sobota, 4 października 2014

Rozdział 8

"DOBRA, PÓŹNIEJ SIĘ POLICZYMY"


*******
Kilka dniu później...

Minął już jakiś czas odkąd jestem i mieszkam w Dortmundzie. Czy wiele się zmieniło w moim życiu? Trochę, ale zacznijmy od początku.
Jeżeli chodzi o mnie i o Mario to nasza przyjaźń kwitnie. Przez poprzednie dni bardzo dużo spędzaliśmy ze sobą czasu. Zbliżyliśmy się do siebie jeszcze bardziej i już nie boję się przed nim otworzyć. Oboje staramy się zapomnieć o tym incydencie przed imprezą u Roberta. Nie rozpamiętujemy tego, ale Mario kiedyś, kiedy szczerze rozmawialiśmy, powiedział, że nie żałuje i nigdy nie będzie tego żałował. Podobnie jak ja... W życiu samego Mario również się trochę zmieniło. Otóż ma nową - starą dziewczynę, czyli Ann-Kathrin Brömmel. Tak, zeszli się ponownie. Nie do końca znam szczegóły jak to wyglądało. Pewnego dnia, Mario po prostu przyszedł mnie odwiedzić właśnie z nią i oboje oznajmili mi, że są razem. Wtedy też miałam okazję poznać ją i zobaczyć po raz pierwszy, bo Götze wcześniej mi nie przedstawił jej. Ba! Nawet nie powiedział, że się widują. Jeśli mam być szczera, to nie przepadam za nią. Nie wiem czemu, ale kiedy jest przy nim to czuję... zazdrość? Nie mam pojęcia dlaczego, ale po prostu to uczucie pojawia się samo, kiedy widzę ich razem...
Moje relację z Anią również uległy zmianie. Z dnia na dzień poznajemy się coraz lepiej. Robimy dużo wspólnych rzeczy, takich jak zakupy, wspólne plotkowanie, spacerowanie oraz trenujemy nawet razem. Pomogła mi wraz z Mario podnieść się po rozstaniu. Wiele jej zawdzięczam. Traktuję ją trochę jak taką starszą siostrę, na którą zawsze mogę liczyć. Można powiedzieć, że złapałam dzięki temu dobry kontakt z jej mężem oraz z pozostałymi Polakami w Dortmundzie, czyli Piszczkami i Błaszczykowskimi, ale oczywiście ze wszystkimi w klubie mam doskonały kontakt, bo bywam czasami na treningach oraz nawet byłam raz na meczu. Powiedźmy, że odżyłam tutaj i już nie myślę o tym co zrobili mi Nina i Rafał... No właśnie Nina i Rafał...
Oboje są w Dortmundzie na zawodach. Widziałam ich kilka razy i nawet dzwonili też do mnie, w celu spotkania się, ale ja już nie chcę mieć z nimi nic wspólnego. Obojgu życzę szczęścia, lecz ja nie chcę mieć w tym udziału.
Jest jeszcze jedna sprawa, a właściwie osoba, o której powinnam wspomnieć. Konkretnie chodzi tu o Marco. Od feralnego ranka nie odzywamy się siebie, a wręcz mijamy szerokim łukiem. Szczerze to mnie to wszystko boli, bo bardzo chciałabym jego bliskości, ale sama jestem sobie winna, bo to ja chciałam zerwać z nim kontakt. Ta cała sytuacja mnie jeszcze bardziej utwierdza w przekonaniu, że blondyn nie jest wcale dla mnie obojętny, a wręcz przeciwnie. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że on i Carolinie zeszli się ponownie ze sobą. Nikt, dosłownie nikt, nie zna przyczyny tak nagłego powrotu do siebie tej dwójki. Nawet Mario - najlepszy przyjaciel Marco.

Dzisiaj jest pierwszy września i godzina 8.00. To właśnie tego dnia idę do szkoły na ostatni rok nauki. Tak na poważnie, to jestem mega zestresowana. Po pierwsze to będzie nowa szkoła, nowi ludzie, nowi nauczyciele, a do tego matura. Aktualnie to leżę w łóżku i obijam się. Nie mam najmniejszej ochoty wstawać mimo, że spać już też nie mogę.
-Wiktoria?!-wpadł do mnie zdenerwowany Kuba.-Ty jeszcze nie gotowa?
-No, 

