sobota, 21 lutego 2015

WAŻNE!


Nie, nie zawieszam bloga. Spokojnie ;)  Jednak chciałbym Was powiadomić o nowym rozdziale. Ale od początku.
Raczej nie wiecie, ale choruje (tak to można nazwać?) na migrenę, albo raczej miewam dość często (nawet raz w miesiącu) bóle migrenowe. Aktualnie właśnie od wczoraj, a dzisiaj to już nie mówię - umieram... Dosłownie. Nie mogę ruszać głową, skupić się na czymkolwiek, a pisanie tej informacji dla Was nawet sprawia mi problem. Tabletki już za bardzo na mnie działają i muszę to po prostu przejść. 
Ostatnio obiecałam Wam, że nowy rozdział pojawi się na weekend, ale jak widzicie - pustka. Chciałam dzisiaj pisać i jutro dodać, ale jak wspominałam nie bardzo mogę. Moja głowa po prostu chyba zaraz wybuchnie :(( 
Przepraszam, ale to na prawdę nie moja wina i jakbym tylko chciała to dodała nawet z 10 rozdziałów, ale nie mogę po prostu pisać, gdy czuję, że głowa dosłownie pulsuje. 
Mam nadzieję, że zrozumiecie, bo ostatnio zostawiłam Was chyba w nieodpowiednim momencie i chcecie dowiedzieć się co dalej :) Obiecuję, gdy tylko mi przejdzie to zabieram się za dokończenie tego co napisałam. 
Przepraszam Was jeszcze raz i obiecuję, że postaram się zrobić co w mojej mocy. 

To chyba tyle... ;) 
Także raz jeszcze przepraszam i do zobaczenia wkrótce :* 

Ściskam mocno ♥ 

"The interaction with Marco Reus is very good. We understand each other very well, both on and off the pitch. If we get along privately, then that affects things on the pitch. We’re almost like brothers.
~Pierre - Emerick Aubameyang

wtorek, 17 lutego 2015

Rozdział 30


 "ZDRADZIŁ MNIE..."



-Co za miłe spotkanie.-powiedziała z cwaniackim uśmiechem.
-Czego chcesz?-syknęłam.
-Mamy chyba do pogadania..
-Nie będę z Tobą rozmawiać, a teraz wyjdź.-odpowiedziałam ostro.
-Wiki... kochanie, daj mi tylko coś Ci powiedzieć i obiecuję, że sobie pójdę. Nie interesuje Cię może gdzie był wczoraj twój chłopak?-i wtedy coś we mnie pękło. Czyli to jednak prawda. Marco był u niej. Przecież mi coś obiecał! Zarzekał się, że nie spotka się z nią już nigdy! Obiecał mi coś!
Jeszcze nigdy nie znajdowałam się w tak chorej sytuacji. Miałam zgodzić się na propozycję Carolin i posłuchać co ma mi do powiedzenia, co będę pewnie żałować. Czy może jedna wyrzucić ją i poczekać na Marco i to właśnie od niego żądać wyjaśnień? Mam kompletny mętlik w głowie. To jest jedna z tych sytuacji w których po prostu chciałam uciec gdzieś daleko i nie kontaktować się z nikim. Byłabym ja sama i moje myśli, problemy...
-Masz 5 minut.-powiedziałam przez zaciśnięte zęby oraz przepuściłam blondynkę w drzwiach, by weszła głębiej do środka. Dziewczyna stanęła w korytarzu i popatrzała na mnie swoimi oczyma. Próbowałam wyczytać co takiego może chcieć ode mnie, ale nie mogłam. Moje serce biło jak oszalałe. Chciałam mieć to już za sobą i dowiedzieć się w końcu, co takiego oboje ukrywają.
-Będziesz tak stała?-zapytałam.-Słucham. Miałaś mi coś powiedzieć.
-Oj Wiki, Wiki. Gdybyś wiedziała co to takiego, to nie wiem czy byłabyś taka ciekawska.-zaśmiała się.
-Słuchaj, zaraz mogę na prawdę Cię uderzyć i dopiero wtedy polecisz na skargę do Marco. Gadaj, albo tam masz drzwi!-krzyknęłam, a ona tylko przewróciła oczyma.
-Dobra, więc... Nie mam pojęcia co Ci powiedział wczoraj Marco. Czy, że poszedł do Matsa, czy może do rodziców. Nie wiem i nie chcę wiedzieć, ale chcę powiedzieć Ci tyle, że powinnaś sobie go w końcu odpuścić, bo chłopak nie jest dla Ciebie i w końcu to zrozumiał.
-Co ty gadasz?!-podniosłam ponownie głos i zacisnęłam dłoń w pieść.
-To co słyszysz. Był u mnie. Powiem Ci więcej. Wystarczył jeden telefon by się u mnie zjawił. Przyjechał i porozmawialiśmy przy lampce wina. Oboje doszliśmy do wniosku, że zadajemy się z niewłaściwymi partnerami. Powiedział to Wiki. Powiedział.
-Nie wierzę Ci.-odparłam, a na to dziewczyna zaśmiała się.-Rozumiesz? Nie ma podstaw do tego, by Ci wierzyć, bo już nie raz okłamywałaś ludzi. Jesteś zwykła manipulantką!-stwierdziłam, a ona wtedy wyciągnęła z torebki swój telefon i po chwili odtworzyła nagranie:
-A ty? Jak z Tobą i z nią?
-Wszystko się skończyło już jakiś czas temu. Nie kochałem jej i po co komu związek na silę? Jednak przyznaję, że zrozumiałem to trochę za późno. Mogłem zakończyć to wcześniej, a tylko tchórzyłem cały czas. Bywało nawet, że podkręcałem to jeszcze bardziej. Zapraszałem na kolacje, chodziliśmy na obiadki do rodziców, spotkania z przyjaciółmi. Czasami przychodzi taki dzień, że rutyna jest dla Ciebie zbawieniem, a czasami masz jej dosyć i szukasz czegoś innego. Kogoś innego. Ja znalazłem.
Po tych słowach nagranie się skończyło. Byłam w szoku. Nie mam też wątpliwości, co do prawdziwości tego nagrania. To na pewno jest głos Marco.Chciało mi się płakać, ale postanowiłam przy Carolin zachować przynajmniej pozory twardej dziewczyny. "Nie kochałem jej...", właśnie to chodziło mi cały czas po głowie. Jak mogłam być taka głupia i dać się nabrać na jego czułe słówka? Na jego przyrzeczenia. Jak jeszcze godzinę temu Reus był dla mnie najważniejszą osoba na świecie, tak teraz jest dla mnie wrogiem i przeklinam dzień, w którym się w nim zakochałam. Czuje się okropnie. Nie mam pojęcia jak to opisać, ale to nie jest zwykłe uczucie oszukania. Mogę to opisać do uczucia, gdy dowiedziałam się, że straciłam dziecko. Tym razem jednak straciłam chłopaka, osobę, którą kochałam, ale ona mnie po prostu wykorzystała. Wiedziałam, ze związek z piłkarzem będzie błędem. Jak zwykle miałam cichą rację.
-Ja wiem, że to co słyszysz jest dla Ciebie okropne, ale jest też coś co musisz wiedzieć.-z rozmyśleń wyrwał mnie mój problem. Tak mogę ją nazwać? Ciekawa jestem czy gdyby ona nie pojawiła się w moim życiu, to wszystko byłoby w jak najlepszym porządku? Czy bardziej jest dla mnie ktoś w rodzaju pomocy, bo pokazała mi jaki jest Reus? Popatrzałam na nią pytająco. Nie płakałam jeszcze, ale moje oczy powoli robiły się wilgotne.-Wczoraj jak Marco został, to ja i on...
-Przespaliście się?-dokończyłam za nią.
-Tak.-odpowiedziała pewnie. Myślałam. że ukarze choć trochę skruchy, ale nie. Ona była pewna tego co zrobiła, a nawet się jej to podobało. Była zadowolona, że w końcu zaliczyła osobę, na którą poluje już od jakiegoś czasu.
-Wypierdalaj stąd.-szepnęłam cicho, ale ona nie posłuchała mnie. Już chciała otworzyć swoją buzię, ale przerwałam jej.
-WYPIERDALAJ STĄD! Masz co chciałaś! Proszę. Szczęścia na nowej drodze życzę!-wtedy już nie panowałam nad sobą. Z moich oczy wyleciał potok łez, które trzymałam już od jakiegoś czasu. Blondynka wykonała moje polecenie i po chwili już jej nie było. A co ja zrobiłam? Osunęłam się po ścianie i zaczęłam płakać. Przepraszam. Ja ryczałam, Jeszcze nigdy nie byłam w takim stanie.
Co może czuć zdradzona dziewczyna? Pustkę. To chyba to co najbardziej mnie opisuje w tym momencie. Pustkę, bo straciłam osobę dla której kompletnie się oddałam. Starałam się, w sumie oboje się staraliśmy, lecz to była tylko gra ze strony Reusa. Czego on oczekiwał ode mnie? Mówił, zarzekał się, że się zmienił, a on co? Nie umiem nawet już teraz po prostu racjonalnie myśleć. Po prostu czuje się jakby jakaś cząstka mnie odeszła i straciłam ją na zawsze. Cząstka miłości, dla której zrobiłam wszystko i zrobiłabym. I teraz tak nagle to wszystko poszło się jebać.
Nie miałam pojęcia ile tak siedziałam u niego, ale Marco mógł zaraz wrócić, więc wstałam szybko z podłogi i kompletnie załamana zaczęłam się ubierać, ale gdzie ja teraz pójdę? Na pewno nie do domu, bo nawet nie mogę. Rodzice przecież wyjechali, a kluczy nie wzięłam. Miałam zostać u Marco, u którego mam parę swoich rzeczy. Ania? Nie ma jej. Jest w klinice na parę dni. Pozostaje mi więc tylko Mario. Chociaż nie wiem czy to jest dobry pomysł. Jest przecież przyjacielem Marco.
Ubrałam się, ale poszłam jeszcze do sypialni skąd wyjęłam parę potrzebnych ubrań i bieliznę oraz schowałam ją do torby, gdzie trzymałam książki. Nagle zauważyłam, że na półce w przedpokoju jest nasze wspólne zdjęcie. Jest to jedno z tych, które zrobiliśmy w Polsce. Zaraz przed imprezą w Platinium. Zaraz przed problemami. Marco mówił, że je oprawi, ale zupełnie zapomniałam o tym. Byliśmy tacy szczęśliwi, beztroscy. Znaczy myślałam.

