wtorek, 10 lutego 2015

Rozdział 28


"PROSZĘ... WYBACZ MI"


*******
Gdy odprowadziłem Wiktorię pod dom, sam szybko udałem się do siebie i ruszyłem w drogę do Düsseldorfu, gdzie mieszkają rodzice Ann. Przez całą drogą układałem sobie w głowie co mam powiedzieć jak ją zobaczę, ale ostatecznie postawiłem na spontan. Jak byłem już w mieście, po drodze wstąpiłem do kwiaciarni i kupiłem najpiękniejszy bukiet kwiatów jaki był. Następnie ruszyłem do domu państwa Brommel, gdzie jest tymczasowo Ann. Niepewnie podszedłem do drzwi i zadzwoniłem dzwonkiem. Serce strasznie mi waliło. Cholernie bałem się, że mogę ją stracić, przez swoje tchórzostwo. Po chwili usłyszałem kroki, które zbliżały się do drzwi. Nagle powili się otworzyły, a przede mną stała Ann. Nie wyglądała z najlepiej. Miała podkrążone oczy, nieułożone włosy i była ubrana w jakiś dres. Zupełnie nie przypominała mi tej samej kobiety, ale i tak ciągle w moich oczach była piękna. 
-Czego tu chcesz?-zapytała z pogarda.
-Ann... kochanie. Porozmawiajmy.-błagałem ją.
-Teraz się nagle taki rozmowny zrobiłeś?! Wynoś się stąd! Nie chcę Cię widzieć! Sama wychowam to dziecko i ty nie będziesz mi do niczego potrzebny!-krzyczała i już chciała zamknąć mi drzwi przed nosem, ale uprzedziłem ją i nie pozwoliłem jej na ten krok. 
-Ann! Posłuchaj mnie, proszę!-powiedziałem, a ona popatrzała na mnie.-Ja wiem, że zachowałem się jak ostatni kretyn i zraniłem Cię, ale zrozum proszę też mnie. Nie codziennie dowiaduję się, że zostanie się ojcem. Spanikowałem i bałem się tej odpowiedzialności. 
-Wiesz jak ja się poczułam!?-spojrzała na mnie, a ja dostrzegłem, że ma zaszklone oczy. Chciałem ją przytulić, ale odepchnęła mnie. 
-Wiem i przepraszam Cię za to. Już mówiłem Ci kilka razy, że jestem idiotom i tego nie zmienisz! Ale ten idiota kocha Cię i kocha to dziecko, które wychowamy RAZEM!  Rozumiesz! Przemyślałem to wszystko, porozmawiałem z Wiktorią i jestem debilem, że nie zrozumiałem tego od razu.-dodałem i jednocześnie klęknąłem przed nią i złapałem za jej kruche dłonie.-Błagam! Wybacz mi! Ja wiem, że może ty nie potrzebujesz mnie, ale JA Cię potrzebuję! 
-Mario, wstań!-odparła łagodnie, co mnie bardzo cieszyło. Wykonałem polecenie i ponownie popatrzałem na nią. Wtedy już nie mogłem się oprzeć i pocałowałem ją namiętnie. Brakowało mi tego.
-Będziemy mieli ślicznego syna, który odziedziczy po mnie te wspaniałe geny.-zaśmiałem się.
-A kto powiedział, że będzie chłopiec?
-Ja. Innej możliwości skarbie nie ma.-odpowiedziałem ponownie wbiłem się w jej usta. Dziewczyna pociągnęła mnie do siebie, a ja jednym kopnięciem zamknąłem drzwi.-A co z Twoimi rodzicami?
-Nie ma ich.-powiedziała i ruszyliśmy do jej sypialni. Ann wspominała mi, że jej rodzice dużo pracują i raczej nie można nazwać tego zaletą, ale w tej sytuacji... 
-Kocham Cię, a i tu proszę, kwiaty dla Ciebie.-dodałem jak byliśmy już na górze w sypialni. Ann je złapała i rzuciła na stół.
-Wolę Ciebie od jakiś durnych kwiatów.-odpowiedziała i zajęliśmy się sobą na kilka godzin. 


*******
-W końcu koniec drogi!-krzyknęłam, gdy byliśmy już pod naszym domem. Tak, dopiero wróciliśmy od dziadków i dopiero teraz myślę jak uda mi się nadrobić lekcję z tego tygodnia jak byłam w Polsce. Czuję, że czeka mnie dużo roboty.
Jeśli chodzi o sam pobyt w Hamburgu to powiem, że udał się nawet bardzo. Dawno nie widziałam dziadków i strasznie się za nimi stęskniłam. Opowiedziałam im o Marco i obiecałam, że następnym razem przyjadę wraz z nim, bo bardzo chcieli go poznać. Przyjemnie było się tak oderwać od tego zgiełku i spotkać się rodziną. A co do spotkań, to w Hamburgu natknęłam się na pewną osobę.

Ruszyłam chodnikiem do najbliższego supermarketu. 
-Zachciało im się czekolady.-myślałam. Babcia z mamą wysłały mnie do sklepu po jakieś słodycze, bo nie wyobrażają sobie kawy "na sucho". Miasto znam dość dobrze, bo babcia, która jest też jednocześnie mamą mojego taty, mieszka tu od urodzenia i jest rodowitą Niemką. Często przyjeżdżaliśmy tutaj jak jeszcze mieszkaliśmy w Polsce. Jak byłam mała to uwielbiałam to miasto. Uwielbiałam z kuzynami bawić się na pewnym placu zabaw. Tak, mimo wszystko moje wczesne dzieciństwo wspominam nawet dobrze. Mniej ciekawie było jak dorosłam. 
Gdy po około 20 minutach byłam już w markecie kupiłam potrzebne rzeczy i powoli kierowałam się do kasy, wpadłam na kogoś.
-Auć.-syknęłam i spojrzałam, kto został moją przeszkodą. Okazało się, że jest nią... Caroline? 
-Wiki?-upewniła się, a ja uśmiechnęłam się. Dziewczyna podeszła bliżej i przytuliła mnie.-Co Cię tu sprowadza? A, czekaj. Masz tu dziadków przecież.-przypomniała sobie prawdopodobnie naszą ostatnią rozmowę. 
-Tak, właśnie przyjechałam z rodzicami i bratem ich odwiedzić.-wyjaśniłam.
-Słuchaj, może masz chwilkę wolną. Pójdziemy do jakiejś kawiarni i pogadamy? Dawno Cię nie widziałam. Co ty na to?-zaproponowała, a ja zgodziłam się. Obie poszłyśmy do kasy i zapłaciłyśmy za nasze zakupy oraz udałyśmy się razem do celu. 
-To opowiadaj, jak Ci się żyje w Hamburgu?-zaczęłam, kiedy dostałyśmy swoje ciepłe napoje. 
-W porządku, a nawet bardzo dobrze. Znalazłam tutaj pracę w szpitalu, poznałam nowych ludzi. Nie narzekam. Jakoś się żyje. Lepiej opowiadaj jak jest u Ciebie i u Marco.-powiem szczerze, że nie wiedziałam jak mam z nią rozmawiać. Przecież blondynka była z Marco dwa lata, więc czy na pewno na miejscu jest opowiadanie, że wszystko jest w jak najlepszym porządku?
-Okej, dobrze, a nawet bardzo dobrze.-odpowiedziałam i lekko się uśmiechnęłam.
-Spokojnie, wiem, że jest dziwnie Ci przy mnie o nim rozmawiać, ale jest w porządku. Już pogodziłam się z tym, że Marco to jest przeszłość. Oboje pasujecie do siebie.-uśmiechnęła się do mnie. 
-Nigdy Ci tego nie mówiłam, ale czasami jest mi głupio, bo ty i Marco byliście ze sobą tak długo... Ja nie chcę mieć dodatkowego wroga.
-I nie masz. Mój związek z Reusem nie układał się już dawno. To była tylko kwestia czasu zanim się rozstaniemy. Przez jakiś czas to prawda kochałam go, ale co poradzić, gdy ktoś inny nie odwzajemnia uczucia? Dodatkowo okłamałam go jeszcze. Tak wstyd mi jest jak sobie o tym przypomnę co narobiłam.-oparła głowę o rękę.
-Każdy popełnia głupstwa.-broniłam ją.-Po prostu go kochałaś.
-A on mnie nie. Wiesz, z jedne strony może to i dobrze, że się tak to wszystko zakończyło. Teraz, kto wiem... Może tutaj w Hamburgu zakocham się na nowo.
-Życzę Ci tego.-uśmiechnęłam się szczerze.
-Ja również mam nadzieję, że Twój związek z Marco będzie kwitł. Zasłużyliście na to.


Jeszcze tego samego dnia zadzwoniłam do Marco i opowiedziałam mu o spotkaniu z jego byłą. Nie był zadowolony, ale docenił to jej zachowanie. Niestety, ale już chyba jej nie zaufa nigdy, ale nie dziwię mu się, bo Caroline rzeczywiście narobiła trochę problemów sobie tym kłamstwem, ale tak jak powiedziałam: każdy popełnia błędy. Cieszę się też, że przynajmniej jedna Caro nie ma zamiaru zepsuć mi mojego związku. Cenię to u niej i mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy oraz by była dziewczyna Marco spotkała tego jedynego. 

