstydziłam. Tego, że moi rodzice mają mnie i Kubę głęboko w dupie.
-Powiedziałem coś nie tak?-zapytał ciszej oraz położył swoją dłoń na moim ramieniu, przez co przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
-Nie, chodzi o to, że to w pewnym sensie ja wychowuję Kubę, a oni ciągle pracują. Nie interesują się nami, ale Mario proszę... Nie rozmawiajmy o tym. Przynajmniej na razie.
-Jasne nie ma problemu.-powiedział, po czym obdarował mnie uroczym uśmiechem.
Pogadaliśmy jeszcze chwilę, ale Felix już wrócił. Pożegnałam się z chłopakami, a kiedy wyszli postanowiłam szykować sie na przyjście Caro.



*******
Rodzice zadzwonili do mnie po treningu, że Felix jest u jakiegoś kolegi oraz, że mam po niego podjechać. Niezbyt mi to odpowiadało, bo planowałem odpocząć dzisiaj po cholernie męczącym treningu, no ale jak mus to mus. SMS'em wysłali mi adres i nie zwracając uwagi na nic jechałem do celu, by jak najszybciej załatwić to co mam i wrócić do siebie. Zatrzymałem się przed bardzo ładnym domem. Podszedłem do drzwi i zadzwoniłem. Chwile musiałem czekać zanim ktoś otworzył mi, ale po chwili ktoś pociągnął za klamkę, a moim oczom ukazała się ta sama dziewczyna co wczoraj pobiła Reusa. Wyglądała jeszcze piękniej niż wcześniej, bo w sumie jest jasno i mogę zobaczyć ją całą, a wtedy było ciemno. Jest naprawdę piękna i bardzo kobieca. Widzę już ją drugi raz i drugi raz nie mogę nic przy niej powiedzieć. Na szczęście udało mi się jakoś wyjaśnić, że przyszedłem po Felixa. Kiedy go wołała, usłyszałem jaj mój młodszy brat krzyczy, by się mną zajęła. Nie ukrywam, byłbym bardzo zadowolony, gdyby ta dziewczyna się mną zaopiekowała. No właśnie, ja nawet nie wiem jak ona ma na imię. Gdy wróciła postanowiłem się trochę wyluzować, bo widać, że ona też jest trochę zmieszana całą tą sytuacją z wczoraj. Nie moja wina, że Kuba, Łukasz, Robert, Auba i Marco nudzili się. Normalnie zrobiłbym to co muszę, ale kiedy ją zobaczyłem nie mogłem się ruszyć. Sparaliżowało mnie... Trochę pożartowaliśmy o wczorajszej sytuacji i atmosfera się bardzo rozluźniła. Dowiedziałem się, że nazywa się Wiktoria. Jest Polką, ale jej babcia jest Niemką. Nasze klubowe polskie trio wiele razy mówiło nam, że Polki są najpiękniejsze na świecie. Będę musiał przyznać im rację przy najbliższej okazji. Przeprowadziła się tu, ze względu na rodziców, ale też wspominała niechętnie, że są bardzo pochłonięci pracą. Współczuję jej. Sama musi się wszystkim zająć. Zająć Kubą... Co z tego, że mają pieniądze. Widać, ze nie jest typową laską, która jak ma bogatych rodziców, to wywyższa się. Widać też po niej, że oddała by wszystkie pieniądze jakie ma, za to by tylko jej rodzice chociaż trochę zainteresowali się nimi. Dowidziałem się, że w Polsce trochę nam kibicowała, ale to jej brat jest najwierniejszym fanem. Powiedziała, że pogrywa też w piłkę, co oczywiście mnie bardzo uszczęśliwiło, bo dziewczyna grająca w nogę to skarb. Wyjawiła, że trenuje karate, a Anna Lewandowska jest jej inspiracją. Powiedziałem, że teraz w Dortmundzie i znając MNIE, tak musiałem to wykorzystać, może ją poznać w każdej chwili. Miałem nadzieję, że skorzysta z mojej propozycji. Chociaż w niedalekiej przyszłości.
Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, ale zaraz pojawili się chłopaki i musiałem się zwijać. Pożegnałem się z nią i ruszyłem za Felixem do samochodu. Koło bramy przypomniało mi się, że nie wziąłem od niej numeru. 