jak widać.-odpowiedziałam z głupim uśmieszkiem.-Spokojnie, przecież rozpoczęcie mamy o 9.
-Może i ty masz, ale ja mam na 8.30!-krzyczał dalej.
-CO?!-zerwałam się, bo zupełnie o tym zapomniałam. Mam zawieźć mojego brata do szkoły, bo rodzice naturalnie są w pracy. Natychmiast pognałam do łazienki i wzięłam najszybszy w swoim życiu prysznic. Kiedy już byłam sucha, zaczęłam ubierać wcześniej przygotowany zestaw. Wszystkie czynności starałam się wykonywać trzy razy szybciej. Gdy wychodziłam z łazienki była 8.15.
-No nieźle.-myślałam i szybko pobiegłam na dół do mojego brata, który był już dawno gotowy.
-Ja Cię Wiki kiedyś zabiję!-oznajmił, kiedy zakładałam szpilki.
-Dobra, dobra. Dawaj jak nie chcesz się spóźnić, mój ty przystojniaku.-powiedziałam i lekko załagodziłam sytuację. Szybko wsiedliśmy do mojego auta i pognaliśmy do budynku szkoły, która może nie znajdowała się daleko, ale nigdy nie wiadomo jak będzie droga wyglądała, a szczególnie pierwszego września. Na nasze szczęście po 10 minutach byliśmy już pod szkołą, gdzie czekał na niego już zniecierpliwiony kolega.
-Tak, wiem spóźniłem się, ale miej pretensje do Wiki, a nie do mnie.-zaczął Kuba, gdy wysiadł z samochodu, bo wiedział, że Felix nie toleruję spóźnień.
-Dobra, później się policzymy.-zwrócił się do mnie z uśmiechem, bo właśnie wychyliłam się z okna pojazdu, na co ja odparłam szczerym uśmiechem. Uwielbiam tego dzieciaka. Był naprawdę dobrym kolegą dla Kuby. Nie wspominałam o tym, ale oboje prawie codziennie się widują i spotykają. A to na treningach, a to jedne u siebie, a to u nas. Teraz jeszcze będą chodzili razem do klasy. Może nie znają się kilka lat, żeby nazwać to jakąś wielką przyjaźnią, ale oni naprawdę są sobie bliscy. Podobnie jak ja i Mario oraz ja z Anią.
Gdy obaj zniknęli za murami szkoły, zobaczyłam godzinę. Za chwilę miała być 8.30. Pomyślałam, że mam jeszcze czas, więc postanowiłam wpaść do jakieś knajpki, bo rano nic nie jadłam. Ruszyłam i po paru minutach byłam pod ulubioną restauracją Ani. Serwowano tu same zdrowe jedzenie, więc kiedy bywałam z Lewandowską to zazwyczaj tutaj jadłyśmy. Powiedźmy, że właśnie dzięki karateczce, wkręciłam się w te zdrowe odżywianie. Ania wiele razy mówiła, że dzięki temu będziemy się lepiej czuli i w sumie tak jest w rzeczywistości. Jednak przyznam się, że jak to mówi Mario, zdarza mi się czasami grzeszyć. No, ale kto nie lubi zjeść od czasu do czasu jakiegoś fast fooda, albo czekoladkę na poprawę humoru?
Szybko zjadłam swoją sałatkę i postanowiłam, że pojadę już pod szkołę. Jadąc, chciałam, żeby droga się bardzo dłużyła, ponieważ stresowałam się tym pierwszym dniem. Nie miałam pojęcia jak ludzie mnie tu zaakceptują oraz czy nie będą się zachowywali w stosunku do mnie tylko pod względem "koleżanki piłkarzy". Niestety, ale droga była bardzo przejezdna, więc po pewnym czasie wjeżdżałam już na szkolny parking. Zauważyłam tam kilkoro ludzi, którzy uważnie przyglądali się mi, a raczej mojemu samochodowi. Kuba miał o tyle dobrze, że ma i zna Felixa. Ja tu jestem zupełnie sama.
Wyszłam z auta i pewnym krokiem ruszyłam w kierunku drzwi. Czułam na sobie wzrok wszystkich, ale nie przejmowałam się tym tylko szłam dalej. W środku budynku było już pełno uczniów. Czułam się bardzo nieswojo, pierwszy raz od bardzo dawna. Postanowiłam udać się już pod swoją klasę, jak się później okazało, sala nosi numer 21. Przed pomieszczeniem było już kilka osób. Normalnie w świecie podeszłabym do nich i zagadała, bo jestem bardzo towarzyska, ale teraz jakaś nie mogłam. Najnormalniej w świecie bałam się. Nagle usłyszałam za sobą głos.
-To ty jesteś Wiktoria?-zapytała blondynka z uśmiechem na twarzy.
-Tak.-odpowiedziałam i również odwzajemniłam gest.
-Nazywam się Laura Wanke.-przedstawiła się.- Miło mi.
-Wiktoria Müller. Mnie również.
-No to oficjalnie cię witam w naszej szkole! Jak ci się tu podoba?
-Jest naprawdę okej. Szkoła jest ładna. Niestety, ale jeszcze nie miała okazji poznać kogokolwiek.
-Nie przejmuj się.-odparła.- Chodzimy razem do klasy i uwierz mi, na lepszą nie mogłaś trafić. Nooo, chociaż są pewne wyjątki.
-To znaczy?-zapytałam zainteresowana.
-Widzisz je?-odparła trochę ciszej i wskazała na trójkę dziewczyn idących w naszą stronę. Kiwnęłam głową na znak, że je widzę.
-To są właśnie nasze wyjątki.-zaśmiała się cicho.-To KatySophie i nasza największa gwiazdka Jessica. Uważaj na nie, a szczególnie na Jessice, bo jest córeczką dyrektora...-ostrzegła mnie Laura, a za chwilę już koło mnie pojawiły się wspomniane wcześniej dziewczyny.
-Cześć!-przywitała się.-Jestem Jessica, ale mów na mnie Jess.
-Hej.-odpowiedziałam.
-Witamy w naszej szkole!-powiedziała i zapiszczały wszystkie trzy.-Mam nadzieję, że spodoba Ci sie u nas. Kurczę, co ja gadam? To oczywiste, że Ci się tu spodoba, a szczególnie, że MY jesteśmy razem w klasie.
-My?-zapytałam.
-No ja, Katy i Sophie. Mogłabyś dołączyć do naszej paczki najlepszych przyjaciółek. Byłoby świetnie! Dodatkowo w piątek robię małą imprezkę z okazji rozpoczęcia roku i oczywiście jesteś zaproszona.-dziwiło mnie, że od razu pojawiłam się na liście gości. Przecież ona widzi mnie pierwszy raz na oczy.-Jeszcze lepiej było by jakbyś zabrała ze sobą tego blondaska. No jak mu tam...-myślała. No tak. Co taka dziewczyna jak Jessica mogłaby ode mnie chcieć?
-Marco?
-O właśnie! No, więc mam nadzieję, że się zobaczymy u mnie, a może teraz przejdziemy się po szkole? Co ty na to?
-Wiesz... ja wolę posiedzę z Laurą. Może kiedy indziej.-powiedziałam obojętnie.
-Jak wolisz.-powiedziała mniej słodko i miło, a po chwili już jej nie było. Przed salą poznałam już resztę klasy i doszłam do wniosku, że nowa koleżanka miała jak najbardziej racje, bo ludzie są strasznie mili. No wiadomo... są trzy wyjątki. Wychowawca też okazał się w porządku. Był to dość młody mężczyzna, około trzydziestki i uczył języka angielskiego - mojego ulubionego przedmiotu. Laura i reszta znajomych powiedzieli mi, że jest najbardziej w porządku nauczycielem w całej szkole i nie jedna klasa zazdrości nam wychowawcy. Jest bardzo wyrozumiały i zawsze pomoże, ale jak trzeba to potrafi się złościć. W klasie musiałam przedstawić się przy wszystkich i przed Panem Lukasem Wolf, bo tak się nazywał nasz wychowawca. Przez wszystkich zostałam ciepło przyjęta co mi się bardzo podobało i żałowałam, że tak się przestraszyłam wcześniej. Pan Lukas powiedział nawet klasie, żeby każdy pozadawał mi jedno pytanie. Podobno taki zwyczaj w jego klasach, jak ktoś nowy sie przyłącza. Wszyscy zadawali mi przeróżne pytania odnośnie mnie lub tego jak jest w Polsce. Pochwaliłam się nawet, że mam czarny pas w karate. Wszystko było jak najbardziej na miejscu, ale Jess i te jej koleżanki oczywiście musiały się dopytać o moich relacjach z piłkarzami z BVB. Cholera! Ta laska działa mi już na nerwy. Co jej do tego kogo znam, a kogo nie i z kim się przyjaźnie, a z kim nie? Postanowiłam nie odpowiadać na takie pytania, co reszcie się bardzo spodobało, bo zauważyli, że nie mam najmniejszego zamiaru chwalić się tym. Pan Lukas również pochwalił moje zachowanie szczerym uśmiechem. Za chwilę poszliśmy wszyscy na uroczysty apel otwierający nowy rok szkolny. Potem zostało jeszcze tylko udanie się do klas, rozdanie planu lekcji, krótkie gadani wychowawcy i wszyscy mogliśmy udać się w swoją stronę.
-WIKI!-usłyszałam wołanie, kiedy to wychodziłam z klasy. Odwróciłam się, a tam zobaczyłam Laurę z Emmą, Oliverem i Martinem.
-Idziesz z nami na pizzę?-zapytała Laura.
-Uczcimy nowy rok szkolny!-krzyknął Oliver. Mega pozytywny chłopak. Taki trochę wieczny chłopiec. Z charakteru przypomina mi Mario.
-Nie będę wam przeszkadzać?-wolałam się upewnić.
-Jasne, że nie!-krzyknęła Emma.
-Idziesz z nami bez gadania.-powiedział Martin, który nic nie mówił przez ten czas.
Postanowiliśmy iść do jakieś pizzerii. Wychodząc z budynku zauważyłam znajome mi twarze. To byli Ania z Robertem, Kuba z Agatą, Łukasz z Ewą i Mario z Ann.
-Co wy tu robicie?-zapytałam z wielkim uśmiechem na twarzy.
-Zrobiliśmy ci niespodziankę i przyjechaliśmy cię porwać!-krzyknął Mario i podszedł do mnie oraz mnie przytulił. Ogromnie się cieszyłam, że mam takich ludzi jak oni. Są wspaniałymi przyjaciółmi. Tylko co teraz z Laurą i resztą? Natychmiast oderwałam się od piłkarza i popatrzałam w stronę nowych znajomych. Wszyscy mieli uśmiech na twarzy.
-Idź!-nie musiałam nic powiedzieć
-Na pewno?-postanowiłam się upewnić.
-Na pewno!-powiedzieli równo, a ja na pożegnanie ich przytuliłam i udałam się z piłkarzami i ich partnerkami do samochodów. Zauważyłam, że wiele osób nam się przygląda, a w tej grupce była oczywiście Jessica.
-Musimy podjechać jeszcze do mnie.-powiedziałam kiedy zbliżałam się do swojego samochodu.
-Po co?-zapytał się Mario.
-Odstawię samochód, bo chyba nie będziemy się trzema autami poruszać. To raz, a dwa przebiorę się, bo nie wygodnie mi w sukience i tych butach.-odparłam.
-Ale...-Mario chciał się już ze mną licytować, ale Agata w porę mnie obroniła.
-Götze! Daj dziewczynie spokój. Wiesz jaka to męczarnia chodzić cały dzień w TAKICH szpilkach.
-Dziewczyny...-powiedział pod nosem i wsiadł do samochodu Roberta razem z Ann i Ania, a Agata z Kubą do samochodu Piszczków. Ja również wsiadłam do siebie i wyjechałam pierwsza oraz udałam się pod swój dom. Droga zajęła nam może z 20 minut. Szybko zaparkowałam samochód i wbiegłam do mieszkania, słyszałam jeszcze jak Mario coś krzyczał, ale nie słuchałam już go, bo pewnie chodziło o to, bym się pośpieszyła. Podbiegłam do garderoby i złapałam pierwsze lepsze ubrania oraz szybko ubrałam się w pokoju, bo z racji tego, że byłam sama w domu nie miałam się obawiać tego, że zaraz ktoś wejdzie mi do pomieszczenia. Po 10 minutach wybiegłam z domu, zamknęłam go i kierowałam się do furtki. Teraz pozostał mi wybór samochodu. Postanowiłam pojechać z Piszczkami i Błaszczykowskimi. Z racji tego, że w drugim znajdowała się Brömmel. Jak wspominałam wcześniej to jej nie darzę wielką sympatią i Mario o tym doskonale wie. Wiele razy kazał mi się do niej przekonać, ale nie mogłam. Sama nie wiem, dlaczego jej tak nie trawię, ale po prostu z samej siebie nie mogę się do niej przełamać.
Po 30 minutach, w świetnej atmosferze, drogi w końcu byliśmy pod galerią, w której znajduję się ulubiona pizzeria Mario. Weszliśmy do środka i znaleźliśmy stolik z odpowiednią ilością miejsc dla naszej dziewiątki.
-Aniu, tak w ogóle, to co się stało, że zgodziłaś się na przyjście tutaj?-zapytałam, gdy zajęliśmy swoje miejsca. Siedziałam od okna, przez które idealnie można było obserwować ludzi w centrum handlowym, a obok mnie siedział Kuba, a na przeciwko Ann z Mario, który poszedł zamówić dla nas posiłek.
-Myślisz, że prosto było nam ją namówić?-wtrącił Kuba.
-Kilka dni ją błagaliśmy.-dopowiedziała Ewa. Potem przyszedł Götze i zaczęliśmy rozmawiać o głupotach.
-... i wtedy Łukasz zgubił te gacie w morzu!-śmiała się Ewa z historii swojego męża na Ibizie. Wszyscy umieraliśmy ze śmiechu, nawet Łukasz.
-Dobra dość!-krzyczałam.-Umieram!
-Musimy się tam kiedyś wybrać.-zaproponowała Ann.-Wszyscy.
-No to jest całkiem dobry pomysł.-mówił z pełną buzią Mario
-Jak ty jesz...-komentowała z lekkim uśmiechem Ann.
-Normalnie kochanie.-powiedział z dziecięcym głosem. Zbliżył się z pizzą w ręku do dziewczyny i poplamił jej chustkę, którą miała na szyi.
-MARIO!-krzyknęła.-Coś ty zrobił!?
-Kurczę, Ann nie chciałem.-usprawiedliwiał się chłopak, reszta tylko patrzała na nich z zainteresowaniem.
-Poplamiłeś ją! Jaki ty głupi jesteś!-krzyczała prawie ze łzami w oczach, co mnie bardzo tym zdenerwowała, bo to tylko głupia chustka.
-Nie krzycz tak na niego, a tym bardziej nie wyżywaj!-również podniosłam głos.-To głupia chustka, a ty się nią przejmujesz jakby to był jakiś skarb.
-Wiki nie. Proszę.-mówił do mnie Mario.
-Nic nie rozumiesz.-powiedziała spokojniej.
-A co tu jest do rozumienie?! Zwykła szmata, która znając ciebie kosztowała jakieś 10000 tysięcy, ale to nie zmienia faktu, że będziesz się teraz tak na nim wyżywać i płakać, bo masz jakąś plamkę!
-Wiktoria!-Mario krzyknął na mnie, co mnie trochę zdziwiło. Pierwszy raz podniósł na mnie głos.
-Może dla ciebie jest zwykłą szmatą, ale dla mnie to jedyna pamiątka po mojej babci, która zmarła.-odparła ze stoickim spokojem, a mi zrobiło się trochę głupio, ale nie potrafię się do tego przyznać. Tak, moją największą wadą jest to, że nie potrafię się przyznać do błędu. Zawsze będę ciągnęła swoja rację.
-To nie znaczy, że masz tak panikować. Wypierze się.-powiedziałam.
-Dobra dziewczyny. Koniec!-zakończył naszą kłótnię Mario i wszyscy bez problemu wróciliśmy do dalszych rozmów.
-O nie!- po chwili usłyszałam głos Ann, która wyglądała przez okno i dostrzegłam Marco z Caroline idących w stronę pizzerii.
-O nie!-powtórzyłam to samo co modelka. Jak zobaczyłam tę dwójkę, to poczułam ból. Takie ukłucie w sercu.
-Patrzcie.-powiedział Łukasz.-To nie czasem Marco z Caro?-zauważył ich wchodzących do restauracji.-Hej!-krzyknął Piszczek w stronę tej dwójki, a oboje skierowali się do nas. Cały czas trzymali się za ręce, a jak Marco zobaczył mnie to chyba ścisnął tę rękę jeszcze bardziej.
-Łukasz...-powiedziała z irytacją jego żona i złapała się za głowę.
-Co?-zapytał zdezorientowany.
-Jaki ty jesteś głupi...-powiedział Robert i podobnie jak Ewa, złapał się za głowę, bo wiedział co za chwile się wydarzy.
-O cc...-Łukasz nie dokończył, ponieważ Reus i Böhs podeszli już do stolika.
-Cześć Wam!-krzyknęła Carolinie jednocześnie przerywając wcześniejsze pytanie Piszczka.-Widzę spotkanie z kaloriami.-powiedziała i się zaśmiała. W pewnym momencie zauważyłam jak Marco uważnie się na mnie patrzy.-Nawet ty Aniu?
-Oj czasami można sobie zaszaleć.-zaśmiała się sztucznie Lewandowska.
-No, no! Nawet sama Ann - Kathrin Brömmel.-powiedziała uszczypliwie.
-Ocho! Zaczyna się...-powiedział z sarkazmem Kuba i oparł głowę o rękę, jakby czekał na dalszy rozwój wydarzeń.
-Właśnie dlatego Łukasz. Właśnie dlatego jesteś głupi.-powiedział Robert, a Piszczek w końcu zrozumiał, a bardziej przypomniał sobie jakie relacje łączą Carolinie i Ann.
-Aniu nie zapomnij wziąć naszej top model na wspólny trening.-Caro dalej była wredna dla dziewczyny Mario i ignorowała to co przed chwila dość głośno powiedział Kuba z Robertem.
-Możesz zamknąć swoją krzywą mordę!-podniosła w końcu głos Ann.
-Tylko nie krzywą ty głupia małpo!
-Caro!-tym razem to Mario wkroczył do akcji.-Weź się opamiętaj co!
-A ty nie krzycz na nią!-bronił swojej dziewczyny blondyn.
-Ej, ej, ej! Spokojnie chłopaki.-Robert próbował załagodzić sytuację.
-Weź się ogarnij Marco!-tym razem to ja postanowiłam dodać swoje 3 gorsze.-Nie widzisz jak ona się zachowuję?
-Co ci do tego, co?!
-To, że nisko się cenisz.-powiedziałam to dość głośno, co nie uszło uwadze Carolinie i innym.
-I ty też?! Myślałam, że się lubimy, ale widzę, że jesteś taka sama jak ta suka.-wskazała na na Ann i zaczęła się mocna kłótnia między dwoma WAG's. Ja natomiast dalej "rozmawiałam" z Marco.
-Gadasz tak, bo co zazdrościsz?-chłopak trafił w mój czuły punkt. Nic nie odpowiedziałam, bo taka była prawda. Zazdrościłam Caro, że ma Reusa. Ja sie w nim naprawdę zakochałam. Tylko, że on nie odwzajemnia tych uczuć. Postanowiłam jak najszybciej się stąd wynosić. Już wstałam z krzesła, gdzie nagle Kuba pociągnął mnie za rękę i odciągnął na bok od tego zamieszania. W tym czasie Ann postanowiła podobnie jak ja wyjść, ale jej się udało. Agata i Ewa poszły za nią, natomiast Mario i Marco intensywnie rozmawiali na uboczu, a do mnie i do Kuby podeszli Lewandowscy z Łukaszem. Natomiast Caroline wyszła nie patrząc na swojego chłopaka.
-Wiecie co, ja już chyba wrócę do domu.-powiedziałam.
-Jasne, zaraz cię odwieziemy.-odparł Robert.
-Nie, ja się przejdę, albo taksówkę wezwę.
-Daj spokój. Chodź!-Ania złapała mnie za rękę jakby bała się, że ucieknę jej.
-Słuchajcie, dziękuję wam za takie spotkanie. Mimo wszystko, było bardzo miło. Przekażecie reszcie to?
-Jasne!-obiecał Łukasz. Potem przytuliłam się z nim i Kubą. Chciałam podejść też do Mario, ale stał z Reusem i chyba poważnie rozmawiali, to nie chciałam im przerywać.
-Gotowa?-zapytał Robert i udaliśmy się do wyjścia.