Wysiadłam z samochodu i od razu poszłam do swojego pokoju oraz rozpakowałam się. Najchętniej położyłabym się na łóżku i odpoczęła po podróży, ale niestety nie mogę, bo muszę wybrać się do Laury po notatki z lekcji. Złapałam za kluczyki od swojego samochodu i pojechałam do koleżanki. Gdy już tam dojechałam porozmawiałam chwilę z dziewczyną, która opowiedziała mi co się wydarzyło w szkole. Powiedziała, że na moje szczęście poprzedni, ale też i nadchodzący tydzień będzie łaskawy dla nas. Mamy zapowiedzianą tylko jedną kartkówkę, która jest jutro i do tego z WOS'u. Jest to dla mnie jeden z najłatwiejszych przedmiotów, więc nie będę musiała poświecić na niego szczególnie dużo czasu. W dobrym nastroju po pół godzinie opuściłam dom blondynki i wróciłam spokojnie do domu, zahaczając przy okazji o sklep. Kupiłam sobie jakieś przekąski na naukę i drukowanie notatek.
W domu zasiadłam spokojnie do komputera i podłączyłam drukarkę i zaczęło się... Niestety tylko wydawało mi się, że to takie łatwe. Po pewnym czasie wszystko zaczęło mi się mieszać i nie bardzo mogłam połapać, co do czego należy. Dopiero o 16 skończyłam wszystko. Musiałam jeszcze ponownie odwiedzić koleżankę z klasy i oddać zeszyty, ale na szczęście uratowała mnie mama, która jechała do znajomej właśnie w tamtym kierunki i zaproponowała oddanie zeszytów za mnie, co było mi bardzo na rękę, bo mogłam w spokoju zająć się WOS'em i przeglądaniem innych jutrzejszych lekcji. W pokoju najlepszym miejscem na naukę był parapet, na którym uwielbiałam siadać i pogłębiać się w nauce. Kiedy zaczytałam się w tajniki działania gospodarki usłyszałam pukanie do drzwi.
-Proszę!-krzyknęłam, a po chwili wyłonił się Reus.-Co ty tu robisz?-zdziwiłam się.
-Też za Tobą tęskniłem.-odparł "obrażony".-Co tam czytasz?-zapytał i podszedł do mnie bliżej całując przy tym moje usta.
-Uczę się na kartkówkę z WOS'u, a przed chwilą ogarnęłam wszystkie zaległe notatki.-westchnęłam.-Trochę tego było, ale nie żałuję tego wyjazdu.-zaśmiałam się.
-Dużo Ci jeszcze tego zostało?
-A co?
-Bo właśnie niedawno Mario do mnie dzwonił i zaprosił nas do siebie. Nie wiem, kto będzie i o co chodzi, ale mówił, że to ważne.-odparł i położył się na moim łóżku. Gdy powiedział, że to coś ważnego od razu domyśliłam się, że chodzi o dziecko Mario. Uśmiechnęłam się pod nosem, a Reus coś wyczuł, że wiem o co chodzi.-Czyżbyś była wtajemniczona?-zapytał podejrzliwie.
-Ja? No coś ty!-udawałam głupią.
-Nie umiesz kłamać.-skomentował.
-Ale ja na prawdę nie mam pojęcia o co mogło chodzić Mario.-broniłam się, a Marco wstał z łóżka i zaczął podchodzić do mnie. Był coraz bliżej.
-Masz ostatnią szansę, albo zaraz mi wszystko powiesz, albo pożałujesz.
-Grozisz mi?-zapytałam i odłożyłam książkę.
-Nie. Ostrzegam.-zaśmiał się.
-Mówię poważnie: nic nie wiem.
-Ostatnia szansa.-dodał i objął mnie w pasie.
-Marco... co ty kombinujesz?-zaniepokoiłam się, a piłkarz wziął mnie na ręce i przeniósł na łóżko. Potem rzucił mnie na nie i zaczął gilgotać. Nie mam jakiś strasznych łaskotek, ale i tak była to dla mnie męczarnia.
-Przestań debilu!-krzyczałam.
-A odpowiesz mi na wcześniejsze pytanie?
-Nie, bo nic hahah nie wiem.
-To nie.-odparł.
-Dobra! Wygrałeś hahah, ale proszę przestań.-chłopak posłuchał mnie i przestał łaskotać.
-No, więc słucham.-zapytał, a w odpowiedzi uzyskał poduszkę, którą rzuciłam mu w twarz.
-Może i mojej mamy nie ma, ale jest tata i brat.-powiedziałam najpierw.
-Co z tego. Oboje lubią mnie, a już tym bardziej twój brat.-odpowiedział z dumą w głosie, a ja zaśmiałam się głośno.
-Dobry żart!
-Dobry, czy nie, to teraz nie ważne. Mów o co chodzi z Mario.-wrócił do tematu.
-Okej, ale jak tam będziemy to o niczym nie wiesz.-upewniłam się.
-Słowo harcerza!-przysiągł.
-Bo... Mario i Ann... spodziewają się dziecka.-odparłam i uśmiechnęłam się.
-Co?!-krzyknął zdziwiony.-Mario i ojcem? Nie wierzę...
-Ale to prawda. Znaczy ja wiedziałam już w Polsce od Ann. Powiedziała mi i Ani, a w piątek, właśnie wtedy jak byłam z Mario, gdy dzwoniłeś to powiedział mi o tym. Był lekko mówiąc przerażony i niepewny, ale prawdopodobnie pogadał z Ann - Kathrin. Wyjaśnili i teraz chcą innych o tym powiadomić.
-Nie dochodzi do mnie jeszcze to, że Mario będzie miał dziecko. Nie pasuje to do niego.
-Dziecko go zmieni Marco. Też uważam, że nie jest jeszcze w pełni gotowy na potomstwo, ale nie ma wyjścia. Musi wydorośleć.-oznajmiłam i przytuliłam się do swojego chłopaka. W sumie nie wiem dlaczego, ale tak nagle przypomniało mi się wszystko. Mniej więcej to, że sama zostałabym matką, gdyby nie wypadek. Reus odwzajemnił uścisk, a nawet pogłębił go.
-Zobaczysz, że w niedalekiej przyszłości też będziesz nosiła dziecko na rękach.-szepnął mi do ucha.-Razem będziemy.
-Wiem, ale... Ja ciągle się o to obwiniam. Nie potrafię sobie tego wybaczyć...
-Przestań. Proszę, przestać się obwiniać, bo to nie jest twoja wina. To był wypadek i nie ma sensu tego rozpamiętywać.-odparł.
-Kocham Cię Marco.-powiedziałam, a chłopak podniósł moją głowę i zachłannie pocałował.
-Kochanie... co z tą wizytą u Mario i Ann?-przerwałam po chwili trwania w pocałunku.
-Jest 16.10, a mamy być tam na w pół do piątą, więc jest czas. Sam muszę się przebrać jeszcze i ty chyba też, co?
-Ta... nie wyglądam za najlepiej.-stwierdziłam.
-Tego nie powiedziałem.-pocałował mnie w policzek.-Wyglądasz pięknie tak jak zawsze, ale znam cię już trochę i wiem, że musisz wyglądać jeszcze lepiej dla siebie.-zaśmiał się.-No i dla mnie, bym mógł się tobą każdemu pochwalić.
-Kochamy jesteś, ale idź już, bo spóźnimy się jak zwykle.-dodałam. Po chwili żegnałam się już z piłkarzem i ruszyłam do garderoby coś wybrać. Jakoś nie miałam problemu ze znalezieniem odpowiedniego stroju. Podeszłam do łazienki, gdzie szybko się odmyłam i pomalowałam. Włosy postanowiłam nie ruszać i po prostu je rozpuściłam. Gotowa zeszłam na dół i ubrałam parkę. Powiadomiłam tatę, bo mamy jeszcze nie było, że wychodzę i wrócę wieczorem. Gdy otworzyła frontowe drzwi, właśnie do nich podchodził już blondyn.
-Co za zgranie.-powiedzieliśmy niemal równo, po czym zaśmialiśmy się i ruszyliśmy do samochodu piłkarza, który zawiózł nas do domu Mario, który w sumie daleko nie był, ale jednak postanowiliśmy wyruszyć samochodem, bo wieczorem będzie zimno. Równo o 16.30 wysiedliśmy z samochodu, który zaparkowaliśmy pod jego domem, gdzie stało już trochę pojazdów. Weszliśmy po schodkach i bez pukania weszliśmy do domu. Było już tam trochę głośno, ale na szczęście Gotze wychodził z salonu.
-No witam!-krzyknął-Cieszę się, że jesteście.-brakuje jeszcze tylko Jürgena z żona i jesteśmy w komplecie.-powiedział.
-Ściągnąłeś też trenera?-zdziwił się piłkarz z numerem jedenaście.
-Wiesz... zobaczysz później.-powiedział wymijająco. Z Marco postanowiliśmy wybrać się do salonu, ale zobaczyłam, że w kuchni jest Ann z Anią.
-Idź sam. Ja idę do dziewczyn.-oznajmiłam i rozstaliśmy się.-Dzień dobry paniom!-uśmiechnęłam się i weszłam głębiej.
-Witamy Panią Reus!-zaśmiała się przyszła mama, a my razem z nią.
-Jeszcze nie Reus.-odparłam z uśmiechem i usiadłam na krzesełku obok Lewandowskiej.
-Może i nie, ale kto wie co będzie za kilka lat.-dopowiedziała przyjaciółka.
-Czy wy mi już ślub planujecie?
-Hmm Wiktoria Reus... pasuje i to bardzo.-dodała Ann. Zaczęłyśmy chwilę gadać o stanie zdrowa dziewczyny Mario, aż nagle do kuchni weszły Lisa, Cathy i ... Carolin. Jak tylko ją zobaczyłam od razu posłałam jej moje najgorsze spojrzenie. W sumie nie zdziwiłam się, że tutaj się znalazła. Mario i Kevin przyjaźnią się, a Carolin to w końcu dziewczyna Grosskreutza. Chwilę posiedziały, ale do domu wszedł już trener z żona i mogliśmy powoli iść do salonu, gdzie Mario z Ann powiadomią nas o ciąży.
-Wiki.-usłyszałam głos Ann - Kathrin. Odwróciłam się w jej stronę z pytającą miną.-Przepraszam, że jest Caro, ale to Kevin ją zabrał. Mario chciał mu powiedzieć, by nie brał jej ze sobą, ale baliśmy się, że obrazi się.-tłumaczyła mi.
-Ann, spokojnie.-uśmiechnęłam się do niej szczerze.-Rozumiem Cię i to bardzo. Nic się nie stało.
-Na pewno? Nie jesteś zła?-dopytywała się.
-Jasne, że nie. Chyba hormony już na Ciebie działają.-powiedziałam i zaczęliśmy powoli kierować się do salonu.


