środa, 19 sierpnia 2015

Epilog


Ten rozdział jest dla Ciebie  

~*~
20 czerwca 2015 roku, Dortmund

Stała przed wielkim lustrem i gapiła się w nie od dobrych kilkunastu minut. Przed chwilą poprosiła towarzystwo, by dało jej chwile odetchnąć przed tym ważnym, dzisiejszym wydarzeniem.
Spoglądała na siebie i kogo powinna widzieć? Piękną kobietę, która właśnie wkracza w dorosłe życie. W coś niezwykłego, a zarazem przerażającego. 
Dzisiaj wychodzi z mąż. Za piłkarza Borussii Dortmund. Jednego z najlepszych piłkarzy Bundesligi, a kto wie może i świata.
Stoi i komentuje w myślach samą siebie. Ma na sobie tę samą wspaniałą suknię, co miała Ania. Tak. Dotrzymała jej ostatniej woli i tak jak Lewandowska prosiła, założyła ją. Włosy miałam podkręcone i lekko upięte z tyłu.
Wyglądała idealnie. Gdyby sprawca tego całego zdarzenia zobaczyłby ją, nie byłby w stanie wydusić z siebie żadnego słowa. Po prosto byłby nią zauroczony. Ale czy już nie jest od dobrych kilku miesięcy?
Sam ślub jest czymś szalonym i równie spontaniczny, jak zaręczyny. Marco, zwyczajnie wrócił, pewnego dnia, do domu, w którym od jakiegoś czasu, Wiktoria pomieszkiwała, i oświadczył, żeby oboje wzięli ślub. Na początku dziewczyna nie zgodziła się, a nawet uznała to za żart, ale dopiero po kilku kolejnych rozmowach z jej narzeczonym, zrozumiała, że on nie żartuje, a naprawdę chce wziąć ślub. Naprawdę chce resztę życia spędzić z Wiktorią. Właśnie z tą Polką, która namieszała w jego życiu, ale i jednocześnie ubarwiła.
Zgodziła się po jakimś czasie i zaczęli planować. Oboje uznali, że czerwiec jest idealnym momentem, a tym bardziej chcieli zrobić coś niezwykłego. Wzięli ślub ze zbliżoną datą do ślubu Ani i Roberta. Chcieli w ten sposób uczcić, jaka miłość ich łączyła. Gdy Lewandowski to usłyszał, poleciały mu łzy ze wzruszenia.
No właśnie... Jak zareagowali inni? Rodzice obydwu stron byli po prostu w szoku i myśleli, że to żart. Jak jeszcze można zrozumieć Reusa, tak nie bardzo zgadzali się Wiktorię. Ma przecież zaledwie 19 lat. Nie jest to idealny wiek na zamążpójście, ale czego nie robi się dla miłości?
Zaakceptowali to po wielu rozmowach. Zgodzili się i obiecali pomóc.
Przyjaciele to już inna sprawa. Na początku zwyzywali zakochanych od świrów i wariatów, ale po chwili już ich ściskali i nie mogli się doczekać wielkiej imprezy.
A ona? Niektórzy myślą, że się nie cieszy. A tak nie jest. Jest pełna euforii i nie może się doczekać, gdy powie formulę zaślubin. Ona po prostu się boi. Boi przyszłości. Mimo, że ma zagwarantowane wszystko. Pieniądze, miłość, pracę, do której już za niedługo pójdzie. Jednak zawsze pojawiają się niepewności. Jej nie zależy na tym. Chce być szczęśliwa. Jest i będzie. Ale strach będzie zawsze.
Nie powiedziała... Ani ona, ani jej najlepszy przyjaciel, ani Robert. Cała trojka trzyma sekret i powoli już o nim zapomnieli. Zrozumieli, że to była chwila słabości i nic to nie znaczyło. Zakończyli ten rozdział. Wyrzuty sumienia powoli zanikają.  Jednak czasami trzeba... trzeba robić coś wbrew swojej woli.
-Hej, mogę?-usłyszała cichy głos modelki. Odwróciła się ku źródła i dostrzegła, ją wyłaniającą się zza drzwi. Dziewczyna Mario również była pięknie ubrana. Miała na sobie czerwoną, zwiewną i długą suknię. Włosy miała lekko pofalowane i rozpuszczone. Jej brzuszek, który był już w zaawansowanym stanie, dodawał jej niezwykłego uroku. Kobieta przecież lada chwila powinna urodzić.
-Jasne.-odpowiedziała i uśmiechnęła się do niej.
Dziewczyna Mario posłuchała ją i podeszła do niej oraz przytuliła lekko.
-Dziękuję za te wyróżnienie. Wraz z Mario. Dziękujemy, że to nas wybraliście na świadków.
-Nie macie za co dziękować. Jesteście dla nas rodziną.-wyjaśniła, a Ann przytuliła ją jeszcze bardziej.
-Będziemy się już zbierać. Ty też powinnaś już się szykować. Wkrótce wielka chwila.
-Denerwuje się.-wyznała.
-Na pewno, ale to jest twój dzień, kochana. Bądź szczęśliwa. Jak jesteś pewna, że tego właśnie chcesz, to nie masz się czego obawiać. Za niedługo będzie po wszystkim.-przyjaciółka robiła, co w jej mocy, by tylko mogła się rozluźnić i poczuć lepiej. Wie, że to jest ciężki i stresujący okres dla młodej Polki. Rozumie ją doskonale, więc po to tu jest. By jej pomóc.
-Dziękuję, Ann. Doceniam to.-uśmiechnęła się szczerze do niej.
-Zostać z tobą?-zapytała.
-Nie.-zaprzeczyła szybko. Wiedziała, że modelce też jest ciężko, bo musi męczyć się ze swoim stanem.-Jedźcie już z dziewczynami i zobaczymy się na miejscu.-poradziła i pogłaskała blondynkę po ramieniu.
-Dobrze. Trzymam, skarbie, kciuki.-dopowiedziała i wyszła zgodnie z wolą przyszłej żony przyjaciela jej chłopaka.
Młoda kobieta stała dalej w tym samym miejscu i z niewiadomych przyczyn ciągle patrzała się dalej w lustro. Może chciała w nim zobaczyć przyszłość? Zobaczyć siebie za kilka lat?
Po kilku minutach usłyszała dźwięk odjeżdżających aut. W jednym z nich była jej mama i Ann. W innych jej najbliższa rodzina.
Reus jest u siebie w domu i tam się przygotowywał. Są z nimi inni przyjaciele i kolejny świadek, czyli Mario.
Oboje nie mieli problemu z wybraniem odpowiednich osób. Wiedzieli, że Mario i Ann będą idealnymi osobami na tym miejscu. Chociaż początkowo miejsce Niemki miała zastępować inna Wag - Ania Lewandowska.
-Kochanie!-usłyszała wołanie swojego taty.-Już czas!-dokrzyczał. Wiktoria głośno westchnęła, a po momencie wypuściła zebrane powietrze.
Powoli wyszła ze swojego pokoju i zaczęła kierować się na dół. Do taty i wujka, który jest kierowcą limuzyny jednocześnie. Stali na dole i bacznie obserwowali ją. Ojciec mimo, że nie do końca powinien, jest z niej dumny. Jego mała córeczka jest już dorosła. Przecież pamięta, jakby to było wczoraj, jak zaraz po porodzie wziął ją na rękę i podziwiał jaka jest malutka i piękna. A dzisiaj? Dzisiaj odprowadza ją do ślubu. Oddaje w ręce innego mężczyzny. Teraz to Marco musi się zająć jego córką. Pan Müller ufa mu i traktuje jak własnego syna. Nie widzi zastępcy dla niego. Ale i tak się boi . Podobnie jak jego córka. Boi się tego, co przyniesie przyszłość. Chce dla niej, jak najlepiej. Chce by była szczęśliwa i bezpieczna. wierzy, że u piłkarza, będzie miała wszystko, co jej potrzeba. A co najważniejsze - będzie kochana i bezpieczna.
-Ślicznie wyglądasz, córciu.-skomentował, gdy była już na dole. Ona tylko się uśmiechnęła nieśmiało i zaśmiała.-Kiedy ty mi tu tak szybko wyrosłaś? Nie mogę w to wszystko uwierzyć.-mówił i miał łzy w oczach. To wszystko, to jak czas leci szybko, a my z tym nic nie możemy zrobić, wzruszało go. Z niewiadomych przyczyn jego życie przeleciało mu przed oczami. Widział jak poznał swoją aktualną żonę, ile z nią przeżył. Widział swój ślub, podróż poślubną i narodziny jego dzieci. Widział swoje błędy, jakie popełnili w wychowywaniu i marzył, gdy to Wiktoria zostanie matką, nie popełni ich błędów.
-Tato, wszystko tylko nie płacz, bo rozmażę makijaż.-zażartowała i przytuliła się do swojego ojca. Wujek, a brat pana Michała, spoglądał na nich z boku i widział piękny obraz. Obraz kochającej się rodziny. Sam nie mógł się doczekać, aż to on będzie oglądał swoją córkę w białej sukni.
-Jedziemy?-zapytał ocierając łzy.
-Jedziemy.

Limuzyna, którą miała podjechać była w kolorze białym, na pewno długa i ślicznie ozdobiona różnymi kwiatami, wiązankami i balonami. Wsiadła do niej z pomocą swojej rodziny i powoli odjechali. Kierowali się do jednego z największych budynków w Dortmundzie. Jest to ten sam urząd, w którym ślub brali Cathy z Matsem i Roman z Lisą. Tak, wiele gwiazd Borussii postanowiła na zmianę swojego stanu cywilnego w podobnym czasie. Dziewczyny się śmieją, że to jest ich jakiś wspólny spisek, ale panom to w ogóle nie przeszkadza, bo jest to dla nich dodatkowa okazja na imprezowanie.
Jechała z tyłu wraz ze swoim tatą i spoglądała na największe miasto Zagłębia Ruhry. Dzień był słoneczny. Idealny na ten wielki dzień.
Oczywiście miasto nie mogło nie wiedzieć o tym, że ich wychowanek, największa gwiazda żeni się z Wiktorią. Gazety z Dortmundu rozpisywali się na kilka stron, a wszelkie inne z całych Niemiec również się dołączali.
Przyjaciele Wiktorii z Polski opowiadali jej, że w ojczystym kraju panny Müller nie było wcale gorzej. Każda gazeta codzienna, sportowa, plotkarska pisała o tym wydarzeniu i z dnia na dzień przebijali się w treściach artykułu.
A oni? Niczym się nie przejmowali. Dla nich najważniejsze było ich szczęście i przez cały ten czas, gdy z niewiadomych przyczyn wiadomość o ślubie ujrzała światło dziennie, nie zgadzali się na żadne wywiady, czy komentarze. Marco chciał, żeby ten dzień był ich i nie miał zamiaru dzielić się ze światem.
Czasami tylko Polka zastanawiała się, co sądzą o niej Niemcy, a bardziej Niemki i ma tu oczywiście na myśli młode fanki jej narzeczonego. Myślała, czy są zazdrosne i czy życzą jej źle. Oczywiście te myśli były bardziej dla żartów, ale i tak była ciekawa tego wszystkiego.