*******
-Widzisz co narobiłeś?-zapytał mnie Mario, bo właśnie dziewczyny przyszły z roztrzęsioną Ann. Mario bez zastanowienia podszedł do niej i mocno przytulił.
-Niby to moja wina?-odpowiedziałem pytaniem na pytanie, na co zostałem skarcony surowym wzrokiem przez Mario. 
-Mam do was prośbę.-zwrócił się do Polaków.-Moglibyście ją zawieźć do domu? Ja muszę chyba z kimś poważnie porozmawiać.-Tak chodziło o mnie. Usiadłem więc przy jakimś mniejszym stoliku i czekałem, aż Götze do mnie podejdzie.
-Dobra stary-zaczął-wyjaśnij mi o co się z tobą dzieje?
-Co ma się dziać? Nic. Jest wszystko okej.
-Kogo jak kogo, ale mnie nie okłamuj. Robert mi mówił, że rozmawiałeś z nim na urodzinach o tym jak zerwać z Caro, a Wiktoria mówiła mi, że po imprezie powiedziałeś jej, że zerwaliście.
-Wiktoria...-wypowiedziałem jej imię co nie uszło uwadze przyjaciela.
-Co z nią nie tak?
-WSZYSTKO!-krzyknąłem i postanowiłem powiedzieć mu wszystko.
-...kiedy ona powiedziała, że chce o tym zapomnieć i lepiej będzie jak nie będziemy wchodzić w sobie w drogę to byłem tak zły... Mario... Ja się poczułem jakbym został zdradzony. Ja coś do niej czułem już od początku, ale ona ma mnie w dupie.
-A Caro? Jaki ona ma w tym udział.-zapytał.
-Po tym odrzuceniu chciałem zapomnieć. Myślałem, że jak będę z Caroline i powrócę do swojego poprzedniego trybu to zapomnę, ale nie! Było nawet jeszcze gorzej.
-Ty ją serio kochasz.-oznajmił.
-Ale ona nie kocha mnie...
-Powiedziała ci to?-zapytał.
-Powiedziała, że nie chce mnie widzieć. Wystarczy?!
-Marco, ja wiem, że to może być trudne, ale ona jest w szoku. Wydaje mi się, że ty też nie jesteś dla niej obojętny. Musisz z nią pogadać, albo jeśli chcesz to ja mogę z nią też porozmawiać. Teraz jednak jest ważniejsza rzecz do załatwienia.-popatrzałem na niego pytająco.-Caro.-odpowiedział.
-Wiem, wiem, wiem...-schowałem twarz w dłoniach..
-Chodź. Weźmiemy twój samochód i jedziemy do ciebie. Pogadasz z Carolinie i powiesz jej, że to definitywny koniec. Nie będziesz się już męczył z nią. Jasne?!-zapytał stanowczo, a ja kiwnąłem tylko głową i oboje wstaliśmy od stołu oraz udaliśmy się do mojego auta. Postanowiliśmy, że lepiej będzie jak Mario poprowadzi. Całą drogę siedzieliśmy cicho. Ja myślałem cały czas, jak mam porozmawiać z Caro oraz czy w ogóle powinienem gadać z Wiktorią. Nim się obejrzałem, a Götze już parkował na moim podjeździe i bez słowa wysiedliśmy z samochodu.
-Marco...-zwrócił się do mnie przyjaciel.-Powodzenia.-powiedział i mnie przytulił. Następnie udał się spacerkiem w kierunku swojego domu, który był może z 10 minut drogi stąd. Powolnym krokiem wszedłem do środka i zauważyłem Carolinie, która siedziała w salonie z założonymi rękoma. Podszedłem do niej bliżej i usiadłem na przeciwko. Oboje nic nie mówiliśmy. Jednak postanowiłem zakończyć to raz na zawsze.
-Caro... posłuchaj mnie...-zacząłem, ale blondynka mi już przerwała.
-Nie Marco, to ty mnie posłuchaj. Wiem co za chwile powiesz. "Że to koniec". Już się spakowałam.-mówiła ze spokojem, a ja patrzałem na nią z wielkim zdziwieniem.-Chcę powiedzieć ci tylko tyle, że ja o wszystkim wiem. Wiem o każdej twojej zdradzie. Wiem nawet kim są te dziewczyny. Od dawna też wiem, że próbujesz ze mną zerwać.
-Caro? Jak?-pytałem.
-Po prostu wiem. Wiem też, że mnie już nie kochasz. U mnie też to uczucie już dawno wygasło.
-CO?!-podniosłem głos.-To dlaczego ze mną ciągle jesteś? Dla kasy, sławy?
-A dlaczego ty ze mną ciągle jesteś?-zapytała spokojnie, a mnie zatkało.-No właśnie... Można zarzucić mi wiele. Że jestem wredna, fałszywa, egoistyczna, zapatrzona w siebie. Jednak nikt nie może zarzucić mi, że jestem materialistką. Dobrze wiesz jaka jestem, W jakim domu się wychowałam. Nigdy pieniądze nie stały na pierwszym miejscu. Byłam z tobą, bo cię kochałam. Właśnie kochałam. Uczucie wygasło, ale ja ciągle wierzyłam, że może powróci. Nie chciałam się z tobą rozstawać, bo byłeś i będziesz dla mnie ważny. Kocham cię może już nie jak partnera, ale przynajmniej jak przyjaciela.-rozpłakała się, a ja nie miałem pojęcia co powiedzieć. Może znowu mam darować sobie to zerwanie? Nie, Marco! Opanuj się!
-Lepiej będzie jak pójdziesz już.-powiedziałem, bo wiedziałem, żejak Caro zostanie tutaj dłużej, to mogę się rozmyślić. Dziewczyna posłusznie wstała i udała się do sypialni po walizki. Chciałem jej pomoc, ale stanowczo odmówiła.
-Marco.-zwróciła się do mnie jak była już koło drzwi.
-Tak?
-Jest coś, co musisz wiedzieć.-powiedziała i spuściła głowę.
-Tak?
-Ja... też cię zdradziłam...-odparła, a ja poczułem się dziwnie. Nie mogę nawet opisać tego uczucia.
-Kto... kto... z kim?-zapytałem
-Mario.-odparła i wyszła bez słowa.
________________________________________________________________
WITAMY ROZDZIAŁ 8!!!

Także oddaje w wasze takie coś. Nie mam pojęcia jak Wam się to spodoba. Nie jestem co do tego pewna, ale mam nadzieję, że wybaczycie mi to wszystko.
Kurczę znowu wyszedł mi długi rozdział ://
Niestety, ale jak sie rozpiszę to nie mogę przerwać  :)
Następny obiecuję będzie krótszy XD

Troszkę poplątało się nam w życiu bohaterów.
Czy Wiktoria i Marco dojdą w końcu do porozumienia?
Jest jeszcze zdrada Caroline... i Mario :(



Zazdrościmy? *,*
Zapraszam do komentowania ♥

ENJOY!

piątek, 26 września 2014

Rozdział 7

"WEŹ JAKIEŚ DOBRE WINO I CHODŹ TUTAJ"


POD NOTKA JEST MAŁE PYTANIE DO WAS. ZAJRZYJCIE TAM :)

-Poszukujesz transportu?-usłyszałam za sobą. To był Marco.
-Nie.-skłamałam, ale tak naprawdę potrzebowałam pomocy i to bardzo.-Poradzę sobie.
-Znam Mario i uwierz mi, nawet ja mam problemy by go położyć spać, a co dopiero ty.-zaśmiał się na końcu.
-Czy ty mnie obrażasz?-tak, koniecznie próbowałam zmienić temat.
-Wiki...-powiedział stanowczo.-Nie zmieniaj tematu, tylko wstawaj i idziemy do samochodu.-zupełnie jakby czytał w moich myślach.
-Może i tak...-wahałam się. Jednak za wszelką cenę nie chciałam być w jednym aucie z Reusem, ale jak inaczej miałam wrócić do domu?
-Nie marudź, tylko pomóż mi go podnieść.-powiedział po czym oboje złapaliśmy piłkarza z klubowym numerem 10 i powolnym krokiem podążaliśmy w stronę drzwi.
-To my lecimy!-skierował Marco do Ani, która właśnie prowadziła pijanego Roberta na górę do sypialni.
-Jasne!-powiedziała energicznie. Ja ją podziwiam. Mimo, że właśnie trzyma dorosłego i do tego pijanego faceta, od którego na kilometr czuć alkohol, to optymizm jej nie opuszczał.-Powodzenia!
-Nawzajem! Pa Aniu!-pożegnałam się z przyjaciółką.
-Pa pa!-odkrzyknęła i skierowała się na górę po schodach.

