poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Liebster Award


Hej! :) 
Ogromnie chciałabym podziękować mojej drogiej koleżance dortmunder_mädchen za nominowanie do Liebster Blog Award! 
To dla mnie duże wyróżnienie. Dziękuję jeszcze raz ♥
Niby nic takiego, a jednak cieszy i pokazuje w jakiś stopniu, że podoba Wam się moja praca :)) Tym bardziej, że to już chyba trzecie nominacja.
Zapraszam, więc na pytania, dzięki którym moglibyście mnie trochę lepiej poznać:


1. Dlaczego zaczęłaś blogować?
Chyba już kiedyś odpowiadałam na podobne pytanie, ale powtarzając:
zaczęłam interesować się tą sferą blogów z opowiadaniem, a w szczególności z piłkarzami Borussii. Przeczytałam już wiele opowiadać i czytając myślałam jak ja bym to napisała, co bym zmieniła etc. 
Postanowiłam, więc założyć bloga, mimo że strasznie się bałam na początku. Jednak z każdym kolejnym komentarzem, wyświetleniem, obserwatorem, wiem, że było warto :)

2. Jak zaczęła się Twoja przygoda z klubem, któremu kibicujesz?
U nas w rodzinie sport zawsze był ważny :D Zawsze jak nasza reprezentacja występowała wszyscy zlatywali się i zabieraliśmy się za oglądaniem. Ja sama interesowałam się tymi wszystkimi sportami, a piłką tak po prostu, przy okazji. Potem po jakimś czasie zapomniałam o tym wspaniałym sporcie jakim jest właśnie piłka nożna. Jednak nadeszło Euro 2012 i to wszystko wróciło. 
Mój brat jako ogromny fan, wie prawie wszyscy, zaraził mnie jeszcze większą miłością, a że w Polsce Borussia była nawet bardzo popularna ja sama się nią zainteresowałam, ale nie miałam w planach większej pasji. Po prostu była. Oglądałam czasami ich mecze w telewizji, ale nie regularnie, ale potem to zwiększało się coraz bardziej. Nie wiem do dzisiaj co takiego było w tym klubie, że tak przyciągał, ale po prostu. :D Stało się. 
Dzisiaj pojechanie do Dortmundu jest jednym z marzeń, które staram się spełnić :) 

3. Jak motywujesz się do pisania?
Z reguły to komentarze mnie motywują :) a prócz tego również staram się w wmówić, że wiele osób czeka i pewnie nie byliby zadowoleni, że od tygodnia nic się nie pojawiło, a w szczególności jak zakończyłam w "odpowiednim" momencie. Mimo wszystko staram się nie pisać, gdy mi się nie chce, bo wiem, że to nie wychodzi i nie przekłada się na jakość. 

4. Planujesz założenie bloga z kolejnym opowiadaniem?
Tak, już nawet założyłam :) 
Jak skończymy to, to na innym adresie rusza druga część tej historii, więc już wkrótce dowiemy się, co czeka Waszych ulubionych bohaterów ; ) 

5. Spotykasz swojego idola na ulicy. Co mu powiesz / jak się zachowasz?
Haha, to zależy czy jestem sama, czy z kimś. Jeżeli byłabym z kimś to zaczęłabym tą osobę trzepać, potrącać, krzyczeć trochę, bo oczywiście najpierw bym nie podeszła do idola. Musiałabym się opanować. A potem... Nie wiem. Serio. To byłby na pewno czysty spontan :D Wydaje mi się, że podeszłabym, zrobiła najsłodszą minę na jaką byłoby mnie stać i poprosiła o foto. Oczywiście podziękowałabym, a może nawet udałoby mi się uściskać go ;) 
Nie ukrywam, że marzy mi się uściskać Reusa za to wszystko co zrobił dla klubu. Ale znając życie jakbym go przytuliła, to musiałby mu ktoś pomóc w odklejeniu mnie od niego haha XD
Cóż.. zobaczymy :D

6. Największą słabość masz do...
Piłkarze? Przystojny piłkarze ... :3333
Kiedyś miałam też do czekolady, ale ogarnęłam się i już prawie nie jem słodkiego! :D

7. Czego Ci brakuje? 
Chyba dzieciństwa. Pamiętam jak kiedyś chciałam być dorosła, ale teraz oddałabym wszyscy by wrócić do tych beztroskich lat :/ 
Wydaje mi się, że też pewnych osób, z którymi miałam kontakt, ale to wszystko minęło z biegiem lat.

8. Jaki kraj / miasto / miejsce chciałabyś odwiedzić?
Na pewno jest to Dortmund ze względu na Borussie, jednak moim marzeniem od bardzo dawna była Tajlandia! Któreś z wybrzeży... ta woda... ludzie... jest tam pięknie... Ogólnie strasznie podoba mi się kultura buddyzmu mi się podoba. Mimo, że nie jestem jakąś zwolenniczką religii, ale ta mi się podoba bardzo i ostatnio czytam o nie czasami. Ale spokojnie, nie chce oczywiście wyznawać jej czy coś. Po prostu uważam ją za ciekawą :D

9. Film czy książka?
A to już zależy od kilku czynników. :) 

10. Co byś zrobiła, gdybyś wygrała w Lotto?
Pojechałabym na podróż po Tajlandii ; ) 

11. Jak Ci minął dzień?
Do tej pory bardzo udanie :) Poćwiczone, pojeżdżone i teraz już chilloutcik nad jeziorkiem :)

Ja nominuję:
http://oszukany-przez-zycie.blogspot.com/
http://lose-a-bet.blogspot.com/
http://footballdancetime.blogspot.com/

Moje pytania:
1. Kiedy planujesz zakończyć przygodę z blogami i co musiałoby być powodem?
2. Co daje Ci pisanie blogów?
3. Jak reagujesz na pozytywne, a jak na negatywne opinie o Twoim opowiadaniu?
4. Skąd czerpiesz pomysły na opowiadania?
5. Ulubiona i nielubiana WAG? Dlaczego?
6. Gdybyś miała okazję powiedzieć coś swojemu ulubionemu piłkarzowi, co by to było?
7. Jesteś trener swojej ulubionej drużyny, co zmieniasz?
8. Masz szacunek do rywali?
9. Twoja największa zaleta oraz wada.
10. Jakiś Twój nawyk / przyzwyczajenie?
11. Plany na resztę wakacji?

Dziękuje bardzo jeszcze raz za nominacje, a nowy rozdział powinien pojawić się pod koniec tygodnia! 
Komentujcie, a może zrobię wyjątek :)
Buziaki ♥

piątek, 7 sierpnia 2015

Rozdział 51 cz. I


"ZOSTAŃ..."


-Chyba wiemy, gdzie jest Wiktoria.-odpowiedział Kuba. Nagle poczułem jakby moje wszystkie problemy zniknęły. Przestałem myśleć o tych niepotrzebnych kłamstwach, o wyjeździe. Ważne było wtedy tylko to, że prawdopodobnie Wiktoria się znalazła.
-Ale jak... dzwoniła do was? Wy do niej? Mówcie!-zadawałem mnóstwo pytań, ale w mojej głowie równie dużo było myśli. Przez jedną minutę przelatywały mi wszystkie możliwe wizje miejsca pobytu Wiki. Bardzo chciałbym, żeby przypuszczenia jej brata były prawdziwe.
-Daj mu powiedzieć, Mario.-usłyszałem pouczenie przyjaciela, który również był w innym stanie. Jakby się cieszył. Chociaż, dlaczego ma się nie cieszyć? Jego dziewczyna może się znalazła. Dziewczyna, którą kocha najbardziej na świecie. Tak, jak ja Ann.
Posłuchałem klubowego kolegi i spojrzałem ponownie na twarz brata Wiktorii - Kuby. Czekałam wyczekująco.
-To dzięki tobie Mario wiem, gdzie ona mogłaby być.-mówił z entuzjazmem. Zdziwiłem się, bo niby co takiego zrobiłem?
-Dzięki mnie? Ale dlaczego?-pytałem.
-W domu wspomniałeś o tym, że Wiki zerwała z Rafałem. Pomyślcie, mogłaby wrócić do Polski i zatrzymać się u Niny. Podobno się pogodziły.-tłumaczył, a ja zrozumiałem, że przecież może mieć racje. Może to jest właśnie ten trop, który nam wcześniej gdzieś umknął.
-Ej, dobre.-zgodziłem się oficjalnie.-Dzwoniliście do nich?
-Nie, ale zaraz to zrobimy.-odpowiedziała za swojego syna Pani Müller. Wyjęła telefon z torebki i zajęła się wyszukiwaniem numeru telefonu dawnej koleżanki Wiki. Bardzo się niecierpliwiliśmy z Reusem i czekanie na jakikolwiek odzew trwał dla nas wieki.
Nagle Jakub powiedział coś po polsku do swojej mamy, co było chyba prośbą o wzięcie połączenia na głośnik, bo właśnie tak zrobiła. Czekaliśmy i czekaliśmy, ale ta cała Nina nie odbierała. Straciliśmy przez chwilę nadzieje, ale zadzwoniliśmy i drugi raz. Gdy rozbrzmiewał już któryś sygnał połączenia, usłyszeliśmy niepewny głos Polki.
-Halo?