Wujek gnał spokojnie po ulicach Dortmundu, a w tym samym czasie w urzędzie powoli zjeżdżali goście. To i tak nie byli wszyscy, bo dalsza część postanowiła udać się od razu do dworu, w którym odbędzie się wesele.
Było wiele osób. Rodzina bliższa i dalsza Marco i Wiki. Przyjaciele z klubu, z reprezentacji, a między innymi Thomas Müller wraz z żoną. Po imprezie w Polsce, na której bardzo polubił Polkę, nie mógł się doczekać, gdy znowu ją zobaczy. Są również gracze z innych klubów. Zarząd BVB, trener Thomas Tuchel ze partnerką i były szkoleniowiec Jürgen Klopp również z żoną - Ullą. Tak, wiele się wydarzyło, przez ostanie miesiące i i mimo, że Tuchel jeszcze nie zabłysną w roli trenera Dortmundu, to Marco nie mógł go nie zaprosić. Zależało mu na lepszym poznaniu z resztą piłkarzy.
Jest Marcel i Robin. Jest Caroline - była dziewczyna blondyna, która przyszła ze swoim nowym chłopakiem. Na wieść o ślubie bardzo się ucieszyła i podziękowała osobiście za zaproszenie, odwiedzając Wiki i Reusa. Są przyjaciele Wiktorii ze szkoły. Jest Rafał i Nina. Jest nawet pani Bożena, którą Wiktoria poznała z Gdańsku. Przyjechała ze swoim mężem. Wiki w taki o to sposób podziękowała za pomoc.
Jest jeszcze wiele innych osób, ale i również fotoreporterów, którzy stoją przed urzędem i czekają na Wiktorię, bo Marco udało im się już uwiecznić. Są fani, fanki, małe dzieci i nawet teraz stoją z koszulkami i czekają na podpis. Nie mają jednak na co liczyć. Teraz jest ich dzień. Marco Reusa i Wiktorii Müller, która wkrótce zmieni nazwisko.
On stoi w środku i czeka na nią. Ubrany w gustowny garnitur. Sala jest duża i spokojnie pomieściła by mnóstwo osób. Czekał wraz z Mario, który dodawał mu otuchy i uspokajał. Było mu ciężko. Denerwował się tymi chwilami, ale z drugiej strony nie mógł się doczekać, aż ujrzy swoją kobietę, którą przecież tak bardzo kocha i nie wyobraża sobie, że miałby stanąć na ślubnym kobiercu z jakoś inną osobą. 
-Marco, nie denerwuj się.-uspokajał go ponowne przyjaciel, gdy zauważył, że mina pana młodego zmieniła się.
-Łatwo ci mówić. Zobaczymy, co będzie jak ty się będziesz żenił z Ann i jak będziesz się zachowywał.-odgryzł się blondyn. 
Zaraz po tym stwierdzeniu, przyszła mama pojawiła się wraz z Agatą Błaszczykowską i Ewą Piszczek. Dziewczyny zaczęły wchodzić głębiej oraz witać się jednocześnie z gośćmi.
-Widzisz? Są już dziewczyny, to zaraz przyjedzie Wiktoria. 
-Dzięki.-warknął i zaraz podeszła modelka oraz przywitała się całusem z Mario.
-Dobraliście się z Wiktorią.-zaśmiała się Kathrin. Marco popatrzała na nią zdziwiony, a ona zaraz dopowiedziała.-Też się stresuje, więc nie jesteś sam. Spokojnie. Zaraz będzie po wszystkim.
-Dziękuję, Ann.-uśmiechnął się szczerze piłkarz. Pomogło mu to. Poważnie. Myśl, że nie tylko on się boi, pomogła mu. Nie jest z tym sam.
Po chwili przeprosił przyjaciół, bo chciał jeszcze za nim to wszystko się zacznie pobyć sam. Przyjaciele go zrozumieli, a on sam odszedł i schował się w kącie, gdzie nikt go nie miał prawa widzieć. Stał tak i zastanawiał się nad wszystkim. Nie miał wątpliwości. Co to, to nie. Jednak denerwował się. To normalne.
-Hej.-nagle usłyszał, jak ktoś do niego podszedł. Czyli jedna nie schował się tak, że nikt go nie znajdzie.
-Robert? Co się stało?-pytał.
-To bardziej ja powinienem się ciebie spytać, co tu robisz?-odpowiedział.
-Nie bój się. Nie wycofuję się, ale.... zwyczajnie się denerwuje....-wyznał prawdę swojemu przyjacielowi.
-Pocieszę cię, bo ja też.-odparł. Bardzo zdziwiło, to Marco. Dodatkowo to, że Lewy był bezpośredni. Od razu powiedział, że coś go gryzie, a może właśnie tego potrzebował? Pomocy?
-Ty?-ponownie zadziwił się.-Czemu?
-Boję się, że jak zobaczę Wiktorię w sukni Ani... to... to... to wszystko wróci.-mówił, a jego towarzysz nie zastanawiając się, zwyczajnie go przytulił. Tkwili tak w uścisku przez jakiś czas, aż w końcu Marco powiedział:
-Nie martw się. Ania tu jest. Zerka na ciebie. Przecież obiecała Wiktorii, że będzie na ślubie...

Jechali i powoli zbliżali się do centrum miasta. Wiktoria coraz bardziej się denerwowała i jej serce z emocji waliło z sekundy na sekundę coraz mocniej. Widziała jak przechodnie i inne samochodu oglądali się zza limuzyną. Pewnie wiedzieli, kto w niej jedzie, ale pannie Müller w ogóle to nie pomagało. Wręcz przeciwnie.
W pewnym momencie zerknęła na bok i przez szybę dostrzegła dortmundzki cmentarz. Do głowy wpadł jej pewien pomysł. Coś, co musiała zrobić. Nie zastanawiając się sięgnęła do swojej małej, białej torebki. Wyjęła z niej białą kopertę i krzyknęła do kierowcy.
-Wujku, zawracaj!
Gdy to usłyszał, spojrzał gwałtownie w stronę swojej bratanicy i myślał, że żartuje. Chce się wycofać? Teraz?
-Co ty Wiki wyprawiasz?-zareagował jej ojciec.
-Gdzie mam zawracać? Do domu?!-pytał wujek Wiki.
-Nie.-zaprzeczyła szybko.-Na cmentarz. Proszę.
-Ale spóźnimy się. I tak już jedziemy na styk.
-Proszę, wujku. Zrób to. Nie martw się. Poczekają.-próbowała go przekonać. Pan Paweł patrzał się na nią i cały czas utrzymywał kontakt wzrokowy. Poddał się. Nie umiał jej odmówić i gwałtownie skręcił w stronę cmentarza.
Mimo, że jej mina się nie zmieniła, to cieszyła się bardzo. Oboje zrobili to wbrew woli, nie wiedzieli do końca, co jest grane. Jedynie podejrzewali.
W końcu zajechali na parking, a Wiki od razu złapała za klamkę i otworzyła drzwi.
-Poczekaj.-powiedział jej tata.-Idę z tobą.-oznajmił i zaczął się odpinać.
-Nie, tato. Pójdę sama.
-Ale jak sama?!-zdenerwował się.-Wiki, przecie...
-Tato, spokojnie. Zaraz wrócę.-dodała tylko i już jej nie było. Wiedziała, że będzie ciężko jej się poruszać, ale podwinęła suknie i pognała przed siebie.
Znała drogę. Znała ją na pamięć. Przychodziła tu przynajmniej raz w tygodniu. Sama, z Robertem, z
Marco. Jednak najbardziej lubiła, gdy jest sama. Mogła wtedy zawsze na spokojnie porozmawiać z Anią.
Tym razem jednak nie miała czasu, ale musiała. Musiała jej coś powiedzieć. Akurat teraz. Akurat dzisiaj.
Po kilku minutach znalazła się na miejscu spoczynku Anny Lewandowskiej. Przez całą drogę szła z podwiniętą suknią by jej nie pobrudzić. Szybko oddychała, bo wiele rzeczy się teraz zebrało. Stres, zdenerwowanie i zaistniała sytuacja.
Podeszła jeszcze bliżej nagrobka i od razu się uśmiechnęła. W ręku cały czas trzymała kopertę.
-Cześć, Aniu.-przywitała się.-Dawno nie mogłyśmy sobie porozmawiać, ale tyle się dzieje...Tak, to już dzisiaj. Dzisiaj wychodzę za Marco. Nawet nie wiesz, jak jestem tym wszystkim zdenerwowana. Nie mogę nawet jeszcze w to wszystko uwierzyć. Pamiętasz, jak mówiłam, że go nienawidzę? Albo, jak powiedziałam, że nie możemy się związać?-zaśmiała się na wspomnienie o tych wszystkich starych dziejach.-A teraz zobacz, gdzie jestem. Za chwile stanę się żoną samego Marco Reusa. Tego samego, którego nienawidziłam na początku, z którym znam się zaledwie kilka miesięcy. Ten sam Marco Reus, który jest piłkarzem Borussii Dortmund i reprezentacji Niemiec. Brzmi jak jakaś bajka, prawda?-rozmawiała z nią szczerze i hamowała łzy.-Aniu, to tobie zawdzięczam, że tu dzisiaj jestem. Bardzo żałuję, że cię tu nie ma. Ale nie martw się. Poradzę sobie. Kocham cię i mam tu coś dla ciebie.-powiedziała i schyliła się nad nagrobkiem, a następnie położyła kopertę. Uśmiechnęła się ostatni raz i na odchodne powiedziała:
-Mam nadzieję, że dotrzymasz słowa i pojawisz się. Ja dotrzymałam. Ubrałam suknię. Dziękuję i do zobaczenia...
Odeszła, a wiatr drażnił kopertę, na której było napisanie "ZAPROSZENIE".