-Moje nogi!-jęknęłam.
-Jak chcesz możemy zostać.-zaproponował Marco.
-Żartujesz? Mam opuścić sobie zabawę z takimi ludźmi? Nigdy!-zaprzeczyłam i podeszłam do łazienki wziąć ponownie prysznic. Tym razem woda była zimna, co idealnie oczyściło mi mój umysł. Gdy skończyłam owinęłam się ręcznikiem i wyszłam, zwalniając przy tym łazienkę Reusowi.
-Mogłabyś chodzić tak cały czas.-zaśmiał się i przelotem pocałował mnie w policzek, a ja tylko pokręciłam głową. Następnie sięgnęłam do walizki i wyjęłam z niej sukienkę, którą wzięłam, bo przewidziałam, że nie obędzie się od takich wyjść. Nałożyłam bieliznę w pokoju, a potem sukienkę. No skromnie mówić, nie wyglądałam tak źle.
-Mogę wejść?-zapukałam do łazienki.
-Jasne.-usłyszałam. Oczywiście Niemiec stal przy lustrze i układał swoje włosy. Na sobie miał czarną koszulę. Do tego czarne rurki i trampki z PUMY.
-Będę musiała Cię nieźle pilnować.-odparłam jak go zobaczyłam.
-Raczej ja Ciebie.-dodał i spojrzał na mnie.-Ślicznie wyglądasz.-podziękowałam mu uśmiechem i zajęłam się makijażem, a potem podkręceniem włosami. Na szczęście lustro było duże i obydwoje się zmieściliśmy. Kiedy Reus skończył zajmować się swoimi włosami i podszedł mnie od tyłu i przytulił oraz zaczął całować w szyję.
-Jakbyś nie zauważył mam w ręku prostownicę i mogę Cię oparzyć.-powiedziałam.
-Wolałbym zostać z Tobą w hotelu i dokończyć do co nam przerwano.-zignorował mnie.
-Za późno, ale może jak wrócimy i nie będziemy zmęczeni to...
-Na prawdę?-ożył nagle i popatrzał na mnie przez lustro.
-...to pójdziemy grzecznie spać.-zaśmiałam się.
-Osz ty!-dźgnął mnie w bok i wyszedł z łazienki, a ja dokończyłam podkręcanie włosów.
-Muszę załatwić jakiś pistolet, bym mógł odstrzelać tych wszystkich kolesi, co się będą do Ciebie kleić.-powiedział gdy wyszłam z pomieszczenia i weszłam do salon. Blondyn siedział na krzesełku i przeglądał coś w telefonie.-Chodź zrobimy sobie zdjęcie.