*******
-Mój... Boże...-mówił kompletnie zdziwiony. Nie wiedział jak się zachować. Rzucić mi się w ramiona? Uciec? Ja sama też nie do końca miałam pojęcie co się dzieje i kto znajduje się w pokoju. Znaczy... Wiem, że jest to Rafał, ale jakby to do mnie nie dochodziło. Stałam ciągle blisko Niny i ciągle byłam do niej przytulona. 
-Cześć.-powiedziała pierwsza blondynka i powoli mnie puszczała, a ja ją.-Taka mała niespodzianka.-uśmiechnęła się do zszokowanego chłopaka. Stał nieruchomo i patrzał się na mnie jakbym była Beyonce, która właśnie go odwiedziła i planuje zagrać prywatny koncert. -Może powiesz coś?-zapytała go w końcu Polka.
-Ale... ja nie wiem w sumie co mam powiedzieć.-odezwał się w końcu bardziej sensownie.-Co tu robisz, Wiki?
-To może ja was zostawię, a pójdę na jakieś zakupy, bo skoro masz teraz zostać tutaj na chwilę, to lepiej zrobię zapasy.-mówiła wychodząc, a Jankowski na wzmiance o tym, że zostaję tutaj dłużej, prawnie nie dostał zawału.-Bajo!-krzyknęła na odchodne i usłyszałam tylko trzask drzwiami. I nastała właśnie ta cisza. Niezręczna cisza, gdzie żadne z nas nie wiedziało, gdzie ma podziać wzrok. Z Niną jest jeszcze na tyle dobrze, że miałyśmy jakiś tam kontakt przez chwilę. Wysłanie jednej wiadomości, a właściwie odpowiedzi na wiadomość, to niezbyt wiele, ale mniejsza. Zawsze coś. Tutaj nie było ani jednej rozmowy. Praktycznie ostatni raz widziałam go przecież wtedy w hotelu, jak nagadałam mu. Jak wybiegłam i... potrącił mnie samochód, co skutkiem była strata mojego dziecka.
-Więc... co cię tu sprowadza?-spytał się po raz drugi. 
-Dużo gadać.-odpowiedziałam patrząc w podłogę, a następnie usiadłam na tym samym krzesełku, gdzie wcześniej. Chłopak wahała się, ale w końcu zasiadł na przeciwko mnie. Położył ręce na blacie i złączył je ze sobą. Myślał. Widocznie myślał. Chciałam coś zrobić. Coś powiedzieć, ale było ciężko. Bardzo ciężko.
-Uciekłam z Dortmundu.-otworzyłam się nagle przed nim. Nie wiem nawet kiedy i dlaczego nastała taka chwila, że postanowiłam otworzyć swoją buzię. Spojrzał na mnie zdziwiony, albo on po prostu ma tak zawsze jak na mnie zerknie. Przynajmniej teraz.
-Jak to uciekłaś? Na zawsze?-gadał bez sensu. W każdym bądź razie dla mnie.
-Nie. Na chwilę.-sarknęłam i podniosłam się.-Wiem, że pewnie nie chcesz mnie tu widzieć, ale spoko. Nie będę siedziała Ninie długo na głowie. Po prostu chcę zacząć od nowa.-gadałam i chodziłam dookoła po kuchni. Polak przyglądał się mi uważnie i dokładnie analizował moje słowa, a potem chyba nawet i swoje. Stałam oparta o blat i wyczekiwałam jakiejkolwiek odpowiedzi, ale gdy po jakimś czasie nie usłyszałam jakiś jego słów, to postanowiłam odejść do pokoju, w którym miałam obecnie przebywać.
Jak przekraczałam już próg kuchni, poczułam jak łapie mnie za górną część ramienia. To mój były chłopak i zmusza mnie do odwrócenia się. Zrobiłam to, a po chwili chłopak mnie nieoczekiwanie przytula. Na początku chciałam się wyrwać, ale zrozumiałam, że nie muszę. Znalazłam w jego ramionach ukojenie i jakby zrozumienie. Tulił mnie i gładził moje włosy. Uspokajał. Samym byciem to robił.
-Przepraszam...-wyszeptał.-Po prostu jestem w szoku, że tu jesteś. Tęskniłem za tobą.
-Ja za tobą też..-powiedziałam. Powiedziałam szczerze. Zawsze tak mam, ale jak chyba każdy, gdy ktoś był dla ciebie ważny, to będziesz za tą osobą tęsknił. Czy tego się chce czy nie.
-Chodź.-zaproponował.-Pójdziemy usiąść i opowiesz mi co się stało.-przystałam na propozycję. Usiedliśmy tym razem w salonie i zaczęliśmy rozmawiać. Długo. Jak za dawnych lat.


*******
Obładowana zakupami ruszyłam w stronę windy, która powinna zawieść mnie na piętro, w którym mieszkam. Gdyby ktoś mnie teraz zobaczył, pomyślałby, że idzie osoba pełna opanowania i spokoju. Szkoda, ale to tylko pozory. Cale zakupy spędziłam na myśleniu o tym czy dobrze zrobiłam zostawiając Wiki i Rafała samych w domu. Mogło to by się skończyć źle, ale chyba oboje są na tyle dorośli by mogli dogadać się ze sobą, a przynajmniej spróbować.
Nie popieram tego wszystkiego, ani nawet nie podoba mi się ten cały genialny pomysł Wiktorii. Nie mam pojęcia co ona chce osiągnąć tym wyjazdem i tą ucieczką. Jest to dla mnie bardzo głupie zachowanie, ale próbuję... próbuję wczuć się w jej sytuację, ale nie postąpiłabym tak na jej miejscu. To głupi pocałunek i jeżeli przyznaliby się do niego to nie byłoby problemu. Jednak nic nie da się zrobić, gdy ludzie są uparci i pewni siebie jak Müller. 
Wiem, że chce wrócić. Widzę to po jej twarzy i widzę, że tęskni za swoim domem. Chciałaby się spotkać z Marco, ale jej duma nie pozwala teraz wrócić. Jednak czasami warto schować ją do kieszeni i zrobić to co podpowiada serce. 
Mimo to będę ją wspierać. Będę za to wszystko, co jej wyrządziłam. Za te okropne świństwo. Najlepsza przyjaciółka nigdy nie powinna tak postąpić, a ja mam nadzieję, że chociaż trochę odzyskam jej zaufanie. Co nie zmienia faktu, że za każdym możliwym razem będę próbowała jej przemówić. że powinna wrócić. Nie dlatego, że chce się jej pozbyć, ale dlatego, bo wiem, że ona tego chce.
Ale nie chcę też tego robić tylko dla tego, bo wiem, że jestem jej coś winna. Chcę to zrobić. Chcę, bo Wiki jest moją przyjaciółką i cały czas była. Nic nie powinno tego zmienić. 
Z kilkoma siatkami jedzenia ruszyłam z windy i podeszłam do drzwi. Z trudem złapałam z klamkę i otworzyłam mieszkanie. Nie było słychać krzyków, wrzasków czy kłótni. Było spokojnie, tylko podajże telewizor się odzywał z salony. Pełna zdziwienia, ale i obaw podeszłam do tego pomieszczenia i zobaczyłam ich dwoje oglądających telewizję. Uśmiechnęłam się tylko na ich widok. Czyżby jednak doszli do porozumienia i dogadali się? 
-O, wróciłaś.-odezwała się pierwsza Wiki. Dopiero potem spojrzała na moje torby z zakupami i podniosła do góry brwi ze zdziwieniem.-Po co ci tego tyle? Jakiś obóz chcesz wykarmić?-zaśmiała się lekko. W końcu.
-Obóz może nie, ale Rafał dużo je ostatnio, więc zadbałam o niego.-odpowiedziałam i tym razem to ja zachichotałam zwycięsko i zostawiłam ich w pokoju.
-To nie śmieszne!-usłyszałam odkrzyknięcie bruneta, gdy weszłam do kuchni i położyłam wszystkie torby na stole i sama się rozebrałam. Gdy moje kurtka wisiała już na wieszaku, wróciłam do poprzedniego pomieszczenia, w celu rozpakowania zakupów, oni już tam byli i tylko grzebali, by sprawdzić, co kupiłam.
-Wzięłam wszystko, co lubicie. Zdrowe, niezdrowe. Jedzenie.-odparłam. 
-Rozumiem, że robimy pierogi twojej babci?-zagadała podnosząc twaróg do góry, a przy tym się uśmiechnęła. 
-Zgadłaś.-wyjaśniłam i zajęliśmy się porządkowaniem produktów, gdy nagle usłyszałam dzwonek swojego telefonu. Nie miałam go przy sobie, więc musiał zostać w torebce, albo w kurtce, a że najpierw sprawdziłam torebkę, a tam go nie znalazłam, podeszłam do płaszcza i wyciągnęłam z niego dzwoniące urządzenie. Gdy zobaczyłam, kto dzwoni... wiedziałam, że jest źle.
-Wiki!-zawołałam ją. Sama stałam wpatrzona w ekran i myślałam, co mam zrobić.
-Co się stało?-wpadała na korytarz w dobrym humorze. Gdy jednak zobaczyła, że mi wcale do śmiechu nie jest, uspokoiła się i lekko zmartwiła.-Nina...
-Twoja mama dzwoni.-odpowiedziałam wprost wpatrzona w małe urządzenie. Następnie spojrzałam w końcu na nią. Widziałam, że momentalnie pobladła.-Co mam zrobić?-pytałam.
-Nie mów jej.-zakazała natychmiast, a z kuchni wyszedł właśnie Jankowski.
-Ale Wiki...-próbowałam jej przemówić, ale bez skutku.
-Proszę...-zbliżyła się do mnie.-Proszę... nie mów jej, że tu jestem. Błagam...
-To złe...-skomentowałam aktualną sytuację.
-Wiem, ale oni jak się dowiedzą, będą chcieli bym wróciła. Dobrze wiesz, że teraz nie mogę tego zrobić. Musisz okłamać ją i powiedź, że nie wiesz gdzie jestem. Proszę cię, Nina. Zrób to dla mnie.-błagała, ale ja nie wiedziałam, co mam zrobić. Telefon przestał się odzywać, a ja odzyskałam nadzieję, że nie będę musiała dokonywać tego wyboru, a przynajmniej teraz. Niestety... nie minęła minuta, a ponownie usłyszałam, że dobija się do mnie mama Wiktorii. Wiedziałam, że nie mogę ją zignorować, bo już tym bardziej nabrałaby podejrzeń. Ale skłamać?
-Proszę...-słyszałam jej ściszony głos.
-Dobrze.-zgodziłam się i odebrałam.-Halo?-przy okazji wzięłam rozmowę na głośnik.
-Nina? Cześć, tu mama Wiktorii. Dzwonię, bo chciałam się zapytać, czy nie kontaktowała się ona z tobą ostatnio, albo widziałaś ją może...?-dało się wyczuć od razu, że jest zdenerwowana i pragnie usłyszeć pozytywną odpowiedź. Przez chwilę chciałam nawet wycofać się powiedzieć prawdę.
-Nie, przykro mi.-skłamałam z dużym bólem.-A stało się coś, że pani pyta o Wiki?
-Nina... ona zniknęła. Nie mamy pojęcia, gdzie jej szukać. Martwimy się wszyscy.-mówiła i chyba... płakała. Wiktoria chyba też to poczuła, bo odeszła po jej słowach i schowała się w swoim aktualnym pokoju. Wiedziałam, że też jej ciężko. Chciałam do niej podejść, ale poszedł za nią Rafał, a ja kontynuowałam rozmowę.
-Przykro mi. Gdybym coś się dowiedziała, to na pewno się odezwę.-zapewniałam ją.
-Dobrze i dziękuję ci Nino. Do widzenia.
-Do wiedzenia...-pożegnałam się z nią i z ciężkim sercem odłożyłam telefon. Za każdym razem, gdy muszę kłamać mam ogromne wyrzuty sumienia. Pamiętam, jak ciężkie było dla mnie kłamanie właśnie Wiktorii. Teraz to jakby na nowo wróciło i to poczucie winy. Byłam zła na siebie, ale za wiele nie mogłam zrobić. Odłożyłam smartfona i poszłam zobaczyć jak się mają moi gości. Wiki siedziała z podkulonymi nogami i cicho płakała, a Rafał siedział obok niej i pocieszał ją. Podeszłam też do jej łóżka i na nim usiadłam. Dziewczyna podniosła w końcu głowię i jak mnie zobaczyła, powiedziała:
-Dziękuję.