-A co jeżeli się rozmyśliła?-pytał przyjaciół, którzy zebrali się w okół niego. Wiktora się spóźnia, a nikt nie ma od niej jakichkolwiek wiadomości. Piłkarz denerwował się, bo to dla niego ważne wydarzenie. Ale dla Wiki chyba niemniej, prawda?
-Nie myśl tak nawet. Pewnie są korki.-uspokajał go tym razem Marcel.
-Właśnie... pewnie już jedz...-nie dokończył, bo wszyscy usłyszeli krzyki dziennikarzy i innych zebranych ludzi pod Urzędem Stanu Cywilnego. Wyjrzeli lekko i dostrzegli, jak wysiada. Marco oniemiał. Wiedział, że związał się z piękna dziewczyną, ale wtedy zaczarowała nim jeszcze raz. Wyglądała wtedy pięknie dla niego, a jego przyjaciele również nie mogli oderwać od niej wzroku. Lewy, gdy spojrzał na Wiki, widział Anię. Przypomniał się mu ten dzień. Ten wspominał dzień, gdy powiedział wraz z Anią sakramentalne "tak". Tęsknił za nią, a Wiktoria mu o nim przypomniała, ale nie był smutny, ani tym bardziej zły. Cieszył się, bo tak jakby ten dzień odżywa na nowo. Wszystko się przypomina, a on jest zadowolony i chce tego. Chce od nowa przeżyć swój ślub.
Po kilku minutach wszyscy się już zebrali i ustawili. Marco i Wiki jak się zobaczyli, nie mogli oprzeć się od pocałunku.
-Przepraszam...-wyszeptała, jak się od niego oddaliła.-Musiałam odwiedzić Anię.
-Wiedziałem.-wypowiedział, jakby to było najoczywistsza rzecz na świecie.

-Świadomy praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam, że wstępuję w związek małżeński z Wiktorią Müller i przyrzekam, że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe.
-Świadoma praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam, że wstępuję w związek małżeński z Marco Reusem i przyrzekam, że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe.
-Wobec zgodnego oświadczenia obu stron, złożonego w obecności świadków, oświadczam, że Związek Małżeński Pani Wiktorii Müller i Pana Marco Reusa został zawarty zgodnie z przepisami. Jako symbol łączącego Państwa związku wymieńcie proszę obrączki

Impreza trwała już dobre kilka godzin. Wszyscy świętowali i cieszyli się szczęściem młodego małżeństwa. Mimo, że tego nie mówili, to każdy z obecnych był pod wrażeniem tego, ile się wydarzyło w życiu Wiktorii już Reus i Marco.
Jednak wygrali, a ich nagrodą jest właśnie miłość. Bo to ona jest teraz dla nich najważniejsza. Są szczęśliwi. Szczęśliwi? Najszczęśliwsi w całym Dortmundzie, jak nie Niemczech.
Teraz ich życie się zmieni. Diametralnie, ale przecież mają siebie. Siebie nawzajem. Będą się wspierali. 
Są młodzi. Jeszcze wiele przed nimi. Czekają ich dobre i smutne chwile. Wiedzą, że będą kłótnie. Z ich charakterami to nieuniknione. Jednak teraz nie popełnią tych samych błędów, co w przeszłości. Ich miłość na to nie pozwoli. Bo jest za silna.
Wiktoria siedziała teraz na ławeczce na dworze. W środku wszyscy się bawili i na pewno nie szczęśliwi alkoholu, ale kto im zabroni. Teraz niech się bawią. Mogą.
Ona natomiast potrzebowała chwili dla siebie, by odetchnąć. Zrozumieć, co się właśnie stało. Kim jest. Co teraz będzie i przede wszystkim, kto jest u jej boku.
Jedna dla niej najważniejsze było to, że jest szczęśliwa. Wiele wycierpiała, ale karma wróciła. Dobro wróciło, a zło odeszło w zapomnienie. Nie ma teraz na nią mocnych, bo jest najszczęśliwszą osobą n świecie i w ogóle nie żałuje tego, co zrobiła.
Chociaż... żałuje czasami tego, że nie jest na tyle odważna by powiedzieć Marco prawdę. Prawdę o pocałunku z Mario. Jednak powoli o tym zapomina. Wyrzuty sumienia są, ale nie dlatego, że pocałowała przyjaciela, ale bo okłamuje Marco. 
Może jednak.... Może jednak nadejdzie taki dzień, w którym powie prawdę. Może to będzie dzisiejsza noc?
-Dlaczego tu siedzisz sama? Pani Reus. Nie ładnie.-usłyszała głos swojego JUŻ męża. 
-Chciałam odpocząć od tego wszystkiego. Nie bój się. Nie ucieknę ci.-zażartowała i złapała swojego mężczyznę za policzek i patrzała mu głęboko w oczy. Wtedy chciała mu powiedzieć. Przyznać się to pocałunku. Uznała, że to najlepszy moment. Może i popsułaby humory, ale... ale nie chce okłamywać swojego męża. Przybliżyła się do niego i zachłannie pocałowała. Postanowiła sobie, że gdy się od niego oderwie, powie mu. Niezależnie od tego, jak zareaguje. Musi to zrobić. Mimo strachu i coraz mocniejszego bicia serca. Mimo trzęsących dłoni i coraz większego stresu, który w niej narastał. Najlepiej byłoby jakby całowała go bez końca, ale po chwili oderwał się od niej.
Znowu spojrzała w jego tęczówki i w końcu otworzyła usta, w celu przyznania się. 
-Marco?
-Tak?-zamruczał.
-... ja... ja... jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. Kocham cię. I dziękuję.
-To ja dziękuję. Też cię kocham. Choćby do reszty. To nasz dzień. Nasza noc, Wiki...
________________________________________________________________
WŁAŚNIE TAK ZAKOŃCZYŁABY SIĘ TA HISTORIA


Tak to wszystko by się skończyło, gdybym nie postanowiła dokończyć tego opowiadania w innej formie. Jest lekki niedosyt i właśnie o to mi chodziło, ale jednak zmienimy to wszystko i zaczniemy drugą część. Ale teraz kilka słów ode mnie.

Nie żegnam się, bo będę tu. Zaczynamy kontynuację, ale jeśli mam być szczera, gdyby nie ona, to nie wiem, czy zaczęłabym drugie opowiadanie, ale nie o tym.
Kończę właśnie coś, co zaczęłam rok temu. Na coś na co się zgodziłam, bo chciałam spróbować czegoś nowego.
Pisałam amatorsko, a założenie bloga, było moim pierwszym takim wyczynem publicznego ukazania moich prac.
To opowiadanie będzie dla mnie sentymentalne już zawsze i pozostanie w moim sercu.
Bywało różnie, prawda? ;) 
Wena była, a kolejnym razem już nie. 
Chciałam pisać, a kolejnym razem już nie.
Chciałam zawiesić i rzucić to wszystko, a kolejnym razem już nie.
Czasem byłyście ze mnie zadowolone, ale na pewno jakiegoś czasu coś wam się nie podobało.
Dzisiaj kończymy coś, przez co zmieniło się wiele. Poznałam wspaniałe osoby. Poznałam sferę bloga, gdzie są cudowni ludzie z pasją i marzeniami.

Kończymy to opowiadanie, a mimo, że zaczynamy drugie, to wiem, że nie będzie takie samo jak to. Nie będzie miało tego czegoś, co wciągnęło wiele czytelniczek.
Do dzisiaj nie wiem, co jest w nim takiego, że zebrało się tu Was aż tyle. Nie wiem i chyba nie zrozumiem. 
Pamiętam, jak zaczynałam. Jak wymyślałam tytuł, szukałam zdjęć do bohaterów, myślałam nad tym, co się potoczy dalej i wyobrażałam sobie, ze mój blog jest w elicie tych najlepszych. 

Chciałabym kochani Wam podziękować. Za wszystko, a w szczególności TOBIE. 
Bo to TY mnie napędzałaś. To TY pisałaś wspaniałe i motywujące komentarze i to TY była ze mną. 
Mam nadzieję, że jeszcze tu wrócicie. Zaczniecie czytać od nowa, moje pełnie błędów i litrówek opowiadanie, które Wam się spodobało. 
Za to właśnie dziękuję. Za to, że byłyście. 
Nie ważne, czy pisałyście komentarze, czy nie. Nie ważne, że pisałyście co rozdział długaśne prozy. 
Ważne, że BYŁYŚCIE i dzięki temu, że tu zajrzałaś, przyczyniłaś się to powstania. 
Do powstania bloga o przystojnym piłkarzu. Bloga, który ma swoją drug historię.
Nie chce dziękować pojedynczym osobą. Nie lubię nikogo wyróżniać, ale myślę, że te osoby, dla których mam szczególne podziękowania, to wiedzą :) 

DZIĘKUJĘ ♥

Dzisiaj oficjalnie chciałabym też zaprosić Was na drugiego bloga:

Your time will come

Na razie są tam tylko bohaterzy i małe zjawki na następne rozdziały :) 
Zaczynajcie już go obserwować, dodawać do zakładek, komentować i nastawiać się na niesamowitą historię i proszę... nie wyłączajcie piosenek, która wybrała :) 
Dodają klimat *.*

Mam nadzieję, że zostaniecie ze mną i jeszcze mnie znienawidziłyście za to wszystko, co robiłam :D
Mam nadzieję, że się Wam spodoba.
Mam nadzieję, że przeżyjemy również wspaniałą historię :) 

Uwielbiam Was i do zobaczenia! 

Prolog wkrótce♥

wtorek, 18 sierpnia 2015

Liebster Award x4

Jakiś czas temu kolejne cztery blogerki nominowały mnie do LA, a dopiero teraz się ogarnęłam ze wszystkim, więc mogę odpowiedzieć na nie :)

Oczywiście jeszcze raz bardzo dziękuję za nominację ♥ Kochane jesteście!

Pytania od єυρнσяу я :

1. Co Cię skłoniło do założenia bloga?
Trudno jednoznacznie określi dlaczego :) 
Inne blogi, które czytałam i zamarzyłam o tym, by samej coś takiego osiągnąć,  chęć poznania czegoś nowego i przeżycia czegoś nowego. Przygoda :D

2. Czy w pewnych sytuacjach utożsamiasz się z główną bohaterką opowiadania?
Tak, ale nie zawsze. Ja i Wiktoria jesteśmy w pewnych sytuacjach podobne, a nawet wręcz identyczne, ale tyle ile nas łączy, to równie wiele dzieli. 
Jednak uważam, że każdy piszący w pewnych sytuacjach, nawet nieświadomie, utożsamia się z kimś. To dzieje się już automatycznie i w pewnych momentach wplatamy nasze zachowania.