Na samo wspomnienie zareagowałam ponownym płaczem. Wzięłam to zdjęcie do ręki i mocno rzuciłam je o ścianę, że ramka, która była ze szkła rozbiła się na kilka części. 
-Nienawidzę Cię!-krzyknęłam do tego zdjęcia i wybiegłam z domu. Wcześniej zamykając go. Ruszyłam samochodem do domu przyjaciela. Nie wiedziałam czy to dobry pomysł, ale nie widziałam też, gdzie indziej się pokierować. W sumie Mario jest odpowiednią osobą, bo wiem, że jeżeli nie będę chciała rozmawiać to nie będzie nalegał. Zrobi to tylko wtedy, gdy poproszę go o to. Sądzę, że gdyby była Ania, to podobnie by postąpiła. To właśnie są przyjaciele...
Mimo, że droga do domu piłkarza nie była długa to i tak strasznie mi się dłużyła. Oczywiście nie przestawałam płakać i co jakiś czas widziałam jak przez mgłę. W końcu jednak dotarłam pod dom piłkarza i modelki. Wysiadłam z niego i cała roztrzęsiona zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi. Dopiero teraz zauważyłam auto Mario, więc jest na 100% w domu. Po chwili drzwi się otworzyły. 
-Cześć Wi...-powiedział przez moment uśmiechnięty, ale po chwili zauważył mój stan.-Mój boże! Wiktoria co się stało?!-krzyknął, a ja po prostu wpadłam w jeszcze większą histerię i zwyczajnie przytuliłam go najmocniej, jakbym bała się czegoś.-Cii.. uspokój się. Chodź do środka.-po chwili obok bruneta pojawiła się modelka, która również przejęła się moim stanem,
Oboje coś do mnie mówili, ale nie za bardzo zwracałam na to uwagę. Nie wiem nawet kiedy znalazłam się w salonie przyjaciół.
-Wiki usiądź.-poprosiła Ann, a ja nie przerywając płaczu wykonałam jej plecenie.-A teraz powoli oddychaj.-złapała mnie za rękę, ale ja nie miałam na razie siły, ochoty, a przede wszystkim odwagi by opowiedzieć to wszystko. Tak, czułam się jak skończona idiotka, że tak w to wszystko uwierzyłam. Uwierzyłam ponownie w miłość, w chłopaka, w miłość tego chłopaka.
-Je - stem... kre - tynką.-mówiłam z problemem, bo łzy i jakaś gula w gardle nie pozwalała mi otworzyć się. Jedyne co potrafiłam to przytulić się do modelki. Dziewczyna uścisnęła mnie jeszcze mocnej, a ja ponownie zalałam się litrami łez. Po około 5 minutach, gdy już trochę się uspokoiłam, zauważyłam, że Mario idzie do mnie z kubkiem herbaty.
-Wypij.-powiedział cicho.-Poczujesz się lepiej.-następnie pogłaskał mnie po nodze. Wtedy chwyciłam za gorący kubek, który był czarny z logo BVB. Powoli, małymi łyczkami, herbaty ubywało. Przez cały ten czas Mario i Ann nic nie mówili. Siedzieli w ciszy i czekali, aż sama zacznę temat.
Po jakimś czasie postanowiłam skończyć pić i odłożyłam naczynie na stół. Podkuliłam nogi pod siebie i w głowie próbowałam ułożyć sobie, co mam im powiedzieć. Nic nie mówili, ale po prostu czekali na mnie. Czekali na mój pierwszy krok.
-Zdradził mnie.-powiedziałam cicho, a Niemieccy przyjaciele zrobili ogromne oczy. Patrzeli na mnie jak na ducha. Nie widzieli co odpowiedzieć.
-Kto? Marco?-pytał Gotze.
-A kto inny?!-odpowiedziałam wybuchowo.
-Ja.. nie... to musi być chyba jakaś pomyłka.-mówił.
-Uwierz, że ja też chciałabym by była to jakaś pomyłka...-w końcu postanowiłam otworzyć się przed moimi towarzyszami. Opowiedziałam im wszystko. O kłamstwach Reusa, o spotkaniu Matsa i Cathy, o wizycie Carolin, o nagraniu. Czy tego chciałam to nie wiem, ale na pewno wyjawienie prawdy mi pomogło, bo poczułam się lepiej. Zrzuciłam z siebie ciężar jaki spoczywał na mnie. Poczułam się zdecydowanie lepiej, bo i Mario i Ann mocno mnie wspierali. Mówiąc to wszystko jednak nie potrafiłam się opanować emocji i ponownie popłakałam się.
Są pewnie osoby, które mojego płaczu by nie zrozumiały. Płakanie przez jakiegoś chama, co mnie okropnie okłamał, a co przede wszystkim skrzywdził? Niestety, ale ja tego chama kochałam i kompletnie oddałam się jemu. Robiłam wszystko, starałam się, planowałam z nim przyszłość. To jest właśnie najgorsze uczucie. ty kogoś kochasz, a on Ciebie nie. Jednak teraz sytuacja wygląda trochę inaczej. Zupełnie inaczej. Najgorsze jest to, że to okropnie boli, a najbardziej bolą dobre wspomnienia. Te wszystkie szczęśliwe chwile jak jesteśmy razem i kochamy się.