-Marco.... ja cię kurde... ssszanuję..-bełkotał Götze, kiedy byliśmy już koło wozu Reusa.-Kochamm cie.. daj! Daj mi ... pyszczka...-powiedział po czym zbliżył się do niego, by mógł pocałować swojego przyjaciela. Był to dla mnie dość śmieszny i dziwny widok, bo pierwszy raz mam do czynienia z pijanym Götze i mam nadzieję, że ostatni.
-Mario!-wyrywał mu się Marco.-Wsiadaj do tego samochodu i zamknij się już!
-No dobsssze mój ty buntowniku...
Kiedy w końcu udało nam się opanować sytuacje z pijanym chłopakiem, oboje wsiedliśmy do samochodu i kierowaliśmy się do domu Marco, bo jak powiedział, tam spędzi noc razem z przyjacielem, bo nie mamy zielonego pojęcia gdzie ma klucze od swojego domu, a samochód odbierze przy okazji. Po za tym, ttak będzie wygodniej.
Oboje jechaliśmy w ciszy. Co jakiś czas było słychać jakieś mamrotanie Mario, który prawdopodobnie zasypiał na tylnich siedzeniach. Oparłam głowę o szybę i oglądałam panoramę miasta. Ulice były puste i pięknie oświetlone. Mimo, że nie jestem tu nawet tydzień, to już zakochałam się w tym mieście. Bardzo mi tu się podoba i coraz mocniej jestem przekonana, że przyjazd do Niemiec był najlepszą decyzją jaką podjęłam w życiu.
-Już jesteśmy.-z rozmyśleń wyrwał mnie głos Marco. Tak, byliśmy już pod jego domem.
-To dzięki za podwózkę.-wymusiłam uśmiech. Już chciałam wychodzić, gdy nagle poczułam, że blondyn łapie mnie za rękę.
-Nie poradzę sobie z nim sam.-powiedział spokojnie.-Pomóż mi tylko zanieść go do sypialni.-nie bardzo miałam ochotę mu pomóc, bo szczerze to jestem mega zmęczona i najchętniej, to położyłabym się do łóżka, ale piłkarz mnie podwiózł, więc chociaż tak się mu odwdzięczę. Niechętnie, ale się zgodziłam.
-Ania jakoś sobie sama poradziła.-powiedziałam po polsku pod nosem i wysiadłam z auta.
-Co?-zapytał zdezorientowany blondyn.
-Nie, nic. Dawaj, zanosimy go.-odparłam i otworzyłam drzwi od samochodu, po czym oboje chwyciliśmy bruneta "pod rękę" oraz powolnym krokiem ruszyliśmy do domu, a potem do sypialni dla gości.
Po jakiś 20 minutach wyszliśmy z pomieszczenia, w którym przebywał Götze. Zeszłam pierwsza na dół po schodach, a za mną szedł Marco.
-To ja się będę zbierać.-powiedziałam.
-Szkoda...-stwierdził i wyraźnie posmutniał, co mnie trochę zdziwiło.
-No, ale chyba nie będziesz sam. Jest przecież Caroline.-powiedziałam, a Marco mimowolnie upadł na kanapie w salonie i głośno westchnął.-Powiedziałam coś nie tak?-sama się sobie dziwiłam, ale zaciekawiłam się i usiadłam obok chłopaka.
-No, bo my już chyba nie jesteśmy razem.-powiedział i spojrzał na mnie. Przyglądałam się jego oczom, w których malował się smutek. Nie mam pojęcia dlaczego, ale zrobiło mi się go strasznie szkoda. Tylko dlaczego? Przecież dobrze wszyscy wiemy jak traktował Caroline oraz, że nie był z nią na poważnie.
-Chyba?-zapytałam, bo tylko na to mnie było stać.
-Wiki ja nie wiem od czego zacząć...-powiedział, a głupia ja odrapałam:
-Mamy czas. Weź jakieś dobre wino i chodź tutaj.-poklepałam miejsce obok siebie. Reus bez słowa podszedł do baru i wyjął jakąś butelkę oraz dwa kieliszki. Nalał nam obojgu i zaczął opowiadać o sytuacji, która miała miejsce na imprezie, że dziewczyna była zazdrosna o mnie, co mnie trochę zdziwiło, bo przecież ja i Caro, trochę się znałyśmy i może nawet polubiliśmy, ale ona i tak podejrzewa mnie o takie rzeczy. Od razu szacunek do niej u mnie spadł.
-... no i powiedziałem jej, że lepiej będzie jak się rozstaniemy, a ona mnie uderzyła i wyszła.-skończył, a ja nie wiedziałam co mam powiedzieć. Z jednej strony, to jest mi go bardzo szkoda, bo sama przeżyłam coś podobnego, ale z drugiej, dlaczego on się tak przejmuje skoro podobno związek z Caroline był tylko na pokaz?
-Bardzo mi przykro.-zdołałam tylko tyle powiedzieć.-Ale Marco...twój związek z nią był poważny?
-Sam nie wiem.... -westchnął.-Bo tak, czuję trochę ulgę, że to już jest koniec, ale przyzwyczaiłem się do tego. Lubię Caroline, ale jak przyjaciel, a nie partner.
-To czym się przejmujesz? Sam powiedziałeś, że nie kochasz jej. Chyba lepiej będzie jak zostaniecie przyjaciółmi, bo związek nie wychodzi już wam na dobre, a szczególnie ci.
-Tylko, że ja się boję rutyny i samotności. Boję się, że każdy mój dzień będzie wyglądał tak samo, a dodatkowo będę przychodził do pustego domu.
-Musisz nauczyć się tak żyć. Żyć bez dziewczyny u boku, a nim się obejrzysz miłość sama do ciebie przyjdzie.-uśmiechnęłam się na koniec. Kurczę... co ten alkohol robi z ludźmi?
-Dzięki.-powiedział.-To wiele dla mnie znaczy.
-Wiesz, sama wczoraj rozstałam się ze swoim chłopakiem z Polski. Było mi ciężko, ale dzięki Mario i Ani oswoiłam się z tym.
-Również mi przykro.-odparł po czym położył swoją rękę na moim udzie, przez co przeszedł mnie przyjemny dreszcz.-Ty i Mario jesteście sobie bliscy?
-Przyjaźnimy się.-powiedziałam, po czym blondyn przysunął się do mnie, jakby to znaczyło "jest wolna, możesz działać".
-Wiki ja...-zaczął niepewnie.-Ja chciałbym cię przeprosić. Jak powiedziałaś mi dzisiaj, że tak cię  irytowałem i denerwowałem, to miałem nadzieję, że będzie jeszcze taka okazja do poprawienia tych relacji. Mam nadzieję, że nie jest za późno?
-Na nic nigdy nie jest za późno.-powiedziałam cicho, spokojnie i z lekkim uśmiechem. Czułam się coraz lepiej w towarzystwie Marco. Kiedy patrzył się na mnie czułam jakby motylki w brzuchy. Dziwne, wiem. Mam wrażenie, że czuję coś więcej do niego niż tylko nienawiść, która, mam nadzieję, jest tylko przykrywką, którą narzucam samej sobie.
-To może zacznijmy od początku?-zaproponował i zbliżył się do mnie.
-Hmmm...-myślałam.-No nie wiem...
-Proszę.-zrobił maślane oczy i popatrzał się na mnie swoim firmowym wzrokiem, który niestety działał na mnie.
-No, niech ci będzie.-powiedziałam już pewniej.
-W takim razie, nazywam się Marco Reus.-uśmiechnął się zabójczo.
-Wiktoria Müller.-również postanowiłam przedstawi się "nowemu" koledze. Nagle Marco zrobił coś, co mogłam podejrzewać już od początku. Przysunął się do mnie bardzo blisko. Moje i jego usta były coraz bliżej. Powoli przysuwał się do mnie, a ja nie wiedzieć czemu, czekałam z niecierpliwością, aż mnie pocałuje. Strasznie mi to się dłużyło. W końcu poczułam jego usta na moich.To było coś niezwykłego. Ten pocałunek był zupełnie inny niż ten z Mario. Teraz... aż głupio mi się przyznać... Podobało mi się. Po jakimś czasie przerwał pocałunek i powiedział.
-Miło mi ciebie poznać Wiktorio.-i powrócił do bardzo przyjemnej czynności. Nasze pocałunki były coraz bardziej zachłanne, namiętniejsze. Mimo, że całowałam prawdopodobnie "byłego" już faceta swojej koleżanki, nie czułam wyrzutów sumienia. Możliwe, że będę je mieć jutro, ale teraz to nie ważne. Nie wiedząc kiedy, byliśmy już w drodze do jego sypialni. Tak, do jego SYPIALNI. Mogłam coś zrobić, ale nie alkohol mi nie pozwalał. Chociaż wszystkiego na niego nie mogę zwalić, bo trochę kontrolowałam. Chciałam tego... po prostu chciałam. 
Kiedy byliśmy już w pomieszczeniu, Marco dorwał się do mojej sukienki i po chwili już jej nie było. Sama również pozbywałam się ubrań Reusa. Wkrótce byliśmy w samej bieliźnie i tak położyliśmy się na łóżku. Blondyn zaczął całować każdy milimetr mojego ciała, zaczynając od szyi, kończąc na moim brzuchu. Zaraz potem ponownie zbliżył się do mnie i po raz kolejny pocałował w usta. Moment później byliśmy już nadzy, a po chwili zajęci sobą przez najbliższe godziny. Poszliśmy spać dopiero nad ranem.

