niedziela, 12 kwietnia 2015

Rozdział 37


"PRZEPRASZAM SARAH'O"


Nagle poczułem, że dzwoni mi telefon, który wziąłem ze sobą w razie potrzeby. Przeprosiłem trenera i odebrałem. Dzwonił mój prawnik.
-Halo?
-Nie mam dobrych wiadomości...
-Dlaczego mnie to nie dziwi?-powiedziałem jakby do siebie.-Co tym razem?
-Sąd zgodził się na widzenie, ale tylko dzisiaj.
-No to chyba dobrze?-nie zrozumiałem za bardzo.
-Tak, ale za pół godziny powinieneś stawić się przed aresztem, a chyba masz trening.
-Cholera...-syknąłem. Wiedziałem, że ostatnio mam dużego pecha, ale choć na chwilę możne odpuścić.-A następna wizyta kiedy by była?
-Dopiero za kilka tygodni. Mam czekać?
-Tak. Postaram się coś wymyślić. Dzięki.-odparłem i rozłączyłem się. Stałem chwilę i myślałem jak mam postąpić.
W końcu, gdy nadarzyła się okazja spotkania z nią, to coś musi pójść nie  tak. Ostatnio naprawdę wszystko mi się wali. Związek, moja kariera piłkarska, wszystko. Dobrze, że przynajmniej przyjaciele są ze mną, bo gdybym i oni odeszli ode mnie to nie wiem czy zostałbym tu w Dortmundzie.
Rozmyślając o tym wszystkim, kompletnie zapomniałem, że ze mną jest trener. Dopiero jak przypomniał o sobie, zorientowałem się, że nie jestem sam.
-Stało się coś Marco?-powiedział z troską w głosie.
-Powiedźmy...-postanowiłem nie  kręcić i od razu przyznać się, że mam mały problem i może właśnie Klopp mi by w tym pomógł.
-No wyduś to z siebie.-zachęcał.
-Dzwonił mój prawnik i powiedział, że załatwił mi widzenie z Carolin w areszcie, ale problem jest w tym, że mogę się z nią zobaczyć tylko dziś i to za pół godziny, bo następne widzenie przewidziane dopiero za kilka tygodni.-wyjaśniłem, a straszy mężczyzna zaczął chwilę się zastanawiać. 
-Zależy Ci na wyjaśnieniach?-zapytał po chwili, a ja kiwnąłem twierdząco głową.
-Bardzo.-dopowiedziałem,
-Idź. Poradzimy sobie.-powiedział w końcu słowa, na które szczerze liczyłem. Zależało mi na tym. Zależało na spotkaniu, a dzięki trenerowi może uda mi się porozmawiać z dziewczyną. Chociaż było widać, że z trudnością się zgodził. Teraz, gdy mamy kryzys liczy się każdy dzień treningu mimo, że ostatnio mieliśmy komplet punktów, to nigdy nie wiadomo, co będzie później.
Podziękowałem trenerowi i obiecałem, że w ramach treningu wybiorę się na wieczorne bieganie. Ruszyłem do szatni przy czym tłumaczyłem chłopkom, że śpieszę się i zobaczymy się dopiero jutro. Nie miałem czasy na szczegóły ipo kilku minutach, przebrany byłem już obok samochodu, a następnie kierowałem się już do aresztu w Dortmundzie. 
W tamtym momencie na chwilę zapomniałem o tej całej chorej sytuacji, a właściwie o Wiktorii. Zapomniałem o tym, że między nami jest jak jest. Wtedy liczyło się tylko to, że coś w końcu mi się udało. Wiedziałem, że rozmowa będzie trudna, lecz byłem na to przygotowany. Może ta rozmowa mi pomoże w ponownej walce o serce Wiktorii? Bardzo chciałbym tego, bo coraz bardziej odczuwam brak dziewczyny. Jeszcze ta wcześniejsza rozłąka przez Caro i teraz ta... prawda. Nigdy nie mówiłem nikomu o tym, bo po prostu chciałem zapomnieć. Każdego dnia żałuję tego jaki byłem, ale mój charakter zmienił się pod wpływem jednej kobiety. Możliwe, że za bardzo to przeżyłem, bo bylem za wrażliwy. Jednak moje zachowania, co do tych kobiet były kompletnie nie na miejscu. Zachowywałem się jak zwykły cham i prostak. Ja chyba nie zasługuję na miłość. Nie zasługuję na Wiktorię. 
Nawet nie zauważyłem, a byłem już pod budynkiem więziennym. Po chwili spostrzegłem też mojego prawnika. Gdy zaparkowałem na parkingu i wyszedłem z samochodu, podszedłem od razu do adwokata. 
-Cześć. Jesteś jednak.-powiedział, jak byłem już bliżej. Po chwili wyciągnął pierwszy do mnie dłoń, a ja ją ścisnąłem w ramach ludzkiego przywitania. Mężczyzna jest niewiele starszy ode mnie, więc nie zwracam się do niego na "Pan", a po za tym znamy się trochę, więc nie ma takiej potrzeby nawet.
-Taa...-westchnąłem.-Klopp pozwolił mi urwać się z treningu. 
-Miło z jego strony.-skomentował zachowanie szkoleniowca, a po chwili zmienił temat.-Stresujesz się?
-Trochę tak. Nigdy nie byłem w więzieniu.-powiedziałem i ruszyliśmy w stronę budynku. 
-Jako, że jesteś tam pierwszy raz to dam Ci parę rad. 
-Liczę na to.-odpowiedziałem. 
Resztę drogi do odpowiedniego pomieszczenia spędziliśmy na rozmowach, a właściwie to na poradach od prawnika na temat jak to wszystko będzie wyglądać, czego mam się spodziewać po Carolin. Powiem szczerze, że trochę mnie to wszystko przeraziło. W sumie sam budynek mnie przeraził. Stare, obdarte ściany. Sceny jak z jakiegoś filmu. Zdecydowanie wolałem stadionowe korytarze. Przez drogę myślałem też, co powiem jak ją zobaczę. Układałem, a nawet jeszcze porządkowałem myśli. 
Nagle znalazłem się już przed odpowiednimi drzwi. Stałem z adwokatem i strażnikiem, który będzie stał za drzwiami w razie "gdyby coś". Adwokat poklepał mnie po plecach i zachęcił do naciśnięcia klamki. Postanowiłem wykonać polecenie i pchnąłem je, a moim oczom ukazała się ona. Siedziała na krześle. Ręce miała ułożone na kwadratowym stoliku. Patrzała się na nie jakby były najciekawszymi rzeczami na świecie. Włosy miała spięte w niedbałego koka, a ubrana w jakieś stare ciuchy. Wszedłem powoli i podchodziłem coraz bliżej dziewczyny. Ani drgnęła. Siedziała tak dalej, aż w końcu byłem blisko.
-Mogę?-spytałem cicho, mając na myśli krzesełko naprzeciwko niej. Nie odpowiedziała, ani nawet nie kiwnęłam głową. Po prostu siedziała w bezruchu. Tylko oddychała chicho i co jakiś czas mrugała swoimi powiekami. Mimo wszystko usiadłem obok niej i czekałem. Na co? Na jakieś pomysły jak zacząć rozmowę. Nie miałem pojęcia jak i czy w ogóle się powinienem odzywać. 
-Przepraszam.-postanowiłem zacząć od tego słowa. Blondynka w końcu się ruszyła i popatrzała na mnie.-Przepraszam, że skrzywdziłem Twoją siostrę. Na pewno nie zasługiwała na taki los. Byłem dupkiem i żałuję, a teraz cierpię. Dostałem karę, na którą zasłużyłem.-mówiłem cały czas mając wzrok skierowany, gdzieś w oddali. Gdy jednak skończyłem mówić spojrzałem na nią. -Wybacz mi, ale... dlaczego chciałaś zabić Wiktorię?-postanowiłem zacząć od pytania, które najbardziej mnie ciekawi.
-Chciałam byś cierpiał.-odpowiedziała po chwili. W jej głosie dało się wyczuć niesamowitą obojętność.-Wiedziałam, że kochasz ją i jest dla Ciebie ważna. Najpierw miałam zamiar Was po prostu rozdzielić. Wymyśliłam, więc zdradę. Wymyśliłam, bo naprawdę myślałam, że uda mi się Cię omotać. Jednak było mi ciągle mało. Ten facet, co mnie widziałeś kiedyś, to był właśnie Dimitrij. Możliwe, że go nie rozpoznałeś wtedy w domu. Spotkałam go przez przypadek i dowiedziałam się czym zajmuje się. Wtedy pojawiła się moja szansa i chciałam ją wykorzystać. 
-Ona nie zasłużyła na to.
-A moja siostra tak?!-podniosła lekko głos.-Nikt nie zasługuje na poniżenie i śmierć. Każdy zasługuje na życie, ale czasami trzeba karać ludzi. Czasami.
-Jak mnie znalazłaś i skąd wiedziałaś, że ja to ja?
-Zajęło mi to całe trzy lata. Szukałam śladów, jakiś wiadomości z tamtych dni, a gdy w końcu się udało, zostało mi tylko dostanie się do Twojego środowiska. Najpierw chciałam zdobyć pracę w Borussii, ale Kevin spadł mi z nieba. Spotkałam go przez przypadek, a on się zakochał. Musiałam to wykorzystać. Potem było już z górki. Czasami los mi pomógł, czasami wy sami, zazdrość Wiktorii, to że była wtedy sama w domu...-jak skończyła przez chwilę nie wiedziałem co mam odpowiedzieć. To było okropne słuchać opowiadań, jak ktoś planuje śmierć na kimś innym, na Twoim bliskim. Teraz widzę jak Carolin była zdeterminowana by mnie ukarać. W tamtym momencie chciałem już wyjść. Nie miałem zamiaru siedzieć tu dłużej, ale dlaczego ja się dziwię. 
-Caro... ja naprawdę przepraszam. 
-Myślisz, że to wystarczy? Zwykłe słowo? Śmieszny jesteś Reus...-zakpiła. 
-Jest coś, w czym mogę Ci pomóc?-za wszelką cenę chciałem zrobić, coś dla niej. Pomóc jej, może jej rodzinie.
-Wiesz co Marco? Po prostu zniknij z mojego życia. -odpowiedziała. Zrozumiałem, że nie mogę liczyć na jej wybaczenie. 
-Jest coś jeszcze...
-Tylko szybko.
-Mogę wiedzieć, gdzie jest grób twojej siostry?-zapytałem, a blondynka popatrzała na mnie jak na wariata.
-Po co ci to?-oburzyła się zdenerwowana.
-Chciałbym pójść do niej.... Caro proszę. Obiecuję, że już nigdy więcej mnie nie zobaczysz. Proszę.-ostatnie słowo już wyszeptałem. Naprawdę mi zależało na tym. Naprawdę chciałem chociaż tak, chociaż w taki sposób spotkać się z Sarah. Carolin zastanawiała się długo. Zapewne miała ogromny dylemat. Liczę jednak, że mi zaufa,
-Ale obiecaj mi, że już nigdy się nie spotkamy.-postawiła ultimatum.
-Obiecuję.-dodałem, a po chwili dziewczyna podała mi gdzie dokładnie na cmentarzu leży jej siostra. Pożegnałem się z nią i po prostu wyszedłem. Jak to zrobiłem, to nie odzywałem się w sumie. Adwokat nie był chyba za bardzo zdziwiony, ale ja zwyczajnie dziwnie się czułem. Jakby pustkę. Nie mam pojęcia skąd się ona wzięła. Tak się zwyczajni stało. Zrobiło mi się jej szkoda mimo, że zaledwie kilka dni wcześniej nienawidziłem jej. Jednak na pewno nie usprawiedliwiam jej zachowania. Chciała zemsty, ale ona nigdy się nie opłaci. Choć kto wie... może jest pewną ulgą. Tylko, że Caro mogłaby zabić Wiktorię, a wtedy jej śmierć byłaby tylko przeze mnie.