Po dosłownie kilku minutach Marco był już w moim pokoju i naturalnie położył się na moim wielkim łóżku.
-Wiem, że kochasz moje łóżko, ale skoro już tu jesteś to obiecałeś mi pomóc.-dopowiedziałam.
-No, obiecałem, ale nie wiem za bardzo co zabierasz ze sobą, więc lepiej jak popatrzę.-uśmiechnął się uroczo. W sumie ma rację Reus tylko by przeszkadzał, więc niech lepiej se leży na łóżku.
-W końcu to ile my tam będziemy?-zapytała, gdy wybierałam z garderoby pierwsze ubrania.
-Tak szczerze to nie wiem jeszcze.-odparł.-Możemy zostać dłużej. Dogadamy się jakoś z Kubą i resztą.
-A to kto wtedy z nami leci?-dopytywałam się.
-No... nie wiem. Kto przyjdzie jutro na lotnisko ten poleci. Kuba, Agata i Ewa lecą na pewno. Może Ania jeszcze, ale to nic na 100% procent.
-Powiem tak: ostatni raz planujesz jakikolwiek wyjazd.-odparłam i zajęłam się pakowaniem. Marco powiedźmy, że w jakiś sposób pomagał mi, ale chyba szybciej było by jakby nie przyszedł, ale nie narzekam.
Po dwóch godzinach pakowania zmęczeni opadliśmy na łóżko.
-Wiesz, że Cię kocham.-szepnął cicho, ale prosto do mojego ucha, przez co poczułam przyjemny dreszcz.
-Wiem.-odpowiedziałam i mocno się przytuliłam do niego.
-Gdyby nie ty to nie wiem czy poradził bym sobie z tą kontuzją. Nie wiem czy dał bym radę być cały czas sam.-mówił.
-Poradził byś sobie i nie był byś cały czas sam. Zobacz ile masz ludzi obok siebie. Wcześniej dałeś radę.-popatrzałam w jego stronę i uśmiechnęłam się.
-Nie chcesz sobie nawet wyobrażać, co przeżyłem w czerwcu...Wtedy nikt nie potrafił mi pomóc.
-Uwierz, że nawet nie mam zamiaru, ale Marco nie myśl już o tym. Było, minęło. Zobaczysz, że za 4 lata będziesz Mistrzem Świata.-zaśmiałam się, a Reus pocałował mnie. Ciągle przeżywa to, że nie był na MŚ w Brazylii. Ja na jego miejscu nie pozbierałbym się tak szybko, zwłaszcza, że jego kraj zdobył Mistrzostwo. To musiał być okropny ból. Piłka potrafi być okropna.
-Może dziś śpisz u mnie?-zapytał ciągle przytulony do mnie.
-Jutro wstajemy wcześnie rano. Musimy się wyspać.-wymamrotałam.
-Ósma to nie tak wcześnie. Poza tym, sugerujesz coś?-popatrzał podejrzliwie nam mnie.
-Dla mnie nawet 10 to wcześnie i nie nic nie sugeruję tylko mówię to co wiem.-zaśmiałam się.
-Obiecuję, że będziemy grzecznie spali.
-W oddzielnych pokojach?-zapytałam.
-No, nie. Aż tak grzeczni to my nie będziemy.-oparł i każdy z nas wybuchł śmiechem.

Gdy przypomniałam sobie ta sytuację rozkleiłam się już na dobre. Każde jego słowa są kłamstwem. On sam jest jednym, zwykłym kłamstwem.
-Co za idiota! Zabiję go chyba!-Mario chodził cały zdenerwowany po pokoju. Ann dalej mnie tuliła i pocieszała.-Nie... on jest jakiś porąbany... A ta Caroline... 
-Oboje są siebie warci.-skomentowałam cicho.
-Wiki, ale wiesz, że musisz porozmawiać jeszcze z Marco.-odezwała się w końcu blondynka, która przez ten czas nie mówiła za wiele.
-Nic już nie muszę.-syknęłam. 
-To co z Wami będzie?-zapytał delikatnie.
-Nie ma już nas Mario. To koniec! Nigdy nie wybaczę mu, że okłamał mnie, a przy okazji zdradził. 
-Wiki, a może...-Gotze chciał jeszcze ze mną się targować.
-Mario, proszę! Jedyne czego chcę od Ciebie to bym mogła zostać weekend, bo moich rodziców nie ma. Proszę Cię tylko i aż o to.-popatrzałam się w jego oczy, w których również malował się smutek i... strach? Zupełnie jakby bał się, że straci przyjaciół. Mimo, że Mario przyjaźni się jednocześnie z Marco jak i ze mną to nie mogę go przecież zmusić to zerwania kontaktów. Broń boże.-Mario? Okej?-zaniepokoiłam się stanem chłopaka. Wstałam z miękkiej kanapy i podeszłam do bruneta. Ten popatrzał na mnie zmarnowanymi oczyma.
-Co teraz będzie? Dwójka jednych z najważniejszych dla mnie osób rozstaje się. Dlaczego?
-Spokojnie. Nic się nie zmieni. Dalej będziemy przyjaciółmi. Tak jak ty i Reus, ale zmieni się co nie co. Po prostu.
-Będzie dobrze.-szepnął i ponownie zastygliśmy w uścisku, ale tym razem na dłużej. Zauważyłam Ann, która nam się przygląda. Malował się lekki uśmiech, który mógł oznaczać tylko jedno. Zachęciłam ją ruchem ręki by podeszła do nas i po chwili ściskaliśmy się we trójkę. Nie wiem co bym zrobiła gdyby nie oni. Jeszcze czeka mnie tylko rozmowa z Anią, ale Brommel ma racje. Wcześniej czy później będę musiała zobaczyć się z Marco. Chociaż mam nadzieję, że później. Nagle każdy z nas usłyszał dzwonek do drzwi...


*******
Wszedłem do domu, ale wcześniej musiałem otworzyć drzwi kluczem, bo były zamknięte. Trochę mnie to zdziwiło, bo Wiktoria mówiła, że będzie o tej porze już dawno u mnie. W środku panowała głucha cisza. W tym samym czasie towarzyszyło mi niesamowicie dziwne uczucie. Obawiałem się czegoś, chociaż sam nie wiedziałem dokładnie czego. Nagle w moje oczy rzuciło się coś dziwnego, a konkretnie zdjęci, które jakiś czas temu wywołałem. To zdjęcie zrobiliśmy w Polsce, przed ta impreza. Bardzo mi się podobało i od razu, gdy je otrzymałem od fotografa to oprawiłem w szklaną ramkę. Teraz ta sama ramka, z tym samym zdjęciem leżą roztrzaskane na podłodze. Kucnąłem przy nim i z przerażoną miną zacząłem je zbierać. Przeraziłem się i zrozumiałem, że Wiktoria musiała dowiedzieć się tego co się stało. To co zrobiłem wczoraj...
Bez zastanowienia wybiegłem z domu, nawet go nie zamykając. wsiadłem do swojego Astona i ruszyłem do domu Mario. Wiedziałem, że dziewczyna tam jest, bo Ani nie ma. Całą drogę myślałem jak ma się jej wytłumaczyć i co powiedzieć. Najlepiej prawdę, ale wątpię by chciała mnie wysłuchać. I właśnie tego boje się najbardziej.