Powoli otwierałam oczy, a kiedy w końcu udało mi się poczułam chorobliwy ból głowy. Po prostu mi pękała. Chciałam wstać i udać się do łazienki po jakieś tabletki na kaca, ale zauważyła, że nie jestem w swoim pokoju. Zmarszczyłam brwi i przyglądałam się pomieszczeniu. Nagle poczułam, że w łóżku nie jestem sama. Powoli spojrzałam w tamtą stronę i ujrzałam śpiącego blondyna.
-CHOLERA!-krzyknęłam i gwałtownie odsunęłam się od chłopaka.-Co ja najlepszego zrobiłam?-mówiłam do siebie i złapałam za głowę. Marco spał dalej. Nawet nie obudził go mój krzyk. Byłam wściekła na niego, ale najbardziej na siebie. Jak mogłam się z nim przespać?! Okej, niby sie pogodziliśmy, ale przecież był z Caroline, a jakby nie patrzeć to trochę się znałyśmy. Cholera! Po co ja zostałam? Po co zainteresowałam się jego stanem? Po co się z nim całowałam i dlaczego ja tego nie przerwałam?! Chociaż, muszę przyznać, że podobało mi się to. Ten pocałunek był inny niż ten z Mario. Tam czułam jakbym całowała brata, a tutaj? Nie, nawet tak Wiki nie myśl. To zwykły dupek, który po prostu chciał cię zaliczyć. Tak jak na początku sobie postawił. To nic dla ciebie nie znaczy, a już tym bardziej dla niego. Mimo to czuję się z tym okropnie. Teraz muszę się szybko ogarnąć i wyjść stąd, puki piłkarz jeszcze śpi. Zobaczyłam, że w pokoju, który najprawdopodobniej należał właśnie do Reusa, leży moja sukienka. Szybko złapałam ją, jak i też bieliznę, która leżała obok. Pognałam do łazienki, którą znalazłam zupełnie przypadkowo i za pierwszym razem, bo w sumie była połączona z sypialnią. Szybko przebrałam się w to, co byłam ubrana wcześniej i wyszłam z łazienki. Na moje nieszczęście Marco już nie spał, tylko uważnie mi się przyglądał.
-Wychodzisz już?-zapytał trochę ospałym głosem.
-Jak widać.-odpowiedziałam obojętnie nawet na niego nie patrząc.
-Znowu jesteś taka dla mnie?-zapytał smutnym głosem, a ja wtedy nie wytrzymałam.
-A jaka mam być dla ciebie, skoro zachowujesz się jak skończony kretyn? Specjalnie mnie upiłeś, a potem wykorzystałeś!-prawie krzyczałam.
-Nie mów tak!-powiedział i podniósł się, bo wcześniej cały czas leżał.-Może rzeczywiście to trochę za daleko zaszło, ale co ja poradzę, że nie potrafiłem się temu oprzeć.-odparł, a ja przypomniałam sobie, że Mario powiedział identycznie to samo.
-Zapomnijmy o tym.-stwierdziłam bez wyrazu twarzy.
-Chcesz tego?-zapytał.-Chcesz o tym zapomnieć?
-Tak.-powiedziałam pewnie, ale tak na prawdę skłamałam. Nie chciałam o tym zapomnieć, a nawet chciałabym budzić się u jego boku codziennie. Jednak to nie może tak wyglądać.-Najlepiej nie wchodźmy sobie w drogę. Pa!-odparłam i wyszłam z pokoju, a potem z mieszkania. Może to trochę dziwnie będzie wyglądać jak wychodzę z jednego domu, a wchodzę do drugiego, który jest zaraz obok, ale to nie było dla mnie ważnie i nie obchodziło mnie. Miałam więcej problemów na głowie. Poszłam na tę imprezę by odreagować, by odpocząć, czy zapomnieć, ale to przysporzyło mi tylko więcej problemów. Weszłam do domu, a w kuchni zauważyłam moją mamę i tatę. Zdziwiłam się, co oni tam robią. Przecież jest piątek i powinni być w pracy.
-O! Już jesteś?-zapytała mama.
-Nie powinniście być w pracy?-zignorowałam pytanie mojej mamy.
-Powinniśmy, ale mamy wolne.-wolne? Moi rodzice w ogóle wiedzą co to znaczy?
-A gdzie spędziłaś noc?-zapytała "troskliwa" rodzicielka.
-U Ani i Roberta. Nie chciało mi się wczoraj wracać. Przepraszam, ale zmęczona jestem. Cześć!-powiedziałam i ruszyłam w stronę swojego pokoju, a potem własnej łazienki. Nalałam sobie wody do wanny, weszłam do niej i długo w niej siedziałam oraz rozmyślałam, co się ze mną dzieję. Mario, Marco... Dwaj mężczyźni strasznie namieszali mi w życiu. Mario - najlepszy przyjaciel, który prawdopodobnie coś do mnie czuję, ale ja nie odwzajemniam tych uczuć. Marco -  drań i wróg, do którego najprawdopodobniej coś poczułam tylko, że bez wzajemności. Tak, poczułam coś do niego. Możliwe, że przez cały ten czas nie był mi obojętny tylko, że ja po prostu udawałam sama przed sobą, że go nienawidzę. Cóż... prawda okazała się inna.
Po godzinie wyszłam z wanny i przebrałam się w coś letniego, bo na dworze jest z chyba 30 stopni. Nie miałam nic ciekawego do roboty, więc wzięłam laptopa na łóżko i weszłam na Facebooka. Od razu w oczy rzuciło mi się kilka rzeczy. Po pierwsze miałam dużo zaproszeń. Kiedy je zobaczyłam to większość była od ludzi, których poznałam wczoraj na imprezie u Lewandowskich. Przyjęłam te co miałam przyjąć i postanowiłam sprawdzić powiadomienia, które było druga rzeczą co przykuły moją uwagę. Było ich ponad 1000. Kiedy kliknęłam je, zobaczyłam miniaturkę zdjęcia. Otworzyłam je, a moim oczom ukazało się zdjęcie, co wstawił Robert. Byliśmy tam wszyscy. Powiem, że wyszło bardzo rodzinnie, a najlepsze jest to, że stoję obok Mario i w jakimś stopniu zabawnie się przytulamy. Kilka innych osób dodało to samo zdjęcie lub jakieś indywidualne z solenizantem. W trzeciej kolejności to sprawdziłam wiadomości, których również miałam dość dużo, ale jak się spodziewałam dotyczyło to tego, że poznałam piłkarzy i nagle wszyscy stali się moimi przyjaciółmi, nawet ci zdrajcy co "życzą szczęścia Ninie i Rafałowi". Sprawdziłam telefon czy może nie mam jakiś fajnych zdjęć z wczorajszej imprezy, ale niestety żadne nie nadawało się do tego. Chociaż jedno było bardzo fajne. Był tam Mario, który widocznie był już "pod wpływem" i dawał mi słodkiego buziaka w policzek oraz oczywiście ja. Jednak uważam, że te zdjęcie za bardzo kompromituje piłkarza, więc darowałam mu. Chciałam już wyłączać FB, gdy nagle dostałam powiadomienie, że ktoś polubił mój post.
-Jaki post?-myślałam, bo przecież nic nie wstawiałam. Weszłam na swoją tablice, a moim oczom ukazał się tzw. karniak od samego Mario. Pomyślałam wtedy, że kara musi być i postanowiłam jednak, że wstawię to zdjęcie z pijanym piłkarzem.
"Nie jestem, aż taka zła, więc chciałam to zdjęcie zatrzymać dla siebie, ale kara za karnego musi być! Pozdrowienia z wczorajszej imprezy u Lewandowskich!
 Jak widać, dla niektórych impreza skończyła się szybciej! 
KC MARIO :* XD"
Zdjęcie z takim opisem szybko zagościło na mojej tablicy, a odzew był niemal natychmiastowy. Osobiście nie mogłam się doczekać, aż Mario wstanie i zobaczy to zdjęcie. Kiedy tak siedziałam, nagle do mojego pokoju wszedł Kuba.
-Hej!-przywitał się.-Jak impreza?
-Świetnie.-chociaż nie byłam do końca pewna swoich słów.
-Dla Mario chyba skończyło się nie najlepiej. Tak widziałem zdjęcie.-powiedział, kiedy zobaczył moje zdziwienie.-Idziesz ze mną na kort?-zaproponował.-Felix przyjdzie i może ktoś jeszcze z drużyny.
-Hmm-zastanawiałam się głośno.-W sumie czemu nie? 
-To chodźmy!-krzyknął po czym oboje zeszliśmy na dół, ubraliśmy odpowiednie obuwie i na pieszo udaliśmy się na kort, który był bardzo blisko naszego miejsca zamieszkania. Powoli dochodząc do boiska oboje z bratem dostrzegliśmy Felixa i jakiegoś kolegę.


*******
-Idiota! Idiota! Idiota!-mówiłem sam do siebie, kiedy to Wiktoria wyszła do swojego domu. Miałem idealną okazję by się do niej zbliżyć, ale jako przyjaciel. Nie! Musiałem się z nią przespać! Musiałem! Widać było, że jest na mnie wściekła, ale przecież nie wypiła tak dużo. Kontrolowała chyba chociaż trochę? Dlaczego, więc nie przerwała? Chociaż teraz to już bezsensu. Nie mam zamiaru się starać o nią skoro wyraźnie podkreśliła, że to dla niej nic nie znaczy, że lepiej będzie, jak nie będziemy wchodzić sobie w drogę.
Postanowiłem wstać i zrobić sobie coś do jedzenia, bo głód zżerał mnie od środka. Powolnym krokiem poszedłem do kuchni i zacząłem przygotowywać jajecznice. Chwilę później usłyszałem, że ktoś schodzi po schodach. Tym ktosiem był nie kto inny jak Mario. Nie wyglądał za najlepiej. Wszedł do kuchni i pierwsze co zrobił to złapał za wodę, która stała na szafce. Wypił CAŁĄ butelkę za jednym łykiem.
-Jak ja się tu znalazłem?-zapytał ospale.
-Twój najlepszy przyjaciel jak zwykle zadbał o to, abyś nie spał na ulicy. Tylko musisz wybrać się do Roberta po samochód, bo został.-mówiłem.-Tylko nie dzisiaj. Wytrzeźwiej do końca.-ostrzegłem.
-Więcej nie piję.-oznajmił i usiadł na krześle.
-Nie mówiłeś tak ostatnio?-zapytałem.
-Noooo...-przeciągnął.-Niby tak, ale teraz to już tak na poważnie.
-No zobaczymy.-zaśmiałem się lekko.-Masz jedz. Wszystko ma mi tu zniknąć.
-Tak jest tato!-zasalutował.
Śniadanie zjedliśmy w miłej atmosferze, a przynajmniej dla mnie, bo cały czas śmiałem się z wczorajszej imprezy i zachowania Mario. Oczywiście pokazałem mu filmik jak wywija na parkiecie.
-Ahh te twoje kocie ruchy.-śmiałem się.
-Aj tam... po prostu chciałem sprawić przyjemność dziewczyną.-tłumaczył się.
-I na pewno ci się udało, kocie.-nie dawałem spokoju chłopakowi.
-Dobra, nie denerwuj mnie.-Mario powoli tracił cierpliwość i właśnie dlatego kocham go denerwować, bo wyglądał strasznie śmiesznie jak się złościł.
-Jasne, ale idź się ubierz, a nie w samych gaciach mi paradujesz!
-No idę przecież.-mówił, ale w rzeczywistości był zajęty siedzeniem na FB.
-Ruszaj się!-poganiałem go, a ten posłusznie wstał, lecz dalej spoglądał na swój telefon. Mario powoli wchodził na górę po schodach, a ja zabrałem się za sprzątanie po śniadaniu, gdy nagle usłyszałem krzyk Mario. Zerwałem się i popędziłem w jego stronę, a on z przerażeniem patrzył się w ekran swojego iPhona.
-Co się dzieję?-zapytałem z przerażaniem.
-Nigdy nie wstawiaj karnika osobie, z którą będziesz balować. Nigdy...
________________________________________________________________
NADCHODZI ROZDZIAŁ 7!!!
Kurczę szybko to leci :) Pamiętam jak pisałam bohaterów i bałam się czy ktokolwiek będzie to czytał. Jednak widzę, że są osoby co czytają moje opowiadanie, co mnie bardzo cieszy! ♥