3. Masz w planach założenie jakiegoś opowiadania?
Wkrótce światło dzienne ujrzy kontynuacja tego. A czy w przyszłości powstanie coś jeszcze? Trudno powiedzieć :) Serio. Jeśli mam być szczera, to gdyby nie ta kontynuacja, to nie wiem, czy założyłabym kolejne. Serio :) 

4. Co robisz w wolnym czasie?
Wszystko i nic :D 
Jak najwięcej rzeczy z jak najlepszymi osobami!

5. Plany na przyszłość to...
... brak XD Jestem jedną z tych osób, które nie wyglądają w przyszłość, bo jak na razie to nigdy mi nie wychodziło i plany, jak to plany, się zmieniały.
Teraz skupiam się na szkole i na maturze, a potem... Na pewno chciałbym zostać w kraju, bo wiadomo, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Jednak wiemy, że dużo osób ucieka, ale ja jednak wolałabym zostać ze względu na sentymenty, założyć coś swojego i być człowiekiem sukcesu haha
Jedna czas pokaże i zobaczymy. Jednak z wyjazdem bym się wstrzymywała do ostateczności :)

6.Ulubiona książka?
Niestety nie czytam za wiele książek, a jak już to w odstępach i trudno mi teraz powiedzieć. Jednak ostatnio wzięłam się za biografię Błaszczykowskiego, ale nie mogę jej skończyć xo

7.Ulubiony film?
Wszystkie ekranizację Stephena Kinga, czyli np. Zielona mila, Mgła, czy Skazani na Shawshank 

8. Jak określiłabyś swój charakter? 
Trudny.. XD
Jestem czasami strasznie wredna i sarkastyczna. Upominam czasami ludzi w okół mnie i komentuje, ale Ci bliżsi się już przyzwyczaili i to nie jest na podstawie takich wrednych komentarzy, ale ... no mówiłam... haha trudno określić XD
Jestem szczera. Walę prosto z mostu, co czasami jest zaletą, a czasami wadą :/ 
Jednak z tej dobrej strony, to jest chyba to, że jestem pomocna dla każdego. Raczej nie przypominam sobie, że odmówiłam komuś. Mam ogromne poczucie humoru i dość specyficzne. Potrafię tez być przyjacielska i na pewno towarzyska. Odważna chyba też :)
Tolerancyjna bardzo i ogólnie wydaje mi się, że z większością mogłabym się zakumplować. Może i wredna czasami, ale i przyjacielska jednocześnie... Dziwna. Jestem. Wiem ♥


9. Gdzie pojechałabyś w podróż swojego życia?
Tajlandia ♥
Jak wspominałam wcześniej - marzenie od zawsze.

10. Wierzysz w przesądy?
Nie, ale tak trochę w karmę. 

11. Jak zaczęła się Twoja przygoda z ulubionym klubem sportowym?
U nas w rodzinie sport zawsze był ważny :D Zawsze jak nasza reprezentacja występowała wszyscy zlatywali się i zabieraliśmy się za oglądaniem. Ja sama interesowałam się tymi wszystkimi sportami, a piłką tak po prostu, przy okazji. Potem po jakimś czasie zapomniałam o tym wspaniałym sporcie jakim jest właśnie piłka nożna. Jednak nadeszło Euro 2012 i to wszystko wróciło. 
Mój brat jako ogromny fan, wie prawie wszyscy, zaraził mnie jeszcze większą miłością, a że w Polsce Borussia była nawet bardzo popularna ja sama się nią zainteresowałam, ale nie miałam w planach większej pasji. Po prostu była. Oglądałam czasami ich mecze w telewizji, ale nie regularnie, ale potem to zwiększało się coraz bardziej. Nie wiem do dzisiaj co takiego było w tym klubie, że tak przyciągał, ale po prostu. :D Stało się. 
Dzisiaj pojechanie do Dortmundu jest jednym z marzeń, które staram się spełnić :)



Pytania od Aleksandra Piotrowska

1. Ulubiona pora roku?
Szczerze? Nie ma ulubionej i każda jest idealna pod pewnym względem :))

2. Jakie filmy oglądasz?
Horrory :D

3. Dlaczego zdecydowałaś się pisać?
Trudno jednoznacznie określi dlaczego :) 
Inne blogi, które czytałam i zamarzyłam o tym, by samej coś takiego osiągnąć,  chęć poznania czegoś nowego i przeżycia czegoś nowego. Przygoda :D

4. Jakie jest Twoje największe marzenie?
Tajlandia no i Dortmund. Spotkanie Reusa i podziękowanie mu za zostanie w Borussii :)
Zrobię to kiedyś, zobaczycie haha!

5. Czy chciałabyś wyjechać za granicę?
Wyjechać tak, ale nie wyprowadzić się. Wolę jednak swój kraj. Chyba, że w ostateczności.

6. Jaki masz cel w życiu?
Znaleźć zawód i odnaleźć się w nim, a potem pracować i być szczęśliwym. 

7. Czy lubisz podejmować nowe wyzwania?
Jakbym nie lubiła, nie byłoby mnie tutaj :)

8. Co robisz w wolnym czasie?
Wszystko i nic :D

9. Ulubiony piłkarz i dlaczego?
Nie mam pojęcia dlaczego mnie właśnie tak do tego Reusa pociągnęło od razu XDD Do dzisiaj próbuje się dowiedzieć haha
Ale również mam wielki respekt dla naszego Kuby. Oni obaj są moimi ulubionymi piłkarzami :) 
A dlaczego? 
Mają niesamowite umiejętności i udowodnili lojalność dla klubu. Jeszcze wiele innych rzeczy, ale nie chce mi się już pisać ( mówiłam XD )

10. Spełniłaś już jakieś swoje marzenie?
Jeszcze nie, ale cierpliwości :)

11. Wymarzony zawód?
Dziennikarz, ale na pewno nie uda mi się pracować w tym zawodzie :')



Pytania od Jowita11

1. Ulubiony piosenkarz / piosenkarka?
Od dobrych kilku lat jestem zakochana w Imagine Dragons. Jest to zespół, więc naciągam trochę pytanie, ale generalnie nie słucham pojedynczych osób.
Mają niesamowite piosenki, z przesłaniem i w sami są niesamowici. Ogromnie żałuję, że nie mieszkam gdzieś po środku Polski, bo nie ma  dojazdu na koncert.
Mieszkanie na Pomorzu nie jest fajne. Pamiętajcie :)

2. Kto jest Twoim idolem i dlaczego?
Marco, Kuba, chłopaki z ID.
Ogólnie piłkarze z Borussii, ale i nie tylko. Jest jeszcze Lewy i Mario z Bayernu :D

3. Ulubiony klub z Niemiec, Polski, Hiszpanii i Włoch?
Niemcy : Borussia ♥
Polska : Legia
Hiszpania : Barcelona
Włochy : chyba najbliżej mi do Juve ze względu na sentymenty

4. Ulubiony piłkarz?
Marco Reus i Kuba Błaszczykowski.

5. Z kim najchętniej zjadłabyś kolację?
Pytanie... XD

6. Jakie jest Twoje najskrytsze marzenie?
Najskrytsze? Nie powiem :) 

7. Dlaczego postanowiłaś pisać bloga?
Trudno jednoznacznie określi dlaczego :) 
Inne blogi, które czytałam i zamarzyłam o tym, by samej coś takiego osiągnąć,  chęć poznania czegoś nowego i przeżycia czegoś nowego. Przygoda :D

8. Co sądzisz i Marco Reusie?
Genialny piłkarz. Jak jest w swojej szczytowej formie to najlepszy Niemiec i gracz Bundesligi.
Cholernie przystojny, ale wiele osób, co znam mówi, że jest taki normalny. Więc nie wiem, co dziewczyn, w tym mnie, ciągnie do niego w kwestii wyglądu. Gdzieś widziałam, jak ktoś napisał, że jest on po prostu uroczy. Może, to jest to :D
Z charakteru nie wiem jaki jest, bo go nie znam, ale podoba mi się to, że chroni swoją prywatność. Jednak z medialnego punktu widzenia wygląda na normalnego, ułożone i miłego gościa :)
Miejmy nadzieje, że taki jest.

9. Jürgen Klopp czy Thomas Tuchel?
Klopp jest już legendą Borussii i za to, co dla niej zrobił, powinien mieć pomnik przed Iduna.
Jednak co prawda, to prawda. Wypalił się już w ty, co robi. Ale nie czyni go gorszym. Dalej jest jednym z najlepszych trenerów na świecie.
Thomas to zupełnie inna osoba, więc nie będę ich dwóch porównywała. Miejmy nadzieję, że osiągnie z Borussią tyle co Jurgen, a nawet więcej.

10. Borussia Dortmund, czy Bayern Monachium i dlaczego?
To jest również oczywiste, a dlaczego? Nie ma wytłumaczenia. Po prostu już tak jest jak się nagle zakochuje w klubie.
Ale jestem osobą, która ma szacunek dla rywali. A nawet lubię kilku piłkarzy z Monachium ;)

11. Jakbyś miała okazję spotkać piłkarzy, z jakiego klubu oni byliby i dlaczego właśnie oni?
To również jest już oczywiste :)



Pytania od tosia mm

1. Ulubiony klub?
Borussia Dortmund

2. Gdybyś miała w kilka minut zdecydować się, gdzie chcesz spędzić wakacje życia, jaki / kraj miasto być wybrała?
Tajlandia i najlepiej ją całą zwiedzić :)

3. Ulubiony sportowiec, dlaczego?
Nie mam pojęcia dlaczego mnie właśnie tak do tego Reusa pociągnęło od razu XDD Do dzisiaj próbuje się dowiedzieć haha
Ale również mam wielki respekt dla naszego Kuby. Oni obaj są moimi ulubionymi piłkarzami :) 
A dlaczego? 
Mają niesamowite umiejętności i udowodnili lojalność dla klubu. Jeszcze wiele innych rzeczy, ale nie chce mi się już pisać ( mówiłam XD )

4. Ulubiona piosenka?
Nie mam jednej ulubionej :)
Kocham wszystkie Imagine Dragons, ale chyba właśnie największy sentyment do On Top The World.
Ogólnie lubię posłuchać, że trapów, więc..

5. Największe marzenie? 
Tajlandia no i Dortmund. Spotkanie Reusa i podziękowanie mu za zostanie w Borussii :)
Zrobię to kiedyś, zobaczycie haha!

6. Gdybyś mogła zrobić (a przeprowadzić, nie jest poprawną formą?) wywiad z kimś sławnym  byłby to, dlaczego?
Wiadomo Marco, bo chciałabym dowiedzieć się kilku rzeczy o nim.

7. Ulubiona pora roku?
Każda jest super :)

8. Piszę bloga, bo... 
Trudno jednoznacznie określi dlaczego :) 
Inne blogi, które czytałam i zamarzyłam o tym, by samej coś takiego osiągnąć,  chęć poznania czegoś nowego i przeżycia czegoś nowego. Przygoda :D

9. Idealny facet to... dlaczego?
Jejku. Kiedyś miałam z koleżanką listę, jaki ma być idealny chłopak, ale tak dla beki XD
Nie chce mi się tu teraz tak pisać, więc powiem tak :
ważne by kochał swoją dziewczynę, a reszta idzie na drugi plan :)

10. Co robisz w wolnym czasie?
Wszystko i nic :)

11. Odpoczynek nad morzem, czy góry?
Morze :))

Tak na zakończenie tego bloga :)
 Ja nikogo nie nominuję, ale chciałabym jeszcze raz podziękować wszystkim!