*******
Kiedy Wiktoria poszła do Ann i Ani, ja zostałem z Mario i podążyliśmy do salonu, gdzie było już trochę gości. Usiedliśmy i zaczęliśmy wszyscy rozmawiać. Chciałem nawet powiedzieć przyjacielowi, że wiem, o co to całe zamieszanie, ale obiecałem coś Wiki. W pewnym momencie zobaczyłem, że z Kevin siedzi jego dziewczyna - Carolin. Patrzała się na mnie i obserwowała. Gdy ocknęła się i dostrzegła, że zauważyłem ją, szybko się odwróciła. Od wyjazdu nie miałem z nią w ogóle kontaktu. Po tym jak mnie okłamała nie chciałem z nią rozmawiać i słuchać jej tłumaczeń. Po jakimś czasie wyszła, gdzieś z dziewczynami prawdopodobnie do kuchni. Miałem tylko nadzieję, że nie pokłóci się z Wiktorią. Po chwili w domu pojawił się trener z Ullą. Wszyscy się zebrali i w wielkim salonie, a Wiki usiadła obok mnie. Pocałowałam ją nawet w policzek, by Caro widziała, że między nami jest dobrze i niczego nie zepsuła. Nagle Mario stanął na środku wraz z Ann i po chwili niepewności ogłosili nam, że spodziewają się dziecka. Wtedy wszyscy zaczęli im gratulować, a dziewczyny porwały Ann do siebie i zaczęły plotkować o wiadomych, kobiecych sprawach. Natomiast my - faceci przeprowadziliśmy poważną męską rozmowę. Oczywiście nie zabrakło rad Kloppa, który dawał swoje mądre i życiowe porady. Myślałem szczerze, że Mario nie będzie chciał za bardzo go słuchać, ale nie dość, że to robił to jeszcze dopytywał się innych rzeczy odnośnie rodzicielstwa. Po jakiejś godzinie czasu, każdy powoli wychodził do siebie, bo jutro z samego rana mamy wszyscy stawić się w klubie na jakimś spotkaniu, ale za to trening mamy dopiero wieczorem. Aktualnie siedziałem z Mario i Robertem w kuchni i czekałem na Wiki, która cały czas siedzi z dziewczynami na górze w sypialni. 
-Wiesz, co? Już nie mogę się doczekać jak będę nosił małego Mario.-zaśmiałem się. 
-Dziecko będzie miało najlepszych wujków na świecie.-dodał Lewy.
-Ta... aż wstyd się przyznać, ale ja na początku spanikowałem.-wyznał przyjaciel.
-To nic takiego.-obronił go Robert.-Dziecko to odpowiedzialność na całe życie, ale wierzę, że będziecie najlepszymi rodzicami na świecie.
-Mam nadzieję. Boję się trochę, ale chyba mam was? Co nie?-popatrzał na naszą dwójkę, a my go po prostu przytuliliśmy. 
-O jak słodko!-rozczulała się Wiktoria, która już zeszła na dół. 
-Chcesz się dołączyć?-zapytał Robert.
-Z chęcią, ale niestety muszę porwać wam Marco. Możemy już jechać, chyba, że jak chcesz to zostań, to ja się przejdę.-teraz zwróciła się do mnie. 
-Nie żartuj. Już ubieram się.-szybko zaprzeczyłem i ruszyłem po kurtkę. Po sekundzie znalazłem się już obok dziewczyny, pożegnaliśmy się i ruszyliśmy pod dom.
Droga minęła nam szybko, ale nie dlatego, że było to blisko, tylko dlatego, że w towarzystwie Wiktorii czas upływa mi nie ubłagalnie. U niektórych po jakimś czasie związek traci na sile. Przestaje być już tak ciekawie, traci się uczucie namiętności, miłości. U nas jest zupełnie na odwrót. Z każdym kolejnym dniem zakochuje się coraz bardziej. Z każdą sekundą, gdy jej nie widzę tęsknie coraz bardziej. Kocham Wiktorię i myślę co by było gdybyśmy się nie poznali, gdyby nie wyprowadziła się do Niemiec. Przez przypadek zakochałem się po uszy i jestem w końcu szczęśliwy. Gdy tata dał mi pierścionek zaręczynowy mojej mamy pomyślałem jak wyglądałyby moje zaręczyny, a co przede wszystkim kiedy by były. Wtedy myślałem, że dopiero za kilka lat, ale teraz czuję, że zrobię to nawet szybciej. Może nawet jak skończy szkołę? Na razie mam jeszcze czas, ale chciałbym to zrobić nawet teraz w samochodzie. Marzę byśmy kiedyś przed ołtarzem powiedzieli sakramentalne "tak". Kiedy to będzie?
-Dziękuję za podwózkę.-uśmiechnęła się uroczo, gdy byliśmy już pod moim domem.
-Polecam się na przyszłość.-odparłem i przybliżyłem się do niej by pocałować ją. Zrobiłem to, a świat zatrzymał się na chwilę. Kocham to robić i chyba nigdy nie przestanie to być takie pełnie uczuć i miłości.-Kocham Cię.-powiedziałem na koniec i odsunąłem się od niej.
-Ja Ciebie też, ale pani od WOS'u nie bardzo i powinnam iść jeszcze trochę się douczyć.-westchnęła.
-A ja powinienem wybrać się na zakupy, bo w lodówce pustka.
-Widzę, że w domu brak kobiecej ręki. Chyba będę musiała u Ciebie częściej przebywać.
-Nie obrażę się.-odparłem i ponownie pocałowałem ją w usta.
-Dobra zmykam. Miłych zakupów i może do jutra.-dodała i powoli otwierała drzwi.
-Nie chyba tylko na pewno. Jutro mam wieczorny trening, więc mogę po Ciebie przyjechać i możemy pójść na jakiś obiad we dwoje.-zaproponowałem.
-Chcesz przyjechać do mnie pod szkołę? Nie boisz się, że jakaś napalona fanka Cię zaatakuje?
-Mam już wprawę w te sprawy, a po za tym jedna napalona fanka mi wystarczy.-uśmiechnąłem się.
-Uroczy jesteś.-cmoknęła mnie w policzek.-Kończę po 14. Pa i dobranoc!
-Dobranoc!-dziewczyna wysiadła, a ja ruszyłem do jakiegoś marketu.

Mimo godzin wieczornych nie było jakoś strasznie dużo ludzi. Co jakiś czas tylko podchodziły tylko pojedyncze osoby w celu zrobienia sobie zdjęcia czy zdobycia autografu. Po 20 minutach wychodziłem już ze sklepu. Podchodziłem do samochodu, gdy nagle usłyszałem swoje imię. Odwróciłem się, a moim oczom ukazała się Carolin. Ta sama, co jeszcze niedawno prawie rozwaliła mi związek.
-Cześć.-powiedziała cicho.
-Hej.-odparłem obojętnie.-Stało się coś, bo trochę się śpieszę.
-Ja... muszę Cię przeprosić Marco.-spuściła głowę.-Zachowałam się okropnie. Zraniłam Cię, a przecież jesteś moim przyjacielem. Polubiłam Cię od razu, a... a ja tak po prostu Cię okłamałam.
-Caro, ale ty masz w ogóle pojęcie, co żeś narobiła? Przez Ciebie prawie rozwaliłem swój związek, na który tak długo pracowałem. Dlaczego to zrobiłaś?
-Po prostu uważałam Wiktorię za złą partię dla ciebie, jednak teraz widzę, że ją kochasz, a ona Ciebie.
-I nagle tak o zrozumiałaś to?
-Marco... Ja wiem, że to dziwne, ale tak. A od Ciebie nie oczekuję zrozumienia, ale wybaczenia. Byłeś i ciągle jesteś dla mnie ważny. Proszę... wybacz mi.
-Nie wiem, czy ja tak potrafię zapomnieć.-odparłem.
-Przyjmij chociaż moje przeprosiny.-wyciągnęła dłoń w moim kierunku, a ja po chwili zawahania ścisnąłem ją.
-Wybacz, ale śpieszę się już.
-Myślisz, że jest jeszcze szansa, żeby było jak dawniej?-zapytała, gdy wsiadałem już do auta.
-Szansa zawsze jest Caro...
________________________________________________________________
ZAPRASZAM NA KOLEJNY ROZDZIAŁ!

Nie jest on za ciekawy, wiem to, ale następny to już jest ta zapowiedziana burza, więc szykujcie się ;)
Kilka kolejnych rozdziałów będzie mocne i pełne emocji!
Już nie mogę się doczekać waszych reakcji, bo czekam na to już dwa miesiące :D



WIADOMOŚĆ DNIA! 
Marco podpisał nowy kontrakt! 

O ludu! Nawet nie macie pojęcia jak się cieszę! Powiem szczerze, że byłam przygotowana, że Reus opuści BVB w zimowych oknie transferowym, a tu takie zdziwienie!
Wiem, że to nie oznacza, że nie może odejść już nawet latem, ale przynajmniej nie za te marne 25 mln czy więcej.
Możliwie, że odejdzie po jakimś czasie do wymarzonej Barcelony, co moim skromnym zdaniem było by fajne, bo również lubię ten klub. 
Jednak teraz to nie ważne, bo Marco  NA RAZIE zostaje i to się liczy <3


Zachęcam do komentowania ♥


ENJOY ♥

wtorek, 3 lutego 2015

Rozdział 27


"POWIEDŹ MI CZEGO, TY SIĘ BOISZ?"


Piątek, 17 października 

Tego dnia dopiero wracamy do Dortmundu. Dlaczego akurat teraz?
Chociażby dlatego, że nie chciało nam się wcześniej wracać. Tak po prostu. Niemieckiej grupie bardzo spodobało się w Warszawie, więc zostaliśmy trochę dłużej, ale wcale nie nudziliśmy się. Byliśmy na meczu Polska - Szkocja, który Polacy zremisowali, spotykaliśmy się z Niemieckimi i Polskimi zawodnikami oraz wiele zwiedziliśmy. Ogólnie Polacy mogą podsumować to zgrupowanie jako bardzo udane. Cztery punkty po dwóch meczach to świetny wynik, co nie można powiedzieć tego o Niemcach, którzy zdobyli zaledwie jeden punkt.
Jeśli jesteśmy już przy temacie Niemieckich piłkarzy to powiem, że moment, w którym wyjeżdżali był trudny dla mnie, bo bardzo ich polubiłam. Podczas pożegnań nie obyło się bez łez, ale Marco obiecał mi, że jak tylko będziemy w Monachium to spotkamy się wszyscy razem.
A co do Marco... Generalnie jesteśmy pogodzeni i przez te kila dni w ogóle się nie kłóciliśmy, co tylko dowodziło, że Carolin jest źródłem naszych problemów. Marco zerwał jako tako z nią kontakt. Nie rozmawia już z nią i odrzuca jakiekolwiek propozycje rozmowy czy po prostu odsuwa się od niej
Dodatkowo jeszcze nie raz ze sobą rozmawialiśmy i zapewniliśmy sobie, że już zawsze będziemy szczerzy, będziemy ze sobą rozmawiać i nie pozwolimy by osoby trzecie zepsuły nasz związek. Mam nadzieję, że teraz już będzie tylko lepiej, bo tak na prawdę jestem zmęczona tymi ciągłymi kłótniami. Staram się też już nie wypominać tego co działo się po imprezie w Platinium. Każdy jest człowiekiem i każdy ma prawo do popełniania błędów. Reus pomylił się w doborze przyjaciół i zaufał nie tej osobie co trzeba. Chyba każdy miał kiedyś podobny problem. Dlatego uważam, że nie mam podstaw by mu nie wybaczyć błędu.