Gdy w radiu rozbrzmiał głos mówiący, że za chwilę pojawią się wiadomości, akurat wjeżdżałem do Moechengladbach. Moje dawnego miejsca zamieszkania. Miejsca, o którym powinienem jak najszybciej zapomnieć.
Jechałem w ciszy i kompletnie skupiony na drodze. Zauważyłem przez okno, że chmury ciemnieją i zwiastują nadchodzący deszcz. Nie przejąłem się tym szczególnie. Po chwili zauważyłem już moje miejsce docelowe. Zaparkowałem na parkingu, na którym w sumie nie było zbyt wiele samochodów. Przeszedłem przez bramę i szedłem w głąb cmentarza. Mimo, że mieszkałem tu jakiś czas, to nigdy nie miałem, na szczęście, okazji znaleźć się w tym miejscu. Nienawidzę cmentarz, ale chyba każdy normalny człowiek nie lub tego miejsca. Zawsze czuje tutaj dziwną aurę. Przechodząc przez to miejsce po prostu wyciszasz się i zachowujesz poważniej.
Idąc, poczułem jak krople deszczu spadają na moje włosy. Nałożyłem, więc kaptur kurtki i ruszyłem dalej. W końcu znalazłem się przed grobem dziewczyny.Wyglądał na bardzo zadany. Znajdowało się na nim dużo kwiatów i zniczy oraz duży napis - Sarah Bakker. Głośno westchnąłem i przykucnąłem obok niego. Wyjąłem z kieszeni mały znicz i zapaliłem go, co do najprostszych czynności nie należało, przez wiejący wiatr i padający deszcz. Ponownie wróciłem do pozycji stojącej.
-Przepraszam Sarah'o.-wyszeptałem. W pobliżu nikogo nie było, więc nie musiałem się krępować i mogłem "porozmawiać" z nią.-To przeze mnie tu leżysz. To ja byłem tym dupkiem, co zostawił Cię. To ja byłem tym dupkiem, co zwyzywał Cię, wyśmiał i ośmieszył. To ja byłem tym dupkiem, co... co skazał Cię na śmierć. To przeze mnie zaczęłaś brać. Dziwne, wiem. Dziwne, że przychodzę dopiero  teraz, ale ja nie miałem pojęcia. Nie chciałem. Nie zrobiłem tego specjalnie, ale ja też zostałem przez kogoś ośmieszony, ale ja uciekałem od problemów w inny sposób. Przykro mi i żałuję, że nie miałem okazji Cię lepiej poznać. Miałaś całe życie przed sobą, a ja je zniszczyłem. Zniszczyłem też życie Twojej siostry, która chciała dobrze... Znaczy w pewnym sensie, ale chciała Ci pomóc. Tylko, że trochę inaczej. Zniszczyłem życie Waszej rodzinie. Przepraszam... Zrobił bym naprawdę wszystko, by cofnąć czas, ale zmieniłem się. Zmieniłem się ponownie przez dziewczynę, ale tym razem w pozytywny sposób. Obiecuję, że już nigdy nie skrzywdzę żadnej dziewczyny. Nie skrzywdzę już nikogo. Przepraszam... Wybacz mi...-dodałem i po prostu odszedłem. Deszcz zdecydowanie dodawał klimatu tej scenerii. Szedłem ze spuszczoną głową i nie zauważyłem nawet jak minąłem jakieś małżeństwo. Odruchowo odwróciłem się zobaczyłem, że Ci ludzie idą do tego samego grobu, co ja byłem. Kobieta płakała, a starszy mężczyzna ją przytulał. Pokręciłem głową z niedowierzaniem jakim jestem idiotą. Jakim jestem kretynem. Odszedłem do samochodu i pojechałem do Dortmundu.
W moim mieście padało już  całkiem poważnie. Podjechałem jeszcze do marketu, by kupić coś na kolację. Złożyło się, że tego dnia dużo ludzi prosiło mnie o zdjęcie czy autograf. Dzieci mówili mi dużo komplementów, a nawet skakali ze szczęścia. Ja za każdym razem musiałem stwarzać pozory, że jestem jaki jestem, ale tak naprawdę nie było. Pierwszy raz od bardzo dawna poczułem się dziwnie przy robieniu zdjęć z kimś.
Około godziny 19 byłem już pod domem. Zaparkowałem auto pod domem i po prostu wszedłem do środka. Czułem się tu bardzo dziwnie. W ogóle panowała tu dziwna atmosfera. Dziwnie się czułem w tym domu, który już nie był moim domem. Zrozumiałem, że nie mogę tutaj zostać dłużej. Nie w tym miejscu.
________________________________________________________________
ZAPRASZAM NA KOLEJNY!

Tak wiem, że dodałam trochę późno, ale nie mam czasu na pisanie.
Teraz muszę zapierdzielać na wszystkich obrotach, ale to się poprawi po egzaminach. Prawdopodobnie nowy pojawi się dopiero za dwa tygodnie, ale to nie jest nic pewnego, bo może znajdę chwilkę czasu na napisanie kolejnego, bo mam już wszystko rozpisane. Po za tym będzie dużo przyjemniejszy, a takie pisze mi się dużo lepiej. Więc cierpliwości! :)

Co teraz się wydarzy?
O co chodzi Marco z domem i gdzie chce odejść?
Jak z Wiktorią i czy w końcu się pogodzą?

Mam nadzieję, że dacie radę napisać pod rozdziałem trochę komentarzy, bo ostatnio jest ich coraz mniej ;) Nie mówię, że MUSICIE, ale fajnie by było jakbym znała Wasze opinie, bo u mnie z weną coraz gorzej. No chyba, że opowiadanie coraz mniej się Wam podoba i coraz gorzej pisze. Ale wtedy to tez napiszcie!
Dziękuję już za każdy komentarz i życzę powodzenia w szkole i na egzaminach (piszę już w razie jakbym nie dodała rozdziału już) ! 

ENJOY ♥ 

czwartek, 2 kwietnia 2015

Rozdział 36



"TY JESTEŚ WAŻNIEJSZA"


Stał przede mną. Miał obojętny wyraz twarzy. Nie wyrażał nic. Podobnie do mnie. Sama byłam neutralna. Oboje staliśmy przed sobą i patrzeliśmy nawzajem w oczy. 
-Wiktoria... proszę. Wróć do mnie.-wyszeptał oraz wyciągnął przed siebie swoją dłoń. Starłam i patrzałam się na nią. Czy nie wiedziałam co mam zrobić? Wiedziałam od początku. Zaczęłam się po prostu oddalać od niego. Byłam coraz dalej, a Marco stał tak samo, z wyciągniętą ręką. Po chwili już go nie było i mnie też.

Wtedy obudziłam się z krzykiem. Po raz kolejny jednej nocy. Nie sypiam teraz za dobrze, jeżeli w ogóle to robię. Mam koszmary, ale nie tylko o tym i przez to co działo się w domu, ale i też przez Marco. To właśnie o nim mam najczęściej sny. O tym, że jesteśmy razem, prosi mnie o przebaczenie, a ja go zostawiam.
Nawet nie umiem opisać, co teraz czuję. Jestem zła na niego, ale i też się brzydzę nim. Tym co robił i jaki był. Myślałam, że sobie ufamy, a on nie powiedział mi tego jaki był. Wiedziałam, że nie należał do świętych osób, ale nie to, że był takim draniem.
Moje uczucie do niego stoi pod znakiem zapytania. Naprawdę nie potrafię na niego spojrzeć. Nie mogę. Czuję wstręt i obrzydzenie jego osobą. Najlepsze pytanie jest to, co ja w ogóle chcę. Nie wiem. Chyba świętego spokoju, bo co dzieje się z moim życiem, to chyba jeden wielki żart. Nie byłam idealna. Robiłam błędy, ale żeby mnie aż tak karać? Naprawdę sobie na to zasłużyłam?
Wracając jeszcze szybko do Marco, to jak obiecał mi przyszedł do mnie. Znaczy chciał, ale poprosiłam rodziców by nikogo nie wpuszczali. Nie powiedziałam im też całej prawdy. Wiedzą tylko, że napadli na mnie jacyś przypadkowi przestępcy. Na moje szczęście nie znają dziewczyny Kevina. Nie chcę im o tym opowiadać, bo samo wspomnienie jest dla mnie trudne. Chciałabym jak najszybciej zapomnieć o... no właśnie... O Marco? Nie wiem. Mam cholerny mętlik w głowie i nie wiem, co mam zrobić. Sama w sobie mam teraz coś w rodzaju uprzedzenia do niego, które nie pozwala mi się do niego zbliżyć. Moje zaufanie do jego osoby jest już teraz zerowe. W głowie mam jakąś psychiczną blokadę, która nie pozwala mi się do niego nawet zbliżyć czy popatrzeć. Po prostu. Tak z dnia na dzień straciłam go.
Z tego co mi jeszcze wiadomo to Ania i Mario zostali powiadomieni o tej całej spawie. Nie wiem, kto wie coś jeszcze, ale dzisiaj mogę spodziewać się odwiedzin karateczki i Mario, albo nawet tej dwójki wraz ze swoimi partnerami jednocześnie.
Po przerwanym śnie siedziałam na łóżku i głośno oddychałam. Miałam lekko zaszklone oczy od łez. Po raz kolejny jednej nocy budziłam się z wrzaskiem i za każdym razem ktoś po chwili był w moim pokoju. Nie myliłam się, bo po kilku minutach zza drzwi wyłonił się półprzytomny Kuba. Przecierał po ciemku oczy i powoli podchodził do mnie. Wcześniej była przy mnie mama, albo był tato.
-Wracaj do łóżka..-powiedziałam cicho.-Nie wstaniesz do szkoły.
-Nie obchodzi mnie to.-odparł i usiadł obok mnie.-Ty jesteś ważniejsza.-wypowiedział te słowa i po prostu mnie przytulił. Wtuliłam się w niego i cichutko szlochałam. Jestem ogromnie wdzięczna losowi, że mam takiego, a nie innego brata. Od zawsze mogłam na niego liczyć, ale nie może przecież się mną zajmować. Nie jestem dzieckiem i powinnam o siebie zadbać. No właśnie powinnam, a czy potrafię?
Nagle po chwili w pokoju zjawiła się mama. Była w szlafroku i wyglądała jakby raczej nie spała dzisiaj. Było mi głupi, że przeze mnie większość domowników się nie wyśpi.
-Kuba idź jeszcze choć na chwilkę spać.-poradziła, gdy była już obok. Brat posłuchał jej, choć nie wyglądał na zadowolonego, albo po prostu taki miał wyraz twarzy przez to jaką mamy godzinę.
Gdy wyszedł, wtedy mama dosiadła się bliżej i lekko mnie objęła. Ja natomiast siedziałam z podkulonymi pod brodę nogami i dalej delikatnie szlochałam.
-Nie potrzebnie skaczecie obok mnie wszyscy.-skomentowałam zachowanie rodziny.
-To nasz obowiązek.-powiedziała cicho.-Po za tym i tak nie idę dzisiaj do pracy i zostanę z Tobą.
-Ale ja przecież mogę iść do szkoły.-broniłam się, bo i tak już strasznie dużo w tym roku opuściłam zajęć. Nie chce mieć zaległości, ale w sumie i tak nie nadawałabym się dzisiaj do niczego.
-Daj spokój. Zadzwonię później do Pana Lukasa i wszystko mu wyjaśnię.-oznajmiła i po chwili nastała chwila ciszy, w której nie czułam się jakoś źle. Nawet odpowiadało mi to. Polubiłam ostatnio ten stan, gdzie jesteś tylko ty i swoje myśli. Ja na szczęście nauczyłam się wyłączać całkowicie i nie myślę o niczym.-Wszystko będzie dobrze. Musisz tylko złożyć zeznania z jakiś czas. Nawet na rozprawę nie będziesz musiała iść.-mama jako prawniczka zna się na tych wszystkich procedurach, co na pewno mi w jakimś stopniu pomogło. Jednak z jej pierwszym zdaniem się nie zgodzę, bo nie będzie dobrze. Nie teraz, gdy tak cierpię.
-Nie mamo. Nie będzie dobrze. Tu nawet nie chodzi o to, co zdarzyło się w sobotę...
-A o co?-dopytała się.
-Nie chcę o tym mówić...-udolnie chciałam się pozbyć tej delikatnej wścibskości mamy.
-Ktoś Ci coś zrobił?-wyraźnie się zaniepokoiła.
-Nie.-uspokoiłam ją od razu.-Tu nawet nie chodzi o mnie.
-Marco?-bardziej oznajmiła niż spytała. Ja wtedy kiwnęłam głową, a rodzicielka  przytuliła mnie mocnej do siebie.-Wszystko się ułoży, a teraz nie myśl o tym tylko się połóż i spróbuj zasnąć.-poradziła.
-A ty?-spojrzałam na nią, bo powoli już wstawała i udawała się do wyjścia.
-Ja już raczej nie zasnę, więc idę do kuchni, napiję się kawy i zobaczę...-uśmiechnęła się na koniec.-Śpij...-dodała i już zniknęła za drzwiami. Przyznałam wtedy w myślach rację mamie i postanowiłam spróbować zasnąć. Przymknęłam oczy, ale za każdym razem jak to robiłam wyobrażałam sobie siostrę Caro, mam czasem takie myśli, że może blondynka dobrze postąpiła z tą zemstą. Zaczęłam jej współczuć, ale dochodziło do mnie, że takie kroki jakie chciała podjąć w niczym by jej nie pomogły. Dopiero doszło do mnie jak ona musiała być zdeterminowana by zemścić się na Reusie. To wszystko jest jak jakiś film akcji.
Z takimi myślami udało mi się jednak zasnąć.