Myślałyście, że będzie już wszystko okej, ale ZŁA ja musiałam coś zepsuć. Na "pocieszenie" dodam, że nie prędko ta dwójka dojdzie do prozumienia :))))

MAŁE PYTANIE;
Czy długie rozdziały Wam pasują? Ja wiem, że jeżeli się wciągnie i podoba blog to chce się jak najwięcej, ale czasem taka długość jak moja jest męcząca.
Więc napiszcie w komentarzach czy rozdziały mają być krótsze czy jest dobrze jak jest :)
Bedę wdzięczna :*

Pochwalę się wam jeszcze, że mam FIFE 15!!!
Super się nią gra. Zdecydowanie widać różnicę :)) Oczywiście pierwszy mecz BVB-Bayern wygrałam 2:0 :)))


SO SWEET :*
Zapraszam do komentowania ♥

ENJOY♥

czwartek, 18 września 2014

Rozdział 6

"TAK BĘDZIE LEPIEJ. UWIERZ MI"


*******
Nic tak nie boli jak zdrada. W szczególności zdrada przyjaciół, jednych z najważniejszych osób w życiu. Jednak dzięki Mario odzyskałam wiarę w przyjaźń i zaufanie. Gdyby on wtedy nie przyszedł wcześniej, to nie wiem co bym zrobiła. Chociaż, gdyby nie przyszedł nie miało by miejsca to, co zrobiliśmy. Nie żałuję tego, bo podobało mi się, ale nie chcę się na razie z nikim wiązać, a szczególnie z nim, bo traktuje go jak brata. Nie czuję nic do Götze i mam nadzieję, że on to zrozumie. Mimo wszystko cieszę się, że poznałam go, bo jest wspaniałym człowiekiem i przyjacielem. Nie obchodzi mnie to, że jest światowej klasy piłkarzem, zarabia miliony i ma fanów. Dla mnie Mario Götze to normalny chłopak, który jest moim najwspanialszym przyjacielem. Teraz jestem już coraz bardziej przekonana, co do tego wyjazdu. 

-No witamy, witamy spóźnialskich!-przywitał nas z bananem na twarzy Lewy. Szczerze to widzę go dopiero pierwszy raz na żywo, a już wydaje mi się mega pozytywnym kolesiem.
-Robciu kochany!-powiedział Mario i wręczył mu prezent.-Zdrowia, szczęścia, małych Robercików w niedalekiej przyszłości, bramek i żebyś był jak naaajjjjdłuuużej w Borussii!
-Dzięki Mario!-odpowiedział i przytulił się do swojego kolegi z klubu. Ja natomiast stałam z boku i przyglądałam się tej dość słodkiej sytuacji. Widać, że wszyscy w klubie tutaj się kochają. Nagle chłopaki oderwali się od siebie i przyszła pora na mnie. Ja, jako, że jestem Polką złożyłam mu życzenia w naszym ojczystym języku.
-Hej, ja wiem, że nie mieliśmy okazji się bliżej poznać, ale że Mario i Ania mnie jednocześnie zaprosili to nie mogłam odmówić. Także, wszystkiego dobrego, radości z żony, z przyjaciół, udanej kariery piłkarskiej i podpisuję się do tego byś był jak najdłużej w BVB.-powiedziałam, a Robert przytulił się do mnie. Znam go zaledwie kilka minut, a już czuję, że się dogadamy. Boże! W Dortmundzie strasznie szybko można załapać znajomości, albo ja ma takie szczęście.- A to dla Ciebie.-wręczyłam mu wielką czekoladę i butelkę wina. 
-Dziękuję!-odpowiedział i uroczo się uśmiechnął.-To może teraz tak oficjalnie. Robert Lewandowski.-podał mi rękę 
-Wiktoria Müller.-odwzajemniłam gest. 
Po, jak to Robert nazwał, oficjalnym przedstawieniu, udaliśmy się do środka. Niestety Lewy musiał, gdzieś pójść i to Mario miał mnie przedstawić gościom Lewandowskiego. Kiedy weszliśmy do salonu, wszystkie oczy zostały zwrócone automatycznie na nas. Byłam trochę zdenerwowana, mimo, że nie mam problemu z poznawaniem nowych ludzi, to teraz odczuwam lekki niepokój i lęk. W sumie niecodziennie masz szansę poznać bliżej piłkarzy z Borussii Dortmund. Kątem oka widziałam Marco, który stał z Caroline. Mierzył mnie wzorkiem, co mnie bardzo zdenerwowało i posłałam mu mój najgorszy z możliwych wzroków. Kumple od razu popędzili w stronę Mario i mnie. Zadawali mnóstwo pytań m.in. jak się nazywam, skąd jestem, skąd się znamy lub czy nawet jestem jego nową dziewczyną. Głównie to Mario odpowiadał na pytania, ale ja też czasami włączyłam się do rozmowy.
-To wtedy skąd się znacie z Mario?-zapytał Łukasz po Polsku, bo dowiedział się, że jestem Polką.
-Ej!-oburzył się Gündogan.-Sami nie jesteście.
-To skąd sie znacie?-zapytał po niemiecku i z ironią polski obrońca.
-Przez naszych braci. Mój braciszek gra w składzie juniorów Borussii razem z Felixem. No i tak jakąś się złożyło, że poznałam tego tu.-wskazałam z uśmiechem na Mario.- Kuba, czyli właśnie mój brat, jest waszym wielkim fanem.-odpowiedziałam dumnie.
-Zaraz, zaraz.-powiedział Roman.-Ty masz brata?
-No tak.-uśmiechnęłam się.
-Twój brat to Kuba Müller?!-krzyknęli Łukasz, Kuba, Kevin, Roman, Mats, Eric i Mitch.
-No, tak.-ponownie się uśmiechnęłam,
-No to powiem ci, że twój brat ma niesamowity talent.-powiedział Marcel.
-Dokładnie. Wszyscy wiedzieliśmy go w akcji.-chwalił Kubę drugi Kuba.
-A götzüller to najlepszy duet ever!-krzyknął Piszczek.
-Nawet od götzeus?!-oburzył się Mario, na co wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, a ja w środku byłam dumna z tego, że piłkarze światowej klasy są zachwyceni grą mojego brata. Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, ale przyszli gospodarze i trzeba było zaśpiewać Robertowi "sto lat". Kiedy śpiewaliśmy to stałam obok Mario i Ewy Piszczek. Ania była naprzeciwko mnie. Cały czas się do mnie uśmiechała. Miałyśmy plan, bo Mario nie ma zielonego pojęcia, że ja i Lewandowska się znamy. Obie jesteśmy ciekawe jego miny. Po paru minutach skończyliśmy śpiewać, a DJ Robert włączył jakąś muzykę. Wszyscy zaczęli tańczyć.
-Chodź!-powiedział do mnie Mario.-Powinnaś kogoś poznać.-wiedziałam, a wręcz byłam pewna, że chodzi tu o Anię. Tak właśnie było, bo chłopak kierował mnie w stronę kuchni, gdzie stała Lewandowska. Podeszliśmy do niej, a ja ledwo powstrzymywałam się od śmiechu.
-No Wiktoria!-powiedział bardzo optymistycznie.-To jest Ania, Aniu to jest Wiktoria!-obie patrzałyśmy się na siebie, a potem wybuchnęłyśmy niepohamowanym śmiechem. Mario patrzał na nas jak na idiotki.
-Yyy.. ja się chyba pogubiłem.-powiedział zmieszany, ale lekko się uśmiechał.
-My się znamy już głuptasie.-odparłam, gdy opanowałam już napad śmiechu.
-Serio?-Mario podrapał się po głowię i zrobił głupkowatą minę.-Jak? Kiedy?
-Tak, kochany, tak!-odpowiedziała pełna entuzjazmu Lewandowska.-Dobrze, chyba przyszliśmy tu się bawić, a nie się nudzić!-krzyknęła.

Impreza właśnie trwa, a ja kończę tańczyć z Matsem. Przyjście tutaj było świetną decyzją. Poznałam wielu wspaniałych ludzi, czyli piłkarzy i ich partnerki, które są naprawdę fantastycznymi dziewczynami. Nie są typowymi WAG's jak opisują je np. portale plotkarskie. Są jak najbardziej normalnymi dziewczynami. Miłe, towarzyskie i przyjazne. Miło spędzałam z nimi czas, ale najbardziej dogadywałam się z Polakami. Bliżej poznałam chłopaków oraz ich żony. Ewa i Agata to naprawdę super dziewczyny. Jeśli chodzi o Anię, to podczas tej imprezy, zbliżyłyśmy się do siebie jeszcze bardziej. Powiedziałam jej nawet o moich problemach, czyli o Ninie i Rafale oraz o całowaniu się z Götze. Taka szczera rozmowa mi bardzo pomogła. Ania podpowiedziała mi bym porozmawiała jeszcze raz z Mario i upewniła się na 100%, że piłkarz nie czuję nic do mnie. Cieszyłam się, że mnie rozumie i oboje sobie zaufałyśmy.
Jeśli chodzi o resztę, to "generalnie" rozmawiałam z każdym i z każdym spędziłam pozytywnie czas. "Generalnie", bo unikałam mojego sąsiada. Szczerze, to nawet nie rozmawiałam szczególnie z Caro. Zamieniłyśmy może tylko z kilka zdań, ale nie była jakaś rozmowna. Wydawało mi się, że jest zajęta obserwowaniem Reusa. Każdy jego niewłaściwy ruch koło jakiejś dziewczyny, a ona już jest obok. Nie przejmowałam się tym jakoś szczególnie, bo to nie moja sprawa co robi Caroline, ale tak szczerze, to uważam, że trochę przesadza.