*******
-Jedziemy na policję.-zarządziła mama Wiktorii i ona wraz z jej mężem i synem wsiedli do samochodu oraz pojechali na komendę. Marco i ja chcieliśmy pojechać razem z nimi, ale rodzice powiedzieli, że powinniśmy trochę odpocząć przed treningiem i wrócić do domu, bo i tak na wiele się nie możemy przydać. Może i mieli racje, ale ja z Reusem koniecznie chcieliśmy pomóc, bo i tak było to lepsze od siedzenia na czterech literach i czekaniu na cud. A może właśnie tak trzeba? Trzeba liczyć na cud, że Wiktoria się odezwie? 
Wsiedliśmy do mojego samochodu i pojechaliśmy do siebie. Wcześniej pożegnałem się z Ann i zapewniłem, że odwiedzą ją za dwie godziny.
Auto Marco zostało pod domem państwa Müller. Nie przejmował się nim na razie i po prostu wsiadł do mnie. Pojechałem od razu do siebie. Przyjaciel chyba nawet nie zauważył, gdzie jesteśmy, bo całą drogę wpatrywał się w okno. Był lekko mówiąc załamany. Tęsknił za nią i bał się, że Wiktoria przepadła. Że jej nie ma. Miał dość i marzył, by ten dzień się już skończył, a było dopiero południe.
Gdy byliśmy już na miejscu, dopiero teraz blondyn się skapnął, że nie ma go pod jego domem, a moim.
-Chodź na chwilę do mnie. Pogadamy...-zaproponowałem, a on nawet nie odpowiedział tylko po prostu wysiadł i udał się na równi ze mną, powoli do domu. Otworzyłem drzwi kluczem i przepuściłem swojego gościa przodem. Ten wszedł i zdjął kurtkę, a następnie buty. Powtórzyłem po nim i zapytałem:
-Chcesz się czegoś napić?
-Najlepiej czegoś mocnego.-westchnął i udał się do salonu, gdzie rozłożył się na kanapie.
-Przestań. Masz trening za godzinę.-upomniałem go.
-To wodę.-zmienił zdanie bez zmieniania swojego wyrazu twarzy. Poszedłem więc do kuchni i wyciągnąłem dwie szklanki oraz nalałem wody mineralnej i zaniosłem je do salonu. Siedział tak jak go zostawiłem ostatnio. Położyłem mu praktycznie przed nosem naczynie, złapał się wypił połowę za jednym łykiem.-Co masz zamiar dalej zrobić?-zapytał mnie nagle. Szczerze, to nie spodziewałem się takiego pytania. Zerknąłem na niego i widziałem jak się patrzy na mnie. Wziąłem trochę powietrza do płuc i zacząłem się zastanawiać, bo w sumie... ja sam nie wiedziałem. Nie wiedziałem nic.
-Nie wiem, Marco.-odparłem szczerze.-Nie ma zielonego pojęcia.-przejechałem dłonią po swoich włosach z parę razy, a w końcu została ona w czuprynie i oparłem się łokciem o kolana.
-Zostać.-wyszeptał cicho.-Jeżeli się Wiktoria nie znajdzie, to ja nie przeżyję kolejnego odejścia... Najpierw Ania, potem dowiaduję się, że odchodzisz, a na drugi dzień Wiki znika... Ja ma dość już i powoli tracę zapał do życia... Pamiętam, jak byliśmy na pogrzebie Anny i... i jak myślałem, co czuje Robert. Ja wiem, że to dwie różne sytuacje. Ani nie ma już w ogóle, a Wiki tak. Gdzieś jest. Mam tą świadomość, że gdzieś jest, ale... Myślałem wtedy jak ją żegnaliśmy, co zrobiłbym na miejscu Lewego... Nie chodziło mi o to, że chce tego doświadczyć, ale...
-... ale los nas nigdy nie słucha, Marco.-przerwałem mu.
-Los jest do dupy...-wymamrotał i oparł się o oparcie sofy.-A co jak ona się nie znajdzie? Ułoży sobie życie z kimś innym, gdzieś indziej?
-Nie myśl tak nawet. Ona cię kocha i to jest pewne, ale może... ona chciała mi pomóc i ja dobrze wiem i zdaję sobie sprawę z tego, że zawaliłem.-przyznałem.
-Co mam robić?-zapytał znowu bez jakiejkolwiek nadziei.
-Chciałbym ci powiedzieć, że czekać, ale wiem, że już tyle wyczekałeś i masz po prostu dość. Więc miej zwyczajnie nadzieję. Nadzieję, że się znajdzie i wróci do ciebie, do nas...
-Mario?-spojrzał na mnie. Spojrzał prosto w moje oczy. Ja sam widziałem jego i widziałem ten ból i te łzy, które chciały się wydostać, ale udolnie hamował je.-Nie wyjeżdżaj. Proszę... nie rób tego mi.... Zostań, bo jeżeli ona nie wróci... ja sobie nie poradzę.