W końcu dojechałem do domu przyjaciela i pierwsze co zauważyłem, to samochód Wiktorii. Podszedłem do frontowych drzwi i tym razem zadzwoniłem dzwonkiem, Mimo, że zazwyczaj wchodzę bez pukania, tak teraz wolę tego nie robić. Po chwili zobaczyłem przed sobą przyjaciela.
-Hej... Jest tu Wiktoria prawda?-bardziej stwierdziłem niż zapytałem.
-Tak, ale ona nie chce z Tobą rozmawiać Marco. Daj jej teraz spokój i przyjdź chociaż jutro.
-Ale co się ...
-Ty mi powiedź co się stało!-podniósł głos jednocześnie przerywając mi. Przyszła do nas cała roztrzęsiona i powiedziała, że Carolin była u niej.
-Co?!
-Tak, chodzi o Twoją kochankę. Przyszła do Wiki i pokazała jej jakieś nagranie... -po tych słowach musiałem jakoś zareagować. Bez zaproszenia wepchałem się do domu przyjaciela i pognałem do salonu, gdzie zastałem okropny widok. Zapłakana Wiktoria, która przytula się do Ann. Zabolało mnie to okropnie i wiem, że to jest moja wina. Ja do tego dopuściłem. Nagle nasze spojrzenia się spotkały, a to co zobaczyłem w jej oczach to na pewno nienawiść i rozczarowanie.
-Wiki... porozmawiajmy...-poprosiłem.
-Zapomnij!-krzyknęła.-Nie chcę mieć z Tobą cokolwiek wspólnego! Nienawidzę Cię za to co zrobiłeś!
-Ale to nie jest tak! Daj mi się wytłumaczyć! Błagam Cię!
-Zadam Ci jedno zasadnicze pytanie: wtedy jak podobno byleś u Matsa. Powiedź mi proszę, że nie byłeś u niej.-zapadła cisza.
-Nie mogę, bo nie chcę Cię okłamać ponownie.-oznajmiłem po chwili i spuściłem głowę.
-Zdradziłeś mnie Reus z nią, zawiodłeś, a przede wszystkim okłamałeś.-wyliczała.-Kochałam Cię i raczej dalej kocham, ale ty mnie po prostu wykorzystałeś. Zabawiłeś się moi kosztem i dlaczego? Znudziło Ci się skakanie z kwiatka na kwiatek czy po prostu ośmieszyć mnie?
-Wiki,  ale to nie jest tak jak wygląda. Nie wiem co powiedziała ci Carolin i nie wiem nic o żadnym nagraniu, ale daj mi się wytłumaczyć.-prosiłem, ale wiedziałem, że bezskutecznie.
-Daj mi spokój i spieprzaj stąd! Nie chcę Cię widzieć!-powiedziała głośno.
-A... a co z nami?-zapytałem drżącym głosem.
-"Nami"? Nie ma już czegoś takiego. Jesteś ty i jestem ja, ale nas nie ma.-odpowiedziała.
-Wiktoria proszę!
-Marco chodź!-usłyszałem głos przyjaciela, który przez ten czas tylko przyglądał się całej scenie.
-Puszczaj mnie Gotze!-wydarłem się.-Nie wyjdę stad dopóki nie porozmawiamy!
-Ale ja nie chcę z tobą rozmawiać zrozum to! Zrozum też to, że żałuje dnia, w którym cię poznałam! Żałuje chwil z tobą! Słyszysz co mówię! Jesteś dla mnie zerem! Mam ciebie i twoją Carolin głęboko w dupie! Masz to co oboje chcieliście! Tak was do siebie ciągnęło i w końcu droga wolna! POWODZENIA!!!-na koniec kompletnie jej już emocje puściły i po prostu wybiegła do łazienki. Dziewczyna Mario pobiegła za nią, a ja stałem jeszcze zszokowany tymi słowami. Powoli je analizowałem i właśnie zrozumiałem, że ją straciłem.
-Marco proszę. Daj jej czas.-zwrócił się do mnie przyjaciel.
-Ale... Mario ja jej... nie... cholera! Co ja narobiłem?!-kręciłem się w kółko.
-Marco idź do domu. Prześpij się z tym i postaraj być gotowym na jutrzejszy mecz.-zaproponował, a ja bez słowa postanowiłem opuścić dom przyjaciela. Wsiadłem do samochodu i po prostu ruszyłem do siebie, ale wcześniej kupiłem kilka piw i wódkę. Nie miałem zamiaru spędzić tego wieczora bezczynnie i zaopatrzyłem się w co potrzeba.
Po jakimś czasie znalazłem się już u siebie. Jeszcze nie rozebrałem się, a już otworzyłem pierwszą butelkę piwa. Potem posprzątałem szkło, co rozbiła najprawdopodobniej Wiktoria. Usiadłem w salonie i piłem. Raz łyk piwa, a raz wódki i tak na zmianę. Nie kontrolowałem tego i tak na prawdę chciałem się upić i zapomnieć jakim jestem kretynem. Gdy powoli stawałem się coraz bardziej pijany zacząłem wspominać wszystkie chwile z Wiki. Nagle z moich oczu popłynęły łzy, a po sekundzie płakałem jak bóbr. Jestem idiotą. Schrzaniłem wszystko najbardziej jak tylko się da.

-Dlaczego się śmiejesz?-zapytałem, ale również się uśmiechnąłem.
-To zabawne, ale my się na początku przecież nienawidziliśmy.-oznajmiła i popatrzała na mnie, a ja się zaśmiałem.
-No, a teraz się kochamy.-powiedziałem i pocałowałem ja.-W końcu mogę to robić bez problemu.-dodałem.
-Marco, a tak w ogóle to, kiedy powiemy reszcie o nas?-zapytała, kiedy byliśmy już pod jej domem.
-Może potrzymamy ich trochę w niepewności?
-Byłoby świetnie, ale Ani będę musiała powiedzieć, bo jako jedyna wiedziała, że się spotkamy dzisiaj.
-Tak, wiem, że była u Ciebie.-odparłem.
-Skąd?-zdziwiła się.
-Nie zapomnij, że mieszkam obok Ciebie.-uśmiechnąłem się.-Będę miał Cię na oku.-puściłem jej oczko.-Po za tym mam pewien pomysł.
-Jaki?
-Może po meczu, który jest jutro zorganizujemy imprezę u mnie? Namówię Mario, żeby zabrał Cię ze sobą, bo ty sama z własnej woli nie przyjdziesz do mnie.-zaproponowałem.
-Czyli rozumiem, że gramy jak bardzo się nienawidzimy?-upewniła się.
-Dokładnie.-uśmiechnąłem się szeroko.
-Jestem jak najbardziej za. Może być ciekawie.-dodała, a ja ponownie ją pocałowałem. Kochałem to robić, a teraz kiedy w końcu jesteśmy razem będę mógł smakować jej ust częściej.
-Dlaczego ciągle mnie całujesz?-zapytała kiedy się od siebie odkleiliśmy.
-Bo tak.
-To nie odpowiedź.-oznajmiła, a ja ponownie ją pocałowałem.
-Po prostu kocham Cię i cieszę się, że to wszystko właśnie tak się skończyło.-dodałem.
-Nie znałam Cię od tej strony. Wydawałeś mi się takim zapatrzonym w siebie dupkiem, a tu teraz przede mną taki romantyk stoi.-zaśmiała się.