Towarzystwo było już nieźle podpite, więc było coraz głośniej. Co chwilę ktoś porywał mnie do tańca, a tańczyłam prawie z każdym. Najwięcej jak łatwo można się domyślić z Mario. Niemiec oczywiście przyrzekał mi, że nie tknie w ogóle alkoholu, ale niestety tak nie było. Götze wypił chyba najwięcej z nas wszystkich. 
Kiedy postanowiłam odpocząć podeszłam do Ani, która rozmawiała z Ewą i Agatą.
-Cześć!-przywitałam się zdyszana.-Nie przeszkadzam?
-Jasne, że nie!-odpowiedziała Agata.
-Ty nigdy.-dodała na równi Ewa z Anią, na co oczywiście się wszystkie zaśmiałyśmy. 
Ucinałyśmy sobie miła pogawędkę o pijanych chłopakach, gdzie nagle doszli do nas Łukasz, Kuba i Robert, którzy o dziwo nie byli jakoś strasznie pijani, co bardzo nas wszystkie zaskoczyli, ale oczywiście pozytywnie. Po paru minutach doszli do nas niespodziewanie Caro z Marco. Chłopak bardzo działał mi na nerwy, ale postanowiłam go ignorować. W sumie, to tak jak całą imprezę. Właśnie śmialiśmy się z historii Roberta, jak przeszedł do Borussii, gdy nagle Caro postanowiła coś powiedzieć.
-Hahaha-śmiała się z opowiadania Lewego.-To chyba ostatnio miałeś podobne przeżycie.-mówiąc to zwróciła się w moją stronę.
-Znaczy?-zapytał Robert.-Nie bardzo rozumiem.
-No twoje pierwsze spotkanie z Wiki, nie należało do przyjemnych.-powiedziała, a potem dodała.-No, nie ukrywaj już. Opowiadała z Anią, jak cię uderzyła przed stadionem.
Pech chciał, że obie z Anią w tym momencie piłyśmy drinki. Kiedy Caro to powiedziała, obie prawie udławiłyśmy się napojem. Anię ratował Robert, a mnie Kuba z Łukaszem. Kiedy w końcu zaczęłyśmy normalnie oddychać, wraz z Lewandowską popatrzałyśmy się po sobie, a Ania dała po kryjomu znak Robertowi, żeby nie żądał wyjaśnień tylko, nie zaprzeczał.
-Ochhh... no tak! Przecież!-mówił trochę zdziwiony Polak, ale gadał dalej.-Oj Wiki! Nie ładnie tak witać rodaków. Haha.-wymusił śmiech. Po odpowiedzi Roberta zapanowała niezręczna cisza między nami, ale Ewa wyczuła, że lepiej będzie, jak Caroline pójdzie, więc wzięła ją z Agatą pod rękę i poszły. Robert, Kuba, Łukasz i Marco patrzeli na nas dziwnym wzrokiem, co żądał wyjaśnień.
-No co?-zapytałam.-To Ania wymyśliła.-zrzuciłam winę na Anię, ale ona nie była zła, tylko po prostu się uśmiechnęła i zaśmiała lekko, a ja razem z nią.
-Chyba nie chcę znać szczegółów, ale mogę zadać Ci pewne pytanie?-zapytał Kuba.
-Jasne.-powiedziałam pewnie.
-To ty byłaś tą dziewczyną, co...-tu popatrzał na Reusa, który miał spokojny wyraz twarzy. Było to dość dziwne.-... no wiesz. Uderzyła?
-No, tak...-odpowiedziałam i niewinnie się uśmiechnęłam. Nie wiem czemu, ale spojrzałam wtedy na Marco, który odwzajemnił uśmiech. Chwile jeszcze staliśmy i rozmawialiśmy o tej sytuacji. Nawet Marco się śmiał się z tego, co mnie już w ogóle zbiło z tropu. Później poszliśmy do salonu, gdzie odbywała się główna impreza.
Najbliższą godzinę spędziłam na tańczeniu po kolei z Aubą, Robertem, Mario, Łukaszem, Sokratisem, Nevenem, Mario, Kubą, Mitchem, Mario, Sebastianem, Mario, Ciro. Ilkayem, Mario, Marcelem i znowu z Mario. Tak, pijany Götze, to naprawdę bardzo dobry tancerz. Gdy piosenka się skończyła uciekłam piłkarzowi i udałam się po drinka, którego zrobił mi Robert mówiąc, że gdyby nie był piłkarzem to barmanem. Chwilę jeszcze pogadałam z Lewym. Bardzo dobrze się rozumieliśmy i złapaliśmy wspólny kontakt. Gdy skończyłam rozmowę, poszłam z powrotem do salonu. Kiedy weszłam, zobaczyłam tańczącego Mario. Niby normalne, Mario tańczy... tylko, że to był bardziej taniec erotyczny. Piłkarz wyginał się w rytm muzyki, co doprowadziło do pisków dziewczyn, które oczywiście robiły to specjalnie. Podeszłam do nich bliżej.
-Ktoś mi wyjaśni, co on robi?!-krzyczałam, bo muzyka była bardzo głośna.
-Mats kazał mu tańczyć!-wyjaśniła Cathy.-Jak widać zgodził się!
-Tak po prostu?-dziwiłam się.
-Pijany Mario zgadza się na wszystko.-odpowiedziała Lisa.
-Zapamiętam sobie.-powiedziałam, na co reszta dziewczyn razem ze mną wybuchła jeszcze większym śmiechem. Po paru minutach dziki taniec chłopaka dobiegł ku końcowi, a na "parkiecie" ponownie zawitało mnóstwo ludzi. Ja już nie miałam sił to usiadłam na sofie.
-No witam!-przywitał mnie Marco i usiadł obok.
-Hej.-odpowiedziałam obojętnie.
-Myślałem, że już Ci przeszło...-powiedział "smutny".
-Bo przeszło. Tylko, że ty mnie po prostu denerwujesz.-powiedziałam szczerze.
-Jesteś pierwszą, która mi to mówi.
-Czuję się zaszczycona.-odpowiedziałam teatralnie i popiłam drinka Lewego, który rzeczywiście był bardzo dobry. Nagle doszłam do wniosku, że nie widziałam dzisiaj Reusa z jakimś napojem alkoholowy.-A ty co, w ciąży jesteś, że nic nie pijesz?
-No coś tak ostatnio przytyłem.-powiedział i przyglądał się swojemu brzuchowi z BARDZO poważną miną, co wywołało u mnie uśmiech. Chyba pierwszy raz, dzięki niemu.-Hej? Zatańczysz?-zapytał nagle Marco.
-Nie masz mnie jeszcze dość?
-Nie.-odparł.
-Czy jak odmówię, to mi dasz spokój?-zapytałam, ale jakoś nie wierzyłam w pozytywną dla mnie odpowiedź.
-Nie.-odpowiedział i pociągnął mnie na parkiet. Przyznam bardzo fajnie się z nim tańczyło. Niestety... nagle piosenka się skończyła i na moje nieszczęście włączyła się wolna nuta. Wszystkie pary w okół nas tańczyli mimo, że nie byli dobrani ze sobą. To znaczy np. Cathy tańczyła z Robertem, Ania z Łukaszem, Agata z Matsem, a Ewa z Kubą. Przez chwile im się przyglądałam, ale odruchowo spojrzałam na twarz blondyna. Malował się na nim uśmiech. Wiedziałam co chciał, wiec zgodziłam się, bo w końcu, to chyba nic takiego. Marco niepewnie złapał mnie w pasie, a ja oplotłam ręce na jego szyi. Kołysaliśmy się powoli, nie rozmawiając ze sobą. Nawet na siebie nie patrzeliśmy. Nagle Marco przerwał tę ciszę.
-Dlaczego mnie nienawidzisz?-zapytał, a ja nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Po prostu to przemilczałam.-Hej!-powiedział cicho i złapał mnie za podbródek, żebym na niego popatrzała. Patrzałam w jego oczy i chyba się zahipnotyzowałam.
-Nigdy nie powiedziałam, że Cię nienawidzę.-postanowiłam odpowiedzieć.
-Tylko?
-Tylko mnie czasami denerwujesz.-odparłam poważnie.
-To podobnie jak ty mnie.-po tym oboje zaśmialiśmy się. Ponownie zapanowała między nami cisza, ale tym razem wzrok miałam wyżej. Patrzałam czasami na Marco, a czasami na to, co jest z tyłu. Nagle w oddali zauważyłam stojącą Caro, która po minie nie wyglądała na zadowoloną. W końcu piosenka się skończyła i z Marco odsunęliśmy się od siebie równo.
-Dziękuję za taniec.-powiedział po "dżentelmeńsku".
-Również dziękuję i życzę powodzenia.-uśmiechnęłam się, ale Marco nie bardzo rozumiał o co chodzi. Niezauważalnie pokazałam głową Caro, która już zabijała go wzrokiem. Obydwoje odeszliśmy w swoje strony.


*******
Nie mogłem doczekać się imprezy u Lewandowskich. Nie tylko dlatego, że bardzo lubię tych dwoje, ale też dlatego, że w końcu będę mógł odpocząć od Caroline. Znaczy teoretycznie, bo w ostatniej chwili pogodziliśmy się ze sobą i nie wypadało mi jej zostawić samej w domu. Postanowiłem, że dzisiaj nie będę pić. W sumie, to nie ma pojęcia dlaczego, ale wolałem zachować zdrowy umysł. 
U Lewego i Ani byliśmy około 18 oraz jednymi z pierwszych gości. Caro poszła do Ani, a ja podszedłem do Lewego. Pogadaliśmy chwilę, a nagle Polak zaczął gadać coś o jakiejś nowej koleżance Ani i Mario.
-... no i dzisiaj przyjdzie z Mario, ale on nie ma bladego pojęcia, że znają się z Anią.-mówił
-No to fajnie.-odpowiedziałem obojętnie.
-Marco? Wszystko okej?-zapytał z troską i przejęciem.
-Tak.-wymusiłem uśmiech.
-Mnie nie oszukasz.-powiedział i pogroził mi palcem.
-Robert... są twoje urodziny. Nie będę ci psuł humoru.
-Jesteśmy przyjaciółmi.-powiedział.-Nie ważne czy są urodziny, mecz, czy ślub. Masz mi powiedzieć co cię gryzie. Zawsze i wszędzie ci pomogę.-postanowił być stanowczy.
-Jak mam zerwać z Caro?-zapytałem. Robert chwilę patrzał na mnie, a potem myślał.
-W końcu!-krzyknął uradowany, a ja spojrzałem na niego pytająco.-Nie chodzi o to, że jej nie lubię, bo tak szczerze, to jest mi ona obojętna.-mówił.-Chodzi o to, że ty męczysz się w tym związku już jakiś czas. Musisz spróbować czegoś nowego. Nowego związku, nowej osoby. Rozumiesz?-kiwnąłem twierdząco głową.
-Powiedź jej, że to nie ma sensu, że miłość między wami się wypaliła. Powiedź jej też coś w stylu, że zasługuje na kogoś innego. Może poczuje się dowartościowana.-po tym zaśmialiśmy się. Dzięki Robertowi zrozumiałem, że nie kocham już Caroline i muszę czym prędzej z nią zerwać. Po jakimś czasie goście zaczęli się schodzić i było już nas całkiem sporo. Brakowało tylko Mario i tej jego koleżanki.
-No co to Robciu!-krzyknął Roman.-Świętujemy?-krzyknął, na co wszyscy zgromadzeni odkrzyknęli twierdząco.
-Wybaczcie mi, ale nie jesteśmy w komplecie.-powiedział z nutką tajemniczości, napastnik z numerem 9.
-Jak to?-dziwił się Sebastian.-Przecież jest Marco, a jak jest Marco to jest i Mari..-nie dokończył, bo on i wszyscy inni zrozumieli kogo brakuje. 
-MARIO!-powiedzieliśmy wszyscy równo.
-Ale nie będzie sam.-dodała Ania, na co wszyscy spojrzeli po sobie. Zaledwie po chwili usłyszeliśmy dźwięk nadjeżdżającego samochodu Götze. Robert też to usłyszał i pognał do drzwi, zanim zdążyli zdzwonić. Słyszałem jak chwilę rozmawiali. Nagle Mario wszedł do salonu z... WIKTORIĄ?! Myślałem, że mi się wydaje, ale nie. To ona. Tylko skąd się tu wzięła? Wiem, że się znają dzięki swojemu rodzeństwu, tylko czy oni są ze sobą tak blisko, jak wyglądają. Wszyscy pognali poznać towarzyszkę Mario, ale ja z Caro staliśmy z boku, lecz cały czas się jej uważnie przyglądałem. Wyglądała naprawdę seksownie. Ta sukienka była jakby stworzona z myślą o niej. Musiała to zauważyć, bo spojrzała na mnie dziwnie. Przyjście na tę imprezę było lepszym pomysłem niż mi się to mogło wydawać na początku...