Około godziny 14 byliśmy z Marco pod jego domem. Wysiedliśmy z samochodu i blondyn zajął się naszymi bagażami. Dzisiaj wyjątkowo nie spędzimy prawdopodobnie ze sobą popołudnia, ale to dlatego, bo Reus musi stawić się w klubie u fizjoterapeuty. W związku z jego kontuzją, po której już prawie nie widać śladu, ale jednak musi zrobić jakieś badania. Trenerzy i cały sztab szkoleniowy chcą wiedzieć czy może już jutro wrócić na boisko na mecz z Kolonią. Jeśli chodzi o resztę zawodników to wrócili wczoraj wieczorem.
Piłkarz pomógł mi z walizkami, które wniósł do domu. Pożegnaliśmy się i wyszedł, a ja poszłam do rodziców, za którymi bardzo się stęskniłam. Nasza trójka usiadła w salonie przy herbacie i zajęliśmy się rozmowami i opowieściami. Kuby, bo jak się okazało... jest u DZIEWCZYNY. Tak, trochę mnie ominęło, ale rodzice opowiedzieli mi wszystko dokładnie. Także, Kuba podobno poznał już jakiś czas temu o rok młodszą dziewczynę - Nikole. Poznali się na meczu juniorów, na który dziewczyna przyszła. Oboje od razu bardzo się polubili, a nawet poczuli coś więcej. W końcu po kilku spotkaniach zostali "parą". Bardzo sie zdziwiłam, ale też i ucieszyłam. Wiadomo, nie można jeszcze tego nazwać poważnym związkiem, ale trzymam za nich kciuki. Kiedy tak rozmawialiśmy usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Wychyliłam się lekko i dostrzegłam Kubę z prawdopodobnie Nikole.
-Wiktoria?-zapytał jak mnie zauważył, zupełnie jakby nie poznawał mnie.
-Siostry nie poznajesz?-zapytałam retorycznie i podniosłam swoje cztery litery oraz ruszyłam do brata tuląc się z nim.-Dlaczego mi nic nie powiedziałeś? Aż tak się mnie wstydzisz?-ponownie zadałam mu pytanie i przy okazji dźgnęłam go w bok.
-Ałć.-syknął.-Wiesz bałem się, że wstyd mi przyniesiesz. Z tobą to nigdy nie wiadomo.-odpowiedział i zaśmiał się.-No, ale jak mus to mus. To poznaj Nikole.-wskazał na dziewczynę z tyłu, która jakby bała się podejść. Była niska i to nawet bardzo. Posiadała złoty kolor włosów, a na jej twarzy gdzie niegdzie można było dostrzec piegi.
-Hej! Wiktoria.-popatrzałam w jej stronę i wyciągnęłam do niej rękę. Nikole powoli mi podała dłoń, która trochę się trzęsła. Czyżby aż tak się stresowała moją osobą.
-Jestem Nikole.-odpowiedziała.
-Miło mi Cię poznać, ale tak między nami...-podeszłam do niej bliżej i szepnęłam jej do ucha.-co ty w nim widzisz?
-Ej, ja to słyszę.-oburzył się brat i złapał dziewczynę za rękę, która przez to lekko się zarumieniła.-Jak coś jesteśmy na górze, a ty trzymaj się z dala od nas, albo zadzwonię do Reusa i powiem mu, że zamoczyłaś tę książkę od niego.-dodał wchodząc powoli po schodach.
-Przecież to ty ją zostawiłeś na dworze jak padało.-odparłam.
-Ja to wiem, ty też to wiesz, ale on nie.-poruszył zabawnie brwiami i wysłał mi buziaka w powietrzu.
-Dobra, dobra.-odpuściłam.-Tylko spokojnie mi tam, bo za młoda jestem na ciocię!-odkrzyknęłam i wtedy rodzice i nawet Kuba zaśmiali się. Tylko Nikole ponownie zawstydziła się.
-Ale ty jesteś wredna.-powiedziała moja mama.
-Oj nie przesadzaj...-odparłam z uśmiechem.

Kiedy siedziałam w swoim pokoju i zajadałam się ciastkami, które były moim obiadem, usłyszałam dźwięk telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz i dostrzegłam zdjęcie Mario.
-Tak kochanie?-zaśmiałam się.
-Hej, masz czas?
-Teraz?
-Tak teraz. Chcę pogadać.-mówił, a ja dopiero dostrzegłam, że ma nietypowy głos.
-Jasne. Gdzie chcesz się spotkać?-zapytałam.
-Wyjdź z domu tak za 5 minut i spotkamy się, okej?
-Okej. To do zobaczenia!-odpowiedziałam i rozłączyłam się szybko.
Skoczyłam do garderoby i wygrzebałam z niej ciuchy. Przebrałam się i złapałam za telefon, aby po chwili wyjść z domu. Kiedy przeszłam kilka minut zauważyłam Mario, który szedł zamyślony. Oboje zbliżaliśmy się, a kiedy była na prawdę blisko...
-Cholera!-krzyknął i w końcu popatrzał przed siebie.-O to ty... Cześć.-powiedział.
-Hej. Co sie stało?-zapytałam ciekawska.
-Może pójdziemy w pewne miejsce?-zaproponował.
-Dobrze, ale mam nadzieję, że nie jest daleko.
-Nie, to tylko kawałek.-odparł i ruszyliśmy.
W drodze do tego tajemniczego miejsca, oboje nie odzywaliśmy się za bardzo. Próbowałam coś wyciągnąć od Mario, ale nie mogłam. Odpowiadał mi tylko na odwal się na każde moje pytanie, więc po pewnym czasie odpuściłam. Nagle zauważyłam, że idziemy jakąś polną drogą i za Chiny nie wiem jak tu się znaleźliśmy. Po chwili Götze skręcił w boczną ścieżkę, która prowadziła do starego domu. Bez słowa szłam za nim. Wkrótce doszliśmy do drzwi, które otworzył i weszliśmy głębiej. W środku było brudno i zimno. Drzwi prowadziły od razu do salonu, w którym walało się pełno starych gazet, książek i zniszczonych mebli. Na środku stała stara kanapa, która jako jedyna rzecz w tym pokoju wyglądała na normalną, bo nie znajdowało się na niej kurzu w takich ilościach jak na reszcie mebli. Brunet usiadł na niej po turecku, a ja powtórzyłam jego gest. Gdy już siedziałam ponownie rozejrzałam się po chatce i dostrzegłam stary kominek i prowizoryczną kuchnię. Zauważyłam też drzwi, które najprawdopodobniej prowadziły do sypialni, bo łazienka, znaczy... wychodek był na dworze.
Przez cały czas zastanawiałam się dlaczego Mario mnie tu przyprowadził i skąd zna to miejsce. Chciałam się go zapytać o cokolwiek, ale nie chciałam naciskać i wolałam by sam zaczął rozmowę. Na moje szczęście piłkarz w końcu się odezwał.
-Kilka lat temu razem z Felixem wyszliśmy na spacer. To było zaraz po naszym przyjeździe do Dortmundu. Znaleźliśmy to miejsce przypadkiem i postanowiliśmy je zrobić miejscem przemyśleń, rozmyśleń, rozmów. Ale nikt nie miał o nim wiedzieć i tak było. Oboje przychodziliśmy tu często. Sami, osobno, ale przychodziliśmy. Teraz Felix już raczej o tym nie pamięta, ale ja tak. Zawsze będzie dla mnie ważne. Ostatnio byłem tu nawet kilka razy. Na przykład jak byłaś w szpitalu. Siedziałem tu i myślałem, jak mam pomóc Marco, Tobie. Straciliście dziecko, a ja wtedy myślałem, że mam czas do pewnych spraw i pewnie daleko do nich jeszcze. Nawet nie wiesz jak się myliłem. Ann... ona powiedziała mi, że jest w ciąży. Rozumiesz? Zostanę ojcem.-skończył i popatrzał na swoje ręce. Zupełnie jakby to o nich rozmawiał przez cały ten czas. Jednak właśnie mnie olśniło. Jak mogłam być taka tępa i nie domyślić się, że chodziło właśnie o Ann i dziecko. Zapomniałam zupełnie o tym z tych wszystkich wrażeń. Przecież modelka miała powiadomić o ciąży po powrocie ze zgrupowania Mario.
-Wiem... Ann powiedziała mi i Ani wtedy na imprezie. To miała być niespodzianka.-odparłam.-Mario, posłuchaj mnie. Co się dzieje? Nie cieszysz się?-zapytałam.
-Nie, znaczy tak, ja... ja sam nie wiem.-schował twarz w dłonie.
-Mario!-krzyknęłam.-Jak to nie wiesz?! Przecież kochasz Ann, a dziecko...
-No właśnie...Dziecko, ja nie mam pojęcia o dzieciach. Przecież ja mam 23 lata. Nie poradzę sobie.
-A skąd ta pewność, że sobie nie poradzisz? Popatrz na mnie.-skierowałam do niego.-Nie możesz mówić, że sobie nie poradzisz, bo tego nie wiesz. Tak w ogóle co z Ann. Co ty zrobiłeś?
-Ann... ona pojechała do rodziców. Jak powiedziała mi o tym, to ja nie zrobiłem w sumie nic. Oznajmiłem jej, że muszę to wszystko przemyśleć...
-I co namyśliłeś się?!
-Ta... nie spałem całą noc i dzisiaj nic do mnie nie dochodzi... Boże, Wiki pomóż.-popatrzał na mnie swoimi brązowymi oczami, a ja uderzyłam go w głowę.
-AŁA!-krzyknął.-Za co?-zapytał, a ja ponownie walnęłam go i jeszcze raz, i jeszcze.-Dobra, przestań! Rozumiem! Jestem kretynem, ale nie musisz mnie już bić!-bronił się rękoma.
-Sam powiedziałeś, że czasem trzeba przyjaciela kopnąć w dupę, by ogarnął się.
-Nie słuchaj mnie już nigdy.-odparł.
-Mario, ale już na poważnie. Powiedź mi, czego ty się boisz?
-Wszystkiego Wiki. Wszystkiego. Że nie poradzę sobie z wychowaniem, że nie podołam obowiązkom, że coś schrzanię.-wymieniał.
-Mario, proszę nie myśl tak. Tobie wydaje się, że dziecko to oznacza koniec świata, a tak nie jest. Ann kiedy to nam mówiła również miała obawy, ale wiedziała, że ma Ciebie i może na Tobie polegać. W tym momencie zawiodłeś ją, ale rozumiem Cię, bo jesteś po prostu w szoku. Ja też kiedy dowiedziałam się, że byłam w ciąży byłam zszokowana. Niestety nie miałam takiej możliwości i nie mogłam poczuć się matką, ale ty masz szansę zostać ojcem. Masz szansę powiększyć swoją rodzinę. Masz szansę połączyć się z Ann już na zawsze. Rozumiem Cię jak najbardziej, ale kiedy będziesz powtarzał sobie, że nie dasz rady, to masz rację. Tak będzie. Ja wiem, że teraz będzie trudno i nie będę ukrywać, że początki ciąży i początki macierzyństwa są trudne, ale pomyśl, że za parę lat, kiedy skończysz karierę będziesz spoglądał na swojego syna lub córkę, co przejmuje po Tobie pałeczkę i wychodzi w czarno - żółtym trykocie. Czy to nie piękne? Boisz się, to nic dziwnego. Dziwne byłoby jakbyś był spokojny. Jednak pamiętaj to, że nie jesteś. sam. Masz Ann, która Cię kocha i marzy o wspólnym potomku. Masz rodziców, którzy nigdy Cię nie zostawią. Masz braci. Masz przyjaciół z Marco na czele, co będzie wychodził z TWOIM dzieckiem na spacery wraz ze mną i mówił jaki to do Ciebie nie podobny, a potem zażartuje, że możemy je ukraść, albo postarać się o własne. Mario... Przede wszystkim masz też MNIE. Jesteś dla mnie jedną z najważniejszych osób w moim życiu. Jak będzie płakało w nocy to zadzwoń, a przyjdę. Jeżeli ty będziesz płakał z bezsilności, nawet w nocy - przyjdę. Jak nie będziesz wiedział, co podać do jedzenia - zadzwoń, a przyjdę. Jak po prostu będziesz zmęczony i Ann też - zadzwoń, a przyjdę i pomogę. Masz Götze niezły problem, bo stałeś się już ważną częścią mojego życia. Kocham Cię i zawsze Ci pomogę.-skończyłam mówić i dopiero teraz dostrzegłam łzy w oczach chłopaka.-Mario? Ty płaczesz?-zapytałam z lekkim uśmiechem.
-Nie... wpadł mi tylko jakiś paproch...-wymigał się.
-Jasne, jasne. Mnie nie oszukasz.
-Dobra przyznaję, ale to Twoja wina, bo to co powiedziałaś... Też Cię kocham.-dodał i oboje przytuliliśmy się do siebie.