Straciłem ją i dopiero teraz to do mnie dotarło...
________________________________________________________________
ZGODNIE Z OBIETNIĄ DODAJE JUŻ DZISIAJ KOLEJNY 30 (!!!) ROZDZIAŁ!
ZOBACZCIE JAK TEN CZAS SZYBKO LECI .. . :)

Rozdział jest jaki jest. Nawet mi się podoba. Ale naturalnie ocena należy do Was :)
Jak Wam podobają się przerywniki ze wspomnieniami z poprzednich rozdziałów?
Pamiętam jak kiedyś znalazłam to na pewnym blogi i poleciały mi łzy, no bo wiecie, smutne zakończenie i tak wyszło.
Mnie chyba nie udało się, aż tak poruszyć wami XD

Kolejny rozdział pojawi się dopiero w weekend, bo teraz mam trochę do roboty. Niestety ferie dobiegły końca i trzeba wrócić do rzeczywistości :/

Czy to na prawdę koniec miłości?
Jak sobie z tym wszystkim poradzą?
Co tak na prawdę się wydarzyło u Carolin?

Tak w ogóle kompletnie zapomniałam się Wam czymś pochwalić XD
W wakacje, gdy przejeżdżałam przez Niemcy i zajechaliśmy do supermarketu zakupiłam sobie... Marco i Mesuta haha ♥





Oczywiście nie wyrzuciłam butelek i stoją sobie ja półce u mnie w pokoju :* 
Niestety Mario nie znalazłam :((
(mój genialny tatuaż nawet jest haha)

Dobra to do weekendu ♥

ENJOY ♥

niedziela, 15 lutego 2015

Rozdział 29


"... TO ZWYKŁE NIEPOROZUMIENIE"


*******
23 października, czwartek 

Przez te kilka dni nie wydarzyło się nic szczególnego. Chodziłam do szkoły, spotykałam się z Marco, Mario i Ann oraz z dziewczynami piłkarzy. Chłopaki jeździli na mecze. Ja uczyłam się, powtarzałam do matury i nim się obejrzałam, tydzień prawie minął. 
-"Marco Reus i jego dziewczyna - Wiktoria Müller spędzili ostatnio czas na romantycznym spacerze po parku. Para wyglądała na bardzo zadowoloną i szczęśliwą. Wieczór spędzili na rozmowach i zajmowaniu się sobą. Jesteśmy ciekawi, czy oboje poruszyli temat transferów Marco, bo od kilku miesięcy jest wiązany z Bayernerm Monachium, ale też i gigantami z Hiszpanii i Anglii. Nie ma wątpliwości, że młoda Polka będzie miała wiele do powiedzenia podczas wyboru..."
-Pisze coś jeszcze ciekawego?-zapytałam Olivera, który przed chwilą kupił gazetę, bo jak to powiedział: nie ma zamiaru grać w szachy na świetlicy. Tak, właśnie odwołali nam jedną lekcje, a że jest w środku to musieliśmy pójść na świetlicę. Obok szkoły jest kiosk. Chłopak miał kupić tam jakąś ciekawą gazetę na nudą godzinę, ale musiał znaleźć jakąś gazetkę plotkarska, w której prawie co wydanie znajduje się materiał o mnie i o Marco. Przyznam, że jest to powoli już denerwujące, ale co mogę zrobić. W jakimś sensie jestem ciekawym i świeżym tematem, a ci ludzie tylko pracują. 
-Nie. Piszą tylko, gdzie Marco może pójść, coś o tobie wspomnieli. To co zawsze...-westchnął i przewrócił kartkę na następną stronę.-O! Jürgen Klopp na zakupach!
-Nie rozumiem tych gazet. Po co mi wiedzieć, co robi Wiki z Marco, a już tym bardziej Klopp na zakupach?-zastanawiała się Emma.
-Wiesz fanów danej osoby interesuje wszystko.-odparł Martin.
-Ej, mam propozycję!-krzyknęła nagle Laura, a wszyscy popatrzeli na nią.-Skoro jutro mamy tak luźny dzień, to może wybierzemy się dzisiaj wszyscy na kręgle? Dawajcie! Tak po ciężkim dniu.
-Świetny pomysł!-powiedział Oli, a wszyscy mu przytaknęli.
-Przepraszam Was, ale jestem już od wczoraj umówiona z Marco i głupio mi odmawiać.
-Nie szkodzi.-powiedziała Emma.-Ale następnym razem nie ma odwrotu. Posiedzieliśmy jeszcze jakiś czas i nim się obejrzeliśmy zadzwonił dzwonek na lekcje. Jeśli chodzi o czwartek to jest on ostatnio najgorszym dniem w tygodniu. Teraz przed maturą chodzimy na dodatkowe zajęcia, które nas właśnie na ten egzamin przygotowują. Niestety wypada dzisiaj tak, że kończymy dopiero o 16. Z Reusem jestem umówiona, że przyjedzie po mnie pod szkołę.
Około 5 minut przed końcem lekcji siedziałam niesamowicie znudzona. Myślami byłam już by pojechać do Marco i po prostu spędzić z nim czas. Między nami jest wszystko jak najlepiej, co mnie bardzo cieszy. Właśnie tego teraz tak, kiedy potrzebuje spokoju. Niby to dziwne, bo nastolatka w moim wieku powinna bawić się i korzystać maksymalnie z życia i nie przejmować niczym. Jednak każdemu potrzeba czasami chwili wytchnienia, a najlepszym sposobem jest bliskość drugiej osoby. Teraz pozostaje mi tylko czekać na próbną maturę, co będzie już w grudniu. Potem już tylko do maja i zdać prawdziwy sprawdzian dorosłości.
Gdy myślami byłam już przy uroczym blondynie, z którym miałam się za chwilę spotkać, usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Na szczęście nauczycielka była zajęta sobą i po cichu mogłam porozmawiać jak się okazało z Reusem.
-Halo?-szepnęłam.
-Cześć Wiki, słuchaj mam złą wiadomość. Trening przedłużył nam się o kolejna godzinę, a potem Mats zaprosił nas na męski wieczór. Wiem, że obiecałem. Przepraszam Cię...-tłumaczył się.
-Nic się nie stało.-westchnęłam.-Masz prawo do spotkań z kolegami. 
-Obiecuję, że spotkamy się jutro. Dobrze? Zaraz po szkole przyjdę po Ciebie i spędzimy calutki dzień razem. Okej? 
-Wiesz, mam lepszy pomysł, ale dogadamy się jutro, albo wieczorem, a teraz muszę już kończyć, bo jestem na lekcji. Pa! 
-Pa i kocham Cię.-dopowiedział i wyczułam, że się uśmiecha.
-Ja Ciebie też.-odparłam i rozłączyłam się, a w między czasie zwróciłam się do Laury, Emmy, Olivera i Martina.
-Te kręgle są ciągle aktualne?