-Szlag by to!-powiedziałem dość głośno, a Felix gwałtownie się odwrócił.
-Co jest?-zapytał zdziwiony.
-Nic. Tak gadam sobie pod nosem.
-Gadasz sam do siebie? To objawy choroby.-powiedział z uśmiechem na twarzy.
-Dobra, nie denerwuj mnie.-mówiłem z irytacją, bo młodszy brat pytaniami działał mi już na nerwy.
-Mario?!-usłyszałem wołanie.Odwróciłem się, a tam zobaczyłem Marco na podwórku obok domu Wiki. Zdziwiłem się. Co on by tu robił? Czyżby tutaj mieszkała jego kolejna kochanka?
-Co ty tutaj robisz?-zapytałem bardzo zdziwiony, na co Marco zrobił ogromne oczy.
-Dobrze się czujesz?-zapytał z troską.-Może zawieźć Cię do szpitala?
-Czemu?-zapytałem nie rozumiejąc, dlaczego Marco tak do mnie mówi.
-No, może dlatego, że jestem na SWOIM podwórku, od SWOJEGO domu, w którym mieszkam od ROKU. Dodatkowo bywasz u mnie częściej niż u siebie, a ty się jeszcze pytasz co ja tu robię?!-rzeczywiście z całej tej "afery" z Wiktorią, zapomniałem, że jestem w dzielnicy, w której mieszka Marco z Caroline. Czyli Wiki i Marco są sąsiadami. Ciekawe czy już się widzieli po tej akcji z wczoraj. Śmialiśmy się razem z chłopakami z Marco całą drogę, że go laska pobiła. Chociaż, tak naprawdę, tylko mocno uderzyła, ale to nie zmienia faktu, że było bardzo zabawnie zobaczyć Marco, jak dziewczyna daje mu nauczkę. Co świadczy tylko o tym, że Wiktoria potrafi postawić na swoim, bez względu czy stoi przed nią zwykły chłopak czy gwiazda Bundesligi.
-A no taa... tak tylko się zgrywam z Tobą.-próbowałem wybrnąć z całej tej dziwnej sytuacji.
-Taaa..-przeciągnął trochę zdezorientowany Reus, po czym na moje szczęście zmienił temat.-A co ty tu robisz?
-Musiałem odebrać mojego brata od kolegi.-odpowiedziałem pewnie oraz ruchem głowy wskazałem na dom Wiki i Kuby.
-Tam?-zapytał zdziwiony i również gestem pokazał dom obok.-Wiesz kto tam mieszka?-uśmiechnął się, co mnie trochę zdziwiło.
-Tak i nawet porozmawialiśmy chwilę. Jest naprawdę sympatyczną i fajną dziewczyną. Trenuje karate, więc uważaj zanim ponownie będziesz chciał grać w wyzwania.-zaśmiałem sie na końcu przypominając sobie minę Marco, po uderzeniu Wiktorii.
-Ha ha ha!-zaśmiał się sarkastycznie.- Wiesz co jest najlepsze?-dodał po chwili.
-Dawaj.
-Caro dzisiaj z nią wychodzi.-dodał pełen entuzjazmu.
-Co w związku z tym?-zapytałem, co po sekundzie żałowałem, bo dostałem w tył głowy od mojego przyjaciela.
-Jak to co debilu? Nie poznaję Cię dzisiaj... Co ty zakochałeś się?-po tym pytaniu sam nie wiedziałem co czuję do Wiktorii. Niby nie znamy się długo, ale przy niej zachowuję się jak nastolatek, który pierwszy raz się zakochał. Ostatnio zerwałem z Ann. Rozstaliśmy się w zgodzie, ale ja to ogromnie przeżyłem mimo, że nie kochałem jej. Albo po prostu tak sobie wmawiam. Jednak czyżbym zakochał się w Polce od pierwszego wejrzenia? Sam nie wiem...-Halo? Jesteś?-z rozmyśleń wyrwał mnie Marco.
-Tak, tak.-postanowiłem odpowiedzieć jak najpewniej, by Reus czegoś nie podejrzewał.
-No, więc mówiłem, że Caroline porywa gdzieś naszą bojową sąsiadkę, czyli chata wolna. Zaprosiłem już chłopaków i robimy męski wieczór. Przyjdziesz nie?-bardziej stwierdził niż spytał.
-Miałem na dzisiaj inne plany...
-MARIO!
-No dobra! Tak będę. Pasuję?
-No w końcu wraca stary, dobry Mario Götze. Widzimy się o 18. Cześć!-krzyknął i odszedł, a ja wsiadłem do samochodu, w którym już od jakiegoś czasu siedział Felix. Nie pozostało mi nic innego jak odwieźć mojego brata, wrócić do siebie i szykować się na imprezę u Reusa..