Zaczęłam się powoli przebudzać. Zobaczyłam, że na dworze jest widno. Powinien być już ranek. Na szczęście obok miałam telefon i mogłam szybko sprawdzić, która jest godzina. Okazało się jednak, że ranek już dawno minął i jest już 12.38. Podniosłam się lekko by wstać i udać się na dół, ale jak tylko to zrobiłam od razu zrezygnowałam. Nie miałam w sobie żadnej siły, ani motywacji. Ponownie położyłam się i przyglądałam lampie na suficie. Wydawała się bardzo ciekawa.
Nie mam pojęcia ile zleciało mi czasu, ale nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Wtedy się przeraziłam i poważnie wystraszyłam. Bałam się, że to Marco przyszedł. To nie było zwykłe przerażenie sytuacją, ale coś zupełnie innego. Zaczęły trząść mi się ręce i dodatkowo nawet pocić. Bałam się jego widoku i osoby.
Usłyszałam jak mama z kimś rozmawia, a po chwili kroki, które kierowały się na górę. Wtedy moje przerażenie sięgnęło zenitu. Drzwi od pokoju się otworzyły, a w nich stanęli... Mario i Ann. Odetchnęłam z ulgą. Ucieszyłam się na ich widok i lekko uśmiechnęłam. Jak tylko zobaczyli, że nie śpię podeszli do mnie bliżej i po prostu mocno przytulili. Walczyłam wtedy sama ze sobą, by nie rozpłakać się przypadkiem. Nie wiem czemu, ale nie chciałam tego robić teraz. Możliwe, że dlatego, bo mam dość jak inni użalają i litują się nade mną. Nie lubię takich sytuacji.
-Jak się czujesz skarbie?-zapytała modelka jak przestaliśmy okazywać sobie już uczucia.
-Lepiej...-westchnęłam.-Wybaczcie, że zastajecie mnie w takiej sytuacji, ale nie spałam całą noc praktycznie.-wyjaśniłam.
-Przestań się tłumaczyć.-oburzył się Mario. Przez moment rozmawialiśmy o niczym ważnym. Starałam się zająć ich czymś innym. Wszystkim byle by nie wracać do tej cholernej nocy i do tej całej sprawy związanej z Marco.
-Wiki...-zaczął Mario.-Mogę się coś Ciebie spytać?-powiedział delikatnie.
-Po co się pytasz jak i tak to zrobisz?-spojrzałam na niego i podniosłam lekko do góry brwi.
-Chodzi o to jak się czujesz w związku z tą całą sytuacją? Pytam, bo nie wiemy z Ann jak Ci pomóc.
-Czuję się tak jak wyglądam.-oznajmiłam.-Mario, ja nie chcę żadnej pomocy, bo i tak nawet nie pomożecie mi. Wszystko się spieprzyło...
-Nie mów tak.-złapał mnie za dłonie, ale szybko się mu wyrwałam.-Marco bardzo żałuje. Pamiętaj, że to tylko przeszłość.
-Chcesz powiedzieć, że popierasz, to co robił kiedyś?-krzyknęłam podenerwowana słowami Gotze.
-Nie, ale przeszłość to tylko jakiś odcinek jego życia. Teraz liczy się dzisiaj. Liczy się to, że Cię kocha i na pewno...
-Mario przestań!-przerwałam mu za nim skończył.-Powinieneś i tak ode mnie dostać za to, że wiedziałeś jaki był. Wiem, że wiedziałeś. Po drugie mam tak po prostu to zaakceptować, że zaliczał laski po kolei i na drugi dzień je zostawiał? Pomyśl! Brzydzę się nim, mam go dość, nie chcę go widzieć na oczy!
-Ale...
-Dość.-syknęła Ann, która była już widocznie podirytowana zachowaniem swojego chłopaka i jednocześnie przyszłego ojca swojego dziecka. Niemka popatrzała wtedy na mnie i uśmiechnęła się serdecznie oraz wyciągnęła z torebki zdjęcie USG. Byłam jej wdzięczna, bo zaczęłyśmy rozmawiać o dzieciach i tych wszystkich kobiecych sprawach. Dzięki niej choć na chwilę zapomniałam o wszystkim innym. Przesłała mi też pozdrowienia od Ani, która nie mogła dzisiaj przyjść, bo jest na kolejnych badaniach, których z dnia na dzień ma ich coraz więcej.
Po jakimś czasie Mario zaproponował, że on uda się na trening, a Ann zostanie ze mną. Takie wyjście bardzo mi odpowiadało, bo towarzystwo dziewczyny na pewno dobrze mi zrobi.
Gdy przyjaciela już nie było, a my dalej siedziałyśmy na łóżku i rozmawiałyśmy o dzieciach, modelka na chwilę przerwała i powiedziała:
-Może nie powinnam pytać, ale powiedź mi jedno - kochasz go jeszcze, czy już przekreśliłaś?-zapytała mnie delikatnie.
-Kocham.-odparłam po krótkiej przerwie.-Ale i też przekreśliłam.