Ten dzień zapowiadał dość interesująco. Nasza klasa na koniec tygodnia ma ogromny luz. Nie dość, że kończymy o 12 to jeszcze i tak przychodzimy na drugą lekcje, bo nie mamy planowo pierwszej, co oznacza dla mnie, że dłużej sobie pośpię.
Jeśli chodzi o to jak spotkam się dzisiaj z Marco, to zaraz po szkole idę do niego do domu, kluczyki mam, bo kiedyś mi je podarował, i ugotuje coś dobrego na obiad. Mówiąc "coś" mam namyśli oczywiście spaghetti, bo tylko to potrafię. Niestety, ale marna ze mnie kucharka.
O godzinie 8.20 wstałam i udałam się do łazienki, gdzie wyszłam już po 10 minutach, bo wzięłam tylko szybki prysznic i szybko się umalowałam. Podeszłam do garderoby wybierając ubrania na dzisiaj. Po kolejnych minutach gotowa schodziłam już na dól, gdzie byli moi rodzice.
-Cześć!-przywitałam się i uśmiechnęłam.
-Hej, a co ty taka dzisiaj szczęśliwa?-zapytał mój tata, który właśnie nalewał sobie soku pomarańczowego do szklanki.
-Powiedź mi kto by się dzisiaj nie cieszył kończąc o 12 lekcje?-popatrzałam na niego.
-Niby tak, ale mam przeczucie, że ten dobry humor udziela Ci się przez niejakiego Marco?-dostrzegła sprytnie mama.
-Ha, masz mnie.-zaśmialiśmy się.-Zaraz po szkole idę do Marco i będę z nim cały dzień, więc możecie się sobą dzisiaj zająć. Wygońcie tylko Kubę do Nikole i będzie spokój.
-Ta i może jeszcze niech śpi u niej.-odpowiedziała, a ja z tatą wybuchłam śmiechem. W tym samym czasie zaczęłam zajadać się kanapką.-Ale z tym wyjściem to dobry pomysł, a słuchaj Michał: może pojedziemy do domku nad jeziorem na weekend? Zabierzemy rodziców Felixa i może nawet chłopaki pojadą z nami?
-A nie jest czasem za zimno na domki?
-Przecież dom jest ogrzewany i ma wszystko, kuchnię i sypialni akurat wystarczy.
-Nie daj się prosić tato!-poparłam mamę.
-Może masz racje. W sumie... to ma być ostatni taki ładny tydzień w tym roku. No, dobra. Jedziemy!-krzyknął na koniec, a potem rodzice się przytulili. Między nimi obojga również się dobrze układa. Zdecydowanie lepiej niż wcześniej. Spędzają więcej czasu i cieszą się sobą. Zupełnie jakby na nowo odżyli.
-Dobra ja lecę do szkoły, bo się spóźnię. To udanego weekendu!-krzyknęłam i zaczęłam ubierać kurtkę. Pocałowałam jeszcze rodziców w policzek i ruszyłam do samochodu.

Dzisiaj wyjątkowo dzień dłużył mi się niemiłosiernie. Mimo, że to tylko kilka godzin to nie mogłam wytrzymać na krzesełku i ciągle wyczekiwałam godziny końca lekcji. Gdy w końcu ona nastała poczułam ulgę. Razem z naszą paczką wyszłam ze szkoły i podwiozłam ich wszystkich do domów, a potem sama zajechałam do Reusa. Na podwórku u piłkarza zauważyłam, że nie ma już samochodów rodziców, co pewnie znaczy, że już pojechali. Możliwie, że zwolnili Kubę.
Podeszłam do drzwi i otworzyłam je kluczem, co kiedyś dał mi Marco. Rozebrałam się i usiadłam na kanapie w salonie, by odpocząć chwilę. Włączyłam jakiś program i zaczęłam go oglądać. Na zegarku dostrzegłam godzinę 12.40. Blondyn będzie za jakieś dwie godziny, więc mam jeszcze czas. Do 13 siedziałam bez celu, ale potem już zmotywowałam się i podeszłam do kuchni. W lodówce jak zwykle nie było nic konkretnego.
-Czy on w ogóle coś tu je?-pomyślałam. Nie pozostało mi nic innego jak ponownie się ubrać i iść do sklepu, by kupić coś. Tak też zrobiłam i po chwili byłam już w drodze do supermarketu. Wysiadłam z auta i podążyłam do sklepu. Gdy zaczęłam chodzić między alejkami zauważyłam kogoś znajomego, a konkretnie Cathy i Matsa. Również mnie zauważyli i postanowili podejść do mnie.
-Cześć Wiki!-powiedzieli niemal równo, a ja się zaśmiałam.
-Jacy zgodni. Cześć Wam! A co ty Mats nie na treningu?
-Byłem, ale zwolniłem się wcześniej, bo poczułem lekki ból w kostce, ale to nic takiego.-wytłumaczył.
-Mam nadzieję, że na sobotni mecz będziesz gotowy.
-Nie ma innej opcji.-odpowiedział z uśmiechem.
-Na to liczę, ale widzę, że wspólne zakupy, bo po wczorajszym "męskim wieczorze" niewiele zostało.
-Uwierz mi, że chłopaki zjedli dosłownie wszystko.-dopowiedziała zadowolona dziewczyna Hummelsa, ale zaraz potem zrobiła zastanawiającą minę.-Alee... skąd wiesz, że ktoś był u nas wczoraj.
-No, Reus mówił mi, że idzie do Ciebie Mats. Zadzwonił i odwołał spotkanie ze mną.-powiedziałam niczego nie podejrzewając, a oboje popatrzeli na siebie zdziwieni.
-Wiki, Marco nie było u nas wczoraj...