*******
Siedziałam z kubkiem gorącej czekolady na balkonie przykryta ciepłym kocem i obserwowałam miasto, które kiedyś było przecież moim domem. Miasto nie było szczególnie przykryte śniegiem. Mimo, że jest styczeń to zima nie rozpieszcza w tym roku i przypomina czasami wczesną wiosnę. Na dworze też nie było szczególnie zimno, więc koc w zupełności mi wystarczał.
Siedziałam tak i wzdychałam głośno co jakiś czas, bo bardzo mi to pomagało. Tak jakby mój mózg, który się przegrzał od zbyt intensywnego myślenia, a te kilka wdechów go schładzało. 
-Przeziębisz się.-usłyszałam głos gospodyni tego mieszkania. Może to dziwne, ale... poczułam się przez chwilę jakby mówiła to Ania. Głos Niny przez moment, był dla mnie głosem właśnie Lewandowskiej. Może jednak, ona tu jest? Marco powiedział kiedyś, że zmarli jeżeli kogoś naprawdę kochali są przy tej osobie do końca... Może Ania jest tu i chce mi pomóc.-Halo? Słyszysz mnie?-dobijała się do mnie Nina. Ocknęłam się jakby z amoku. Zerknęłam na nią i zobaczyłam jak spogląda na mnie swoim pouczającym wzrokiem. 
-Przepraszam... zamyśliłam się.-wytłumaczyłam.
-Spoko.-wypowiedziała.-Wiem, że potrzebujesz teraz samotności i porozmyślać o tym wszystkim, ale pomyślałam, że mogę ci jakoś pomóc.-zaproponowała i otuliła się kocem, który przyniosła dla siebie i usiadła na krześle obok mnie.-Po za tym, nie jest ci zimno?-dodała i zmierzyła mnie od góry do dołu.
-Nie, nie jest mi zimno.-odpowiedziałam uśmiechając się lekko do blondynki.-I Nina... nie musisz mi pomagać. Wystarczająco dużo już zrobiłaś. Dziękuję.-ponownie uśmiechnęłam się do niej, a ona odwzajemniła.
-Hej... Przecież siedzimy w tym razem, nie? -zapewniła i złapała mnie za dłoń i ścisnęła.-Poradzimy sobie jakoś. Będzie dobrze.-dodała.
-Mario został w Dortmundzie.-wypowiedziałam nagle, a moja towarzyszka od razu zerknęła na mnie.
-Poważnie? Skąd wiesz?
-Przed chwilą czytałam różne portale i w żadnym nie było napisanie o transferze. Nigdzie. Cisza.-wyjaśniłam.
-To co chcesz teraz zrobić?
-Wiesz, że... przypominasz mi Anię?-powiedziałam to w końcu. Nina nie kryła zdziwienia, a ja kontynuowałam.-Jak przyszłaś i spytałaś się, czy nie jest mi zimno... Ania tak często pytała. Teraz, jak tak mówisz, że będzie dobrze... ja znowu widzę ją w tobie.
-Mam nadzieję, że to jest komplement.-zażartowała, a ja w końcu mogłam się zaśmiać.-Jak chcesz, to opowiedz mi o niej. Słyszałam wiele plotek, ale chciałabym wiedzieć, która jest prawdziwa.-zaproponowała. Nie wiedziałam, tak szczerze, czy to jest dobry pomysł czy nie bardzo. Od czasu śmierci Ani, nigdy nie wspominałam jej tak dokładnie. Teraz Nina postawiła przede mną zadanie dość trudne. Chociaż dla wielu osób wydaje się to niczym bułka z masłem. Ale tak nie jest. Mówienie o kimś, kto nie żyje i wspominać tego kogoś, kto był dla ciebie jeszcze ważny, jest trudne. Niewyobrażalnie. Jednak czułam, że to może mi pomóc, więc po kilku minutach zastanawiania się, przystałam na jej propozycję.
-Ania... nie można jej opisać jednym słowem, bo będzie to za mało. Była świetna, pomocna, energiczna, pozytywna i jedyna w swoim rodzaju. Gdy uśmiechała się, to zaraz wszyscy w okół zarażali się od niej. Zawsze mi pomogła. Nigdy nie odmówiła, ale nie tylko mi, ale każdemu. Gdy ktoś wystawił rękę do pomocy, to ona ją zawsze wzięła i nigdy nie chciała czegoś w zamian. Nie ważne, czy ona zna tę osobę, lubi mocniej lub mniej. To nie było ważne. Ona chciała pomagać. Pamiętam, jak kiedyś, napisałam do niej by przyjechała mi pomóc. Chciałam, żeby pomogła wybrać dla mnie odpowiedni strój na spotkanie z Marco, ale tego nie dodałam. Ania przyjechała po 5 może 10 minutach.-w tym momencie na same wspomnienie o tej sytuacji uśmiechnęłam się do siebie.-Wiele jej zawdzięczam. Nie raz dała mi do zrozumienia, że robię źle. Jednak właśnie nie mówiła tego dosłownie, ale naprowadzała mnie do tego. Gdyby nie ona to nie... nie wróciłabym do Marco...
-Wiki? Nie uważasz, że teraz niszczysz to, co Ania pomogła ci naprawić? Myślisz, że chciałaby tego? Chciałaby, żebyś uciekała?
-Nie.-odpowiedziałam po chwili ciszy. Po tym schowałam twarz w podkulonych nogach i tak jak wcześniej głośno westchnęłam. Jednak tym razem nie zresetowałam się. Szkoda, że to nie jest normalnie takie proste. I za każdym razem, gdy ma się już dość, wciśnie się jakiś malutki guzik, który zresetuje nam wszystkie problemy w głowie i nie będziemy o nich pamiętać. Będą, ale w moim wypadku zapomniałabym jaka jestem głupia.
-Nie ważne co będziesz chciała zrobić, nie ważne co postanowisz. Ja zawsze ci pomogę. Jestem ci to winna. Za to wszystko.-mówiła, ale ja dalej nie zmieniłam swojej pozycji. Jednak po ostatnim zdaniu podniosłam głowę i zerknęłam na nią. Patrzała w dal na oświetloną PGE Arenę.
-Nie jesteś mi nic winna. Nie chce byś myślała w ten sposób.-odezwałam się, a ona natychmiast skręciła głowę do mnie.
-Wiki, teraz to ja źle zabrzmiałam.-usprawiedliwiła się i ukazała swoje białe zęby.-Nie chce by wydawało ci się, że robię to tylko by odpokutować swoje winy.-zaprzeczyła.-Robię to by ci pomóc, bo wiele razy również pomogłaś mi, ale i ma też wyrzuty sumienia, bo cierpiałaś przeze mnie. Wiem, że nie będzie już jak dawniej, ale chce byśmy mogły na siebie przynajmniej liczyć. Jak za dawnych lat.-ścisnęła po raz drugi moją dłoń, która wcześniej leżała samotnie na moich nogach.-Przepraszam cię jeszcze raz.-powiedziała, a z moich oczu nie wiem dlaczego chciały wydostać się łzy. Próbowałam je zahamować, ale wzruszenie było za duże i nie udało mi się. Poleciała jedna łza, druga i wtedy oboje z Niną się przytuliłyśmy i obie płakałyśmy ze wzruszenia i można powiedzieć, że nawet z tęsknoty. Brakowało mi jej i dopiero teraz to widzę.
-Cieszę się, że poznałaś kogoś takiego jak Ania. Widać, że pomogła ci w wielu sprawach, ale przede wszystkim zastąpiła ci mnie. Byłaś w dobrych rękach...
Siedziałyśmy na balkonie około jeszcze 10 minut i obie weszłyśmy do domu. bo zimno zaczęło nam trochę doskwierać. Usiadłyśmy jeszcze przed telewizorem w celu obejrzenia jakiegoś filmu. Jednak jakaś tania produkcja po kilku minutach mnie znudziła i postanowiłam pójść do pokoju i położyć się spać. Nie chciało mi się myć. Chciałam to zrobić jutro, a po za tym byłam wykończona i chciałam jak najszybciej zasnąć. Rozebrałam się, a nałożyłam moją piżamę, za którą służyła koszulka Marco. Mimo, że kilkakrotnie ją prałam to dalej unosił się jego zapach. Usiadłam na krawędzi łóżka i jakby przytuliłam ją do siebie. Wyglądało to jakbym tuliła samą siebie, ale w rzeczywistości chciałam poczuć obecność Marco. Nagle nie wytrzymałam i zaczęłam płakać. Tak bardzo chciałam go przytulić do siebie. Tak bardzo chciałam go pocałować. Emocje z całego dnia puściły.
Przez przypadek spojrzałam na szafkę nocną i zobaczyłam, że leży tam telefon. Z trzęsącymi dłońmi złapałam za telefon, a potem portfel, z którego wyjęłam swoją starą kartę, a włożyłam starą. Od razu dostałam kilka powiadomień o nieodebranych połączeniach i SMS'ach. Jednak olałam te informacje  wybrałam numer do Reusa. Wahałam się. Bałam się, ale musiałam. Chciałam usłyszeć jego głos.
-Wiktoria?!-do moich uszu dobiegł ten wspaniały i charakterystyczny głos. Tęskniłam.
________________________________________________________________
HEJ I ZAPRASZAM!

Słuchajcie, po pierwsze przepraszam, że tak długo czekałyście na jakikolwiek znak życia ode mnie.
Jednak pisanie ostatnio rozdziałów średnio mi wychodzi i chęci też brak. Jednak się zebrałam i pisanie tego ostatniego rozdziału musiałam podzielić na dwie części. Po prostu wyszedłby za długi, a wiem, że czytanie strasznie długich rozdziałów nie jest za fajne. Więc postanowiłam final episode podzielić :)

Przepraszam też, że nie komentowałam waszych blogów, ale powiedziałam sobie, ze na bloggera będę wchodziła tylko by pisać, bo nie ma mowy, że bym się wyrobiła. Więc zrobię to wszystko dzisiaj wieczorem i skomentuje wszystko! :)

Ja nie przedłużam tylko zapraszam na pierwszą część ♥

ENJOY ♥

czwartek, 30 lipca 2015

Rozdział 50


"DORTMUND JEST NASZ"