________________________________________________________________

Kolejny rozdział oddaje w Wasze ręce. Trochę mieliśmy tutaj o uczuciach Mario i Wiktorii.
Mam nadzieję, że podoba Wam się ten blog, a jeżeli go czytacie to zapraszam do komentowana i oceniania, bo chcę wiedzieć, że ktoś to czyta :)))

Chłopaki wczoraj wygrali mecz z Ausburgiem!!! Jeszcze ta bramka Marco!!! Powinien powoli wracać do formy po kontuzji. Do szczytowej formy mu jeszcze trochę brakuję, ale powoli się rozkręca :)))))





środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział 1

"BO TO JEST WYZWANIE"


-Wiki wstawaj!-usłyszałam wołanie mojego młodszego brata.-Lądujemy zaraz.
-Co.. już?-mówiłam zaspanym głosem. Przetarłam oczy i zrozumiałam, że zasnęłam. Dziwne, bo latałam już parę razy samolotem i NIGDY nie udało mi się zasnąć. Może to przez emocje...
Kilka chwil później razem z bratem byliśmy już na lotnisku i szukaliśmy wzorkiem rodziców. Za moment zobaczyliśmy ich jak zmierzali w naszą stronę.
-No to co dzieci. Gotowi?-zapytała mama pełna entuzjazmu.
-TAK! Chodźmy!-krzyczał uradowany Kuba. Jego radość działała na mnie kojącą. Wiem, że cieszy się z tego wyjazdu. No, bo kto nie byłby zadowolony z wyjazdu do miasta swojej ulubionej drużyny piłkarskiej. Przez ostatni tydzień to dzień w dzień gadał o tym jak to spotka, któregoś z piłkarzy i jak to będzie chodził na ich mecze. Koledzy z Polski strasznie mu zazdrościli, co oczywiście podobało się Kubie, bo kto jak kto, ale on uwielbia być w centrum uwagi.
Kiedy wszyscy odebraliśmy swoje walizki, a trochę ich było, udaliśmy się przed lotnisko i wsiedliśmy do taksówki. Jechaliśmy około 30 minut, bo na ulicach był mały ruch mimo, że są godziny wieczorne. Taksówka wjechała w dzielnicę luksusowych domów. Każdy z nich robił wrażenie, a przed każdym domem stało jakieś drogie auto.
W końcu taksówka zatrzymuję się przed okazałym domem. No nie powiem... zrobił na mnie wrażenie. Rodzice byli już tu kilka razy, więc zaprowadzili nas do domu i oprowadzili po nim. Wnętrze było już umeblowane. Prezentował się nowocześnie i luksusowo. Razem z Kubą poszliśmy na piętro, by poszukać swoich pokoi, które podobno również mają być już umeblowane. Złapałam za jedne drzwi, ale to była prawdopodobnie sypialnia rodziców. Szczerze, to bardzo mi sie podobała. Złapałam za kolejną klamkę, a tam ukazał mi się żółto - czarny pokój. Na nim pełno plakatów gwiazd tutejszego klubu, a na środku logo BVB. Były tam też drzwi balkonowe, z którego widać było całą okolice. Zazdrościłam mu, bo sama uwielbiam przesiadywać na balkonie. Tak po prostu.. by pomyśleć.
-To pewnie Twój pokój.- skierowałam się do mojego brata z uśmiechem, który stał za mną i chyba zaniemówił z wrażenia.-Tylko skąd oni wiedzieli o Borussii?
-Aż tak to mnie chyba nie mają w dupie.-odpowiedział brat, który odzyskał mowę.-Pokój jest piękny, a twój?-skierował się do mnie.-Widziałaś już swój pokój?