A jutro epilog!
Buziole :* 

niedziela, 16 sierpnia 2015

Rozdział 51 cz. II


"ŻEBY UMIEĆ KOCHAĆ, TRZEBA UMIEĆ MYŚLEĆ"


Po długiej przerwie, w końcu jego głos rozbrzmiewał w słuchawce, a moje imię chodziło cały czas mi po głowie. Chciałam się odezwać. Bardzo tego chciałam, ale miałam blokadę. Tę dobrze znaną blokadę, która pojawiała się zawsze w najmniej odpowiednim momencie. Nie umiałam wypowiedzieć choćby najkrótszego i najcichszego słowa. 
-Wiki... błagam...-słyszałam jak mówił. Chciał bym się odważyła coś powiedzieć. Prosił od dobrych kilku minut, ale ja go zwyczajnie słuchałam i płakałam po kryjomu. Nie chciałam by ktoś to usłyszał. Chodzi o Marco, ale i o Ninę.-Powiedz proszę, że tylko nic ci nie jest.-nie dawał za wygraną.-Powiedz, że jesteś cała i zdrowa. Chce tylko usłyszeć twój głos. Proszę. Zrób to. Tylko to.-"tylko" i "aż tyle". Jednak nie mogłam dłużej słuchać jak on się męczy o próbuje coś ode mnie wyciągnąć. Nie wytrzymałam już tego.
-Nic mi nie jest, Marco.-odezwałam się w końcu. Tego wszystkiego było za wiele i gdy tylko się uspokoiłam z płaczem, zabrałam głos.
-Gdzie jesteś? Wiki... Martwimy się wszyscy o ciebie. Nie rób nam tego. Wróć.-wyraźnie odetchnął z ulgą. Uspokoiłam go zwyczajnymi słowami, ale wiedziałam, że jak się zaraz nie rozłączę, to może być źle.
-Kocham cię. Pamiętaj o tym.-powiedziałam i nie czekając na jego odpowiedź rozłączyłam się i najszybciej jak tylko mogłam wyjęłam kartę z telefonu. Moje ręce zachowywały się jakby miała Alzheimera. Oczy przestały widzieć cokolwiek przez napływające łzy. Rzuciłam telefon na poduszkę, a sama walnęłam głową o drugą. Przykryłam się kołdrą i czekałam. Na co? Aż zmądrzeję. Aż wydorośleje. Aż zrozumiem, że moje zachowanie rani ludzi. Aż ogarnę się. Aż przestanę płakać. Aż zasnę i obudzę się kolejnego dnia, pełna nadziei, że będzie lepiej, a tak naprawdę będzie jeszcze gorzej.


*******
Siedziałem wraz z Ann przy jej łóżku i rozmawiałem z nią na różne tematy. Były już godziny wieczorne, a ja jestem z nią już od kiedy Marco wyszedł na trening. Głównie gadaliśmy o dziecku. Często tak robiliśmy, ale to zawsze uspokaja Brömmel. Odpręża się i myśli o naszej przyszłości, którą wiążemy z dzieckiem.
Śmiejąc się wraz z ukochaną, usłyszałem, jak dzwoni mój telefon. Wraz z Kathrin popatrzeliśmy na siebie nawzajem bez wyrazu. Oboje wiedzieliśmy, co to znaczy. Oboje wiedzieliśmy, kto się do mnie dobija i dobrze wiedzieliśmy, że za chwile podejmę ważną decyzję, której jestem pewny. Wtedy nie byłem. Chciałem to zrobić, bo myślałem, że tak pomogę Wiki, ale moja decyzja doprowadziła do tego, że moja przyjaciółka uciekła. Dla mnie. Gdybym miał być dociekliwy, to znalazł bym w tym wszystkim kilka pozytywów. Mam pewność, że Wiktorii na mnie zależy. Jak na przyjacielu, rzecz jasna. Tym swoim wyjazdem pokazała, że nie pozwoli bym cierpiał. Wykazała się tu odwagą. Niepotrzebną, ale dla niej koniczną.
Złapałem głośno powietrze w usta, a zaraz po chwili je wypuściłem i wziąłem iPhona do ręki, a następnie przystawiłem go do ucha.
-Mam nadzieję, że to ważne?-rozpoczął na przywitanie. Dzwoniłem do niego wcześniej, ale podobno miał jakieś spotkanie. Dopiero teraz oddzwonił.
-Tak. Jest to ważne.-odpowiedziałem i nerwowo przeczesałem swoje włosy. Spojrzałem tez wtedy na Ann. Widziałem, jak mnie obserwuje i chce zachować spokój, ale dobrze wiem, że bardzo denerwuje się w środku. Dlatego też postanowiłem wyjść z sali i porozmawiać z agentem na osobności.
-Mów więc.-odparł.-Generalnie, to mam nadzieję, że jesteś już spakowany.-dopowiedział.
-Generalnie, to ja nigdzie nie jadę.-powiedziałem to, co miałem zamiar mu wyjawić już wcześniej. Denerwowałem się lekko i bałem się jego reakcji. Przez moją decyzję stracił dużo pieniędzy.
-Nie możesz... 
-Właśnie, że mogę, bo to moja decyzja. Nic z nikim jeszcze nie podpisywałem, a kontrakt z Borussią jeszcze mnie obowiązuje. Dortmund to moje miejsce i to, że chciałem odejść było błędem. Żałuję. Ale nie wszystko jest stracone i nie zamierzam jechać czy grać dla Monachium. Tu jest moje miejsce i uszanuj to!-gdy skończyłem, poczułem jak moje wszystkie problemy, które mnie ciąży zniknęły. Powiedziałem wszystko, co chciałem mu wygarnąć. Może będzie na mnie wściekły, ale mam to gdzieś. Ważne, że Ann, Marco i Wiktoria, jak się znajdzie, będą szczęśliwi.
-Będziesz jeszcze tego żałował Götze. To nie ty, a ja będę się tłumaczył im. Już nigdy niczego ci nie załatwię. Zapomnij!-krzyknął i się zwyczajnie rozłączył.
Stałem jeszcze tak chwilę w bez ruchu z telefonem przy uchu. Nie wiem dlaczego, ale najzwyczajniej analizowałem słowa i to co się właśnie wydarzyło, to co zadecydowałem.
Dopiero po kilku minutach stania, postanowiłem wejść do sali, w której leży moja ciężarna dziewczyna. Siedziała i wyraźnie czekała na mnie i na jakieś wieści. Wszedłem bez wyrazu twarzy. Ann przez to trochę się zaniepokoiła i jej wszystkie mięśni nagle się naprężyły.
Podszedłem do łóżka i usiadłem na nim. Od razu popatrzałem w oczy ukochanej i pocałowałem ją niespodziewanie, ale delikatnie.
-To już koniec, skarbie.-uśmiechnąłem się.-Dortmund jest nasz.
-Musimy znaleźć jeszcze tylko Wiki.-oznajmiła.


*******
Delikatne promienie słońca zaczęły drażnić moje powieki, przez co się obudziłem. Mimo, że nie chciałem. Czułem się fatalnie. Zupełnie jakby jakiś dźwig po mnie przejechał. 
Po wczorajszym telefonie od Wiktorii, nie spałem prawie cała noc. Dopiero nad ranem udało mi się zasnąć. Nie wiem jak, ale chyba na chwilę udało mi się zapomnieć. Przez cały czas analizowałem słowa Wiki. Mówiła, że jest bezpieczna i mnie kocha, więc dlaczego do cholery jej tu nie ma? Osoba, która kocha drugą osobę, nie zostawia jej. Nie ucieka.
Martwię się o nią, chociaż powiedziała, że jest bezpieczna. Ja chciałem mieć jednak pewność. Jeżeli miałaby się już nie odnaleźć, to chciałbym mieć jednak stu procentową pewność. 
Dodatkowo strasznie za nią tęsknie. Chciałbym bardzo by była właśnie w tym momencie obok mnie. Oddałbym wszystko, co mam by tylko pojawiła się przy mnie. Przynajmniej na chwilę.
Leżałem tak na łóżku jeszcze z jakąś godzinę. Cały ten czas myślałem o brunetce i próbowałem wymyślić jakieś miejsce, gdzie mogłaby być, ale wszystko i wszystkich sprawdziliśmy. 
Powiedziałem niektórym kolegą z klubu o jej zniknięciu i zaoferowali pomoc. Ale jednak, co oni mogli?
Gdy na zegarku wybiła 9, postanowiłem podnieść się i wstać oraz zjeść jakieś śniadanie. Najpierw jednak poszedłem do łazienki i umyłem się. Zimny prysznic zawsze mi pomaga. Oczyściłem lekko swój umysł ze wszystkich problemów, ale tylko na chwilę, bo jak tylko wyszdłem ubrany z łazienki, wszystko wróciło. 
Poszedłem do kuchni i chciałem zaparzyć sobie herbaty, ale dzwonek do drzwi mi przeszkodził. 
Zdziwiłem się, kto mógłby to być? Nikogo nie zapraszałem, ani nikt nie miał się dzisiaj pojawić. Wtedy przez myśl mi przeszło, że to może być Wiktoria i wróciła po swoim wczorajszym telefonie.
Najszybciej jak tylko mogłem ruszyłem do drzwi z nadzieją, że to Wiki. Otworzyłem je, ale to nie była Polka. To był Mario. 
-Spodziewałeś się kogoś innego, że tak ci uśmiech znikł, jak mnie zobaczyłeś?-zapytał od razu. Miał jakby lepszy humor. Na pewno lepszy ode mnie. 
-Myślałem, że to Wiki.-odpowiedziałem i odszedłem od niego, zostawiając otwarte drzwi, by przyjaciel mógł wejść. 
-Kontaktowała się z tobą?-pytał poważnie, tym razem.
-Dzwoniła do mnie wczoraj.-wyjawiłem po krótkiej przerwie. Götze otworzył szeroko buzię ze zdziwienia i patrzał się na mnie jak na wariata. Dopiero po chwili, gdy mu pomagałem powrócić do życia, ocknął się.
-Dlaczego nic mi nie powiedziałeś?! Mów, co gadała? Gdzie jest!? Powiedziała, że wraca?!-zadawał mnóstwo pytań, ale nie przerywałem mu,. bo ja sam pewnie zachowałbym się podobnie. 
-Mario, spokój. Nie powiedziała nic konkretnego, tylko, ze nic jej nie jest. Żadnych wieści, gdzie, co i jak.-odparłem i usiadłem na sofie w salonie. Nawet nie wiem, kiedy doszliśmy aż do salonu. 
-Marco, dlaczego nie powiedziałeś mi tego wcześniej?!-zdenerwował się.
-Bo sam musiałem to wszystko przemyśleć. Zadzwoniła w nocy.  Nie spałem w ogóle Mario... tęsknie za nią, a ona już nie wróci.-żaliłem się, a moja ręka zaczęła automatycznie przeczesywać moje blond włosy.
-Jak nam nie powiedziała, to sami się dowiemy!-krzyknął uradowany.-A teraz choć!-rozkazał i sam, nie czekając na mnie, ruszył do drzwi. Sam nic z tego wszystkiego nie rozumiałem, ale chciałbym by Mario wykazał się teraz jakimś pomysłem, bo to jest teraz to, co potrzebujemy. 
-Mario?-dziwiłem się.-Co ty wykombinowałeś?-pytałem teraz ja, ale od razu złapałem za kurtkę, a potem buty i wystartowałem za moim przyjacielem, który czekał na klatce schodowej na mnie. 
-Nie pytaj, tylko chodź!-ponownie nie wyjaśnił za wiele, ale oboje wyruszyliśmy do samochodu Mario, a on? Pojechał gdzieś na miasto, a ja nie miałem zielonego pojęcia gdzie.
-Götze gadaj, co jest grane!-postanowiłem być bardziej stanowczy i chyba to opłaciło się, bo postanowił wyjaśnić.
-Idziemy na policję. Może uda im się namierzyć, skąd dzwoniła.-odpowiedział. Ucieszyłem się. Byłem szczęśliwy pierwszy raz od kilku dni. Mógł mieć rację. Mógł rozwiązać nasz problem i moglibyśmy odnaleźć ją. 
-Mario... jesteś genialny!-krzyknąłem i najchętniej przytuliłbym przyjaciela, ale że prowadzi pozwolę się mu skupić na drodze. 
-Podziękujesz mi później, ale teraz dzwoń do mamy Wiki. Muszą wiedzieć.-poradził, a ja od razu wyciągnąłem telefon i wykręciłem numer do pani Müller. Czekając na jakiś znak od Polki, przypomniałem sobie, że Mario przyszedł do mnie rano w jakimś celu, podajże. Nie powiedział dlaczego, ani nic nie wyjaśnił, bo od razu zajęliśmy się sprawą z Wiktorią. 
-Mario? Możesz mi powiedzieć jeszcze, po co przyszedłeś do mnie dzisiaj?-zadałem pytanie, a przyjaciel od razu uśmiechnął się lekko i tajemniczo zarazem.-Mario?
-Zostaję. Nigdzie się nie wybieram.-wyjaśnił i po raz pierwszy zerknął na mnie przelotem, ale chwilę to trwało. 
-Marco? Jesteś tam?-dopiero doszedł do mnie głos mamy Wiki. Ocknąłem się i zrozumiałem, co właśnie zaszło i co może zajść.