-Myślałeś już na imieniem?-zapytałam, gdy wracaliśmy.
-Hmm.. Mario Junior.-powiedział z dumą, ale nie wyszło mu, bo zaraz się zaśmiał.
-A kto powiedział, że to będzie chłopiec. Wiesz, że jest jeszcze taka opcja, że urodzi się dziewczynka?
-Nie. Takiej opcji nie ma. Będzie chłopiec. Koniec, kropka. Przejmie po mnie wspaniałe geny i zostanie najlepszym piłkarzem po tatusiu.
-Jesteś walnięty.-uśmiechnęłam się. Nagle poczułam wibracje w kieszeni. Wyjęłam telefon i zauważyłam, że dzwoni Reus.
-Twoje kochanie dzwoni?-zapytał Mario.
-Tak i ciekawie, co chce.-już chciałam odebrać, ale Mario wyrwał mi telefon i sam zrobił to co ja planowałam.
-Jak za 2 godziny pod Signal Iduna Park nie będzie walizki z 3 milionami, to twoja dziewczyna długo nie pożyje gwiazdeczko. Szykuj kasę i widzimy się pod Iduną.-mówił "zmienionym" głosem, a ja śmiałam się cicho i czekałam na reakcje Marco.
-Łeee... co będę tracił te 3 miliony jak mogę nawet teraz znaleźć sobie inną dziewczynę.  No cóż. Fajnie było, ale trudno. Jest twoja.-odpowiedział.
-No ej... wypomnę Ci to kiedyś. Zobaczysz!-nie wytrzymałam i odezwałam się, a nasza trójka zaśmiała.
-Można wiedzieć co robicie razem? Tylko na chwilę Was spuścić z oczu.
-A tak zwiedzamy. Co nie Wiki?
-Jak najbardziej. A możemy znać powód dzwonienia do mnie?-zapytałam Reusa.
-Oczywiście, że można. Otóż pragnę Ci oświadczyć, że w tym momencie idziesz do domu, ubierasz się w coś ładnego, a ja za godzinę u Ciebie będę.
-Uuu... Reusik coś szykuje.-zainteresował się Mario.
-A mogę wiedzieć jeszcze, co planujesz?
-Nie, bo to niespodzianka.-odparł szybko.
-No, dobra. Powiedź chociaż co znaczy "coś ładnego"?
-Sukienka.-odpowiedział szybko.
-Okej, zaufam Ci. Papa!-rozłączyłam się i oboje z Götze ruszyliśmy w kierunku mojego domu. Przed bramką pożegnałam się z przyjacielem i dodałam mu jeszcze odwagi przed rozmową z Ann, bo Niemiec obiecał mi, że zaraz jak wróci jedzie do domu jej rodziców i przeprasza ją na kolanach.
Weszłam powoli do siebie. W salonie siedzieli rodzice z jakimiś znajomymi. Przywitałam się z nimi szybko i pobiegłam na górę do pokoju. Przechodząc obok pokoju Kuby dało się słyszeć śmiechy, co znaczyło, że Nikole jeszcze jest. No, mój braciszek już dojrzewa...
Zaraz po przekroczeniu progu pomieszczenia ruszyłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic, ale bardzo dokładny. Wysuszyłam głowę oraz umyłam zęby. Potem w samym ręczniku powędrowałam do garderoby. Nie namyślałam się długo, co ubiorę, bo wiedziałam, że tę sukienkę. Kupiłam ją kiedyś i miałam założyć na jakąś specjalną okazję. Jak widać specjalną okazją okazuje się być randka z Reusem. Nałożyłam szybko ją na siebie i przejrzałam jeszcze w lustrze. Stwierdziłam sama sobie, że jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Założyłam ciemne rajstopy i poszukałam odpowiednich butów. W ręce wpadły mi takie cuda. Położyłam je obok łóżka, a sama poszłam jeszcze do łazienki i zajęłam się swoimi włosami, które lekko pofalowałam. Następnie robiłam makijaż, który głównie podkreślił moje oczy. Gotowa wyszłam z łazienki i zaczęłam ubierać buty, gdy nagle usłyszałam jak otwierają drzwi. W nich stał nie kto inny niż Marco.
-Dobry wieczór!-uśmiechnął się uroczo, a ja odpowiedziałam mu tym samym.
-No witam Pana! W czym mogę pomóc?-skończyłam zakładać obuwie i powoli podeszłam do niego. Piłkarz sam wyglądał nieziemsko. Miał na sobie białą koszulę, a do tego dopasowane jeansy. Miał teraz założoną jeszcze czarną, jesienną kurtkę. Oczywiście nie mogło zabraknąć idealnie ułożonej fryzury.
-Szukam Wiktorii Müller. Nie wie może Pani gdzie ją znajdę?
-Przykro mi, ale nie pomogę Panu.-odpowiedziałam "smutna" i przybliżyłam się do niego lekko całując.
-Nie szkodzi, bo już ją znalazłem.-odpowiedział szeptem, a ja się do niego przytuliłam. Ponownie w mój nos wbił się zapach drogich perfum.
-To jakie mamy plany?-zapytałam w końcu.
-Dowiesz się wszystkiego na miejscu. Po za tym mówiąc "ubierz się ładnie" nie miałem na myśli aż tak ładnie. Teraz każdy facet będzie mi się ślinił na twój widok.
-A co ja mam powiedzieć?-zapytałam oburzona.-Spójrz jak ty wyglądasz.
-Oj tam. Będziemy się nawzajem pilnować.-pocałował mnie szybko w usta i zaczęliśmy wychodzić. Chwyciłam tylko jeszcze tylko jasną torebkę. Na dole Marco pomógł mi ubrać płaszcz. Pożegnałam się rodzicami i wyszliśmy do jego samochodu. Droga minęła nam w świetnej atmosferze. Przez cały czas próbowałam wyciągnąć gdzie jedziemy, ale piłkarz milczał. Po około 20 minutach drogi wysiedliśmy przed drogą restauracją.
-Będziemy tutaj jedli?-zapytałam go od razu.
-Tak, a co? Nie podoba Ci się restauracja? Nie lubisz tu jadać?-zadawał ciągle pytania wręcz zmartwiony.
-Nie, no coś ty. Po prostu jestem zdziwiona w pozytywnym znaczeniu. Czuję, że ten wieczór będzie bardzo udany.-dodałam i pocałowałam szybko Reusa w policzek.

Powoli zaczęliśmy zmierzać do wejścia. Marco zarezerwował stolik tylko dla nas dwojga. Kiedy do niego zmierzaliśmy czułam wzrok innych skierowany na naszą dwójkę, ale nie interesowało mnie to. Interesował mnie tylko blondyn, w którym jestem szalenie zakochana. Usiedliśmy i zamówiliśmy jedzenie. Znaczy Marco zamówił, bo zdałam się na niego i jego gust.
Czy mogłam wymarzyć sobie lepiej ten wieczór? Nie, bo był idealny. Na początku przyznam, że myślałam, że jak idziemy do tej luksusowej restauracji to będzie sztywno. Natomiast my oboje zachowywaliśmy się jakbyśmy byli tam tylko my sami i nikt inny. Śmialiśmy się, żartowaliśmy i cieszyliśmy się swoją osobą nawzajem. Nie zwracaliśmy uwagi na innych, bo mieliśmy siebie. Czułam się, ale też i byłam szczęśliwa. Chciałam, żeby każdy na świecie wiedział jak jest mi dobrze, bo mam kogoś takiego jak Reus obok. Ludzie z restauracji na pewno rozpoznali Marco, ale nie podchodzili do niego i nie prosili o zdjęcie czy autograf. Nie wiem czemu, ale miałam wrażenie, że dlatego, bo nie chcieli nam przeszkadzać. Zobaczyli, że oboje jesteśmy zajęci sobą i to byłby ogromny grzech psuć ten nastrój. Około godziny ósmej postanowiliśmy się zbierać. Marco jak na prawdziwego mężczyznę przystało zapłacił za posiłek i dopiero wyszliśmy z budynki, ale nadal w wyśmienitych humorach. Idąc do samochodu chłopak objął mnie w tali i kończył swoją opowieść jak to było rok temu na urodzinach Mario. Następnie wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu blondyna.
Chłopak otworzył mi drzwi mieszkania, a po chwili rozebrałam się z płaszczu.
-Wiesz co Ci powiem.-zaczęłam, a chłopak wszedł do kuchni i odkładał dokumenty.
-Co takiego?-zapytał.
-Że bardzo mocno Cię kocham, a ten wieczór był niesamowity.-odpowiedziałam oraz zbliżyłam się do niego i zachłannie pocałowałam. Marco złapał mnie w biodrach, a ja zarzuciła ręce na jego szyję. Trwaliśmy tak bardzo długi czas, ale po chwili się ocknęłam. Chciałam przerwać pocałunki, ale Reus udolnie mi to uniemożliwił.
-Dobra, koniec tych przyjemności.-zaśmiałam się.-Erotoman.-dodałam szybko.
-Że niby ja?!-oburzył się.-To ty zaczęłaś.
-A ty nie dałeś skończyć.
-To jest różnica.-bronił się, ale ja nie dawałam za wygraną.
-Zboczeniec...-powiedziałam już ciszej.
-Słyszałem!
-Zdenerwowany zboczeniec.
-Wiki!-krzyknął w moją stronę.-Niby to ja jestem taki niewyżyty, ale mogę się założyć, że złamiesz się pierwsza.-powiedział pewny siebie.
-Ja?! Proszę Cię.
-Zobaczymy...-mruknął pod nosem i oboje położyliśmy się na kanapie oraz włączyliśmy jakiś film. Miałam pewien plan. Chociaż wiadomo, że to Reus pierwszy nie wytrzyma to chciałam go dodatkowo troszkę podpuścić. Swoje nogi położyłam na jego nogach, przy czym sama czynność wyglądała bardziej zmysłowo. Marco udawał, że to go nie rusza, ale wiedziałam, że już pierwszy krok mam za sobą.
-Niewyżyty...-zaśmiałam się cicho, ale wystarczająco głośno by mój towarzysz mnie usłyszał i chyba tak było, bo na jego twarzy zagościł lekki uśmiech.
Po jakimś czasie znudzona filmem zaczęłam wiercić się, a w końcu przytuliłam się do niego. Jedną ręką bawiłam się jego włosami, a drugą jeździłam po jego klatce piersiowej. Powoli zaczynałam rozpinać jego koszulę...
-Oszukujesz...-powiedział nie patrząc nawet na mnie.
-Nie prawda.-zaprzeczyłam.
-Prawda.
-Niewyżyty erotoman...-nie przestawałam go denerwować i rozpinać jego koszuli. Nagle zauważyłam, że w filmie, który oglądaliśmy zaczęli się całować. To mi już tylko mogło pomóc w tym zadaniu.-Los chyba nie jest po twojej stronie Panie niewyżyty.-zaśmiałam się zwycięsko, a on zrobił coś co mogłam przewidzieć. Złapał mnie tak, że zostałam zmuszona usiąść na nim okrakiem i mocno wbił się w moje wargi.
-Okej... przegrałem... a ty... wygrałaś mnie...-mówił między pocałunkami.
-Wiedziałam, że tak będzie.-dopowiedziałam i zajęłam się koszulą piłkarza. Po chwili wylądowała na na ziemi. Chłopak teraz zabrał się za moją sukienkę, a w między czasie usłyszałam dzwonek moje telefonu. Chciałam się ruszyć i odebrać, albo przynajmniej sprawdzić kto dzwoni, jednak zabroniono mi.
-Zostaw. Zaraz przestanie.-powiedział, ale tak nie było. Komorka dzwoniła jeszcze z dwa razy i za trzecim postanowiłam odebrać.
-Halo?-nawet nie sprawdziłam kto dzwoni.
-Wiki? Gdzie jesteś?-usłyszałam głos... mamy. Ta. Dzięki mamusiu. Ty wiesz jak wyczuć moment.
-U Marco, a stało się coś?
-Nie, ale dobrze by było jakbyś dzisiaj wróciła szybciej. Zapomniałam Ci powiedzieć, ale jutro jedziemy do dziadków. Dawno u nich nie byłaś i nie wypada chyba ich nie odwiedzić, co?-wyjaśniła mi.
-No, racja w sumie. To za chwilę będę.-odparłam i rozłączyłam się. Marco miał zdziwioną minę, więc postanowiłam mu wszystko wyjaśnić.-Jutro z rana jadę do Hamburga do babci i dziadka. Muszę już wracać.-odpowiedziałam smutno.
-Super.-westchnął.-Po co mi był ten zakład.
-Oj nie załamuj się. Kochanie moje... za tydzień dokończymy to.-przytuliłam się do niego.
-Też mi pocieszenie.-mruknął.
No, niestety. Jak trzeba to trzeba. Marco nie za bardzo zadowolił się moim nagłym wyjściem. Jednak po chwili dobry humor mu wrócił i nawet odprowadził mnie pod dom. Staliśmy tak chwilę i "żegnaliśmy".
-Dziękuję Ci za dzisiejszy wieczór. Był najlepszy od bardzo dawna.-powiedziałam i popatrzałam mu w oczy.
-Obiecuję, że wkrótce to powtórzymy. Kocham Cię...-ponownie musnął swoimi wargami o moje.-Leć, bo jeszcze Twój tata mnie pogoni.-zaśmiał sie na koniec.
-Też Cię kocham...-szepnęłam mu do ucha i ponownie szybko pocałowałam w usta.
________________________________________________________________
ZAPRASZAM NA KOLEJNY ROZDZIAŁ :)