-Idę.-powiedziałam krótko i zostawiłam Kubę samego w swojej świątyni.
Podeszłam do ostatnich drzwi jakie zostały i z niepewnością pociągnęłam uchwyt klamki, a moim oczom ukazał się pokój moich marzeń. W pomieszczeniu dominował kolor biały oraz jasny różowy. Była duża przestrzeń, co mi się strasznie podobało, ale też i ogromne łóżko, na które się od razu rzuciłam. Potem zauważyłam kolejne dwa pomieszczenia. Otworzyłam pierwsze drzwi, a moim oczom ukazała sie piękna i co najważniejsze własną łazienka. Prysznic, ale też i wanna.
-No rodzice się postarali.-mówiłam sama do siebie.
Postanowiłam sprawdzić ostatnie pomieszczenie w moim pokoju, a tam... sama już nie mogę w to uwierzyć. To była wielka garderoba z wielkim lustrem. Były tam zupełnie nowe ubrania kupione prawdopodobnie przez mamę, bo muszę przyznać, moja rodzicielka ma gust. Sama ubiera się modnie i nie widać po niej tego ile ma lat. Wychodząc z garderoby dopiero teraz dostrzegłam ..
-BALKON!!-krzyknęłam i wyszłam na zewnątrz. Był duży, większy od tego, który ma Kuba, ale ja miałam widok na dom obok wraz z balkonem. Od jednego balkonu do drugiego było może z 6 metrów. Niby nie miałam wielkiej prywatności, ale ważne, że w ogóle mam takie miejsce. Usiadłam na fotelu i postanowiłam zadzwonić do Rafała. Wybrałam numer, a chłopak odebrał po paru sygnałach.
-Hej kochanie! Właśnie dojechałam, a nawet już zwiedziłam dom. 
-Tak? Jak wrażenia?
-Dom jest niesamowity, miasto chyba też, chociaż nie miałam okazji dokładniej się jemu przyjrzeć, ale spokojnie dopiero jestem tutaj z godzinę.-zaśmiałam się 
-Jasne, słuchaj skarbie nie mogę już rozmawiać, bo wychodzę na imprezę. Przepraszam... Zdzwonimy się jeszcze. PA! 
Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo Rafał się rozłączył. Czyli już zaczyna się. Oddalamy się od siebie, a ja jestem tutaj dopiero pierwszy dzień. Może lepiej zakończyć to, nim jedno nas sobie znajdzie kogoś innego? Żebyśmy nawzajem nie cierpieli.
-Wow! Nieźle tu!-z rozmyśleń wyrwał mnie głos mojego brata, który krzątał się po moim pokoju i dokładnie wszystko oglądał. Dołączyłam do niego.
-Wiem! Strasznie mi tu się podoba, ale dalej uważam, że lepiej było by zostać w Gdańsku...
-A ta dalej swoje.- mojego brata najwidoczniej irytowało moje ciągłe narzekanie.-Wiki tak w ogóle to ja mam do Ciebie prośbę.
-Co jest?
-No, bo pojedziesz ze mną na Idunę?-zapytał niepewnie
-Po co?-dziwiłam się
-Załatwiłbym dzisiaj wszystkie formalności co do klubu i może już jutro bym trenował.
-Myślałam, że rodzice już wszystko załatwili.-po raz kolejny dziwiłam się.-Okej, ale po co Ci ja tam?
-Trochę niepewnie jeszcze się niemieckim posługuję. Pomogłabyś mi... Poza tym chciałbym, żebyś była tam ze mną.-dodał uśmiechając się słodko na końcu.
-Dla ciebie wszystko, tylko poczekaj trochę, bo muszę się przebrać.
-Jasne! Czekam!-krzyczał już z korytarza.