Chciałabym ten rozdział dedykować єυρнσяу я. która dodała ostatnio wspaniały komentarz przy którym prawie się popłakałam :') 
Pisząc ten rozdział i przy każdych kolejnych problemach z weną, a właściwie jej braku, czytałam go jeszcze raz, a Twoje słowa miałam w głowie przez cały czas.
Dziękuję ♥
*******
-Mogłabyś uważać jak leziesz?-powiedział mężczyzna w średnim wieku. Ja zamiast mu wrednie odpyskować, zwyczajnie głupio się uśmiechnęłam. Facet pokiwał tylko głową z niedowierzaniem i odszedł. Jeszcze nigdy nie cieszyłam się z powodu, że ktoś na mnie nawrzeszczał. Cieszyłam się, bo ten koleś powiedział to w moim ojczystym języku. W polskim. Witam w Gdańsku, Wiktoria. 
Wróciłam, a właściwie to uciekłam. Wieczorem zabukowałam bilety na poranny lot. Całą noc się pakowałam, a i tak zostawiłam wiele rzeczy. Między innymi samochód, ale nie chciałam tracić pieniędzy na paliwo i wolałam polecieć samolotem. Co do pieniędzy, to mam ich trochę, bo rodzice, gdy skończyłam 18 lat aktywowali mi konto, na które wpłacali mi oszczędności. Trochę się ich uzbierało. Nigdy ich nie wydawałam, ale teraz wypłaciłam wszystko. Chciałam zacząć nowe życie. Od nowa. Tam robiłam każdemu problemy. Tam każdy cierpiał przeze mnie. Wiem, że ranię ich, ale przyzwyczają się. Marco znajdzie kogoś innego. Pokocha kogoś innego. Mario będzie szczęśliwy z Ann i z Dianą. A rodzice... Wiem. Ich ranię najbardziej, ale dadzą radę. 
Wyłączyłam telefon. Kartę mam w portfelu, ale raczej wątpię, że ją jeszcze użyję. Zaczynam od nowa, ale na razie potrzebuję pomocy. 
Wyszłam z budynku lotniska i pierwsze co, udałam się do pobliskiego kiosku po nową kartę do telefonu. Nie chcę, by mogli kontaktować się ze mną. Wzięłam i zapłaciłam kobiecie o ciemnych włosach, a następnie ruszyłam na postój taksówek.Wsiadłam do jednej i podałam adres mieszkania. Auto odpaliło, a ja oparłam się zmęczona o okno. Około godziny 4 na ranem wyszłam z domu i do 8 siedziałam na lotnisku. Nic nie spałam. Byłam wykończona. 
Z przymrużonymi oczami obserwowałam jak moje miasto się zmieniło, albo raczej czy w ogóle to zrobiło. Wszystko zostało takie same. Nie byłam tu może z kilka miesięcy, bo ostatnio to było w dzień mojego wyjazdu. Jednak doskonale widzę, że wszystko jest takie same. Każda uliczka, po której chodziłam z przyjaciółmi, każda odwiedzona kawiarnia, każdy sklep. To jest moje miasto. 
-Halo, proszę pani?-usłyszałam wołanie kierowcy. Gwałtownie się ocknęłam, a mężczyzna uśmiechnął się do mnie.-Jesteśmy na miejscu.
-Tak, tak.-odparłam szybko.-Dziękuję.
-Ciężka noc?-zagadał, a ja w tej chwili dawałam mu pieniądze. 
-Żeby pan wiedział.-westchnęłam głośno.
-Mam nadzieję, że będzie lepiej.-dopowiedział i uśmiechnął się pocieszająco. Następnie, wyszedł razem ze mną, praktycznie równo, z auta i podeszliśmy do bagażnika. Wyjął z niego moją walizkę i podał mi ją. Podziękowałam mężczyźnie i oboje ruszyliśmy w swoje strony.
Weszłam do nowoczesnego budynku mieszkalnego. Pamiętałam go doskonale. Od razu ruszyłam w stronę windy, bo z wielką walizą będzie mi wygodniej. Gdy się w niej już znalazłam od razu wybrałam znajomy numer piętra i czekałam. Wszystko dłużyło mi się niemiłosiernie. Chciałam mieć to już za sobą. Bałam się tego spotkania, bo nie wiedziałam jak zareaguje na mój widok. Ucieszy się? Wygoni? Przyjmie mnie jako swoje zadośćuczynienie? Mimo, że nasz kontakt był praktycznie zerowy, bo ostatnio kontaktowałyśmy się zaraz na początku mojego związku z Reusem. Potem, to minęło. 
Urządzenie w końcu się zatrzymało. Mogłam wyjść i niepewnie ruszyłam pod drzwi. Chciałam od razu zadzwonić dzwonkiem, ale wahałam się jeszcze czy dobrze robię. Może powinnam pójść do jakiegoś hotelu? Ale z drugiej strony powinnam oszczędzać pieniądze, bo mimo, że teraz jest jej dużo, to za chwilę może tak nie być. Ostatecznie zadzwoniłam, chociaż byłam niepewna. Chociaż nie chciałam i bałam się. Chyba każdy normalny człowiek by tak zareagował. Czekałam chwilę zanim zobaczyłam dawno niewidzianą twarz. Zadzwoniłam po raz drugi, ale w sumie nie wiem dlaczego. Może chciałam upewnić się, że usłyszy. W końcu do moich uszu dobiegły odgłosy kroków zmierzających w moją stronę.
-Idę, idę. Pali się czy co?-mówiła i stało się. Pociągnęła za klamkę, otworzyła drzwi. Jeszcze nigdy nie widziałam tak zszokowanego człowieka. Oczy zrobiły się nagle tak wielkie, że określenie o pięciozłotówka jest zbyt małe. Jej malinowe usta powoli się otwierały, że odsłoniły białe zęby i aparat, który dbał o to by były one proste. Blondynka nic się nie zmieniła. Była sobą. Tak jak ją zapamiętałam. Jak zwykle jej blond włosy porozrzucane na wszystkie strony świata, a mimo to wyglądała świetnie. Obcisły podkoszulek, który podkreślał jej atuty i szare dresy, a na nogach białe skarpetki, które w sumie już nie były takie białe.
A ja? Stałam z kamienną twarzą. Chciałam się uśmiechnąć, ale zabrano mi jakoś tę możliwość. Dziwne. Postanowiłam się jednak przełamać.
-Cześć.-przywitałam się i lekko się uśmiechnęłam do niej. Nina miała kompletny mętlik w głowie. Nie miała pojęcia jak powinna się zachować.
-Hej.-odezwała się w końcu.-Co ty tu robisz?
-Potrzebuję pomocy.-wyjaśniłam. Sama się sobie dziwię, że od razu przedstawiłam sprawę jasno. Najwidoczniej chciałam mieć to już z głowy.
-Wejdź, proszę.-przepuściła mnie w drzwiach. Zachowywała się bardzo ostrożnie co do mnie. Nie miała za bardzo wiedzy, co mogę od niej chcieć. Weszłam głębiej i znalazłam się na korytarzu. Wcześniej musiałam pociągnąć za sobą wielką walizkę z potrzebnymi rzeczami. Polka bardzo uważnie odprowadzała wzrokiem mój bagaż. Zamknęła za mną drzwi, a zaraz potem się odwróciła twarzą do mnie.-W czym mogę ci pomóc?
-Wiem, że to wszystko jest dziwne. Ja... obiecuję ci wszystko wyjaśnię. Potrzebuje tylko tego, żebyś mnie przenocowała na kilka dni. Obiecuję, że jak tylko znajdę coś swojego, pozbędziesz się mnie.-opowiedziałam. Nowak nie kryła zdziwienia i jej błękitne oczy ponownie powiększyły się. Po raz kolejny dzisiejszego dnia. Widać było, że nie wiedziała jak ma się zachować. Właściwie nie dziwię się jej. Stawiam ją przed faktem dokonanym. Stoję tu z walizką i tylko najgorszy wróg powiedziałby, żebym się wynosiła i radziła sobie sama. Miałam nadzieję, że Nina jednak nie zachowa się tak i nie okaże tym najgorszym.
-Wiki...-wypowiedziała moje imię patrząc się centralnie na mnie.-... jasne.-to niesamowite jaką wtedy ulgę poczułam. Jeden problem miałam z głowy, ale ile jeszcze przed sobą.-Choć do pokoju.-zaprowadziła mnie do jednego z pomieszczeń, ale nie musiała mnie prowadzić. Znałam ten dom doskonale. Nina odkąd ukończyła pełnoletność mieszka sama. Rodzice, którzy do biednych nie należeli, kupili jej mieszkanie. Dziewczyna zawsze była samodzielna, pewna siebie i odważna. Jeśli porównać moją odwagę do jej, to jak porównywać mrówkę do słonia. Zawsze radzi sobie sama świetnie. Jest jedynaczką i jej mama wraz z tatą zawsze rozpieszczali córkę, ale jak widać jak się chce można wyjść na ludzi. Nina nigdy na nikogo nie liczyła. Zawsze na siebie. Pamiętam, że to ja byłam jej pierwszą przyjaciółką. Zawsze radziła sobie świetnie zazdrościłam jej wiele cech, które ma. Niekiedy uczyłam się od niej. Ta pewność siebie i czasami chamskość to właśnie skutek zadawania się z Nowakówną. Jednak nie żałuję. Dzięki niej stałam się kimś bardziej zawziętym i walczącym o swoje. Wiele jej zawdzięczam.
Kiedy mieszkałam w Polsce byłyśmy nierozłączne. Jak te dwie papużki. Zawsze robiłyśmy wszystko razem, a w tym domu czasami bywałam cały dzień, a w niektórych momentach i kilka dni. Często tu nocowałam, a wtedy byłyśmy w swoim świecie. Muzyka na fulla i tańce tylko we dwójkę i tylko my potrafiłyśmy się tak wyginać. Całonocne oglądanie filmów i straszenie się nawzajem. Potem nie mogłyśmy spać całą noc. Nasze relacje nie zmieniły się nawet od momentu, gdy zaczęłam chodzić z Rafałem. Nina go polubiła. Chyba nawet aż za bardzo...
Gdy rozgościłam się w pokoju, poszłam następnie do przestronnej kuchni. Urzędowała tam właśnie Nina i wstawiła wodę na herbaty. Grzebała coś w szafce, gdy weszłam do pomieszczenia.
-Pomoc ci w czymś?-zapytałam delikatnie. Nasza rozmowa i zachowanie... wszystko było na zasadzie delikatności. Jednak co się dziwić. Zwyzywałam ją, a ona zawiodła mnie, zabrała mi chłopaka. Jednak po przekroczeni progu to wszystko jakby się zmieniło. Powróciły wszystkie wspomnienia. Dziwnie to mówić, ale stęskniłam się i brakowało mi Niny.
-Nie, dzięki. Już mam wszystko. Usiądź.-powiedziała, a ja wykonałam o to, o co poprosiła. Zasiadłam na krześle i obserwowałam jak nalewa wody do kubków. Spojrzałam właśnie na okno i dostrzegłam ten piękny widok. Panoramę Gdańska i to morze w oddali. To dziwnie i niezwykłe jednocześnie, że jedna rzecz, jedno miejsce i od razu masz w głowie milion chwil i wspomnień związanych z tym przedmiotem czy miejscem. Ja tak mam, gdy tylko przynajmniej spojrzę na stolicę Pomorza. Jeżeli się dobrze przyjrzy dostrzec można dostrzec PGE Arenę. Stadion, na którym bywało się i to nie raz. I ten pamiętny mecz Lechii i Barcelony.
-Mam nadzieję, że nie zmieniłaś swoich nawyków?-usłyszałam jak mnie pyta. Wróciłam wtedy dopiero na ziemię. Zauważyła, że usiadła naprzeciwko mnie. Spojrzałam na nią marszcząc brwi.-Chodzi mi o herbatę. Nie słodzisz, czy coś?
-Nie.-uśmiechnęłam się odpowiadając.
-Uff...-odetchnęła.-Myślałam, że już całkiem tam zniemczałaś.-zaśmiałyśmy się.