Pierwszy raz udało mi napisać rozdział z tak wieloma opisami. Podoba się Wam taka forma?
Co do rozdziałów, to ja wiem, że na razie nie dzieję się za wiele i ostrzegam, że teraz będzie spokojniej, ale za chwilę czeka nas WIELKA burza, więc szykujcie się ;)


Zachęcam do komentowania, bo to motywuje ♥

ENJOY ♥

środa, 28 stycznia 2015

Rozdział 26


"CZY ON JEST NORMALNY?!'

*******
Możliwe, że taniec z Carolin nie był świetnym pomysłem. Jednak kiedy dziewczyna mnie porwała nie miałem za bardzo czasu na myślenie. Zdaje sobie sprawę, że Wiki mogłaby ponownie poczuć się zazdrosna, ale chyba wyjaśniliśmy sobie co trzeba? Po za tym Wiktoria świetnie bawiła się z jak on miał? Grzesiek? No, tak. Grzesiek. Także mam nadzieje, że kolejnych nieprzyjemności już nie będzie. Zaciekawiło mnie tylko to, że Caro zaczęła temat o mnie i o Wiki. Powiedziała coś w stylu, że wie jak to między nami teraz jest, że Wiktoria stara się mnie trzymać z boku, ale przecież tak nie jest. Znaczy chyba nie jest... Zdziwiło mnie to, że sama zaczęła o nas rozmawiać, ale poczułem się jakby zauważony, bo nie rozmawiałem jeszcze o tym z nikim, bo nie miałem kiedy, a tu ktoś sam dostrzegł moje problemy.
Po jakimś czasie oboje zmęczyliśmy się tańcem i postanowiliśmy dołączyć do części z naszego towarzystwa, którzy siedzieli teraz w  dolnej części klubu na krzesełkach. Carolin postanowiła pójść na górę do Kevina, który siedzi z podajże Manuelem i Thomasem. Gdy dziewczyna poszła zacząłem rozglądać się za moją partnerką, ale nie widziałem jej, tak samo jak reszta. Nagle zauważyłem pijanego w trzy dupy Kevina.
-Cześć przyjacielu... jak się masz?-powiedział chwiejąc się.
-Hej.-odpowiedziałem z grymasem na twarzy.-Nie wiesz może, gdzie jest Wiki?
-Jaka Wiki?
-No jak jaka Wiki? Kevin ostatni raz pijesz w takich ilościach. No, moja Wiktoria, która jest moją dziewczyną. Tak, mam dziewczynę. Brunetka z Polski. Coś Ci świta w tej łepetynie czy jeszcze nie bardzo?
-Jeszcze nie bardzo...-odparł, a ja się załamałem.-Ale jedno powiem Ci, że ja też mam dziewczyn, ale nie za bardzo lubi kiedy jestem pijany... Jak chciałem przed chwilą ją przytulić to mnie wyminęła i podeszła innych...
-Nie dziwię się jej.-skomentowałem i pomogłem mojemu klubowemu koledze z usadzeniem się. W pewnym momencie zauważyłem Wiktorię, która siedziała w naszej loży z... Carolin? Rozmawiały... Dziwne.. Czyżby jest szansa, że dogadały się? Postanowiłem powoli iść w ich stronę. Kiedy miałem wchodzić już po schodach, to schodziła z nich już blondynka. Była bardzo zdenerwowana i prawie mnie zauważyła.
-Cholera!-krzyknęła.-A, to ty Marco. Przepraszam. Nie zauważyłam Cię.
-Nic nie szkodzi, ale z Tobą wszystko okej?-zapytałem.
-Nie, Marco. Nie jest okej, ale nie ważne.-dodała i chciała odejść, ale złapałem ją szybko za rękę. 
-Jest ważne i jak mi zaraz nie powiesz o co chodzi to nie puszczę Cię.-zagroziłem i zaśmiałem się przy tym by załagodzić atmosferę. 
-Dobrze...-odparła po chwili.-Ale nie tutaj. Chodźmy może na zewnątrz, co?-tak tez zrobiliśmy. Wzięliśmy nasze kurtki i poszliśmy na krótki spacerek. Nie znamy za bardzo Warszawy, ale nie przejmowaliśmy się tym za bardzo. Po prostu szliśmy tam, gdzie nas nogi poniosą. Przez jakiś moment nie gadaliśmy nic. Ciekawiło mnie co tak zdenerwowało dziewczynę Kevina i miałem wrażenie, że to ma związek z Wiktorią. W pewnym momencie zobaczyliśmy ławkę i usiedliśmy na niej.
-To powiesz mi co się stało?-zapytałem w końcu.
-Marco... Ja wiem. że nie znamy się jakoś strasznie długo, ale ja polubiłam Cię od razu. Już jesteś dla mnie przyjacielem i wiem, że mogę Ci zaufać, ale...
-Ale...?
-Ale jako przyjaciółka uważam, że nie powinieneś tego wiedzieć...
-Dlaczego?-zdziwiłem się.
-Bo ją kochasz...-oznajmiła, a ja zawiesiłem się na chwilę. Nie chce powiedzieć mi czegoś by nie oczernić Wiki?
-Teraz to nie masz już wyjścia i masz mi odpowiedzieć!-rozkazałem.
-I co to da?
-Dużo! Caro mów!
-Bo... Wiki mnie uderzyła...-powiedziała cicho, a ja zamarłem.
-Co!?-podniosłem głos.-Ale jak to uderzyła?
-No, po prostu. Zaczęła krzyczeć na mnie, że mam się od Ciebie odwalić, że ty nie masz prawa ze mną rozmawiać. Na końcu dodała, że nie życzy sobie mojej osoby w Twoim towarzystwie i jak jeszcze raz mnie zobaczy to źle się to skończy.-opowiedziała mi historię łamiącym głosem.-Kiedy powiedziałam jej, że nie będę się słuchać, bo to Twoje życie i to ONA nie ma prawa Cię kierować, bo to, że jesteście razem wcale jej do nie upoważnia....-przerwała i wytarła łzy, które jej spłynęły.
-Co zrobiła potem?-dopytywałem się.
-Wkurzyła się. Zaczęła krzyczeć i złapała mnie za rękę i mocno ścisnęła. Kiedy wstałam, by się od niej uwolnić uderzyła mnie w policzek.-dodała i zauważyłem jak z jej oka ponownie wypłynęły kolejne łzy. Szybko je wytarłem, a dziewczyna przytuliła się do mnie. Odwzajemniłem uścisk i zacząłem się zastanawiać
Nie wiem co mam o tym myśleć. Z jednej strony Wiki nie jest taka, że od razu rzuca się na każdego z pięścią, ale w sumie sam doświadczyłem, że jeśli zajdzie się jej pod skórę, to nie jest łatwo dogadać się z nią. Jednak na prawdę to zrobiła? Wiktoria nie przepada, a nawet nie cierpi Carolin, ale chyba nie jest zdolna do tego za bardzo. Cholera! Co ona narobiła?
-No już uspokój się.-skierowałem się do niej.
-Ona trenuje coś? Boks?-podniosła głowę i spojrzała w moje oczy.
-Karate.-westchnąłem.
-Marco, ja się boje, że ona i Tobie kiedyś coś zrobi, albo już zrobiła...
-Taaa...-pomyślałem.-Nic mi nie zrobi. Spokojnie.
-Uderzyła Cię?-krzyknęła lekko.
-Nie... znaczy... to było kiedyś jak się poznaliśmy po raz pierwszy, ale przyznaję zasłużyłem sobie.-odparłem.-Ale skąd wiesz i...
-Jestem psychologiem i widzę po ludziach pewne rzeczy. Marco, nie liczy się jak, albo kiedy i w jakiej sytuacji, tylko sam fakt, że potrafi podnieść rękę na ludzi po za matą jest chore i karalne! Nie widzisz tego co ona robi?
-Caro, ja wiem, że wy nie przepadacie za sobą, ale ja kocham Wiktorię. Porozmawiam z nią poważnie na temat jej zachowania, ale ja muszę wiedzieć, że to jest prawda...
-Wiedziałam, że mi nie uwierzysz...-mruknęła i wstała z ławki.
-Zaczekaj...-złapałem ją za rękę.-Pamiętaj, że Wiki jest moją dziewczyną i zawsze, choćby nie wiem co, muszę ją bronić. Jednak w takiej sytuacji przegięła. Pogadam z nią i przemowie jej do rozsądku. Jednak ja muszę mieć 100 % pewność, że mówisz prawdę.
-Mam Ci załatwić zapis z kamer?
-Nie, ale.. ja po prostu nie chcę w to uwierzyć. Wiki nie jest taka...
-Najwidoczniej słabo ją znasz. Ona jest zdeterminowana by zatrzymać Cię przy sobie i zrobi wszystko za wszelką cenę.
-Postaram się z nią porozmawiać. Może uda się jakoś to wyjaśnić.-mówiłem.
-Nie zrozum mnie źle Marco, ale ona jest manipulantką. Pokłócicie się, a potem poleci zapłakana albo do Mario, albo do Ani i założę się, że staną po jej stronie. Zobacz jak omotała już TWOICH przyjaciół!-odpowiedziała, a ja zacząłem zastanawiać się, czy może ona ma racje.
-To co ja mam zrobić?-ponownie usiadłem na ławce.
-Zrób coś z tą dziewczyną, bo może skończyć się to wszystko źle...-poradziła.
Po słowach Caro zrozumiałem pewne rzeczy, a właściwie to wziąłem się na większe rozmyślania. Na początku byłem zły na Wiktorię, ale teraz to z nieznanych mi powodów jestem na nią wściekły. Muszę z nią poważnie, któryś już raz, porozmawiać. Wiem, że na pewno skończy się ta rozmowa kłótnia, ale nie mogę pozwolić by tak się zachowywała.
Ponownie wraz z Carolin przytuliliśmy się do siebie. Sam uścisk trwał trochę dłużej niż wcześniej.
-Marco... dziękuję. Gdyby nie ty to ja nie wiem czy poradziłabym sobie. Jeszcze Kevin... Jak zwykle kiedy go potrzebuję to łzy pijany pod stołem. Mam tego dość z jego strony...-żaliła mi się.
-Chyba po prostu oboje musimy porozmawiać z naszymi partnerami...-skomentowałem.
Po chwili postanowiliśmy już wracać do kluby. Dla mnie to oznaczyło, że czeka mnie poważna rozmowa. Gdy byliśmy już blisko budynku, zauważyliśmy dwie dziewczyny. Była to Ania i... Wiktoria....