Nie pozostało mi nic innego jak szybko się ogarnąć. Włosy postanowiłam rozpuścić i po 20 minutach byliśmy już z bratem w moim samochodzie, który dostałam na moje osiemnaste urodziny. Prawo jazdy miałam od kilku miesięcy, ale czułam się już pewnie za kółkiem. Jadąc mieliśmy okazję podziwiać miasto wieczorem. Była godzina 18 i mamy sierpień, więc powoli robiło się już ciemno. Z oddali było widać stadion, który był ślicznie oświetlony. W końcu dojechaliśmy. Na parkingu było dość dużo samochodów. Kuba mówił, że prawdopodobnie jego ulubieńcy mają trening, co jeszcze bardziej mu się spodobało, bo jest jakaś tam szansa, że kogoś spotka. Weszliśmy na Idunę i kierowaliśmy się do biura.
Wyszliśmy po jakiejś godzinie. Trener młodzików strasznie się rozgadał. Kuba dostał strój z numerem 11. Mieliśmy już wychodzić, ale trener zaproponował Kubie, że go oprowadzi po stadionie. Mnie się jakoś nie chciało chodzić, więc postanowiłam poczekać na niego przed stadionem obok samochodu. Stojąc tak oparta o samochód myślałam o wszystkim. O rodzicach, o Rafale, o Kubie, o mnie, o mojej przyszłości. Nagle poczułam czyjąś obecność. Odwróciłam się i ujrzałam przystojnego bruneta z przerażoną miną. Kogoś mi on przypominał, ale nie mogłam sobie przypomnieć kogo. Za nim zobaczyłam większą grupkę młodych mężczyzn. Staliśmy tak chwile patrząc na siebie. Ja ze zdziwieniem, a on z zamieszaniem i lekkim przerażeniem. Dopiero potem zauważyłam, że w ręku trzyma odkręcona butelkę z wodą. Chyba musiał zauważyć, że spojrzałam się na nią, bo postanowił coś w końcu powiedzieć.
-Jaa.. eee..-jąkał się.
-Tyyy...?-próbowałam się dowiedzieć czegoś od niego.
-Bo to jest wyzwanie.- odpowiedział po czym spuścił głowę, a ja na niego patrzałam jak na idiotę.
-Wyzwanie? Jakie wyzwanie? Możesz jaśniej.
-Nudzi nam się, znaczy im.-wskazał na swoich kumpli, którzy to zobaczyli postanowili spoważnieć, bo przez cały ten czas uśmiech nie schodził im z twarz.-Dali mi za zadanie oblać Cię wodą. Wybacz.. Nie zamierzam tego zrobić.
-Ile wy macie lat?-podniosłam głos.-Który Ci to kazał?-zapytałam już spokojniej.
-Serioo?-przeciągnął, bo nie chciał chyba wydać swojego kolegi. Kiwnęłam głową.-Ahhhh! Nie mam życia...-mówił do siebie, po czym krzyknął.-MARCO! Chodź tu na chwilę!
Tym kreatywnym kolegą okazał się niejaki Marco. Był wysokim blondynem z dość ciekawymi włosami. Zaraz, zaraz! Marco? Już wiem skąd ich znam! Przecież ten chłopak z wodą to Mario Götze, a ten geniusz to Marco Reus. Świetnie! Po prostu marzyłam o takim spotkaniu gwiazd Bundesligi. Nudzi im się to zaraz przestanie, a przynajmniej Marco.
-Jestem.-podbiegł blondyn.-Jak tam Mario, wymiękasz?-zaśmiał się.
-Ughhh.-musiałam dać jakiś znak, że też tu jestem.-To ty wymyśliłeś to zadanie?-skierowałam to pytanie do Reusa.
-Jak najbardziej.-dodał tak pewnie, że mnie po prostu tym tak zirytował, że byłam jeszcze bardziej pewna tego co chce zrobić. Marco miał cały czas się uśmiech na twarzy, jego kolega chyba już wyczuwał, co planuje zrobić. Podniosłam rękę i z całej siły uderzyłam go w policzek. Reus się chyba tego nie spodziewał, bo miał mine jakby zobaczył ducha. Odruchowo złapał się za policzek. Jego koledzy też byli w szoku, ale po chwili tarzali się ze śmiechu. Mario też się śmiał.
-Następnym razem jak ci się będzie nudzić to pomyślisz dwa razy.-odparłam po czym wsiadłam do auta i odjechałam kawałek dalej, bo stał tam mój brat i przyglądał się całej sytuacji. Wsiadając do samochodu Kuba miał minę w stylu "WTF".
-Wiesz kim oni byli?-zapytał.-Wiesz kim ON był?!
-Wiem, ale niech się dupek nauczy, że wylewanie wody na przypadkową osobę może, źle się skończyć.
-Mogę już zapomnieć o autografie od Marco Reusa.-powiedział cicho i chyba myślał, że ja nie słyszałam, ale doskonale wiedziałam co powiedział. Resztę drogi minęliśmy w ciszy.
W domu zjedliśmy wszyscy kolacje, potem każdy udał się do siebie. Postanowiłam pójść jeszcze na balkon. Usiadłam na fotelu i patrzałam w gwiazdy. Lubię to robić. Czasami zdarzyło się, że zobaczyłam jakąś spadającą gwiazdę. Nie za bardzo w to wierzę, że życzenia mogą się spełnić, ale nie zaszkodzi spróbować. Patrząc tak, spostrzegłam, ze ktoś z balkonu obok, mnie obserwuję. Spojrzałam na tego mężczyznę i o mało nie dostałam zawału...
-Witam sąsiadkę!- powiedział mężczyzna z bananem na twarzy.

________________________________________________________________
Mamy pierwszy rozdział!
Nie wstawiałam zdjęć pomieszczeń domu, bo uważam, że to bezsensu. Niech działa Wasza wyobraźnia :) Macie tylko ogólny zarys domu ;)

Zachęcam do komentowania ^^

Enjoy! :))))