*******
-Musisz jeść.-pouczała mnie Nina, ale ja dalej siedziałam i przysłowiowo modliłam się nad miską czekoladowych płatków. Głowę oparłam o swoją rękę i po prostu myślałam nad tym wszystkim, co się wydarzyło.
Moje zachowanie, kłamstwa, oszustwa, decyzję... to wszystko zakręciło się w okół mnie i wciągnęło w koło, z którego nie da się wyjść. W każdym bądź razie jest bardzo trudno. Ninie się wydaje, że powiedzenie zwyczajnie prawdy załagodzi konflikt i wszyscy będą szczęśliwi. Ale to tak nie gra. Nie będziemy szczęśliwi. Jak Marco się tego dowie, to w najlepszym wypadku tylko rozstaniemy się w złej atmosferze. W najgorszym - może mnie znienawidzić i Mario też przy okazji. Ann może się coś stać przez stres. Jest wiele powodów, dla których nie powinnam wracać. Ja tu jestem szczęśliwa. Albo... ja po prostu to sobie wmawiam. Tak czy inaczej, Mario został w swoim mieście, a Marco... musi być silny. Wiem, że wymagam od niego zbyt wiele rzeczy, ale już wiele przeszedł i przyzwyczai się. Cholera. Ja jestem okropna...
-Nina, zrozum, że nie jestem głodna.-powiedziałam ostro w kierunku dziewczyny.
-Ale...-chciała coś jeszcze dodać, ale przerwałam jej.
-Dość!-krzyknęłam i podniosłam się.-Daj mi proszę spokój, dobrze?-uspokoiłam się po chwili. Blondynka patrzała na mnie i analizowała każde słowo, które wypadało z moich ust. 
-Wiktoria... rozumiem, że jesteś i żyjesz w stresie. Przepraszam.-spuściła lekko głowę.
-Ja też, Nina. Nie powinnam była tak krzyczeć. Zachowałam się głupio.-wypowiedziałam szczerze. Nowak mi pomaga, a ja traktuję ją tak jak to przed chwilą pokazałam. Było mi wstyd.
-Już okej.-uśmiechnęłam się zmieniając temat.
-Pozwolisz, że pójdę się przejść?-zapytałam, bo poczułam taką potrzebę. 
-Jasne. Nie mogę cię trzymać na siłę, ale nie uważasz, że to nie jest jak najlepszy pomysł?
-Świerze powietrze mi dobrze zrobi.-uznałam i po prostu odeszłam na korytarz. Ubrałam ciepłe buty, kurtkę i do tego szalik wraz z rękawiczkami. Pożegnałam się z Polką i wyszłam. Nie wiedziałam konkretnie dokąd, więc szłam przez siebie. 
Mijałam domy, bloki, sklepy, samochody i ludzi. Niektórzy patrzeli się na mnie jakoś inaczej. Może mnie poznali? Ale kogo poznali? Wiktorię Müller, dawną mieszkankę Gdańska, czy Wiktorię Müller, dziewczynę Marco Reusa?
Ja w każdym bądź razie nie zwracałam na nikogo i na nic uwagi. Szłam i myślałam. Analizowałam. Starałam się wymazać Dortmund i te wszystkie wspomnienia z mojej głowy, ale tak się nie da. Nie mogę zapomnieć o kimś takim jak Mario. Najlepszym przyjacielu, którego na początku nie lubiłam, ale to wszystko się zmieniło, bo poznałam go z lepszej strony. Prawdziwej. Miałam okazję poznać go. Wiele osób marzy o tym, by poznać swoich idoli, albo przynajmniej porozmawiać chwilę z ulubionym piłkarzem. Ja miałam okazję go poznać i stać się jego najlepszą przyjaciółka. Choć w pewnych momentach byłam za blisko.

-Dziękuję.
-Za co?
-Za to, że jesteś, pomogłeś mi, przytuliłeś. Po prostu. Kocham cię Mario. Nigdy nie miałam kogoś takiego jak ty. Takiego przyjaciela. Teraz to widzę i wiem, że Nina, i Rafał nie mogą się z tobą równać.

Nie mogłabym też zapomnieć o Ann. Pamiętam, to jak na początku się nie lubiłyśmy i szukałam zawsze pretekstu do tego, by się z nią pokłócić. Wydawała mi się taką typową, negatywną Wag, która leci tylko na pieniądze. Z biegiem czasu poznałam ją bardziej. Poznałam i zrozumiałam, że wiele nas łączy. Polubiłyśmy się z każdym kolejnym spędzonym dniem ze sobą. Zbliżyłyśmy się do siebie nawzajem. Nawet nie wiem, kiedy dokładnie zaufałam jej na tyle mocno, by uznać ją za ważną część mojego życia. Najwidoczniej, to dzieje się samo. Gdy się do kogoś zbliżymy, po prostu mu ufamy i staję się dla nas automatycznie kimś ważnym.

Nie martw się Wiki. Nie jesteś sama. Ja z Mario ci na pewno pomożemy. Ania i wszyscy inni również ci pomogą. Możesz tu zostać ile chcesz.
-Dziękuję.

Wizyta w Dortmundzie pomogła mi poznać, również, kogoś wspaniałego. Oczywiście Anie. Nigdy jej nie zapomnę. Zmieniła moje życie. Dziękuje jej każdego dnia, a właściwie każdej nocy, bo przed zaśnięciem zamykam oczy i rozmawiam z nią w myślach. Właśnie z nią. Dziękuję jej i mówię, co robiłam. To mi ogromnie pomaga się pozbierać, ale jednocześnie przywołuje wspomnienia. To wszystko, co razem zrobiłyśmy, powiedziałyśmy, przeżyłyśmy. Tego nie da się wymazać. Nie mogłabym nawet. Przypadkowe spotkania są zawsze najlepsze, a gdy pomyślę tylko, że poznałam Anię, dzięki byłej Marco i dzięki temu, że wyciągnęła mnie za kawę, to od razu uśmiecham się sama do siebie, bo przecież ja nie przepadałam za bardzo za kawą. Dopiero w Dortmundzie przyzwyczajałam się pić ją w różnych odmianach. Los jest niesamowity. 

-Zaraz, zaraz! Polka?
Ja tylko pokiwałam głową ze szczerym uśmiechem, na co Ania wstała i mnie przytuliła.
-Ania Lewandowska. To opowiadaj, co cię tutaj sprowadza? Skąd się znasz z Carolinie?
-Przyleciałam wczoraj z rodzicami i bratem, a Caro jest moją sąsiadką.
-Serio? No, proszę. Trafiłaś na fajnych sąsiadów.
-Oj, na pewno. Szczególnie jeśli chodzi o pewnego blondyna.

Robert też będzie dla mnie ważny. W szczególności po śmierci Ani, zbliżyliśmy się do siebie. Wspólna tragedia połączyła nas. Razem przeżywaliśmy ból i pogodzenie się z tęsknotą, ale przede wszystkim ze stratą, bo to ona tu grała pierwsze skrzypce. 
Pomogliśmy sobie nawzajem i dzięki temu oboje podnieśliśmy się mimo, że było nam bardzo ciężko. Obojgu. Może to dziwne, ale cierpiałam słabiej z myślą, że nie jestem sama. Że ktoś również ma problem wręcz identyczny do mnie. 
Na zawsze zapamiętam też jego lojalność. Gdy przyłapał mnie razem z Mario na pocałunku, mógł od razu pójść i naskarżyć Marco, ale tego nie zrobił. A wręcz przeciwnie. Porozmawiał nawet ze mną i poradził. Pokazał tutaj, jak wielkim jest człowiekiem. 