*******
-No, dobra chłopaki! Na dzisiaj koniec!-krzyknął Klopp, a wszyscy po tych słowach jakby na skrzydłach polecieliśmy do szatni. Dzisiaj trening nie należało do najcięższych, ale jednak nie mogłem się skupić. To przez to, co stało się wczoraj. Na razie nie chcę o tym myśleć, ani wspominać komukolwiek. Pozostanie to między mną, a Carolin i nikt się o tym ma nie dowiedzieć, a szczególnie Kevin i Wiki. Gdyby to wszystko wyszło na jaw... 
Szybko przebrałem się i wziąłem prysznic praktycznie najszybciej ze wszystkich.
-Dobra ja spadam! Do jutra!-krzyknąłem i zacząłem kierować się do drzwi.
-A gdzie ten nasz Reusik się śpieszy?-krzyknął Piszczu.
-Pewnie do Wiktorii!-odkrzyknął Kuba.
-Wypomnę do Wam jak będziecie lecieli do swoich żona na ciepły obiadek.-odgryzłem się, a reszta zaśmiała-Papa!-pomachałem i udałem się do samochodu pod swój dom. Wiktoria miała tam być, ale nie stał nigdzie jej samochód. Tłumaczyłem sobie tym, że jest w garażu u siebie, albo gdzieś po prostu pojechała.


*******
-Co?-powiedziałam zdziwiona, ale jednocześnie sparaliżowana strachem. Bałam się, że ponownie ktoś mnie oszukał.-A może ja coś... źle zrozumiała?.-próbowałam tłumaczyć kłamstwo Reusa.
-Wiki w porządku?-zmartwiła się Cathy.
-Tak... Ja już w sumie pójdę.
-Ale na pewno?-tym razem zapytał Mats.
-Tak, to musi być jakieś zwykle nieporozumienie. Trzymajcie się!-dodałam i zaczęłam kierować się do wyjścia szybkimi krokami, by w razie czego nie złapali mnie piłkarz wraz z partnerką. Nie chcę się przed nimi teraz tłumaczyć. Na szczęście nie miałam jeszcze za wiele produktów w koszyku, więc przed wyjście po prostu go odłożyłam na miejsce nie zważając na prośby pracowników, bym wyjęła z niego dwa batony i energetyka. Olałam ich po prostu i ruszyłam do auta. Natychmiast skierowałam się do domu Marco, by jak wróci wyjaśnił mi to wszystko. 
Jechałam strasznie szybko i nie zwracałam uwagi na przepisy. Miałam wszystko w czterech literach i jedyne co chciałam to prawdy ze strony Marco. Jak on mógł mnie tak okłamać? Jak? Gdzie on do cholery był wczoraj i z kim? Jeżeli narobił coś? W głowie zadawałam sobie mnóstwo pytań i natychmiast chciałam znać odpowiedzi. Jednak w tym wszystkim najgorsze jest to, że dowiedziałam się przez przypadek i od osób trzecich. Jak ja się poczułam jak Cathy i Mats powiedzieli mi, że mojego kochanego nie było u nich? Wygłupiłam się przed nimi. 
Wysiadłam szybko z samochodu i poszłam ponownie do domu Marco, gdzie będę na niego czekać. Zażądam od niego wyjaśnień, które chce usłyszeć, ale z drugiej strony - boję się tego. Boje się, że usłyszę najgorszą prawdę, ale chyba lepiej ją znać niż najpiękniejsze kłamstwo? Co jeśli Marco ukrywa przede mną coś, czego raczej nie chciałabym usłyszeć?
Rozebrałam się i rzuciłam, gdzieś kurtkę. Nawet nie popatrzałam gdzie. Podeszłam do kuchni i złapałam za szklankę, do której nalałam wody. Chciałam ją już złapać, ale moje ręce za bardzo trzęsły mi się ze strachu i stresu, że wypadła mi i ją zbiłam.
-Cholera!-krzyknęłam na cały dom. Byłam zdenerwowana, ale nie płakałam. Jednak przeczucie mówi mi, że nie mam się czym przejmować, bo na pewno pojawią się łzy. Bylebym tylko się myliła. Gdy zajmowałam się sprzątaniem szkła usłyszałam dzwonek do drzwi. Nie miałam pojęcia kto to mógł być, więc ciekawa podeszłam je otworzyć. Spodziewałam się każdego, ale nie jej. Nie Carolin, która może mieć coś wspólnego z tym kłamstwem Reusa. Każdy tylko nie ona.
-Co za miłe spotkanie.-powiedziała z cwaniackim uśmiechem.
-Czego chcesz?-syknęłam.
-Mamy chyba do pogadania...
________________________________________________________________
TA DAM!!!!

Zapraszam na rozdział, który rozpoczyna falę rozdziałów takich bardziej "smutnych"?
Nie wiem jak to nazwać  :)
W każdym bądź razie. Zaczyna się dużo dziać, a następny rozdział... no sami zobaczycie ;)
Od razu mówie, że jest nie sprawdzony, bo zaraz jadę na zakupy i chciałam tylko dodać coś szzybciutko ^^


Dlaczego Marco okłamał Wiki i gdzie był poprzedniego dnia?
Z kim?
Czego chce Carolin i jaki ma w tym wszystkim udział?


Urzekło mnie to zdjęcie XD

U mnie ferie właśni dobiegły końca i życzę wszystkim udanej zabawy! 

Kochane!
Pod ostatnimi ostatnimi postami nie pojawiło się za wiele komentarzy, co mnie bardzo smuci. 
Nie wiem czym jest to spowodowane. Tym, że gorzej pisze, blog jest już nudny, czy po prostu wam się nie chce komentować. Szczerze mam nadzieję, że to ostatnie. 
Jednak mam do was taką propozycje. Jezeli pod tym postem bedzie DUŻO komentarzy to rozdział dodam szybciej niż planuje, a nawet bardzo szybko :)
Dacie radę? 
Liczę na was <3 

Ja już zmykam, a jak wrócę to widzę komentarze XD
Jednak do niczego nie zmuszam :) 

Dobra zmykam już ♥

ENJOY ♥