*******
Szedłem żółto - czarnymi korytarzami ze spuszczoną głową. Na ramieniu wisiała moja torba treningowa, ale jakoś nie miałem energii do piłki. W sumie od feralnej soboty nie mam ochoty na nic. Zdałem sobie sprawę jak bardzo jestem beznadziejny. Wiem jaki byłem. Raniłem bardzo dużo dziewczyn i mam nadzieję, że Sarah jest jedyną, która straciła przeze mnie życie. Żałuję i to bardzo. Żałuję też, że nie powiedziałem Wiktorii całej prawdy, ale nigdy nie było jakiejś specjalnej okazji, ale i też bałem się. Bałem się, że znienawidzi mnie. Teraz to, że ją odzyskam jest mało prawdopodobne. Mało brakowało, a przez moją głupotę Caro zabiłaby ją. Jestem kretynem i nie zasługuje na taką dziewczynę jaką jest Polka. Nie zasługuje na nic, co mam.
Wszedłem do szatni, gdzie było już parę osób, co mnie zdziwiło, bo trening powinien być już za 20 minut. Dodatkowo nikt nie był przebrany. Koledzy z drużyny nie wyglądali za szczęśliwych. Praktycznie wszyscy wiedzieli o napadzie, lecz tylko niektórzy o całej historii. Tymi osobami byli Robert, Kuba, Łukasz, Mats oraz Mario i też oczywiście Kevin. Nie wiem czy teraz reszta spostrzega mnie jakoś inaczej, czy jestem dalej taki sam dla nich. W sumie nie zdziwiło by mnie jakby nie chcieli takiej osoby jak jak w zespole.
-Siema.-przywitałem się.-Gdzie wszyscy?
-Trening przesunięto o godzinę później i Ci co jeszcze nie przyjechali zostali.-wyjaśnił nasz kapitan.
Pokiwałem tylko twierdząco głową, że rozumiem i usiadłem na ławce. Przez chwilę siedzieliśmy tak, ale w końcu postanowiłem przebrać się wyjść na boisko. Sam. Tam miałem możliwości pomyślenia, ale o czym ja mam myśleć? Mam wypominać sobie dalej jak wielkim jestem idiotą? Jak jestem bezduszny? Jak ciągle krzywdzę innych? To już staje się zbyt monotonne, bo zdaję sobie z tego rację. Gdy bylem już gotowy, wyjaśniłem kumplom, że idę na boisko. Odezwali się tylko, że usłyszeli, a ja po prostu opuściłem szatnię.
Jak znajdowałem się na korytarzu, usłyszałem wołanie. Był to Mario. Wiedziałem, że dzisiaj był u Wiktorii. W duchu prosiłem, żeby niósł mi jakieś dobre informacje. Że jest lepiej, przynajmniej z jej zdrowiem. Nie chodzi już tutaj o mnie, ale o Wiki.
-Jak ona się trzyma?-zapytałem od razu jak przyjaciel był przy mnie.
-Lepiej.-westchnął.-Ann z nią została i zajęła się. Nie myśli już o tym tylko skupiła się na dziecku.
-To dobrze.-odparłem i popatrzałem na swoje nogi. Chciałem zapytać jeszcze, czy wspominała coś o mnie, ale bałem się, że odpowiedź będzie negatywna, albo czy zwyzywała mnie od najgorszych.-A... jak... jeśli chodzi o... mnie?
-Na pewno chcesz wiedzieć?-upewnił się, a ja niepewnie pokiwałem głową.-Będę szczery... ona ma do Ciebie jakieś uprzedzenie. Mam wrażenie nawet jakby się bała. Nie będę mówił lepiej słów jakimi Cię określiła.-wyjaśnił, a ja tylko podrapałem się z bezradności po karku.
-Już nigdy jej nie odzyskam...-odpowiedziałem. Mario nie odpowiedział, co znaczyło, że zgadza się, ze mną. Po prostu odszedłem od niego i udałem się na murawę. Po drodze wstąpiłem do magazynu po piłki, które później ustawiłem przed bramką i zacząłem w nią kopać. Nic do końca nie wychodziło mi. Wściekałem się, a gdy po raz kolejny piłka poleciała ponad poprzeczkę wkurzyłem się i kolejne futbolówki wylądowały na trybunach.
-Ja pierdolę!-krzyknąłem na całe gardło, gdzie późniejsze echo roznosiło się jeszcze po stadionie przez jakiś czas. Zmarnowany opadłem na murawę i leżałem. Mógłbym nawet spędzić tak cały dzisiejszy dzień. Dzień? Kilka dni.
-Marco?-usłyszałem nagle swoje imię. Wstałem, a moim oczom ukazał się trener. Stał blisko linii bocznej i obserwował mnie. Zacząłem się kierować w jego stronę powoli. Wiedziałem, że czeka mnie teraz rozmowa z drugim ojcem.-Co ty tu robisz? Przecież trening jest przesunięty. Nikt Ci nie powiedział?-wyjaśnił swoje zdziwienie jak byłem już wystarczająco blisko.
-Powiedzieli, ale chciałem pobyć trochę sam z... boiskiem.
-Coś nie bardzo Ci dzisiaj idzie?-słusznie zauważył.
-Nic mi trenerze nie idzie. Życie zawodowe jak i prywatne.-objaśniłem.
-Dziewczyna?-słusznie zauważył i zaśmiał się lekko.
-Skąd?-zdziwiłem się.
-Oj chłopaki. Już tylu Was miałem, że da się niektóre rzeczy zauważyć od razu.-mówił uśmiechnięty. Trenerowi można powiedzieć wszystko i zaufać. Dlatego postanowiłem opowiedzieć mu wszystko, nie omijając faktów z mojej przeszłości. Słuchał, nie przerywał, kiwał głową. Gdy skończyłem nie mówił przez jakiś czas. Bałem się, że może mnie naprawdę wyrzucić z klubu.
-Kochasz ją?-zapytał.
-Bardzo.-odpowiedziałem.
-A ona?
-Nie wiem. Mario mówił, że chyba nawet się mnie boi. Boże... ja ją poważnie straciłem.
-Przestań się załamywać.-poklepał mnie po plecach.-Nie wiesz dokładnie w jakiej pozycji stoisz. Możliwe, że się boi, ale to tylko chwilowe. Po jakimś czasie uspokoi się i wtedy zadziałasz. To może być długi proces. Zaczniesz od zwykłej rozmowy, potem od dowiedzenia się na czym stoicie. Na odzyskanie zaufania potrzeba czasu, więc jedyne czego Ci potrzeba to cierpliwości. Pamiętaj jednak, że jest taka możliwość, że jednak ta sytuacja i wrażenia były silniejsze. Czasami trzeba umieć się z czymś pogodzić, by żyć dalej. Na razie pogódź się z czasem, bo go potrzebujesz. Będę trzymał za Was kciuki. Co najważniejsze nie załamuj się.
-Tak bardzo chciałbym móc już ją przytulić. Brakuje mi jej.
-Wiktoria też na pewno cierpi. Musicie przede wszystkim przetrwać początek, a potem będzie już z górki.-uśmiechnął się, a potem jego optymizm przelał się w małym stopniu na mnie.
Nagle poczułem, że dzwoni mi telefon, który wziąłem ze sobą w razie potrzeby. Przeprosiłem trenera i odebrałem. Dzwonił mój prawnik.
-Halo?
-Nie mam dobrych wiadomości...
________________________________________________________________
SPÓŹNIONY 36 ROZDZIAŁ :)

Wybaczcie, że dodaje tak późno, ale ostatnio naprawdę nie mam na nic czasu :/
Egzaminy, wybór szkoły, jeszcze teraz mam problemy z matematyką :(
Czy tylko u mnie jest już czasami tak źle, że mam ochotę wszystko rzucić?

Pierwszą część rozdziału pisałam pod przymusem. Nie miałam weny, ani ochoty. Dopiero dzisiaj dostałam jakiegoś kopa, więc mam nadzieję, że mimo wszystko rozdział się podoba ;)

Czy to już koniec miłości?
Co stanie się z Wiktorią i Marco?
Co może chcieć prawnik od Marco? Ma kłopoty?

Przypominam, że jeżeli macie jakieś pytania to zapraszam na mojego aska :)


Zachęcam wszystkich do komentowania, bo to bardzo motywuje, a ostatnio nie mam jakiejkolwiek siły do pisania. Nie chodzi, że nie mam dla kogo pisać, bo wiem, że jesteście! Dziękuję już teraz za każde miłe słowo :) 

Do następnego! 

ENJOY ♥

niedziela, 22 marca 2015

Rozdział 35


"WIKTORIA... ONA MA KŁOPOTY..."


8 listopada 

-Nie idę tam Aniu!-próbowałam jakoś przemówić do mojej przyjaciółki, ale była nieugięta.
-Ale musisz tam być!-nie dała się przekonać.-Będą wszyscy i w końcu pogodzisz się z Reusem.
Tak dobrze słyszycie. Jeszcze się nie dogadaliśmy. Po prawie dwóch tygodniach dalej nie jesteśmy ponownie parą, czy jakkolwiek inaczej to nazwać. Ale w sumie od początku.
Od naszej rozmowy minęło już sporo czasu. Jak zapowiedziałam wcześniej nie mogę jeszcze tak po prostu wrócić do niego. Mimo, że zatwierdza o swojej racji, o tym, że mnie nie zdradził. Ja jednak nie potrafię zapomnieć i zrobić coś by wszystko wróciło do normy. Ciągle mam obawy przed kolejnymi kłamstwami. Boje się, ale nie zaprzeczam, że ciągle go kocham i po prostu brakuje mi już Reusa powoli.
Podczas tych dwóch tygodni widziałam się z nim kilka razy, ale to były tylko przypadkowe spotkania pod domem. Nie rozmawialiśmy nawet, tylko przywitaliśmy się zwykłym "hej" i każdy poszedł w swoją stronę. Trzy, albo cztery razy gadałam z nim przez telefon, ale też do niczego szczególnego nie doszliśmy.
Dzisiaj Ania, chce mnie zabrać na imprezę u Roberta. Chłopaki chcą się trochę pobawić, bo ostatnio idzie im coraz lepiej. Wygrali z Galatasaray w Lidze Mistrzów, a dodatkowo dzisiaj* zdobyli cenne punkty w meczu z byłym klubem Marco. Fakt, przegrali z Bayernem, ale niewiele brakowało im do wygranej. Reus powoli wraca do formy z przed kontuzji. Bardzo cieszę się z tego, bo ja jako kibic, wiem, że blondyn jest świetnym piłkarzem i potrzebuje regularnej gry.
Natomiast jeśli chodzi o to co wydarzyło się w moim życiu rodzinnym, to powiem, że nie jest za ciekawie. Od czasu, gdy wykrzyczałam im wszystko, to nie odzywamy się do siebie. Ani z rodzicami, ani nawet z bratem, co jest bardzo dziwne, bo praktycznie nigdy nie pokłóciliśmy się jakoś poważnie. I jeśli mam być szczerza, to nie tęsknie za ty, Jest mi teraz po prostu na rękę. Mama i tata nie rozmawiając ze mną, dają mi możliwość nie tłumaczenie się z tego. Dzisiaj wyjechali do Kolonii, do mojej cioci na ślub. Ja nie chciałam jechać. Tak na dobrą sprawę, to nic nie chce mi się robić.
-Ania....-westchnęłam i opadłam na swoje łóżko, a przyjaciółka usiadła obok mnie.-Ja Cię naprawdę rozumiem. Chcesz dobrze, ale ja jeszcze muszę parę spraw po przemyśleć. Uwierz, że ja też pragnę by wszystko wróciło do normy. Było jak dawnej, ale na to potrzeba jeszcze czasu.
-Wiem... Przepraszam.-powiedziała do mnie i natychmiast przytuliła.-Ja tylko chcę Ci pomóc.
-Ja sama sobie muszę pomóc. Idź i baw się dobrze. Teraz jak wszyscy pojechali na ten ślub, to mam w końcu okazję zostać sama w domu. Posiedzę, pomyśle i może wkrótce uda mi się przełamać.-dodałam, a Ania tylko westchnęła.
-Na pewno nie idziesz?-dopytywała się, bo w sumie zabawa ma zacząć się za jakieś pół godziny. Lewandowska wskoczyła do mnie, tylko by mnie właśnie zabrać.
-Tak i proszę, nie zaprzątaj sobie mną głowy. Idź i baw się, i jak byś mogła to pilnuj Marco.-dopowiedziałam niepewnie, ale zaraz potem zaśmiałyśmy się. Żona Roberta po chwili wyszła już z mojego domu. Ja natomiast udałam się do kuchni i przygotowałam jakieś przekąski, bo chciałabym na poprawę humoru obejrzeć jakiś ciekawy film. Jest 19, więc mam sporo czasu na domowe kino, a potem na moje przemyślenia.