*******
-No, to powodzenia kochana.-dodała mi na otuchę, a ja czułam jak z nerwów ściska mi się żołądek. Lewandowska weszła do środka, a ja z niecierpliwością czekałam, aż Marco z dziewczyną podejdą bliżej. Z niewiadomych przyczyn ten niby krótki odcinek dłużył mi się niemiłosiernie. Jednak gdy byli już wystarczająco blisko, na moment nie wiedziałam co mam powiedzieć.
-Marco...-powiedziałam na początek. Nie mam pojęcia dlaczego, ale bałam się. Bałam się odezwać, bo miałam cholernie złe przeczucia.-Gdzie wy byliście? Martwiłam się.
-Caro, idź do środka, a ja z nią pogadam.-po tych słowach serce zabiło mi jeszcze szybciej. "Pogadam'? O czym? Dodatkowo po rozmowie z Carolin? To nie może się dobrze skończyć.
Dziewczyna posłusznie wykonała polecenie i schowała się do środka, a ja spojrzałam na niego miną żądającą wyjaśnień.
-Co się dzieje?-zapytałam.
-To ty mi powiedź co się dzieje z Tobą!-podniósł głos na mnie, a ja zamarłam.
-Co? A co ma się niby dziać?
-Nie udawaj Wiki. Carolin powiedziała mi wszystko. Jak mogłaś ją do cholery uderzyć?-co proszę? Uderzyć? Jak mogła powiedzieć Ci, że ją uderzyłam! To są chyba jakieś jaja!
-CO?!-krzyknęłam.-Nie uderzyłam jej przecież!
-Mi mówiła co innego.-powiedziała trochę spokojniej.
-A ty jej uwierzyłeś?!
-Wybacz, ale dobrze wiem, że jej nie lubisz i dobrze wiem, że jak jesteś zdenerwowana to nie można Ciebie przekonać do niczego.
-Na prawdę sądzisz, że byłabym w stanie ją uderzyć!?
-Nie wiem, ale tylko mówię co ona mi powiedziała.
-Ty serio jesteś taki ślepy i nie widzisz, że ona próbuje Cię omotać? Ta suka kłamie i chce mnie oczernić w Twoich oczach!
-Wiki, uważaj na słowa.-pouczył mnie, a ja myślałam, że zaraz go rozniosę.-Czyli, że nic jej nie zrobiłaś, ani nawet nie dotknęłaś?
-Złapałam ją tylko za rękę, bo mnie zdenerwowała.-odpowiedziałam, a on tylko rozłożył ręce.-Ale to co innego!-broniłam się.-Nawet nie wiesz co takiego powiedziała!
-To proszę oświeć mnie!
-Chcesz wiedzieć?! To proszę! Twoja wspaniała przyjaciółka zarzuciła mi, że ograniczam Cię. Ona chce tylko byś był szczęśliwy, bo ja nie daje Ci wystarczająco dużo tego szczęścia! Dodatkowo oszukuje jeszcze Kevina. Wiesz co jeszcze dodała? Że jesteś moim sponsorem i lepiej bym znalazła sobie kogoś innego! Marco, ja nie pozwolę by ona mnie oczerniała, ale nie zrobiłam jej nic! Rozumiesz? NIC!!!-na koniec mojej wypowiedzi poleciały mi łzy. Miałam już tego dość. Jak on mógł jej uwierzyć? A co na to Marco? Patrzał się na mnie. Chciał podejść, ale ja sie odsunęłam.-Widzisz? Znowu się przez nią kłócimy...-dodałam tylko i szybko wbiegłam do klubu.
-Wiktoria! Zaczekaj!-usłyszałam za sobą, ale nie odwróciłam się. Szybkimi krokami przeszłam obok reszty. Widziałam kątem oka tylko twarz Ani. Wbiegłam szybko do łazienki. Nie wiem czy była pusta, ale miałam to gdzieś. Oparłam się rękoma o zlew i najpierw popatrzałam na swoje odbicie. Moja buzia była cała mokra od łez. Jak to zobaczyłam ponownie i automatycznie zaniosłam się płaczem. Po chwili usłyszałam jak ktoś wychodzi z jednej kabiny. W lustrze dostrzegłam, że jest to jakaś młoda dziewczyna. Ładna blondynka o kręconych włosach.
-Wszystko w porządku?-zapytała mnie z troską.
-Nie...-mówiłam cały czas płacząc.-Nic.. nie jest... w porządku...-dodałam, a dziewczyna zaczęła grzebać w swojej torebce. wyjęła z nich paczkę chusteczek i podała mi je.
-Spokojnie.- Pogłaskała mnie po ramieniu.-Wszystko będzie dobrze.
-Dziękuję.-uśmiechnęłam się przez łzy.
-Zobaczysz, że ten koleś będzie jeszcze żałował.-czy to na serio aż tak widać, że płaczę przez kogoś?
-Przepraszam, ale wolę zostać teraz sama. Przepraszam...
-Nie przepraszaj. Mam nadzieję, że wszystko się ułoży wkrótce. Trzymaj się.-dodała i wyszła, a ja dalej stałam i patrzałam w swoje odbicie. Prze chwilę nie płakałam, ale potem znowu nie wiadomo skąd pojawiły się łzy. Nagle usłyszałam jak ktoś wchodzi do środka.
-Wiki? Wszystko okej?-usłyszałam głos... Mario? Odwróciłam sie i rzeczywiście. Był tam i stał. Patrzał się na mnie z zmarnowanym wzrokiem. Na jego wcześniejsze pytanie odpowiedziałam kręcąc przecząco głową. Brunet podszedł do mnie i mocno przytulił, a ja płakałam w jego ramię. Po około 5 minutach uspokoiłam się i staliśmy w ciszy.
-Wikuś?-popatrzał mi w oczy.-To powiesz mi co się stało? Co on Ci zrobił?-zapytał, a ja zsunęłam się po ścianie. Chłopak powtórzył po mnie i oboje siedzieliśmy w łazience pod ścianą.
-Jak on mógł uwierzyć jej, a nie mi!
-Wiki, ale od początku, bo ja nic nie rozumiem...-powiedział, a ja opowiedziałam wszystko od początku do końca. Od mojej rozmowy z Carolin do kłótni z Reusem. Mario był wściekły na Marco za to jak mnie potraktował.
-Czy on jest normalny? Ja wiedziałem, że ta laska Kevina coś kręci!-dopowiedział i walnął w podłogę.
-Najgorsze jest to, że uwierzył jej bez żadnego wyjaśnienia z mojej strony. Wystarczy, że ona coś nazmyśla i już jest jej potulny.
-Pogadam z nim sobie porządnie...-powiedział pod nosem, a następnie zmusił bym go przytuliła.-Będzie dobrze zobaczysz...
-Mario?
-Tak?
-Marco jest twoim najlepszym przyjacielem, a ty stajesz po mojej stronie.-słusznie zauważyłam.
-A ty moją najlepszą przyjaciółką. Po za tym czasami trzeba przyjacielowi dać kopa w tyłek by się opamiętał.-dodał, a ja w końcu zaśmiałam się.-Chodź wstawaj, bo noc jeszcze młoda. Idziemy bawić się!-podniósł mnie i energicznie zaklaskał w dłonie.
-Nie Mario. Ja już nie mam siły na zabawę, ani nawet ochoty. Pójdę już do hotelu.
-Sama?!-zdziwił się.
-A z kim? Z samcem?-zażartowałam.
-Chyba śnisz, że puszczę Cię samą. Pójdziemy razem, okej?
-Po co mnie pytasz skoro i tak nie mogę się Tobie sprzeciwić?-odpowiedziałam pytaniem na pytanie, a Mario uśmiechnął się i znowu mnie przytulił.
-Tak w ogóle co ty robisz w damskiej ubikacji?-zapytałam po krótkiej chwili przytulania.
-No i zepsułaś cały nastrój...-dodał i postanowiliśmy wyjść z łazienki.