-Dziękuję ci.-postanowiłam od razu zacząć temat.-Dziękuję, że mnie przyjęłaś. Wiem, że to co było... nie będzie już jak dawniej, ale dobrze, że potrafimy porozmawiać.
-Nie ma sprawy. Wiele razy ratowałaś mi tyłek. Jak mogłam cię wygonić?-pytała retorycznie.-Po za tym, to był właściwie mój obowiązek...
-Żaden obowiązek. Nie rozmawiajmy o tym, Nina. Stało się i jest okej. Rozumiem. Ważne jest szczęście drugiej, a mam nadzieję, że będziecie szczęśliwi.-mówiłam całkiem szczerze.
-Tak, tylko, że ja i Rafał nie jesteśmy już razem.-wyznała mniej pewniej. Teraz to mi oczy się powiększyły. Ale jak?
-Dlaczego?
-To jednak nie było chyba to, Wiki. Te dwa miesiące... te zdradzanie cię. Bolało mnie to, ale nie moja wina, że on mnie strasznie pociągał. Spodobał mi się i tak jakoś to wyszło. Potem wyjechałaś i myśleliśmy, że uda nam się. Jednak po twoim wypadku wyrzuty były silniejsze. Nie mogliśmy. Jesteśmy przyjaciółmi. Tak jest dobrze, a nawet lepiej. Najwidoczniej niektórzy nie mogą być razem.-opowiadała, a ja słuchałam z uwagą. Nie jestem osobą, która życzy źle drugiej. Co było najdziwniejsze... było mi szkoda ich. Jednak, jak Nina powiedziała, niektórzy nie mogą być ze sobą.
-Przykro mi.-wypowiedziałam.
-To mi powinno być przykro. Miałyśmy o tym nie wspominać, ale wiedz, że ja mam wyrzuty cały czas. Nie uwierzysz, ale dzisiaj nawet o tobie myślałam. Dlatego byłam taka zaskoczona, że cię zobaczyłam.-zaśmiała się.-Przepraszam. Tak oficjalnie.
-A ja oficjalnie przyjmuję przeprosiny.-odparłam i jednocześnie popiłyśmy gorące napoje.
-To mów, w takim razie co cię tu wywiało? Wyprowadziłaś się z Dortmundu?-zagadała pół żartem.
-Właściwie... to ja uciekłam.-wyznałam, a Polka zakrztusiła się piciem.
-Co?-mówiła z trudem.-Ty? No, nie wierzę! Uciekłaś od tego swojego faceta, czy rodziców?
-Właściwie, to od każdego. Chcę zacząć od nowa.
-Wiktoria, mów co się dzieje, bo o ile się nie mylę, to Marco Reus jest bardzo przystojny i cholernie bogaty, a ty uciekasz od takiego mężczyzny? Laska, co się z tobą dzieje?-dziewczyna zaczynała być coraz bardziej pewna. Ta niewidzialna otoczka, która była przedtem minęła.
-Narobiłam głupot. Wiele głupot...-wypowiedziałam i oparłam rękę o swoje czoło, głośne wzdychając przy tym.
-Nie mów, że go zdradziłaś?-zgadywała.
-Całowałam się z jego przyjacielem.-wyjaśniłam krótko nie patrząc na nią.
-Cholera.-W jej głosie dało wyczuć się kilka odczuć na raz. Słychać było zdziwienie, ale i też lekkie rozbawienie całą tą sytuacją. Było też czuć współczucie i zrozumienie.
-Dwa razy.-dodałam dobijając samą siebie.
-Müller! Co jest z tobą!?-pytała głośno, ale ja sama nie znałam odpowiedzi. Nie wiedziałam, co jest ze mną. Ostatnimi czasy dostrzegłam, że jest coraz gorzej.
-To wszystko się zaczęło jak zerwałam z Rafałem. Wtedy byłam w starszym stanie. Nie potrafiłam zapanować nad złością i rozczarowaniem. Byłam sama, ale pojawił się nagle Mario. To jego poznałam najwcześniej i to jego polubiłam najbardziej. Był tak blisko. Ja byłam sama i on wtedy też...
-Zaraz, zaraz.-przerwała mi blondynka.-Mówimy o tym Mario Götze?-kiwnęłam twierdząco głową.-Ten Mario Götze, który jest z tą modelką?-pytała dalej.
-No, tak.-potwierdziłam jej słowa.
-To ten, który spodziewa się dziecka?
-Tak ten, ale skąd ty...-dziwiłam się dlaczego blondynka wie tak dużo na temat piłkarza. Mimo, że nie zna się na piłce za bardzo.
-Wiesz, ma się swoje źródła.-poruszała zabawnie brwiami, przerywając mi wcześniej.-Po za tym w Polsce dość bardzo interesują się niemieckimi zawodnikami.-tłumaczyła się.-Ale ty kontynuuj lepiej, co z tym drugim pocałunkiem.
-No... ten drugi... to on był niedawno... na wakacjach. Pokłóciłam się z Marco i spotkałam Mario. To było po śmierci Ani dodatkowo. Pocałował mnie nagle. Po prostu. Nie wiem dlaczego to zrobił, ale podobno pozostały u niego jakieś uczucia z tego pierwszego zauroczenia. Pocałował mnie, a ja nie oparłam się mu. A powinnam.
-I dlatego się wyniosłaś? Chodzi tylko o pocałunek?-dopytywała zaciekawiona.
-Od tego się zaczęło. Razem z Mario postanowiliśmy to zachować tylko dla siebie. Nie chcieliśmy ranić Ann i Marco. Chcieliśmy zapomnieć, ale powiedziałam też Mario, że na razie nie powinniśmy się widywać.
-Co? Czemu mu to powiedziałaś?-nie rozumiała.
-Myślałam, że to będzie dobre wyjście. Tak szybciej zapomni o tym uczuciu. Myślałam, że ono wygaśnie. Ale Mario postanowił przenieść się dla mnie do Bayernu. Miał dzisiaj podpisywać kontrakt, ale mam nadzieję, że nie pojawi się żadna informacja.
-Czekaj, czekaj.-powiedziała i zaczęła gestykulować rękoma.-Chcesz powiedzieć mi, że zamiast, porozmawiać z Reusem i Mario, to ty wolałaś go na początku unikać, a teraz spieprzasz?-cała Nina. Nigdy nie zastanawia się nad dobranymi słowami, tylko mówi co jej ślina na język naniesie. W sumie, może właśnie tego potrzebowałam, prawdy.
-Skoro tak to dla ciebie wygląda, to tak.-zgodziłam się opierając dłońmi o blat stolika.
-Jednym słowem - jesteś nieźle pierdolnięta.-wydała ostateczną opinię.
-Dzięki.-odparłam z ironią.
-Ty mi tu  nie dziękuj, tylko zastanów się co ty wyrabiasz!-pouczała mnie, a mi nie pozostało nic innego do zrobienia, a słuchania jej.-Miałaś zajebiste życie. Nawet nie wiesz ile dziewczyn w Gdańsku było zazdrosne o to jakiego masz faceta. Nie dość, że skubany jest niesamowicie przystojny i bogaty... W ogóle ile to on ma samochodów?-przerwała i spojrzała na mnie pytająco.
-W sumie sama nie wiem.-poruszyłam ramionami. Chyba cztery...-odpowiedziałam na pytanie.
-Cztery!? Laska!-Nina zachowywała się jakby chciała mi włosy powyrywać z głowy. Ale ona tak się zawsze zachowuje, gdy chce pokazać mi, że nie mam racji.-Ale wracając do Marco, to nie dość, że jest tam sobie piłkarzem, ale  jeszcze jest troskliwy i wskoczył by za ciebie w ogień! Wiem, co mówię. Nie widziałaś go w jakim stanie był, gdy miałaś wypadek i lekarze walczyli o twoje życie. Przecież w Dortmundzie miałaś wszystko, co chciałaś. Żyłaś jak w bajce, a ty uciekasz, bo nie chcesz się przyznać do niewinnego pocałunku?! Myślałaś, że to jak zaczniesz unikać Mario, to jego uczucia wyparują? To tak nie działa, Wiki. Jakbyś tylko z nim rozmawiała, nawet codziennie, wyjawilibyście prawdę, to wszystko by wróciło do normalności. Zobacz gdzie jesteś? To już przesada! Nawet jak na mnie.-słuchając jej, wiedziałam, że ma racje. Całkowitą rację. Ucieczka nic nie da, ale teraz jest już za późno.
-Jeżeli miałam wybierać miedzy Mario czy zostaje a mną, to oczywiste, że nie pozwolę wyjechać na siłę z jego miasta. Dortmund jest jego. Należy do niego, To tam się wychował. Nie ja. Teraz jest już za późno, Nina.
-Na nic nie jest za późno. Możesz wsiąść do najbliższego samolotu i pojechać do domu. Powiesz wszystkim prawdę i każdy będzie szczęśliwy!-gadała.
-Nie Nina. To tak nie działa. Nie chcę ranić Mario. Po za tym nie wiesz, co działo się przez te kilka miesięcy. Nie wiesz przez co przeszłam i wcale nie żyłam jak w bajce. Zostaję tutaj. Już postanowione.-stawiałam na swoim.
-Pomyślałaś w ogóle o Marco? Co on w tym momencie czuje? Zostawiłaś go, a przecież to on jest twoim chłopakiem, a nie Mario!
-Ale Mario jest też dla mnie ważny. Pomyślałam o nim. Cały czas o nim myślę, ale czasami trzeba podejmować pewne decyzje. Zrobiłam to, bo nie chcę by cierpieli przeze mnie. Poświęciłam się dla Götze, bo chcę by był szczęśliwy.
-No, a co ze szkołą?
-Nic. Nie ukończę jej. Znajdę pracę i jakoś będę żyła.-odparłam.
-Gdzie? Przecież nie masz wtedy nawet średniego wykształcenia! W takim wypadku nie wiadomo, czy przyjmą cię na kasę do jakiegokolwiek sklepu, czy marketu. Przecież stać cię na coś więcej! Masz większe ambicje niż kasa w biedronce!
-Nina!-podniosłam również głos.-Nie proszę cię o nic więcej jak uszanowanie mojej decyzji. Myślisz, że ja sobie nie zdaję sprawy, że ranię ich?-moje oczy zaszklił się, ale nie płakałam. Nie miałam zamiaru się rozbeczeć.-Mario chciał odejść przeze mnie, a ja mu nie pozwoliłam. Jeżeli w Dortmundzie nie ma miejsca na naszą dwójkę, to wolę ja się wynieść. Ja, bo przyjechałam bez zaproszenia. To ich bajka. Nie moja.-z każdym słowem ściszałam głos.
-Ale...-dawna przyjaciółka szukała kolejnych argumentów, ale jak na dzisiaj to starczy.
-Proszę!-przerwałam jej.-Proszę cię tylko o przenocowanie mnie na kilka dni. O nic więcej. Wyniosę się jak tylko znajdę pracę. Chcę pomocy. Chcę byś trzymała moją stronę, proszę.-mówiąc, patrzałam się w jej niebieskie oczy. Widziałam niezdecydowanie i wiem, że gdyby nasze relacje były lepsze, to by zdzieliła mnie z kilka razy i siłą wysłała do Niemiec. Teraz jednak powinna się zgodzić.
-Dobrze.-zgodziła się.-Wiki, możesz zostać tu ile tylko chcesz. Nawet jak najdłużej. Przynajmniej nie będę samotna. Brakowało mi twojego towarzystwa. Przepraszam jeszcze raz za wszystko.-dodała i wstała. Podeszła do mnie i mnie przytuliła. Również wstałam. Stałyśmy i tuliłyśmy się. Jak za dawnych lat. Wszystkie wspomnienia ponownie powróciły. Powróciło dzieciństwo. Powróciły te szalone młodzieńcze lata z tą wariatką. Też za nią tęskniłam.
Gdy tak stałyśmy, ktoś zadzwonił do jej drzwi, ale potem je zwyczajnie otworzył. Oderwałyśmy się od siebie i popatrzałyśmy.
-Nina? Jesteś?-usłyszałam. Poznałam ten głos. Poznałabym go wszędzie.
-W kuchni.-odkrzyknęła i nie minęło 10 sekund jak pojawił się w tym samym pomieszczeniu co ja. Zdziwienie Laury nie mogło się równać z jego zdziwieniem.