*******
-No to za nowy, lepszy czas! Za Borussię!-wznosił toast Mats.
-Za Borussię!-odkrzyknęliśmy i tak o to oficjalnie rozpoczęła się impreza z okazji... lepszej gry drużyny. Czy jakkolwiek inaczej to nazwać.
Ostatnimi czasy jest ze mną coraz lepiej. Nie tylko w sensie mojej formy, ale i też dlatego, że ja i Wiktoria poprawiamy swoje relacje. Okej, nie spotkałem się z nią, ale dzwoniłem parę razy. Teraz cierpliwie czekam. Czekam na jej pierwszy krok. Mam nadzieję, że Ania namówi ją na przyjście.
Gdy odszedłem od reszty i podszedłem do mini - baru, który powstał u Lewego,  przygotowałem sobie coś do picia. Postawiłem jednak na coś bezalkoholowego. Możliwe, że Wiktoria przyjdzie, więc wolę zachować czysty umysł. Po chwili zauważyłem, że do domu wchodzi Ania. Co najdziwniejsze była sama. Zmartwiło mnie to. Czyżby Polka postanowiła jednak zostać? Zacząłem obserwować Lewandowską, do której podszedł teraz Robert. Przywitali się lekkim pocałunkiem w usta. Karateczka zaczęła chwilę coś tłumaczyć swojemu mężowi, a potem równocześnie popatrzeli na mnie. Wiedziałem, co to oznacza. Spuściłem głowę z bezradności i usiadłem na sofie. Zaraz po mnie obok pojawił się polski napastnik.
-Wiki nie przyjdzie.-powiedział.
-Domyśliłem się.-odparłem i popiłem colą z lodem.
-Marco, wiesz nie poddawaj się. Musisz...
-Lewy daj spokój.-zdenerwowałem się lekko.-Zrozum mnie, że ja już mam dość czekania. Okej, nawaliłem, ale odkręciłem wszystko. Co ja mam jeszcze zrobić, by dała mi szansę? Ja już mam dość czekania.-następnie wstałem i udałem się dalej do chłopaków. Mimo, że rozmawiałem z nimi, to cały czas myślałem, co ja mam jeszcze zrobić. Czekałem, nie naciskałem, bylem cierpliwy, delikatny. Kurwa, no! Jestem naprawdę wściekły na Wiktorię i skoro ona nie ma zamiaru się starać, to dlaczego ja muszę? Może ona sobie już odpuściła na dobre? Tyle pytań, a ja praktycznie na nic nie znam odpowiedzi.
Jak rozmawiałem z Matsem i Kubą, to tego pierwszego podeszła nagle młoda dziewczyna. Nigdy nie widziałem jej wcześniej. Była to na oko 20 - letnia brunetka o falowanych włosach. Ubrana w czarną sukienkę i wysokie buty, które podkreślały jej nogi. Możliwe, że dziwnie to wyglądało jak tak na nią zerkałem, ale na prawdę zwróciła moją uwagę.
-W ogóle to przepraszam, że nie przedstawiłem mojej siostry.-zaczął Hummels i przy tym przywrócił mnie do świata żywych.-Poznajcie proszę moją siostrę - Olivię. Przyjechała mnie odwiedzić. To jest Marco i Kuba.-teraz zwrócił się do dziewczyny i przedstawił nam sobie. Siostra obrońcy, była na prawdę ładna. Przez chwilę jak ją poznawaliśmy wydawała się na miłą i bardzo inteligentną osobę. Powiem szczerze, że nawet wydawało mi się, że jest lekko speszona tyloma facetami w jednym domu. Dodatkowo nie byle jakimi facetami, oczywiście skromnie mówiąc.
Tak akurat się złożyło, że chłopaki odeszli na chwilę, a ja zostałem sam z siostrą Matsa. O dziwno nie było tak sztywno jak mi się wydawało. Mieliśmy parę tematów do pogadania.
-Może napijemy się czegoś?-zaproponowała. Wiedziałem, że chodzi jej o jakiś drink. Miałem nie pić, ale skoro Wiktoria i tak nie ma zamiaru się pojawić, wiec kto mi zabroni?
-Okej.-zgodziłem się oboje podeszliśmy coś przygotować.


*******
W pokoju, podobnie jak i na zewnątrz panował mrok. Siedziałam sama w ciemnych dresach i czarnej, obcisłej bokserce. Miałam na uszach słuchawki, bo słuchałam muzyki i jednocześnie czytałam jakąś książkę, którą znalazłam w salonie. Prawdopodobnie należała do mojej mamy. Siedziałam tak i kompletnie pochłonęłam się w historię opisaną na kartkach papieru, gdy nagle coś usłyszałam. Zdjęłam kabelki i rozejrzałam się po pokoju. Dopiero teraz dostrzegłam, że na dworze pada leciutka mżawka oraz drzewa uginają się pod wpływem wiatru. Nie potrafiłam zidentyfikować, co to za dźwięk, a tym bardziej skąd pochodził. Postanowiłam jednak wstać i jeszcze raz rozejrzałam się dookoła. Podrapałam się po głowię, bo myślałam, że już mi odbija od tej samotności, a tym bardziej od tego, że oglądałam wcześniej dość straszny horror. Jednak nigdy nie miałam po takich filmach koszmarów czy jakiś zwidzeń. Podeszłam jeszcze szybko do drzwi pokoju i otworzyłam je. Wyszłam na korytarz i nasłuchiwałam, ale odpowiedziała mi głucha cisza. Zaśmiałam się sama do siebie i wróciłam do swojej poprzedniej pozycji, ale tym razem zostawiłam otwarte drzwi. Niby nic takiego, ale chyba każdemu to trochę doda pewności. W każdym bądź razie mi tak. Nałożyłam słuchawki, w których leciał teraz jakiś amerykański rap. Zaczęłam go szczerze bardziej słychać, pod wpływem Marco, który jest fanem Hip - Hopu i R&B. Ta piosenka właśnie skojarzyła mi się z nim, bo słuchał jej dość często. W tym momencie pierwszy raz żałowałam, że nie poszłam jednak na tę imprezę. Może jednak Ania miała rację i powinnam w końcu dać szansę Marco? Tęsknie za nim z dnia na dzień coraz bardziej. Reus też przecież nie będzie czekał w nieskończoność. Jest dorosły i ma swoje potrzeby. Potrzebuję go coraz bardziej.
Nagle aż podskoczyłam. Usłyszałam huk, który musiał być naprawdę głośny, bo piosenka w moich słuchawkach nie grała cicho. Zdjęłam je szybko i po sekundzie poczułam chłód na moich policzkach. Zupełnie jakby gdzieś w domu było otwarte okno. Moje włosy lekko podwiewały pod wpływem wiatru. Wtedy to już się trochę przestraszyłam, ale nie na tyle, by nie sprawdzić tego co się dzieje. Wstałam z łóżka i powolnymi krokami kierowałam się do wyjścia z mojego pokoju. Nie wiedziałam czy mam zapalić światło, czy może zostawić zgaszone. Postanowiłam jednak, że je zapalę i gdy miałam schodzić po schodach na dół, włączyłam światło, które rozświetliło trochę dom, przez co zeszłam zdecydowanie pewniej.
Jak byłam już na dole poczułam chód jeszcze bardziej, a do tego słyszałam odgłosy deszczu i lekkiej wichury. Wtedy byłam już pewna, że dochodzi to z salonu, więc tam weszłam, a moim oczom rzucił się widok otwartego okna, obok leżał rozbity wazon. Firanka, która była zaczepiona nad oknem wirowała w różne strony. Nie mogłam sobie przypomnieć, czy to moja wina, bo nie zamknęłam okna, czy po prostu ktoś je otworzył. Jednak szybko tą drugą myśl wyrzuciłam z głowy i pozostałam przy mojej sklerozie. Podeszłam do okna i szybko je zamknęłam, a wtedy w domu automatycznie zapanowała cisza. Popatrzałam na rozbity wazon i próbowałam dojść, czy to nie jest jeden z ulubionych wazonów mojej mamy. Na moje szczęście to nie był ten, więc mogłam spokojnie go wyrzucić. Złapałam w dłonie wszystkie większe kawałki i poszłam do kuchni by je wyrzucić. Następnie złapałam za zmiotkę i szufelkę, by wrócić tam oraz sprzątnąć mniejsze kawałki szkła. Znowu odwiedziłam kuchnię i wyrzuciłam resztki wazonu. Zgasiłam światło i podeszłam ponownie do pokoju dziennego w tym samym celu. Nie zdążyłam w pełni wejść do środka, gdy poczułam czyjąś obecność. Zabrakło mi czasu by zareagować, a wtedy już ktoś zakrył mi usta dłońmi i uniemożliwił wykonywanie jakichkolwiek ruchów. Spanikowałam i poczułam, jak serce bije mi mocniej. 
-Ciii...spokojnie.-powiedział mężczyzna po niemiecku, ale miał w sobie rosyjski akcent.-Nie wierć się to pożyjesz sobie dłużej.


*******
Mijały kolejne minuty, a ja czułem się coraz lepiej w towarzystwie Olivii. Tematy same nam się pojawiały. Wypiłem może z dwa drinki, ale nie wiem czy na tym się skończy. Jedno jest pewne - na pewno nie będę przesadzał, ale też nie będę jakimś abstynentem.
Z Olivią właśnie kończyłem rozmawiać o jej pracy, która jest fizjoterapeutką. Potem oboje postanowiliśmy potańczyć. Tańczyliśmy z kilka piosenek. Dziewczyna w końcu mnie przeprosiła i poszła do łazienki, a ja zająłem się robieniem kolejnych drinków. Nagle obok pojawił się Gotze. 
-Tylko nie przesadzaj z alkoholem. Nikt z obecnych tutaj nie chce powtórki z rozrywki.-pouczył mnie, a sam zaczął robić nalewkę. Ja tylko zaśmiałem się pod nosem i potwierdziłem o swojej świadomości. Natomiast Mario dodał.-Zauważyłem, że dobrze dogadujesz się z siostrą Matsa. 
-Dobrze zauważyłeś.-odpowiedziałem. Już wiedziałem, że zaraz zacznie się przesłuchiwanie.
-Polubiliście się...
-Mario jeśli chcesz coś zasugerować, to wiedz jedno, że ja już jestem już w związku.
-Nie nazwałbym tego tak.-odparł.
-Co masz namyśli?-zdziwiłem się.
-Kochasz jeszcze Wiktorię?-zapytał, a ja zdenerwowałem się.
-Czy ja ją kocham? Mario! To pytanie powinieneś zadać właśnie Wiktorii, ale czy to ona mnie kocha. Posłuchaj ja czekałem, czekam i będę czekał, ale nie wiem jak długo. To z nią powinien się bawić, a nie z Olivią. Racja, ale ja nie wiem czy mam jeszcze siłę na to wszystko. Wiktoria musi podjąć decyzję, ale teraz. Co mi po tym, że ją kocham. Ja chcę by ona to odwzajemniła. Rozumiem, że nie ufa mi jeszcze, ale powiedź co mam jeszcze zrobić? Mi już się pomysły kończą!
-Wybacz... masz rację. Taka trochę popaprana sytuacja.-przyznał mi rację.
-Ja chcę się dzisiaj po prostu dobrze bawić i zapomnieć o tej całej sytuacji. Zrobiłem, co mogłem. Przeprosiłem, błagałem, starałem się. Teraz to Wiki musi zadecydować. Cześć.-dodałem i odszedłem do brunetki, która siedziała już na sofie. Dosiadłem się do niej i kontynuowaliśmy rozmowę.