Urodziny Roberta mijają w przyjaznej i miłej atmosferze. Ja, tak jak sobie na początku powiedziałem, nie piłem i jakoś mnie do tego nie ciągnęło, mimo, że kumple namawiali mnie do wypicia chociaż drinka, kilka razy. Z Wiktorią nie zamieniłem ani słówka. Najwidoczniej mnie unikała, ale co się dziwić. Też bym się unikał po takim chamskim zachowaniu. Stałem i gadałem z Jenny, gdy podeszła do mnie Caro. Złapała mnie za rękę i pociągnęła.
-O co Ci chodzi?-zapytałem trochę zdenerwowany jej zachowaniem.
-Świetnie się bawisz?-mówiła z wyrzutami.
-Bardzo.-powiedziałem pewnie.
-Własnie widzę. Jak ci nie wstyd flirtować z żoną twojego kumpla?-powiedziała zła.
-"FLIRTOWAĆ"?-krzyknąłem.-Wiesz co?Man dosyć tych twoich ciągłych wyrzutów. Czy ja w ogóle mogę rozmawiać z jakąkolwiek kobietą?!
-Ja ci nie wystarczam?-powiedziała tym razem spokojnie.
-Caro...-powiedziałem i załamałem ręce.-Proszę cię, nie psujmy sobie humorów.-odpowiedziałem, by dała mi spokój, ale wiedziałem, że najpóźniej jutro będę musiał z nią zerwać.
Po naszej małej kłótni, z Caroline udaliśmy się oboje do Roberta, Ani, Ewy, Łukasza, Agaty, Kuby i Wiktorii. Staliśmy chwilę i słuchaliśmy opowiadań Roberta. Kątem oka, cały czas obserwowałem brunetkę. Bardzo podobało mi się to jak się uśmiecha czy rozmawia. Nagle, Caro wypaliła z jakimś tekstem o Robercie, który został zaatakowany przez Wiktorię. Dwie Polki, o mały włos nie udławiły się swoimi drinkami. Zrozumiałem, że chodziło o mnie i o to, że obie nie chciały mówić przy Caro o tym całym zdarzeniu. Szczerze to ucieszyłem się z takiego zachowania Wiktorii i postanowiłem sam się z tego śmiać. Najwyraźniej moje zachowanie trochę zdziwiło Wiktorię, ale mam nadzieję, że pozytywnie.

Impreza trwa na całego. Tańczyłem  chyba z każdą dziewczyną oprócz Wiktorii. Bardzo chciałbym zacząć od nowa tą znajomość. Pohamować się ze swoim zachowaniem. Czasu jednak nie cofnę. Müller uważa mnie za chamskiego i bezczelnego egoistę. Kiedy kończyłem tańczyć z Jessicą (Immobile), zauważyłem Wiktorię, która idzie do kuchni, gdzie chyba znajduje się Robert. Nagle, pijany Mats zaczął krzyczeć do towarzystwa.
-HALOO! Uwaga... mam dla naszeego kochaaniutkiego Mario wyzwanie.-bełkotał.-Mario zgadzasz siee?
-Ja miałbym się nie zgodzić?!-odkrzyknął, na co reszta odkrzyknęła z zadowolenia, że Mario zgodził się wykonać zadanie. Chwiejnym krokiem podszedł bliżej kolegi, a ten na ucho mu coś powiedział.
-Uwaga wszyscy!-krzyczał dalej Mats.-Robimy miejsce dla Götze!-skończył powiedzieć, gdzie nagle ktoś włączył piosenkę, do której Mario zaczął tańczyć i wywijać się w rytm muzyki, w co przyprawił nas o niepohamowany śmiech. Tak, pijany Mario zrobi wszytko, o co się go po prosi. Kiedyś Robert z Kubą kazali mu zaśpiewać jeden z jakiś polskich hitów. Tak, zrobił to i prawie wszyscy z klubu mają ten filmik. Zwijając się ze śmiechu zauważyłem Wiktorię, która stała z dziewczynami i również miała zabawę z tańca Mario. Nagle mój przyjaciel przestał tańczyć i wtedy wszyscy poszli na "parkiet". Zobaczyłem, że Polka usiadła na sofie i kończyła drinka, którego prawdopodobnie zrobił jej Lewy. Pomyślałem, że teraz, albo nigdy i poproszę ją do tańca. Może nasze stosunki się zmienią i polepszą. Na początku, dziewczyna była nie za bardzo zadowolona w ogóle moim przyjściem, ale postanowiłem trochę pożartować i być bardziej pewnym, więc pociągnąłem ją za rękę i... udało się. Wiktoria była dobrą tancerką i to z nią, przyznam, tańczyło mi się najlepiej. Niestety, chociaż i może stety, bo następną piosenką była jakaś wolna nuta. Wiki na początku była trochę zdziwiona i nie bardzo wiedziała jak ma się zachować. Postanowiłem wykonać pierwszy krok i kiedy brunetka spojrzała na mnie uśmiechnąłem się oraz powoli złapałem ją w pasie. Ona natomiast oplotła swoje ramiona wokół mojej szyi. Kołysaliśmy się lekko w rytm melodii. Polka jakby unikała mojego wzroku, więc postanowiłem zagadać pierwszy:
-Dlaczego mnie nienawidzisz?-zapytałem, ale nie prędko uzyskałem odpowiedź.-Hej!-powiedziałem bardzo cicho i złapałem ją za podbródek, żeby na mnie popatrzała. Zrobiła to. Patrzała się w moje oczy jakby były zaczarowane. Sam również zapomniałem o bożym świecie, kiedy ona była w pobliżu.
-Nigdy nie powiedziałam, że cię nienawidzę.-odpowiedziała, a ja poczułem się jakbym spełnił swoje największe marzenie. Czyli jest jeszcze szansa, że nie jestem stracony na starcie.
-Tylko?-przeciągnąłem, jakbym bał się odpowiedzi.
-Tylko mnie czasami denerwujesz.-odparła całkowicie pewnie i poważnie. Zrozumiałem, że swoim zachowaniem na początku, doprowadziłem do tego, że Wiktoria nie za bardzo za mną przepada. Na pewno nie tak, jak za Mario.
-To podobnie jak ty mnie.-powiedziałem również zgodnie z prawdą, bo Wiktoria jest bardzo niedostępna w stosunku do mnie, a to mnie irytowało najbardziej, bo było niewiele dziewczyn, o które musiałem się starać. Później już nic nie mówiliśmy. Jednak tym razem dziewczyna często zerkała na mnie i patrzała w moje oczy. Patrzała też czasami za mnie. Kiedy piosenka dobiegła końca, podziękowałem dziewczynie za taniec, a ona ostrzegła mnie przed Caro, która była wściekła jak osa. Niechętnie podszedłem do niej i złapałem ją za ramie, byśmy odeszli na bok i nikt nie przysłuchiwał się naszej "rozmowie".
-Wytłumaczysz mi to?-zaczęła.
-Co chcesz wiedzieć?-zapytałem z ironią i założyłem ręce na klatce piersiowej.
-Wolisz spędzać czas z Wiktorią, niż ze mną? Jak możesz? Myślałam, że to JA jestem twoją dziewczyną!
-Caro!-krzyknąłem.-Dlaczego, jak ja przynajmniej rozmawiam z jakąś dziewczyną, to ty snujesz jakieś podejrzenia!
-Ślepa nie jestem.-akcentowała.-Związek nie może tak wyglądać!
-No właśnie Caro.-powiedziałem spokojniej.-Skoro tworzymy związek, to ty nie powinnaś mi, co chwila prawić wyrzutów. Powinniśmy sobie ufać! Tak powinien wyglądać związek!
-Sugerujesz coś?-zapytała.
-Caro...-zacząłem, ale tak naprawdę bardzo się bałem.-Tak będzie lepiej. Uwierz mi.
-Czy ty właśnie ze mną zrywasz?-zapytała cała czerwona ze złości.
-Ahhh...-westchnąłem cicho.-Tak, Caroline zasługujesz na kogoś lepszego.-powiedziałem tak, jak podpowiedział mi Robert. Caro jak to usłyszała to uderzyła mnie w twarz i ruszyła w stronę drzwi.
-Nienawidzę cię Reus!-krzyknęła i wyszła trzaskając drzwiami. Na szczęście ludzie byli dość potpici i nie przejęli się, a raczej nawet nie zauważyli, że Caroline wyszła.


*******
Zbliżała się godzina 3 i byłam już trochę zmęczona. Większość gości już poszła, a pozostali, którzy nie byli w stanie, zasypiali tam, gdzie popadło. Chciałam już wracać do domu, ale jak? Przyjechałam tu z Götze, a on jest kompletnie nawalony.
-Mario...-powiedziałam cicho do chłopaka, który zasypiał na siedząco. Nie reagował.-Mariooo.-powiedziałam głośniej. 
-Nie obudzisz go teraz.-powiedział Łukasz, który właśnie zbierał się z Ewą.-Potrzebujesz transportu?
-Nie. Poradzę sobie. Wezwiemy taksówkę. Zabierzcie lepiej tych w bardziej zaawansowanym stanie.-powiedziałam i zaśmiałam się, bo Götze coś mamrotał pod nosem i przytulił się do mnie, jak małe dziecko do matki.
-Jesteś pewna?-upewniła się Ewa, która była kierowcą.
-Tak.-odpowiedziałam i pożegnałam się z Piszczkami. Szczerze, to nie miałam pojęcia jak zabrać dorosłego człowieka i do tego jeszcze pijanego, do samochodu, a przy okazji odstawić go do domu, a nawet nie mam pojęcia, gdzie ma klucze oraz nie znam jego dokładnego adresu, bo byłam tam tylko raz i to jeszcze dzisiaj. Tak, jestem w kropce... 
-Poszukujesz transportu?-usłyszałam za sobą.
________________________________________________________________
ZAPRASZAM NA ROZDZIAŁ 6!!!

W końcu nastała obiecana impreza u Lewandowski. Możliwe spodziewaliście się czegoś więcej, ale jest co jest. Generalnie to chyba cały ten rozdział nie za bardzo mi wyszedł.
No nic mam nadzieję, że spodoba Wam się to co jest :)

W ogóle dopadła mnie choroba :/ Masakrycznie pisze się z kaszlem i katarem :(

Wczoraj był mecz i BVB wygrało 2:0 z Arsenalem!!!
Najbardziej cieszył mnie gol Ciro, bo ludzie strasznie na niego narzekali, że niewupalił ten transfer, że nie sprawdzi się, a ja wierzyłam w niego od początku, a ta bramka mam nadzieję doda mu tylko pewności :)

Dodatkowo w lidzę również wygraliśmy z Freiburgiem, Kagawa zaliczył świetny początek.
Reasumując to sezon zaczyna się dość dobrze, ale nie zapeszajmy ;) 

Marco zaczyna czuć się chyba coraz lepiej :))


Zapraszam do komentowania ♥

ENJOY♥