*******
-Dobrze... powiem wam...-powiedziałem prosto do Marco, ale zwróciłem się do każdego w salonie. Ann postanowiła usiąść, a każdy na mnie zerkał. Reus patrzał się na mnie tym swoim surowym wzrokiem. Marzyłem tylko o tym by się gdzieś ukryć. To spojrzenie było niczym rentgen. Prześwietlało mnie. Miałem go dość. Chciałem mieć to już za sobą. Chciałem to powiedzieć.
-Czekamy.-odezwał się surowym tonem jej ojciec, który przez cały ten czas siedział cicho.
-Chodzi o to... że ja i Wiki...-przeciągałem.-...pocałowaliśmy się... kiedyś na początku. To było jak zerwała z Rafałem. Płakała, a ja byłem przy niej. Nie byliśmy wtedy w związku z wami. Na wakacjach pokłóciliśmy się o ten pocałunek i powiedzieliśmy o kilka słów za dużo...-mówiłem. Kłamałem jak z nut. To było okropne. Okropnie się czułem. Miałem dość. Jednak nie odważyłem się. Wykorzystałem sytuację z przeszłości i umyślnie ją przekręciłem. Kłamałem ich. Kłamałem moich najbliższych. Ann...spojrzałem na nią i widziałem ten ból. Była zmartwiona. Nie patrzała na mnie, tylko tępo w podłogę. Wiem, że teraz Reus pewnie mnie rozrywa wzrokiem, ale ważniejsza była w tym momencie moja Ann. Moja kobieta, którą kocham.
-Kochanie...-przykucnąłem do niej. Wtedy coś we mnie jakby strzeliło. Zrozumiałem, że to ona jest kobietą mojego życia. Wiedziałem to już wcześniej, ale wtedy... to było coś niezwykłego. Okłamałem ją i wiem, że nigdy nie mogę tego powtórzyć. A te uczucia do Wiki... wyparowały. Nie było już ich. Tak nagle? Niezwykłe. Nawet bardzo niezwykłe, ale prawdziwe.-Kochanie...-zwróciłem się do niej jeszcze raz. Nagle jakby zmarszczyła czoło i złapała się kurczowo za brzuch.-Ann!-krzyknąłem i lekko ją szturchnąłem.
-Aua!-wyznała i skurczyła się.-Boli... mój brzuch... Mario! Zrób coś...-błagała mnie, a ja momentalnie pobladłem. Wystraszyłem się, że może coś stać się Ann, albo mojej Dianie. Nie wybaczyłbym sobie, bo to przeze mnie. Dlatego, bo powiedziałem o pocałunku, a i tak była to zupełnie inna wersja, którą miałem im wyznać. Wtedy po raz pierwszy byłem szczęśliwy, że ich okłamałem.
Złapałem dziewczynę i pomogłem się jej podnieść. Wszyscy zaczęli koło nas skakać, ale to blondyn był najbliżej i pomagał mi ją zanieść do samochodu. Mama Wiktorii uspakajała modelkę i dodawała jej różnych rad. Po chwili byliśmy już koło mojego samochodu. Wsadziłem kobietę do tyłu, a pani Müller usiadła razem z nią. Ann coraz ciężej oddychała, a z oczu wyleciały jej łzy. Chciałem szybko udać do na miejsce kierowcy, ale wyprzedził mnie Marco.
-Siadaj do niej. Musisz być przy niej.-powiedział, a ja tylko kiwnąłem głową i przyznałem mu rację. Usiadłem obok ukochanej i złapałem ją za rękę. Moje serce o mały włos by nie eksplodowało. Przyjaciel ruszył z piskiem opon i pognał do kliniki, w której blondynka ma rodzić.
-Kochanie, nie denerwuj się. Oddychaj spokojnie. Jestem tu obok ciebie.-mówiłem cały czas do niej i jednocześnie wytarłem jej łzy.
-Ann, skarbie.-usłyszałem teraz głos mamy Wiki.-Popatrz na mnie.-wykonała polecenie.-Jedziemy do szpitala. Jesteś bezpieczna. Musisz zacząć oddychać spokojnie i głęboko, dobrze? Zrobimy to razem. Uwaga: wdech... i wydech...-rodzicielka Wiktorii jako, że jest po dwóch porodach, świetnie zna się na tym i znakomicie sobie poradziła. Zanim dojechaliśmy ból u Ann zmalałam i oddychała już poprawnie.
Na miejscy wysiedliśmy pierwsi z auta i zaraz z moim klubowym kolegą pomogliśmy wyjść Ann. Weszliśmy do środka i od razu zajął się nami lekarz. Już mogłem trochę odetchnąć, bo moja dziewczyna funkcjonowała normalnie. Pielęgniarki podały jej wózek, na którym usiadła i zawieźli ją do sali. Podążaliśmy we trójkę za nimi, ale musieliśmy już poczekać przed drzwiami, gdy Ann - Kathrin wjechała do środka z lekarzem.
-Proszę się już nie niepokoić.-pocieszał mnie starszy mężczyzna.-Wszystko jest już w porządku. Proszę podziękować tej pani.-wskazał z uśmiechem na mamę Wiktorii. Ja wtedy bez zahamowania podszedłem do niej i ją przytuliłem. Blondynka oczywiście oddała uścisk.
-Dziękuję. Nie wiem co by się stało gdyby nie pani.-dziękowałem.
-Każdy by zrobił na moim miejscu to samo.-uśmiechnęła się.-Ważne, że już wszystko będzie dobrze.-dodała.
-Muszę napisać jeszcze do Strutha.-wyjaśniłem zebranym.
-Dlaczego?-zapytał blondyn.
-Nie pojadę dzisiaj podpisać tego pieprzonego kontraktu, zostawiając ją. Po za tym Wiktoria się też jeszcze nie znalazła.-odparłem wyjmując telefon z kieszeni. Wybrałem do niego numer i czekałem aż usłyszę jego głos.
-Moja gwiazda Bayernu dzwoni.-ekscytował się. Miewałem wrażenie, że bardziej ode mnie cieszył się z moich przenosin.-Jesteś już na lotnisku?
-Właśnie ja w tej sprawie.-mówiłem.-Nie mogę dzisiaj podpisać kontraktu. Musimy to przełożyć.-wyjaśniłem. Miałem nadzieję, że to wystarczy.
-Czy ty sobie w tym momencie żartujesz?! Myślisz, że takie spotkania można przekładać kilka razy dziennie?! To nie jest, do jasnej cholery, jakieś Stuttgarter Kickers, tylko Bayern Monachium. Jeden z najlepszych klubów świata! Zdajesz sobie z tego sprawę, czy ty jeszcze nie dorosłeś do takiej roli?!-krzyczał zdenerwowany.
-Ann jest w szpitalu! Nie zostawię jej!-również podniosłem głos. W słuchawce nastała cisza.
-Oddzwonię.-powiedział tylko tyle. Odetchnąłem ze zdenerwowania. Nagle poczułem, jak czyjaś ręka spoczywa na moim ramieniu. Odwróciłem się w celu zidentyfikowania kim jest ta osoba. Był to Marco.
-Spokojnie, bo zaraz ciebie będziemy musieli do lekarzy odsyłać.-zażartował, a ja wymusiłem lekki uśmiech.
-Marco, zabierz go na dwór. Niech odetchnie świeżym powietrzem. Ja tu poczekam i w razie czego dam znać.-poradziła najstarsza z nas. Blondyn się zgodził i zabrał mnie na dwór. Wyszliśmy na zewnątrz i pierwsze co, to oparłem się o barierki. Westchnąłem głośno i czekałem, aż Marco ochrzani mnie za ten pocałunek.
-Ja wiedziałem o tym.-odezwał się nagle. Zerknąłem na niego zdziwiony i oczekiwałem rozwinięcia. O czym wiedział?- Wiedziałem, że się pocałowaliście.Wiki mi powiedziała...-dopiero teraz zauważyłem, że opiera się podobnie do mnie. Patrzał się w dal jak ja. Jesteśmy jak bracia. Myśl, że już za chwilę tego nie będzie przerażała mnie.
-Przepraszam...-stać mnie było tylko na tyle. Nawet na niego nie spojrzałem.
-Nie przepraszaj. Przecież wtedy nie byliśmy razem. Ani ja z Wiki, ani ty z Ann. Było minęło.-stwierdził, a ja głośno westchnąłem. Bolało mnie to, że nie powiedziałem mu całej prawdy. Najchętniej to bym teraz podobnie jak Wiki uciekł, albo przynajmniej od Marco, ale na moje szczęście szybko zmienił temat.
-Boję się, że Wiktoria nie wróci. Że przepadła na dobre.-chociaż, czy ten temat jest dobry?
-Chciałbym powiedzieć ci coś pocieszającego, ale nie mogę.-nie chcę kłamać cię drugi raz.-Musimy wierzyć, że się znajdzie. Kocha cię i nie powinna długo wytrzymać bez twojej obecności.
-Ale dlaczego? Było wszystko dobrze, a ten pocałunek...-spojrzał nagle na mnie.-Dlaczego nagle teraz o niego się pokłóciliście?
-Sam nie wiem do końca jak to wyszło. Maro... ja nie wiem...-mieszałem się. Chciałem mu powiedzieć prawdę, ale się bałem. Bałem się, że mnie znienawidzi. Kłamstwo ma krótkie nogi, ale... na ten moment nie widzę lepszego rozwiązania.
Na moje szczęście poczułem jak telefon wibruje. Dostałem SMS'a. Wziąłem do ręki urządzenie i odczytałem. Był to mój manager.
"Jutro o 14. Teraz do końca życia powinieneś mi dziękować."
-Kto to?-zapytał piłkarz z numerem jedenaście.
-Struth. Przełożył podpisanie kontraktu na jutro o 14.-wyjaśniłem.-Muszę zadzwonić do reszty i powiedzieć, że nie jadę dzisiaj.-dodałem.
-Idź do Ann lepiej, a ja napiszę. Potrzebuje cie teraz.-zaproponował, a ja tylko się do niego uśmiechnąłem i podziękowałem. Marco jest moim najlepszym przyjacielem i wiele mu zawdzięczam. Oboje możemy na siebie nawzajem liczyć. Nie możemy tego zniszczyć, a ja właśnie to robię.
Zostawiłem przyjaciela, a sam udałem się do tego miejsca, gdzie byłem przedtem. 
-O Mario!-powiedziała mama Wiktorii, która była tu cały czas.-Miałam właśnie po ciebie iść. Ann została przewieziona na salę. Jest tam też lekarz i ma z tobą porozmawiać.
-Gdzie jest ta sala?-zapytałem.
-Powiedzieli, że po schodach i na prawo. Sala 65.-odpowiedziała i uśmiechnęła się lekko.
-Dziękuję pani za wszystko.-odparłem i przytuliłem ją jeszcze raz. Wolę nie wyobrażać sobie co by było, gdyby nie ona. 
-Nie ma sprawy. Leć.-poradziła, a ja po chwili zniknąłem już i ruszyłem po schodach do sali, gdzie poleciła mi pani Müller. Zapukałem najpierw i gdy usłyszałem donośnie "proszę", wszedłem. Ann leżała na łóżku, a obok niej mężczyzna w podeszłym wieku robił jakieś badania i notował w swoim zeszycie.
-O pan Mario.-uśmiechnął się jak mnie zobaczył. Odstawił dotychczasowe zajęcie i poprawił tylko okulary, które spoczywały na jego nosie. Ja natomiast od razu podszedłem do mojej ukochanej i złapałem ją za rękę. Ścisnąłem ją, jakbym bał się, że ma zaraz uciec ode mnie. Na twarzy modelki było widać dużą ulgę. Gdy mnie zobaczyła to się nawet uśmiechnęła.
-Co z nią jest? Jak z dzieckiem?-pytałem.
-Proszę się nie martwić. Wszystko jest już w porządku. To był tylko lekki skurcz, które występuję, gdy kobieta w ciąży się zdenerwuje, albo zestresuje. Wszystko jest już opanowane. Ann dostała leki i już jutro powinna czuć się jak nigdy.-tłumaczył z wielkim uśmiechem, a jego siwa broda co jakiś czas się podnosiła i opadała pod wpływem pracy mięśni.
-Napędziłaś nam stracha, kochanie.-zwróciłem się do brzucha blondynki.
-A i jeszcze jedno. Ann zostanie z nami na noc. Chcemy mieć ją na oku. A gdy wróci musi pan na nią uważać i nie podpadać ukochanej, dobrze?-zaśmiał się.
-Dobrze. Będę o nią dbał.-zapewniłem i odwróciłem się ponownie do kobiety mojego życia. W tym czasie medyk opuścił pomieszczenie i wyszedł.-Jak się czujesz? Wiesz jak się bałem?-mówiłem do niej.
-Wiem. Przepraszam...-spuściła głowę.
-Za co ty przepraszasz? To ja powinien to zrobić. Nie potrzebnie... nie potrzebnie cię zestresowałem.-tym razem to ja opuściłem wzrok.
-Skarbie...-poczułem jak jej ręka spoczywa na mojej, by po chwili ją lekko pogładzić. Uśmiechnąłem się sam do siebie pod wpływem jej ciepłego dotyku. Kocham ją. Powtarzam się. Wiem. Jednak czuję teraz coś takiego jak poczucie winy spowodowane tym, że czułem to zauroczenie. To pierwsze zauroczenie Wiktorią. Teraz już tego nie ma.-Porozmawiajmy o tym pocałunku.-zaproponowała, a ja podniosłem się i spojrzałem na nią. Mój uśmiech nie zniknął.
-Dobrze.-zgodziłem się.-Ann... ja cię kocham. Bardzo. Najbardziej na świecie i już nie mogę się doczekać, kiedy wspólnie zostaniemy rodzicami. Ten pocałunek był kiedyś.-mówiłem i.. kłamałem. jednak nie kłamałem na temat mojej miłości.
-Też cię kocham.-odpowiedziała mi tym, że lekko się podniosła i pocałowała mnie. Zrobiła to delikatnie w usta. Oderwaliśmy się od siebie i jednocześnie uśmiechnęliśmy.
-Kochanie... Ty nie chcesz wyjeżdżać, prawda?-poruszyłem tematy wyjazdu. Brömmel popatrzała na mnie ze zdziwieniem i  zaskoczeniem. Widocznie zastanawiała się przez chwilę i analizowała swoją odpowiedź.
-Mario, jak powiedziałam wcześniej, kocham cię. Szanuję to, że jesteś piłkarzem i jeżeli będziesz chciał się gdziekolwiek przenieść, to ja będę zawsze tam, gdzie ty. Mimo wszystko i pomimo wszystko.
-Ale...
-Ale skoro pytasz, to wiedz, że to jest nasze miasto. Dortmund jest nasz. Teraz, gdy powiedziałeś, że chciałeś przenieść się dla Wiktorii... Musimy ją Mario znaleźć i zrobić wszystko by życie wróciło do normy.-dodała. Chciałem odpowiedzieć jej jeszcze, ale w  tym samym momencie usłyszeliśmy ciche pukanie do drzwi.
-Hej, nie przeszkadzam?-zapytał niepewnie Reus, który się powoli wyłonił.
-Nie.-zaprzeczyliśmy ponownie równo.-Coś się stało?
-Po prostu chodź. Nic się nie stało.-dodał i uspokajał mnie, ale chyba przede wszystkim Ann. Wstałem i pocałowałem jeszcze przelotem ukochaną. Wyszedłem i zobaczyłem, że doszło do nas parę osób, czyli tata Wiki i jej brat. Stali rozmawiali z panią Müller.
-Co jest?-spytałem zebranych.
-Chyba wiemy, gdzie jest Wiktoria.-odpowiedział Kuba.
________________________________________________________________
HEJ, CZEŚĆ I CZOŁEM :)