-Wiesz Wiki? Wiesz, co mnie jeszcze trzyma przy życiu i dlaczego nic jeszcze nie pierdolnęło? Wy. To dzięki wam się jeszcze trzymam. Widzę jak jesteście przy mnie i mi pomagacie. Nie mógłbym tego tak wszystkiego zostawić i pierdolić. Wstaję dla was, jem, żyję... Wy i moja mama z siostrą mi pozostaliście. To dzięki wam mam jeszcze ochotę na życie. Wy, klub, kibice, Dortmund... jesteście dla mnie ważni. Straciłem Anię, ale wiem, że ona nie chciałaby, bym się smucił i pogrążał w żałobie. Chce mojego szczęścia. Dlatego staram się żyć bez kogoś, kto był najważniejszą osobą. Wiesz dlaczego pochowałem Anię w Dortmundzie, a nie w Polsce? Bo powiedziała, że tu jest nasz dom. Dortmund jest naszym domem i tu chciałby zamieszkać. W miejscu, gdzie mieliśmy tak wielu ludzi obok siebie.
-Robert...

Marco... On jest osobą, o której nie muszę nawet wspominać. O nim nigdy bym nie mogła zapomnieć. Jest jedną z najważniejszych osób w moim życiu i strasznie go kocham. Chciałabym w tym właśnie momencie go przytulić, powiedzieć, jak bardzo go kocham i pocałować oraz wyznać, jak wiele mu zawdzięczam. Ile mnie nauczył i jak wiele razy miałam w nim wsparcie. 

-Marco? Mogę cię o coś zapytać?
-Jasne.
-Jest to trochę dziwne pytanie, ale... ale chciałabym wiedzieć. No... bo....ahh... Jak chciałbyś by nazywało się nasze dziecko, gdyby się urodziło? Przepraszam Marco. Nie powinnam była pytać o takie coś. Znowu zawiniłam z tą sytuacją. 
-To nie twoja wina. Nie mów tak nawet. Mi też jest teraz ciężko. Szczególnie teraz, jak Mario i Ann spodziewają się dziecka. Czasami myślę, co by było gdyby. Jak to by wyglądało, gdyby coś tam się nie stało. Jednak nie możemy cofnąć czasu. Musimy pogodzić się z tym i żyć dalej. Moja mama zawsze mi powtarzała, że po zachodzie słońca, zawsze jest wchód. My już swoje wycierpieliśmy. Zobaczysz, że za jakiś czas będziemy bawić się na placu zabaw z naszym dzieckiem. Proszę, przestań się już obwiniać. Nie jesteś winna niczyjej śmierci. Dobrze, kochanie?
-Kocham cię.

Dortmund, to bardzo ważny etap w moim krótkim życiu. Tak było i już tak pozostanie.
Miastko, które przecież nie należy do jednych z najładniejszych na świecie, ale i też w Niemczech. Wygląda na zwykłe, ale tak naprawdę ma w sobie wiele historii. W tym moją. Niezwykłą historię Wiktorii Müller, która się pogubiła. W czym? We wszystkim. Co zrobiła? Uciekła. A co powinna? Porozmawiać. 
Ona to wie, ale się boi. Jest przerażona. 

Nie wiem nawet kiedy znalazłam się w dzielnicy domów, w której kiedyś mieszkałam. To tu znajduje się mój stary dom, który przecież też jest dla mnie ważny. To tu dorastałam. 
Pomyślałam, że fajnie byłoby zobaczyć mój dom. Dowiedzieć się kto tam mieszka. Jednak najważniejsze i moim priorytetem było zobaczyć go. Chciałam, by wspomnienia wróciły Wiem, że może do bardzo rodzinnych nie należały, ale w końcu wspomnienia, to wspomnienia. 
Ruszyłam przed siebie i oglądałam po kolei wszystkie budynki. Znałam. Ale nikogo nie spotkałam, bo chyba wszyscy byli w ten dzień po za domem.
Po kilku minutach znalazłam się pod odpowiednim numerem. 24 B. To mój były adres. Wszystko wyglądało, jakby było nienaruszone. Nie zmienione. Ta sama brama. Ta sama furtka. Ten sam numer. Te same rośliny, drzewa. Zupełnie, jakby nikt tu nic nie zmieniał. A może tak jest? Może nikt nie mieszka w tym domu? Nie, jednak ten pomysł muszę wyrzucić, bo widzę w oknach firanki. Tylko kto? Ciekawa jestem, kto mieszka w moim pokoju i czy widział popisaną ścianę. Było na niej napisanie "Gdańsk, 23.07.2010 r. Kubuś i Wiki". Napisaliśmy to razem z bratem. By każdy o nas usłyszał i wiedział, że jesteśmy przyjaciółmi. Nie tylko rodzeństwem, ale i przyjaciółmi. 
-W czym mogę pomóc?-usłyszałam nagle czyiś głos. Odwróciłam się i zobaczyłam starszą kobietę z reklamówkami, pełnymi zakupów. Wyglądała na miłą. Taką miała twarz i jej głos zapowiadał, że ktoś za chwilę będzie rozmawiał z pogodną i ciepłą osobą. Jednak to tylko pierwsze wrażenie, które niekoniecznie musi być prawdą.
-Yy.. nie.-odparłam zakłopotana lekko, bo chyba nie wygląda to dobrze, jak przyglądam się czyjemuś domowi.
-Mam nadzieję, że nie muszę wzywać policji?-mówiła ostrożnie i ostrzegawczo.
-Nie.-zaprzeczyłam.-Chciałam tylko, obejrzeć swój stary dom.-powiedziałam prawdę i odwróciłam się na chwilę w stronę budynku, ale zaraz potem wróciłam wzrokiem na starszą panią.
-Stary dom?-powtórzyła zdziwiona.-Mieszkałaś tu?
-Tak. Wyprowadziłam się w te wakacje. Ale... przyjechałam w odwiedziny i...  chciałam zajrzeć i tu.-wyjaśniłam.
-Mogę prosić o jakiś twój dokument?-poprosiła grzecznie, a ja wyjęłam z portfela dowód i pokazałam go jej. Kobieta obejrzała go dokładnie i zaraz go oddala mi.-Może chcesz wejść? Na herbatkę?-zaproponowała już praktycznie wyłączając podejrzliwość. 
-Dziękuję za zaproszenie, ale nie. Nie chcę się narzucać i...
-Jakie narzucać? Proszę. Mój mąż i tak jest na spacerze z siostrą i wnukami, więc wrócą pewnie dopiero na obiad, a teraz nie mam nic lepszego do robienia. Proszę. Zapraszam.-przerwała mi, opowiedziała o mężu, a następnie pokazała ręką bym weszła. Nie byłam pewna, czy to dobry pomysł, ale sama nie mam za wiele do roboty, a może ta rozmowa coś mi da? Pomoże?
-No, dobrze.-zgodziłam się, a kobieta od razu uśmiechnęła i otworzyła furtkę, a wkrótce poprowadziła do frontowych drzwi. 
-No to wracamy na stare śmieci, Wiki.-powiedziałam sama do siebie w myślach. Pani, którą poznałam otworzyła mi drzwi. a przede mną ukazał się mój stary dom. Wszystko wróciło.