*******
Miał na oko może z 30 lat. Można powiedzieć, że z wyglądu przypominał trochę Rosjanina. Na jego twarzy gościł kilku dniowy zarost. W ręku trzymał pistolet, który właśnie przeładowywał. Ja siedziałam ze związanymi rękoma i nogami na fotelu. Czekałam. Na co? Sama nie wiem. Serce strasznie mi kołatało, a mój oddech był przyśpieszony. Bałam się wykonać jakikolwiek ruch. Nie miałam pojęcia do czego jest ten koleś zdolny. Obserwowałam go i zastanawiałam się, co on tutaj robi. Może pomylił domu? Może to nie ja mam być tą osobą? Po chwili w końcu się odważyłam i odezwałam. 
-Co masz zamiar zrobić?-zapytałam, ale po rosyjsku. Mężczyzna spojrzał na mnie wyraźnie zdziwiony. Nie wiedział na początku, co ma odpowiedzieć.
-Umiesz rosyjski?
-Uczyłam się go w szkole.-odparłam spokojnie. Sądziłam, że jeżeli ja będę spokojna i opanowana, a co przede wszystkim miła dla niego, to mogę zyskać jego zaufanie. Kurcze... oglądanie tych wszystkich filmów się przydało.
-Za chwilę się wszystkiego dowiesz.-odpowiedział. Nie chciałam wiedzieć za chwilę. Chciałam wiedzieć teraz. Chciałam wiedzieć czy powinnam bać się o swoje życie. Postanowiłam jednak odpuścić i czekać dalej. Nagle Rosjanin dostał SMS. Odczytał go i spojrzał na mnie.-Twoje wyjaśnienie już idzie.-oznajmił, a zaraz po jego słowach otworzyły się drzwi frontowe, a moim oczom ukazała się Carolin. Weszła jakby do siebie, a gdy dostrzegła mnie związaną pojawił się nawet u niej uśmiech. Podeszła najpierw do tego mężczyzny i powiedziała:
-Dobra robota.-po sekundzie spojrzała już na mnie. Mogłam się tego spodziewać. Przecież to jasne, że ta kobieta nie odpuści, ale żeby posunąć się do czegoś tak chorego? Naprawdę chce zaryzykować swoją wolnością i wynająć płatnego morderce? To obłęd!
Blondynka powoli zaczęła zbliżać się do mnie. Ogarnął mnie przez chwilę ogromny strach. Bałam się, bo ona w końcu udowodniła, że może wszystko. Caro zaczęła przyglądać się mi, a po chwili patrzała się dokładnie w moje oczy jakby chciała coś z nich odczytać.
-Dimitrij zostaw nas samych.-rozkazała, a mężczyzna bez jakichkolwiek "ale" opuścił pomieszczenie i udał się na górę. Była już dziewczyna Kevina natomiast usiadła na przeciw mnie.
-I co? Teraz tak po prostu się mnie pozbędziesz?-zapytałam się jej pierwsza, na co Carolin po prostu się zaśmiała głośno.
-Wiesz, co Wiki. Nie mam pojęcia jak to z Tobą postąpić? Zabić Cię ze świadomością jaki jest Twój kochaś czy może lepiej nie?
-O czym ty mówisz?-zdenerwowałam się.
-Nie, jednak lepiej dla Ciebie będzie jak to wszystko zostanie tajemnicą.-podniosła się nagle i podeszła do mnie. Pogłaskała zewnętrzną stroną swojej dłoni mój policzek.-Szkoda. Taka ładna dziewczyna z Ciebie.-dodała i dodatkowo poklepała mnie po twarzy oraz zaczęła odchodzić.
-Caro!-krzyknęłam.-Naprawdę tak zależy Ci na Reusie? Naprawdę jestem takim problemem dla Ciebie? Naprawdę jesteś w stanie mnie zabić dla niego? Caro, są granice, a ty je właśnie przekraczasz!
-Tu nie chodzi o Ciebie.-oznajmiła spokojnie.-Tu chodzi o zupełnie co innego.
-O co?-dopytywałam się. Starałam się dowiedzieć cokolwiek.
-O zasady i o moją siostrę.-odpowiedziała i zaczęła kierować się na górę, gdzie znajduje się Rosjanin.
-Jakie zasady i jaką siostrę!-krzyczałam do niej, ale kompletnie mnie olała.-Caro do cholery! Słyszysz mnie! CARO!-darłam się, ale niestety bez skutku, bo zostawiła mnie i udała się na górę.
Ja natomiast dalej siedziałam zszokowana tymi słowami.Wtedy zaczęłam się już poważnie bać. Myślałam, co mam zrobić, by wydostać się z tego koszmaru. Przez moment sądziłam, że to wszystko jest właśnie jednym, wielkim koszmarem, a ja obudzę się za chwilę przy Marco. Niestety. To prawdziwa rzeczywistość. A rzeczywistość mówi, że za kilka minut mogę leżeć martwa z kulką w głowie.
Parę sekund później usłyszałam z piętra dochodzące odgłosy kłótni. To właśnie prawdopodobnie Caro kłóciła się z tym facetem. Jedyne, co usłyszałam, to to, że blondynka ma za mało pieniędzy dla niego. Domagał się więcej. Wtedy pojawiła się dla mnie jakaś malutka nadzieja, że Dimitrij nic mi nie zrobi, bo blondynka mu nie zapłaciła.
Gdy przestałam słyszeć odgłosy ostrej wymiany zdań przestraszyłam się, że w moim domu już dokonano morderstwa. Jednak zaraz po mojej mrocznej myśli, usłyszałam kroki osoby schodzącej po schodach. Był to ten Rosjanin. Popatrzała na mnie zaraz jak pojawił się na dole. Potem podszedł do pokoju i usiadł na fotel, gdzie wcześniej siedziała blondynka. Wyglądałby całkiem na normalnego, gdyby nie ta broń w ręku.
-Kiedy nauczyłaś się rosyjskiego?-zapytał, co mnie trochę zdziwiło, bo sam chce złapać kontakt, albo to tylko zagrywka z jego strony.
-Jak chodziłam do szkoły w Polsce, to miałam zajęcia z rosyjskiego.-wyjaśniłam.
-Jesteś z Polski?-zdziwił się, a ja potwierdziłam.-Moja babcia jest Polką. Jednak od 6 roku życia mieszka w Moskwie. Nigdy nie miałem okazji zwiedzić jej ojczyzny.-opowiadał, a ja w głębi duszy cieszyłam się, że załapałam z nim taki kontakt.
-Powiedź...-zaczęłam delikatnie.-Wynajęła Cię prawda? Chce, byś mnie zabił?
-Na razie to muszę zobaczyć obiecane pieniądze.
-Posłuchaj mnie. Ona nie zapłaci Ci. Nie ma z czego. Wiem, że nie ma tyle pieniędzy ile byś chciał. Więc idź! Uciekaj stąd, a ja o niczym nie powiem. Nie było Cię tutaj. Słyszysz? Proszę...-mówiłam, a właściwie błagałam Rosjanina.
-Nie mogę. Skąd mam mieć pewność?
-Możesz mi zaufać...
-Życie nauczyło mnie, by nie ufać nikomu.-oznajmił i zaczął wstawać.
-Rozumiem Cię, ale proszę. Naprawdę to wszystko ma się tak skończyć?!
-Szkoda mi Cię, ale każdy ma coś do wykonania. Przykro mi...
-Skoro Ci przykro to nie rób tego!-po raz pierwszy podniosłam przy nim głos. Dimitrij popatrzał tylko przelotem na mnie i zaczął odchodzić.-Poczekaj!-krzyknęłam ponownie.-Proszę Cię... Zaufaj mi...-przez chwilę patrzał się na mnie, ale widać, że mężczyzna ma doświadczenie w tym "zawodzie", bo ani trochę się nie wzruszył. Po prostu odwrócił się i poszedł ponownie do Carolin. Załamałam się. Zupełnie jakbym straciła swoją jedyną szansę na ratunek. Miałam związane ręce i to dosłownie. Wiedziałam, że za chwilę on może tu wrócić i po prostu wymierzyć we mnie bronią. A potem koniec.
Dziwnie, ale człowiek, kiedy wie, że za chwilę może zginać jest zdolny do aktów desperacji, ale i też myśli. Myśli, że już więcej nie zobaczysz ważnych dla Ciebie osób. Najgorsze jest, że nie zobaczę Marco, z którym nawet nie zdążyłam się pogodzić. W tamtym momencie po raz drugi żałowałam, że nie posłuchałam Ani i nie poszłam z nią na tę imprezę.
Wtedy nagle zauważyłam coś, a konkretnie na barku leżał jakiś telefon. Zaczęłam mu się przyglądać i wtedy mnie olśniło. Przypomniałam sobie, że Kuba rano coś wspominał, czy nie widziałam jego telefonu. Zapewne zostawił go tam i zapomniał o nim. To była moja szansa. Musiałam ją wykorzystać inaczej nie skoczy się dla mnie ten dzień udanie. Jakimś cudem udało mi się rozwiązać sznurek, który został źle związany ma moich nogach. Ze związanymi z przodu rękoma podeszłam najciszej jak mogłam do regału i złapałam za smartphone'a Kuby. Na moje ogromne szczęście nie był zablokowany, co na pewno bardzo mi pomogło. Dostrzegłam jednak, że telefon jest prawie rozładowany. Miałam szansę na jeden, może dwa przekierowania. Chciałam zadzwonić na policję, ale przypomniało mi się jedno - nie znak numerów alarmowych w Niemczech. Przeraziłam się, bo mogłam stracić jedyną szansę na ratunek. Postanowiłam jednak zadzwonić do kogoś innego, do kogoś, kogo znam numer na pamięć. Czekałam może z 5 sygnałów i kiedy traciłam nadzieję, że odbierze, usłyszałam po drugiej stronie jego głos.
-Halo?