*******
-No, to powodzenia kochana.-powiedziałam Wiktorii by dodać jej trochę pewności siebie. Chociaż sama widziałam jak bardzo się denerwuje. Jest mi jej ogromnie szkoda, co przeżywa, ale wierzę, że wszystko się wyjaśni jak ponownie pogadają ze sobą, ale wiadomo, że sztuką do sukcesu jest rozmowa bez kłótni.
Zaraz od Wiktorii poszłam do reszty, która z niewiadomych przyczyn postanowiła osiedlić się na dole. Chciałam usiąść obok Roberta, ale był zbyt pijany, więc osiedliłam się obok przyszłych rodziców.
-Gdzie Wiktoria poszła?-zapytał Götze.
-Czeka na Marco na zewnątrz. Zaraz przyjdą oboje.-odpowiedziałam. Zaraz po chwili zauważyłam wchodząca Carolin. Od razu skarciłam ją najgorszym spojrzeniem. Niby dziewczyna nie zrobiła mi nic, ale Wiktoria jest moją przyjaciółka i choćby nie wiem co zrobiła i tak będę po jej stronie. Przez ten czas jak czekałam na przyjście przyjaciółki nie działo się nic w sumie. Jedynie towarzystwo było coraz bardziej pijane. Ja naturalnie nie mogłam pić, bo przyjmuję teraz chemię. Czy czuję się lepiej? Nie, a w każdym bądź razie ja tego nie czuję. Możliwe, że choroba słabnie, ale fizycznie czuje się tak samo jak kilka tygodni temu. Jednak jak mus to mus. Muszę walczyć i cierpieć, by w przyszłości móc nacieszyć się życiem i najbliższymi. 
Nagle intuicyjnie popatrzałam w stronę wejścia. Wiktorii jeszcze nie było, ale po chwili jakby na zawołanie zauważyłam ją. Zdenerwowana i cała roztrzęsiona wparowała do łazienki. Za nią szedł szybko Marco i wołał ją. 
-Marco!-krzyknęłam do niego. Nsza trójka, czyli ja, Ann i Mario, poderwała się z miejsca i podeszła do niego. Zauważyłam też zbliżającą się do nas z drinkiem Carolin.-Co ty narobiłeś?!-zdenerwowałam się.
-No, nic...-tłumaczył się.
-Idę do niej.-odparłam, ale Mario pociągnął mnie za rękę. Popatrzałam na niego pytająco.
-Ja pójdę, dobrze?-zasugerował, a ja zgodziłam się. Niemiec odszedł w stronę łazienek, a ja i Ann popatrzałyśmy na niego. 
-Co mu nagadałaś?-powiedziała wkurzona Ann do blondynki, a ta tylko zrobiła zdziwioną minę i popatrzała na Reusa. 
-Widzisz mówiłam Ci.-zaczęła.-Wiktoria już tak omotała Twoich przyjaciół, że nawet nie przyjmują do wiadomości, że mogłaby zrobić coś nie tak.-zakpiła.
-Cholera, zamknij się!-krzyknęła dziewczyna Mario. Ja natomiast złapałam ją za rękę by się uspokoiła, bo w jej stanie to niebezpieczne mimo, że to początek ciąży.
-Lepiej będzie jak same pogadamy sobie z Marco, a ty sobie pójdziesz.-powiedziałam łagodnie do blondynki. Ponownie zrobiła minę zdenerwowanej księżniczki i odeszła do baru.
-Dobra, a ty jak zaraz mi nie powiesz co się stało to obiecuję, że nabawisz się kolejnej kontuzji.-powiedziałam całkiem poważnie do Marco.
-Ja już sam nie wiem...-złapał się rękoma za kark.-Caro powiedziała mi, że Wiki ją uderzyła. Wiki mówi, że to nie prawda. Jeszcze ponoć Carolin obrażała Wiktorię. Jedna obraża drugą i ja już sam nie wiem po prostu w co mam wierzyć...
-Która jest Twoją dziewczyną Marco?-zapytałam.
-No... Wiktoria.
-Właśnie odpowiedziałeś sobie na pytanie.-podsumowałam.
-Aniu, ale to nie jest tak, że jaj nie wierzę Wiktorii. Ja po prostu zadziałałem impulsywnie. Teraz wiem, że to tylko ona mówi prawdę, ale dlaczego Caro mnie okłamała?
-Bo jest zazdrosna o Wiki. Chcę Cię omotać, a to może się źle dla Ciebie i dla niej skończyć. Chcesz tego?!-dołączyła się Brömmel.
-Widzę, że nikt tu za bardzo nie pała miłością do niej...
-Chyba lepiej, że do niej niż do Wiktorii. Marco, posłuchaj. Jak Wiktoria wróci z Mario masz do niej podejść i przeprosić, ale jak nie będzie chciała to nie naciskaj, bo może być gorzej.-dałam mu radę.
Poczekaliśmy jeszcze chwilę, aż oboje wyjdą z łazienki. W między czasie Marco opowiadał dokładniej, co mówiła Caro a co Wiki. Dodatkowo zapewniłam Reusa, że Wiktoria na 100 % nie uderzyła jej, bo nie kłamała by mu w oczy i tak emocjonalnie reagowała. Nagle z wszyscy zobaczyliśmy w końcu Wiktorię z Mario. Idąc, przyjaciółka szła przytulona do Mario. Ciągle była w złym stanie, a jak tylko zauważyła Marco - zdenerwowała się jeszcze bardziej.
-Wiki...-powiedział Reus i podszedł do niej, ale Wiktoria zupełnie jakby bała się go i schowała się za Götze.
-Daj mi spokój.-syknęła.
-Wikuś... proszę pogadajmy...-dodał, ale ja już wiedziałam, że nie odniesie sukcesu, bo Wiktoria nie jest za bardzo uległa.
-Marco, ja idę ją odprowadzić do hotelu. Teraz daj jej spokój, dobrze?-zapytał, a on tylko kiwnął głową i odszedł do stolika, gdzie wszyscy siedzieli. Mario z Wiktorią odeszli, a Złapał za kieliszek wódki i szybkim ruchem go wypił. Ja z Ann tylko pokręciłyśmy głową.
-Zajmę się tym.-powiedziałam do Niemki i podeszłam do chłopaka mojej przyjaciółki.
-Alkoholem nic nie zdziałasz. On nie pomoże.-skomentowałam jego zachowanie jak siedziałam już obok. Towarzystwo obok było dość pijane, więc mogliśmy swobodnie rozmawiać.
-Ale pozwoli choć na chwilę pozbierać się umysłowo. Zawaliłem...
-Nie zawaliłeś, tylko pomyliłeś się po prostu. Poczekaj aż Mario wróci i dopiero idź. Daj jej moment wytchnienia.-pocieszałam przyjaciela.-Pomyśl tylko o tym jak oni będą wyglądać jutro? Może humor Ci sie poprawi.-zagadałam, a na twarzy Niemca pojawiły się oznaki uśmiechu.
Po około 20 minutach wrócił Mario. Pogadał jeszcze chwilę z Marco na temat Wiktorii. Zauważyłam też, że Marco unikał Caro. Pewnie zawiódł się na niej, bo okłamała go, ale czy to koniec ich znajomości? Trudno powiedzieć.
Kiedy zegarki wskazywały godzinę 3.00 postanowiliśmy się zbierać. Najbardziej trzeźwi, czyli Mario i Marco oraz partnerki niemieckich zawodników zajęli się nimi oraz zabrali ich do hotelu. Znaczy, wezwali taksówki i pojechali z nimi by doprowadzić wszystko do porządku. Natomiast Grzesiek musiał sam sobie radzić z Robertem, Wojtkiem i Łukaszem, ale na szczęście pomogły dziewczyny, czyli Celia i Marina. Mi i Agacie przypadło zajęcie się tylko Kubą. Zadzwoniłyśmy po taksówkę i po kilku minutach byłyśmy na miejscu, a mimo, że hotel był blisko to jechałyśmy autem, bo nie poradziłybyśmy sobie same z Błaszczykowskim. Zaprowadziłam go z Agatą do pokoju oraz dodatkowo rozebrałyśmy i położyłyśmy na łóżko. Kiedy to wszystko zrobiłyśmy, to pożegnałam się z koleżanką i postanowiłam udać się do Wiki. Okazało się jednak, że wszyscy już przyjechali, czyli Cathy, Carolin, Ann i Marco. Nie chciałam im przeszkadzać przy rozmowie, więc pozwoliłam Reusowi wejść.
-Nie schrzań tego.-powiedziałam do niego, a on tylko uśmiechnął się i wszedł głębiej.


*******
Gdyby nie Mario to nie wiem jakbym się zachowała. Rzuciła się mu w ramiona? Nie, raczej nie, ale kiedy tak patrzał na mnie i mówił moje imię, czułam się jakby mi go ktoś zabrał. Ciągle mam do niego ogromne pretensje, ale moja złość już minęła, ale uraz i ból, że mi nie uwierzył tylko tej idiotce, pozostał. Podczas, gdy piłkarz mnie odprowadzał rozmawialiśmy jeszcze o tym. Pocieszał mnie, rozśmieszał, ale ja jednak ciągle byłam myślami przy słowach Marco, które mnie oskarżały. Gdy dotarłam do hotelu,  pożegnałam się z Mario i weszłam do pokoju. Położyłam się najpierw na łóżku, ale zaraz potem wstałam i podeszłam do łazienki. Zrzuciłam z siebie sukienkę i wskoczyłam pod prysznic, który przemył moje myśli. 
Potem dokończyłam już tylko wieczorną toaletę i ubrałam się w piżamę, którą była koszulka Marco. Nie chciałam jeszcze spać, bo najnormalniej w świecie nie mogłam. Usiadłam na parapecie i patrzałam na Warszawę. Oglądałam na piękną panoramę miasta i czułam obecność Reusa. Miałam na sobie jego koszulkę, w której już spałam kilka razy, ale i tak czułam jego perfumy. Nie wiem ile tak siedziałam, ale powoli zasypiałam. Nagle na poważnie poczułam kogoś w pokoju. Odwróciłam i zauważyłam blondyna. Przyglądał mi się. 
-Zaraz zaśniesz.-zaczął.
-Wiem... jestem wykończona.-odparłam.
-Ale jednak może porozmawiamy?
-Musimy.-stwierdziłam.
-Wiki, ja Cię przepraszam. Zachowałem się jak dupek nie wierząc Ci. To ty jesteś moją dziewczyną i to z Tobą powinien w pierwszej kolejności porozmawiać. Jestem kretynem, idiotom, dupkiem, egoistą i nie zasługuje na Ciebie, ale kocham Cię i nie wyobrażam sobie, że pokłócimy się o Carolin. Wybaczysz mi?-zapytał i był blisko mojej twarzy. Ja dalej siedziałam na parapecie, a on opierał się o niego. Po chwili złączyliśmy się w delikatnym pocałunku.
-Wiesz jak ja się poczułam, gdy krzyczałeś tak na mnie?
-Wiem, przepraszam....  Błagam... Wybacz mi. Nie potrafię normalnie funkcjonować już.
-Wybaczam, ale obiecaj mi jedno...-popatrzał na mnie pytająco, a ja dokończyłam.-Zerwiesz kontakt z Carolin?-po tych słowach nie odrywał wzroku od moich oczu zupełnie jakby chciał przeniknąć do moich myśli. Po chwili ponownie pocałował mnie, ale bardziej namiętnie. Całował mnie tak jak nigdy, a jego ręce wędrowały po moich plecach. Ja zajęłam się jego koszulą i powoli ją odpinałam. Następnie, kiedy jego klatka piersiowa była goła podniósł mnie z parapetu i przyciągnął do siebie, a ja nogi owinęłam w okół jego bioder. Zaczął kierować się w stronę sypialni nie przerywając całować. Gdy już tam trafił położył mnie na łóżku i pozbył się w końcu mojej/jego koszulki. Kiedy jego pocałunki stawały się jeszcze bardziej zachłanne nagle przestał przyjemności i ponownie popatrzał mi w oczy.
-Obiecuję.-szepnął i oboje dokończyliśmy to przerwaliśmy wcześniej.
________________________________________________________________
ZAPRASZAM NA KOLEJNY ROZDZIAŁ :) 26? ALE TO JUŻ MINĘŁO :D

W sumie nie wiem co mam jeszcze dodać.
Rozdział nawet mi się podoba, ale ocena należy do Was :)

Czy Marco dotrzyma słowa i przestanie spotykać się z Carolin?
Jak potoczą się dalsze losy bohaterów?

 

Marco stworzył swoją line ubrań!
Zamierzacie coś sobie kupić? Bo ja już mam chyba pomysł na prezent urodzinowy! :*


Zapraszam serdecznie do komentowania! ♥

ENJOY ♥