Witam i od razu przepraszam za spóźnienie, ale zaraz Wam wszystko wytłumaczę :)
Rozdziały niestety piszę na bieżąco, ale w drugiej części opowiadania powinnam to zmienić chyba i mam nadzieję, że tak się stanie :O
Słuchajcie, sam rozdział był na tyle ważny i istotny, że nie mogłam pisac go gdy nie miałam ochoty. Dlatego pisałam po częściach. Jeszcze raz przepraszam za wszelkie problemy, ale po prostu musiałam.
Rozdział sam w sobie jest dość długi, a byłby jeszcze dłuższy. Ucięłam go jednak w "super" momencie ;) Też Was kocham ♥



Jest też jeszcze jedna spawa :) 
Pod poprzednim postem, ale ogólnie ostatnio zauważyłam, że postać Wiktorii wywołuje dużo kontrowersji :) Ale to chyba dobrze, bo ja to sobie powtarzam zawsze tak: jeżeli w filmie, serialu, grze, książce, a w tym wypadku opowiadaniu na blogu, "postać wywołuje jakiekolwiek emocje, niekoniecznie pozytywne, znaczy, że jest (w tym wypadku) dobrze poprowadzona".
Jedna z osób napisała też, że ten wątek o wyjeździe jest nawet dziwny. Ja oczywiście nie odbieram tego w negatywny sposób. Wręcz przeciwnie, ale na jej komentarz odpowiedziałam wyjaśniając. Teraz wam zacytuje:
"Wiem, że ten wątek jest taki inny, ale właśnie chciałam nim pokazać, że główna bohaterka ma wady, a nawet dużo. Wieje od niej lekkomyślnością. Myślała szybko. Nie chciała by Mario odchodził i gdy powiedział, że wyjeżdża przez nią/dla niej, to jej pierwszym odruchem było właśnie to by nie pozwolić mu odejść. Widziała w sobie winię. Nie chciała tego, by Gotze zmuszał się do wyjazdu. To jest coś w stylu poświęcenia. To kłamstwo, które zostało spowodowane pocałunkiem, powędrowało za daleko i już było za późno na odkręcenie tego. 
Wyjechała i zostawiła wszystkich. To głupie i może rzeczywiście "ma narąbane". Nie przeczę. Ona nie chciała tego robić, ale powiedźmy, że się poświęciła. Ten wyjazd jest poświęceniem, bo jak pisałam wcześniej widzi w sobie winę. Sądzi, że jak wyjedzie problemy i to wszystko minie. A czy na pewno? Wiktoria jest młoda i popełnia błędy. myśli impulsywnie i wiem, że was denerwuje jej zachowanie. Gdybym nie była autorką, a czytała po prostu, to pewnie irytowałaby mnie tak samo jak Was, a że tak jakby ja ją tworzę, to staram się ją bardziej rozumieć.Jednak nikt nie jest idealny i nie miałam zamiaru tworzyć pseudo wyidealizowanej laski z samymi plusami. Wiki popełnia mnóstwo błędów, ale się i też się na nich uczy, a przynajmniej teoretycznie :DJej postać jest specyficzna, a w kolejnym rozdziale, który jest spóźniony dowiecie się więcej co nią kierowało. Mam nadzieję, że nie znienawidzicie jej aż za bardzo, bo może... troszeczkę przesadziłam z niektórymi wątkami, ale ten wyjazd był od początku zaplanowany. Od początku planowałam pocałunek Mario i Wiki oraz od początku wiedziałam, że wyjedzie i nie chciałam z tego rezygnować. Cóż... Mam nadzieję, że mimo wszystko wytrzymacie jeszcze dwa rozdziały i przygotujecie się na nową część, która będzie inna od tej pod względem charakterów postaci. Spokojnie, Wiki już nie będzie taka, bo dorośnie :D W każdym bądź razie, mam nadzieję, ze mnie tez nie znienawidzicie za ten wątek, ale nie wszystko musi być idealne, prawda? :) "


Jak myślicie? Co przyniesie kolejny rozdział i ostatni zarazem?
Wiktoria się odnajdzie?
Mario odejdzie?
Tajemnica wyjdzie na jaw?

Przygotujcie się na ostatni rozdział i na dużo emocji :) 

PS Też będzie długi nawet :D


O nie! Co to za chory pojeb zniszczył nam idealne 100% ja się pytam? :O 
I gdzie do cholery jest 1%?! 
Oczywiście żartuje hahah musicie widzieć, że mam specyficzne poczucie humoru :DDD 
Tym bardziej, że jest po 1 w nocy, a wtedy to już w ogóle dziwne się zachowuję 😄
A tym bardziej nie mam nic do osoby, która jest za nie, co nie znaczy, że dość śmiesznie to wygląda 😂

Kochane, przepraszam Was jeszcze raz za spóźnienie i do następnego ❤️

Zapraszam do komentowania!

ENJOY ❤️