*******
-Naprawdę?-zapytałem zdziwiony i rozbawiony jednocześnie.
-Tak.-potwierdziła roześmiana Olivia.-Najlepsze jest w tym wszystkim to, że Mats niczego nie pamięta. 
-Będę miał teraz na niego świetnego haka. Powinien Ci na kolanach dziękować.  
-Nie przesadzaj.-odpowiedziała, a my trochę się uspokoiliśmy.
-Wiesz co?-zapytałem siostrę obrońcy, a ona popatrzała na mnie pytająco.-Nawet nie masz pojęcia, że mnie dzisiaj uratowałaś.
-Dlaczego niby?-zdziwiła się i popiła drinka. 
-Znając życie siedziałbym obrażony na cały świat, bez humoru, a kumple by mnie tylko jeszcze bardziej denerwowali. 
-Miło mi to słyszeć, ale dlaczego niby miałbyś zły humor? Nie lubisz imprez? Nie wyglądasz na takiego?
-Sugerujesz coś?-zaśmiałem się i na chwilę zmieniłem temat.-Ostatnio nie jest u mnie za ciekawie w życiu prywatnym.
-Czytałam niedawno w gazecie, że zerwałeś ze swoją dziewczyną. Podobno miałeś romanse z dziewczynami swoich kolegów.-oburzyła się, ale nie na mnie tylko na gazetę.-Nie wygląda na to jakbyś miał na pieńku z kimkolwiek tutaj. Jak ty możesz wytrzymać z dziennikarzami?
-Jakoś muszę. Ale masz rację nakłamali trochę. 
-Ale o twojej dziewczynie i tobie?-zapytała spokojnie. Przez cały wieczór nie poruszałem tego tematu. Ani ja, ani ona. Wiedziałem, że wcześniej czy później to może nastąpić, ale... Tak na dobrą sprawę co ja mam odpowiedzieć? Sam nie wiem jak wygląda moja sprawa z Wiktorią. 
-Tak.-skłamałem.-ale to trochę inaczej wygląda.
-Przykro mi. Jak można zostawić tak fajnego faceta jak ty.-odparła nie dowierzając. W tym momencie poczułem się okropnie. Okłamałem Olivie, a przecież to wszystko wygląda trochę inaczej. Kocham Wiktorię dalej i właśnie w tym momencie poczułem jak brakuje mi jej i żadna Olivia tego nie zmieni. 
-Przepraszam...-powiedziałem nagle, a ona się zdziwiła. 
-Za co mnie przepraszasz?
-Bo ja Cię okłamałem.-oznajmiłem. Dziewczyna nie ukrywała zdziwienia, więc postanowiłem jej wszystko wyjaśnić.-Sprawa z moją dziewczyną wygląda trochę inaczej. To ja narozrabiałem i przeze mnie się pokłóciliśmy. Nie wiem, czy jesteśmy dalej razem, czy to po prostu chwilowa przerwa, ale wiem jedno: kocham ją dalej i nie wyobrażam sobie bez niej życia. Przepraszam jeśli narobiłem Ci jakiś nadziei, czy... po prostu - przepraszam.-po wyjaśnieniach lekko spuściłem głowę. Olivia natomiast poklepała mnie po ramieniu.
-Wiesz... przyznaję spodobałeś mi się trochę, ale najwidoczniej nie mam szans jeśli chodzi o tę szczęściarę. Mam nadzieję, że wyjaśnicie sobie wszystko.-uśmiechnęła się do mnie.
-Dziękuję, ale pozwolisz, że pójdę się przewietrzyć?-zapytałem, a dziewczyna kiwnęła głową, więc poszedłem na taras u Lewandowskich. Oparłem się o barierkę i stałem tak. Obserwowałem i myślałem. Padał deszcz i wiał silny wiatr, ale nie za bardzo mnie to interesowałem. Może ta wichura oczyści mi umysł?
Stałem tak i zastanawiałem się nad swoim losem i oraz na tym, co przyniesie przyszłość. Bałem się i w końcu przyznałem się przed samym sobą, że się boję. Boję się, że stracę tak ważną dla mnie osobę. Ta myśl mnie przeraża. Nigdy już jej nie pocałuję, przytulę, porozmawiam. Najgorsze byłoby to w tym wszystkim jakby ktoś inny zajął moje miejsce. To jest już najgorszy scenariusz. 
-Przeziębisz się.-usłyszałem kobiecy głos za sobą. Odwróciłem się, bo zupełnie go nie poznałem. Okazało się, że stoi tam Ania. Uśmiechnąłem się lekko do niej i powróciłem do mojej poprzedniej pozycji. Anka doszła do mnie i również się oparła. Patrzała na mnie i czekała jakiejś reakcji.
-Zaraz po tym jak wyjawiłam Robertowi prawdę o swojej chorobie, poczułam się lepiej.-zaczęła, a ja dokładnie jej słuchałem.-Wszyscy myśleli, że ta wiadomość Nas do siebie jeszcze bardziej zbliżyła i jeszcze bardziej się ze sobą związaliśmy. Ale to bzdury, bo nie było tak kolorowo. Przez pierwsze dni Robert nie odzywał się do mnie, a właściwie to mnie unikał. Spał w pokoju gościnnym, uciekał z domu, gdy tylko miał okazję. Można powiedzieć, że zachowywał się jak ja na początku. Bardzo mnie to bolało. Chciałam z nim porozmawiać, ale zbywał mnie. Załamałam się, bo rozumiałam, że tracę bardzo ważną osobę w swoim życiu.
-Ale...-zdziwiłem się.-My nic nie widzieliśmy...
-Wiem. Oboje ukrywaliśmy to. Unikaliśmy wspólnych spotkań, a jak już musieliśmy to, staraliśmy się przynajmniej zachować pozory dobrego małżeństwa. Brakowało mi go. Z każdym kolejnym dniem coraz bardziej. Najgorsze było to, że nie mogłam nic zrobić. Nic, oprócz czekania. Podobnie jak ty teraz. Robert podobnie jak Wiktoria był w szoku. Bał się tego, co będzie czekać nas w przyszłości. Nie krył się z tym później, że stchórzył. Choroba to nie przelewki i mam świadomość tego, że mogę po prostu pewnego dnia zasnąć i się nie obudzić.
-Nie mów tak...-popatrzałem na nią. Widać, że rozmowa o czymś takim jest trudna dla każdego. Ania już powoli to zaakceptowała. Jednak walczy dalej.
-Po jakimś czasie sam do mnie przyszedł. Przyszedł i bez słowa pocałował. Byłam w szoku, ale i szczęśliwa, bo wiedziałam, że będzie już dobrze. Porozmawialiśmy, wyjaśniliśmy. Wszystko wróciło do normy. Odniosłam sukces, bo byłam cierpliwa.Wiktoria jest w podobnym szoku do Roberta.-zmieniła temat.-Boi się tego, co przyniesie przyszłość, bo raz już ją okłamałeś. Boi się tego, ale Cię kocha. Wiem, że te dwie sytuacje są zupełnie inne, ale w obu przypadkach trzeba czekać na kogoś, kogo się kocha. Ja na Roberta, a na ty Wiktorię. Oboje cierpią, bo się boją. A my, bo musimy czekać. Wiem, że jest to trudne dla Ciebie.-zbliżyła się do mnie i poklepała po plecach.-Wiktoria się już powoli łamie. Odczuwa Twój brak i wcześniej czy później wszystko będzie już dobrze.-pocieszyła mnie, a ja ją przytuliłem. Taka rozmowa bardzo mi pomogła. Cieszyłem się, że jest ktoś w podobnej sytuacji do mnie. Gdy staliśmy tak przytuleni do siebie, poczułem wibracje mojego telefonu. Odkleiłem się od żony Roberta i zauważyłem nieznany numer. Postanowiłem od razu odebrać. 
-Halo?-powiedziałem, a obok mnie dalej stała Ania.
-Marco proszę Cię wezwij policje.-usłyszałem głos Wiktorii. Był cały spanikowany.
-Ale co się dzieje?! Wiktoria!-powiedziałem głośno, aż Ania się przeraziła. Popatrzała na mnie przerażona. W sumie sam nie byłem lepszy. Czułem jak bije mi mocno serce.
-Oni chcą mnie zabić... Proszę przyjedź i wezwij policję. Błagam Cię...-mówiła, a ja nagle usłyszałem jakieś dziwne dźwięki.-Zrób, to proszę oni idą już...-nagle do moich uszu dobiegły jakieś krzyki.
-Wiktoria!-krzyczałem do niej, ale odpowiedział mi sygnał przerwanego połączenia. Spojrzałem z przerażeniem na Anie, Mówiła coś do mnie, ale kompletnie nie dochodził do mnie co.
-MARCO!-krzyknęła w końcu tak głośno, że usłyszałem jej głos.
-Wiktoria... ona ma kłopoty...-tylko tyle jej oznajmiłem i jak burza wyleciałem z tarasu do środka. Słyszałem jak mnie woła, ale musiałem się śpieszyć. Złapałem za kluczyki i pognałem do swojego samochodu. Wszyscy krzyczeli za mną coś, ale teraz najważniejsza była Wiktoria. Ogromnie się o nią bałem. Nie obchodziło mnie nawet to, że jadę po alkoholu. Szybko pognałem do niej do domu, a w między czasie zadzwoniłem na policję.
-Coś ty narobiła...-powiedziałem sam do siebie.


*******
-Halo?-usłyszałam w końcu głos Marco. Ulżyło mi, ale byłam dalej przerażona.
-Marco proszę Cię wezwij policje.-powiedziałam bez zbędnych wyjaśnień. Wiem, że na pewno bardzo go teraz zdenerwowałam, ale nie miałam czasu na opowiadanie całej historii.
-Ale co się dzieje?! Wiktoria!-krzyknął mi do słuchawki, a ja w tym momencie usłyszałam jak z góry schodzą Caro z Dimitrijem.
-Oni chcą mnie zabić... Proszę przyjedź i wezwij policję. Błagam Cię...-objaśniłam najkrócej jak tylko mogłam. Wtedy właśnie dostrzegłam, że oboje już mnie widzą-Zrób, to proszę oni idą już...-dodałam i rozłączyłam się.
Carolin była niesamowicie wściekła. Natomiast Rosjanin lekko zdenerwowany. Przeraziłam się, bo blondynka rzuciła się w moją stronę i uderzyła w policzek.
-Ty suko!-krzyknęła i natychmiast pociągnęła mnie przed siebie. Na szczęście z moimi umiejętnościami mogłam sobie poradzić i kopnęłam ją w kolano. Kobieta puściła mnie, więc miałam większe możliwości i kopnęłam ją jeszcze raz, że upadła. Spojrzałam wtedy przelotnie na Dimitrija. Podszedł do mnie i odwiązał ręce.
-Spieprzajmy stąd.-powiedział i zaczęliśmy kierować się do wyjścia, ale dziewczyna wstała szybciej niż myśleliśmy i złapał mnie oraz zmusiła bym klękła na kolanach. Nie wiedząc skąd miała przy sobie pistolet. Mężczyzna patrzał się na nią i na mnie. Byłam zdenerwowana i przerażona.
-Nie rozumiesz, że jest już za późno? Policja już jedzie. To koniec!
-Koniec będzie dopiero jak ją zabije!-odkrzyknęła. Poczułam jak przyłożyła mi lufę to skroni. Serce zabiło mi jeszcze szybciej. Wiedziałam, że Caro jest zdeterminowana by zrobić mi krzywdę.
-Daj spokój! Nie wygrasz!-tłumaczył jej, ale była uparta.
-Moja siostra nie zasługiwała na taką śmierć!-usłyszałam, że łamie się jej głos. Ponownie wspomniała o swojej siostrze. Nic nie rozumiem z tego wszystkiego. O co chodzi z jej siostrą.
-Odłóż broń Caro...-zaczął powoli podchodzić do niej. Ja natomiast klęczałam dalej. Nie odzywałam się, bo w sumie nie myślałam w tamtym momencie o niczym. Bałam się, ale nie płakałam, chociaż byłam temu bliska.
-Nie!-wydarła się i przeładowała broń.-To koniec...-następnie szepnęła i już czułam jak kula przebija na wylot moją głowę. Nagle usłyszałam jak do domu wtargnęli policjanci z pistoletami. Blondyna przeraziła się na ich widok i po prostu spanikowała. Odskoczyła ze swoją bronią, a mundurowi zajęli się nią. Jedna z policjantek podeszła do mnie i spytała czy wszystko w porządku. Potwierdziłam, ale czy na pewno tak było? Odeszłam na bok cała roztrzęsiona tą sytuacją. Przykucnęłam i oparłam się o ścianę. Widziałam jak zakuwają Caro i Dimitrija. Nie wiem dlaczego, ale było mi go szkoda. Pomógł mi, ale z drugiej strony zapewne zabił wiele niewinnych osób. Nie wiedziałam jakie mieć o nim zdanie.
W pewnym momencie do domu wparował Marco. Jak go zobaczyłam od razu podskoczyłam i zawołałam, przez co policjantka wpuściła go do mnie. Szybko wtuliłam się w jego ciało i dałam upust emocjom. Zaczęłam płakać jak bóbr. Piłkarz natomiast mnie uspokajał, ale sam był roztrzęsiony. Głaskał moją głowę i starał się uspokoić mimo, że on sam potrzebował kogoś, kto uspokoi go. Zauważyłam też kontem oka jak zerka na Carolin. Widziałam w jego oczach przerażenie i niechęć do jej osoby. Brzydził się nią, tak samo jak ja.
-Na twoim miejscu uważałabym na niego.-nagle usłyszałam głos blondynki. Popatrzałam na nią, ale dalej byłam przytulona do blondyna. Zauważyłam, że jej twarz była teraz taka inna. Przekazywała zupełnie co innego. Nie widziałam w niej złości, ani nienawiści do mnie, ale... współczucie?
-Wyprowadźcie ją już!-rozkazał natychmiast Marco. Policjanci chcieli wykonać polecenie piłkarza, ale zaprzeczyłam.
-Nie, czekajcie!-krzyknęłam lekko z małą chrypką w gardle, która była spowodowana moim płaczem.
-Co ty robisz?-szepnął mi Marco, ale olałam go.
-Niech powie o co jej chodzi.-wyjaśniłam mundurowym, a oni stanęli z blondynką. Popatrzałam na nią, a Caro uznała to za możliwość wyjaśnienia wszystkiego raz na zawsze.
-To nie jest rozkaz, ani polecenia, a dobra rada. Zostaw go i znajdź sobie kogoś wartego uwagi i czasu. Reus Cię zostawi. Jak każdą. Jak moją siostrę.
-Co?-powiedziałam na równi z blondynem. Dlaczego nic z tego wszystkiego nie rozumem?
-O czym ty do cholery bredzisz? Jaką Twoją siostrę?-powiedział zdziwiony i zdenerwowany jednocześnie Reus.
-Już tyle ich miałeś, że nie pamiętasz?-odkrzyknęła.- To Ci ja wszystko przypomnę. Dwa lata temu. W Gladbach. Poznałeś na imprezie dziewczynę. Młodą, 19 - letnią szatynkę. Miała na imię Sarah. Poszliście razem do łóżka, a na drugi dzień oznajmiłeś jej, że to nic nie znaczyło. Zostawiłeś, a jeszcze dzień wcześniej gadałeś czułe słówka. Omotałeś, a potem zostawiłeś. Sarah się w Tobie zakochała! Zaczęła pić, palić, ćpać. Po kilku tygodniach przedawkowała. Zginęła przez Ciebie! Zabiłeś ją Reus!-mówiła i zaczęła płakać.-Szukałam Cię długo i długo pracowałam nad tym, by trafić do Waszego towarzystwa! Kevin był tylko moją przepustką. Chciałam Cię ukarać. Chciałam byś stracił kogoś tak jak ja. Nigdy mi na Tobie nie zależało. Chciałam Cię zniszczyć. Twój związek, tak jak ty zniszczyłeś mi rodzinę. Chciałam zabić Wiktorię. To było moim planem. Nie zasługu...
-Dobra dość.-powiedziała policjantka i zaczęła w towarzystwie drugiego kolegi wyprowadzać ją.-Za chwilę przyjdzie tu ktoś i spisze Wasze zeznania.-dopowiedziała.

Siedziałam na fotelu w salonie z kubkiem uspokajającej herbaty. Piłam ją małymi łyczkami. Czekałam na Marco, który wyszedł zadzwonić. Siedziałam tak i czekałam na niego. Chociaż może nie. Czekałam na wyjaśnienia. Moje myśli błądziły po tym, co się wydarzyło. Miałam kompletny mętlik w głowie. Nie widziałam, co mam o tym wszystkim sądzić. Byłam po prostu w szoku. To wszystko.. to gra? Carolin chciała zemsty? Chciała zabić mnie w zamian za swoją siostrę?
Nagle do mieszkania wszedł chłopak. Usiadł spokojnie obok mnie. Złapał moją dłoń i mocno ścisnął. Był zdenerwowany. Czułam jak jego ręka się trzęsie, a oddech ma przyspieszony. Nie poganiałam go, ale... bałam się. Bałam się, że to jednak, co mówiła Caro to prawda, bo w głębi duszy pragnęłam by jednak okazało się kolejną zagrywką z jej strony.
-Marco...-szepnęłam, a on popatrzał na mnie. Miał w oczach łzy. Prawdziwe łzy. Usiadł obok mnie bliżej i mocno przytulił. Ja sama wtuliłam się w niego mocniej i delektowałam się jego ciałem, zapachem, czułością. Jednak wiedziałam, że za chwilę to wszystko pryśnie. Wiedziałam, że za chwilę będzie gorzej...
-Pamiętasz jak mówiłem Ci, gdy byliśmy u mnie, że od przeszłości nie da się uciec?-zapytał mnie, a ja sobie wszystko przypomniałam. To stało się wtedy u niego w pokoju. Jego przeszłość jest, aż tak czarna i mroczna?
-Ttak? Marco... O co chodzi?-niepokoiłam się coraz bardziej.
-Gdy bylem młodym piłkarzem, swoją karierę zaczynałem w Ahlen. Byłem młody, niedoświadczony w życiu. Poznałem tam dziewczynę i się w niej zakochałem. Byłem zakochany po uszy. Kupowałem jej za pierwsze zarobione pieniądze prezenty, zabierałem w każde miejsce, gdzie chciała. Tak naprawdę to ja uczułem się miłości. Ale czy to była miłość?-zapytał samego siebie.-Z mojej strony na pewno, ale ta dziewczyna zostawiła mnie dla kolegi. Zostawiła, bo miał więcej kasy i dostał propozycję grania w lepszym klubie. Ja wtedy się załamałem. To zraniło moją męską dumę. Miałem dość miłości i przez wiele czasu nie mogłem się pozbierać. Pomógł mi trochę Kevin, który grał ze mną przez jakiś czas, ale potem i go zabrakło. Zacząłem pić i opuszczać treningi. Powoli staczałem się na dno. Pewnego dnia postanowiłem sobie zmianę. Nie mogłem przecież mazać się całe dnie. Postanowiłem sobie, że już nigdy się nie zakocham, a dziewczyny będę traktował tylko okazjonalnie do zaspokojenia swoich potrzeb. Tak też robiłem. Przeniosłem się do Mochengladnach, ale nie zmieniłem swoich nawyków. Pamiętam tą Sarah'ę. Poznałem ją na jednej z imprez. Pamiętam jak na drugi dzień była zrozpaczona. Nie chciała mnie wypuścić. Krzyczała, że mnie kocha. Wyśmiałem ją. Powiedziałem, że jest śmieszna skoro myślała, że coś z tego będzie. Pamiętam jak to jej oznajmiłem. Później przez jakiś czas żałowałem, ale szybko zapomniałem o niej. Poznałem Caro. Myślałem, że jest kimś więcej, ale nie była. Zauroczyłem się, ale to szybko minęło. Ja miłość poczułem dopiero przy Tobie...-mówił, a ja czułam jak z moich oczu lecą łzy. Poznałam sekret Marco, który skrywał bardzo długo. Mroczny sekret, który chyba nie chciałabym znać. To jest jakiś obłęd. Byłam z kimś, myślałam, że go znam, a tu okazuje się, że jest mi zupełnie obcym człowiekiem. Nie mam pojęcia dlaczego, ale nie mogłam na niego spojrzeć. Chciałam, bo mnie wołał, ale naprawdę nie mogłam. Próbowałam, ale jakaś siła mi zabraniała. W jakimś stopniu się go bałam, w jakimś nawet brzydziłam. Brzydziłam się tym co zrobił, jaki był, że przez niego nie żyje jakaś dziewczyna....
-Caro to zaplanowała. Chciała się mnie pozbyć. Mierzyła do mnie. chciała mnie zabić.-mówiłam ze spuszczoną głową.To wszystko jest chore, okropne.
-Wiki spójrz na mnie.-prosił, ale ja nie mogłam. Nie mogłam sama z siebie. Czułam do niego nienawiść, niechęć.
-Idź stąd Marco.-powiedziałam płacząc,
-Wiktoria nie... błagam...-słyszałam jak jego głos się łamie. Moje wargi od rosnących emocji też drgały.
-Pro...proszę.-powiedziałam zalana już kompletnie łzami. To było dla mnie trudne "wygonić" go, ale nie mogłam postąpić inaczej. Nie chciałam na razie go widzieć. Po tych słowach, co stało się w przeszłości...
Minęła chwila ciszy. Siedzieliśmy w niej. Ja co jakiś czas pociągałam nosem, a Marco siedział bez ruchu. Po chwili poczułam jego dłoń na moim udzie, a po chwili jego usta na moim policzku. Nie drgnęłam i właśnie to mnie najbardziej bolało. Byłam w tamtym momencie tak zła i jednocześnie przerażona na niego, że stał się dla mnie jakby wrogiem. Nie działał już na mnie w ten sam sposób, co kiedyś. Pocałował mnie, a ja ani drgnęłam.
-Przyjdę jutro.-oznajmił i powoli odchodził w stronę drzwi. W tamtej chwili walczyłam jednak ze samą sobą by się nie odwrócić. Nie zrobiłam tego ostatecznie. Usłyszałam tylko dźwięk zamykanych drzwi. Jak to nastąpiło płakałam głośno. Jak chyba jeszcze nigdy. Byłam w czarnej dupie. Czułam kilka różnych uczuć do Reusa na raz. Nie wiedziałam, które uczucie jest najsilniejsze na dany moment, ale wydaje mi się, że po prostu rozczarowanie. Czułam się zawiedziona jego zachowaniem. W pewnym momencie po prostu się go brzydziłam.Wiedziałam i miałam świadomość, że nie był święty. W jakimś stopniu wiedziałam, że miał kochanki jak był z Caro, ale że aż tyle? Nie miałam pojęcia też, że miał takie pojęcie o miłości... To wszystko to chyba jednak za dużo jak na jeden dzień...
Zanosiłam się płaczem jeszcze przesz jakąś godzinę, gdy nagle w domu pojawił się Kuba wraz z rodzicami, których wezwali wcześniej policjanci. Jak tylko ich zobaczyłam szybko rzuciłam im się na szyje.
-Przepraszam...-powiedziałam tylko tyle. Wszyscy zaczęli mnie wtedy tulić i pocieszać. Każdy z nich wie tylko o napadzie. Jednak najbardziej boli mnie to, że znowu z Marco wszystko się zepsuło i nie zapowiada na szybki powrót do normalności, jeżeli w ogóle jest możliwy. Na ten moment wszystko się skończyło...
________________________________________________________________
ZAPRASZAM NA WYCZEKIWANĄ PRZEZE MNIE 35

*mecz w rzeczywistości był dzień później

Zobaczyliście w końcu rozdział, który musiałam już Wam pokazać!
Jest inny i w sumie nie wiem, co mam jeszcze dopowiedzieć. Sama jestem w szoku, że aż tak to wszystko pokręciłam, ale w  sumie w końcu wiecie, co chciała Carolin...

A i przepraszam za długość, ale nie sądziłam, że aż tak to wyjdzie :/
Nie chciałam jednak tego urwać i ciągnęłam.

Co o nim sądzicie? Jak wrażenia? W szoku?
Możliwe, że wszystko nie jest jeszcze jasne, ale wyjaśni się w najbliższych rozdziałach.

Kiedy kolejny?
Jak pod tym będzie dużo komentarzy :) To wszystko zależy od Was :)

Komentujemy! 

ENJOY ♥