Obserwowałam kobietę i patrzałam, co dokładnie robi. Jej włosy były krótkie, ale tak zazwyczaj czeszą się starsze kobiety. Pofarbowane były na ciemny blond oraz ich właścicielka lekko je podkręciła.
Ubierała się normalnie. Jak to przystało na jej wiek. Miała na sobie zwykłe, czarne spodnie z jakiegoś materiału i biały sweterek,
Stała teraz przy blacie i przygotowywała kubki na herbaty. Stała tam, gdzie kiedyś stała moja mama, albo nawet i ja. Dziwne uczucie być w domu, który jest przecież twój. Bo ty to wiesz. Czujesz się w nim swobodnie, pamiętasz te kąty, ale jednocześnie to nie jest twoje miejsce.
Kobieta po chwili odwróciła się do kuchenki i nalała wody do kolorowych kubków. Gdy to już wykonała, zwróciła się do mnie i podała gorące napoje. Siedziałam cały czas przy stole. To tu kiedyś jadłam śniadania. Uśmiechnęłam się do niej, ona odwzajemniła gest i usiadła naprzeciwko mnie.
-Pewnie dziwnie się tu teraz siedzi z myślą, że czuło się tu kiedyś tak swobodnie, a teraz to dom jakiejś starej baby.-zagadała i zaśmiała się jednocześnie.
-Tak, ale mogę zapewnić, że nie pomyślałam w ten sposób.-odpowiedziałam i wymieszałam napój.
-Jak ci się żyje w Niemczech?-zapytała, a ja popatrzałam na nią gwałtownie, jak na jakąś wariatkę, która ledwo co uciekła z psychiatryka. Ona sama zdziwiła się pewnie moim zdziwieniem i ponownie zaśmiała się.-Nie myśl, że nie wiem z kim spotyka się sam Marco Reus. Może i jestem stara, ale cały Gdańsk, jak nie kraj, trąbił o tym. Niektórzy mówili nam, że to w tym domu mieszkali. Rzeczywiście, mieszkaliśmy po jakiś Müllerach, ale myślałam, że to zbieg okoliczności. Jednak nie.-roześmiała się na koniec. Widać, że jest niesamowicie pogodna.
-Ja... ja...-wahałam się. Z jednej strony zaufałam od razu tej pani i nie miałabym problemu by z nią porozmawiać, ale z drugiej strony boję się trochę.
-Oj, wybacz. Ja cię znam, a ty nawet nie wiesz jak mam na imię. Grażyna Kwiatkowska.-podała mi rękę, a ja ją uścisnęłam.-Przepraszam, że na początku trochę naskoczyłam na ciebie, ale musiałam być ostrożna. Ile to się słyszy, jak oszukują starszych ludzi.-tłumaczyła.
-Jasne, rozumiem. To normalne.-zgodziłam się.
-To jak? Opowiesz mi o życiu w Niemczech?-nie dawała za wygraną.
-Tyle, że ja już nie będę mieszkała w Niemczech. Wróciłam do Gdańska.-pani Grażyna nie kryła zdziwienia i od razu zaciekawiła się.
-Dlaczego? Co się stało?
-Dużo gadać... -unikałam odpowiedzi.
-Mamy czas...
Zgodziłam się. Postanowiłam wyjawić praktycznie obcej osobie o moich problemach. Zaczęłam od początku. O tym jak wyjechałam i jakie były moje relacje z poszczególnymi osobami. Wspomniałam o pocałunku, o kłamstwach, wypadku i dziecku. Nic nie ominęłam. Potem jak wszystko było dobrze, ale zachorowała Ania. O Carolin, która namieszała nam życiu. O przeszłości Marco i o tym jak to wszystko się potoczyło. Powiedziałam o zaręczynach i tym wspaniałym dniu. Najwięcej jednak rozgadałam się o śmierci Ani. Mówiłam jej o swoim bólu i o tej samotności, ale że walczyłam i wygrałam. Nie ominęłam też wakacji w Chorwacji i o tym, co tam się wydarzyło. Skończywszy na transferze Mario i dzisiejszym dniu.
-Wiesz Wiki... Nigdy nie było mi dane poznać tak młodej osoby z tyloma problemami i przeżyciami. Podziwiam cię, że się trzymasz, bo wiele osób już by dawno uciekło. Tak jak zrobiłaś to teraz. Rozumiem twoją ucieczkę i czuję, że gdybyś się poddała już wcześniej, to byłabyś tu już dawno temu. Te problemy, które się zebrały w tobie stworzyły niewyobrażalne obciążenie dla ciebie. Kochana, najwyraźniej nie wytrzymałaś już tego obciążenia.
-Jest pani pierwszą osobą, która mówi, że mnie rozumie.-wyznałam.
-Wiesz... wszyscy inni, chyba chcą po prostu ci wbić do głowy na siłę, co powinnaś zrobić. Nie przeczę. Czasami takie rozmowy, gdy ktoś chce coś dosadnie przekazać, są dobre. Ale ty wyglądasz na taką osobę, która chce rozmowy. Spokojnej i wyrozumiałej.
-Tęsknie za nimi. Za Mario, Ann, Robertem, bratem i rodzicami. Za Marco to już powoli nie wytrzymuję. Chciałabym... tak strasznie chciałabym się w niego wtulić...-mówiłam i opuściłam głowę w dół. W taki sposób mówiłam. Jakbym się bała, a może raczej wstydziła swojego zachowania.
-Ale nie chcesz wrócić, bo Mario?-widać, że bardzo uważnie mnie słuchała i teraz odpowiednio dobiera pytania.
-Tak. Nie chcę niszczyć jego życia, przeze mnie...-odpowiedziałam.
-Nie zwalaj wszystkiego na siebie. Posłuchaj, a może gdybyś wróciła i porozmawiała z Mario i Ann? A przede wszystkim z Marco? Nie uważasz, że zasłużył na prawdę?
-Zasłużył jak nikt inny, ale ja się po prostu boję. Boję, że mnie znienawidzi, albo pokłóci się z Mario. Nie chcę, by ich przyjaźń się rozwaliła.
-Nawet nie wiesz, jak bardzo cię rozumiem.-skomentowała cicho, a gdy na nią w końcu popatrzałam odwróciła wzrok i głośno westchnęła, a następnie wstała.-Byłam kiedyś szalenie zakochana w pewnym chłopaku. Miałam może z osiemnaście lat. Zupełnie jak ty. Kochaliśmy się i świata po za sobą nie widzieliśmy. Ale miałam również przyjaciela. Pamiętam, że wtedy każdy nam mówił, jak to idealnie do siebie byśmy pasowali, ale ja miałam chłopaka, a on dziewczynę i tak było. Nie kochałam go jak Krzysztofa, ale coś mnie do niego ciągnęło. Nie miłość, ale jakiś dziwny pociąg. Pewnego razu, doszło między nami do zbliżenia. Mieszkałam wtedy w Warszawie. Po tym wszystkim, chcieliśmy o tym zapomnieć, ale nie mogłam. Miałam wyrzutu sumienia, co do każdego. W końcu nie wytrzymałam i uciekłam. Jak ty. Przyjechałam do Gdańska i poznałam mojego aktualnego męża - Zbigniewa. Kocham go, ale bywają dni, że myślę o Krzysztofie i o moim przyjacielu - Arku. Zastanawiam się, co robią, czy mają rodziny, czy żyją.-zaśmiała się.-Jestem naprawdę szczęśliwa, bo mam obok siebie wspaniałego mężczyznę, ale i tak uważam, że wyjazd nie był koniczny. Nie powiem ci, co masz teraz zrobić, ale zastanów się i zrozum moją historię. Niech będzie dla ciebie wskazówką.
-Kocha pani Krzysztofa?-zapytałam, a w oczach kobiety zobaczyłam łzy.
-Nigdy nie przestałam.-wyznała i uśmiechnęła się lekko.
Po tym nic już nie odpowiedziałam. Postanowiłam podziękować kobiecie i udać się... chyba do domu. Do Niny.
Gdy powiadomiłam ją o moich planach, to miła pani nalegała bym została jeszcze chwilę, ale nie mogłam. Po tym, co mi naopowiadała mam jeszcze większy mętlik w głowie, ale chyba... chyba wiem, co chcę zrobić.
-Dziękuję za wszystko.-powiedziałam do niej, jak stałam już przy drzwiach.-Gdyby nie pani...
-Wiesz, co już masz zrobić?-zapytała, a ja na to westchnęłam i opuściłam głowę, na co ona:
-Żeby umieć kochać, trzeba umieć myśleć.-powiedziała nagle, a ja natychmiast, gdy usłyszałam, że coś mówi podniosłam twarz i spojrzałam na nią. Zmarszczyłam brwi, a pani Grażyna stała i uśmiechała się do mnie.
-Do widzenia, Wiki.-powiedziała.
-Do widzenia.-odpowiedziałam i wyszłam.

Szłam powoli, spacerkiem po parku oliwskim i oglądałam te wszystkie piękne zdobione krzewy i kwiaty. Uwielbiałam to miejsce. Wchodząc tu, wyciszasz się i ożywasz. Możesz na spokojnie przemyśleć wszystkie problemy, jakie cię gryzą, bez obaw, że ktoś ci tu zakłóci twój spokój. Mam wrażenie, jakby tutaj każdy szanował drugiego człowieka bez względu. Jakby każdy każdemu dawał szansę na pobycie ze swoimi myślami.
Idąc, zastanawiałam się nad ostatnimi słowami pani Kwiatkowskiej. Wiedziałam, że muszę zastanowić się nad nimi, ale w pewnym miejscu. Na pewnej ławce, gdzie... może to dziwnie teraz wyglądać, ale zawsze spotykałam się z Rafałem. To tu wyznaliśmy sobie miłość. Nie wiem, dlaczego chcę tam pójść, ale chciałabym powspominać, pomyśleć, a czuję, że tam będę miała taką możliwość.
Przemierzałam powoli trasę, gdy nagle znalazłam się blisko tego miejsca. Kogo tam zastałam? Mojego byłego. Dlaczego tam siedział? W ogóle nie wyglądał na osobę w najlepszej kondycji, ale nie fizycznej a psychicznej.
-Rafał?-postanowiłam dać o sobie znać, gdy byłam już blisko. Jak usłyszał  mój głos, to zdziwił się. Bardzo. Wstał, jak oparzony i patrzał się na mnie wielkimi oczami.
-Co tu robisz? Sama do tego?-pytał.
-Chciałam usiąść i pomyśleć. Uważałam, że to dobre miejsce. Ale nie chcę przeszkadzać, to pójdę gdzieś indziej.-już chciałam odchodzić, ale mój były złapał mnie za rękę i uniemożliwił oddalenie się.
-Możemy zawsze pomyśleć razem.-zaproponował, a ja przystałam na jego propozycję. Usiedliśmy obok siebie i po prostu... siedzieliśmy. Nikt nic nie mówił, nie komentował, a a zajmował się jedynie swoimi własnymi myślami.
W pewnym momencie, po prostu, zainteresowałam się czy tak zawzięcie zastanawia się Jankowski. nie chciałam jednak pytać, by nie wyjść na wścibską. Po za tym sama mam na głowie dużo problemów, że kolejne nie są mi w ogóle potrzebne.
-Żeby umieć kochać, trzeba też potrafić myśleć, wiesz o tym?-zagadałam w końcu. Zerknął na mnie z nierozumiejącą miną.
-W poetę się bawisz?-zażartował.
-Nie, ale ktoś mi właśnie to powiedział. Wiesz, co dla mnie znacz?-pokiwał przecząco głową.-Że czasami trzeba zastanowić się nad swoją miłością. Zastanowić się dlaczego ona jest i czy jest potrzebna. Umieć rozumieć pojęcie miłości i znać drugą osobę. Myśleć. Myśleć w przód, a nie stać w miejscu. Niby czasami teraźniejszość jest najważniejsza, ale trzeba wyglądać w przyszłość i umieć powiedzieć, czy widzi się siebie za kilka lat ze swoją drugą połówką czy kompletnie samą. Albo może jeszcze z zupełnie inną osobą. Myślenie w miłości jest kluczem.
-Mądre.-skomentował i po raz kolejny nikt z nas nie wypowiedział ani słowa. Ale na chwilę.
-Czasami przychodzę tutaj, by pomyśleć nad tym wszystkim. Lubię to miejsce i gdy wyjechałaś, bywałem tu czasami raz w tygodniu.-mówił.
-Rafał...
-Nie, Wiki. Ja wiem, jak to wygląda, ale ja wszystko rozumiem. Pogodziłem się, ale chcę byś jedno wiedziała. Kocham cię, kochałem i zawsze będę. Byłaś moją prawdziwą miłością. Pierwszą i ostatnią. Wyjechałaś i myślałem, że zapomnę, ale tak nie było. Nie było też dnia, w którym bym o tobie nie myślał. Jesteś dla mnie ważna cały czas i gdy cię zobaczyłem.... wtedy u Niny... Myślałem, że mam zwidy,ale nie. Byłaś tam. Naprawdę tam byłaś. Momentalnie wszystko wróciło. Wszystkie dobre chwile, które przecież nie można wymazać z pamięci. Gdy dowiedziałem się, że uciekłaś... opowiedziałaś mi wszystko.. Ja.. ja...chciałem... Myślałem nawet, że będzie dla nas szansa...
-Ale Rafał...-chciałam coś powiedzieć, ale nie dał mi dojść do słowa.
-Daj mi skończyć, Wiktorio. Ja wiem, że nie mam u ciebie szans. Wiedziałem to już wtedy, gdy miałaś wypadek. Gadałem z Marco i rozmawialiśmy szczerze... Widziałem jak cię kocha. Jak wiele by dla ciebie zrobił. Widziałem to wszystko. A teraz też widzę, jak ty go kochasz i jak silne jest u ciebie uczucie. Może dziwne, ale dla mnie uciekłaś dla Marco. Nie chciałaś go ranić, nie chciałaś go krzywdzić. Nie chcę nic zniszczyć.-byłam w szoku. Nie sądziłam, że Rafał dąży mnie jeszcze jakimkolwiek uczuciem. To, co powiedział, było pięknie i powiedziane od serca. Nie mogłam opanować łez wzruszenia, bezsilności, tęsknoty. Emocje puściły.
-Ale... dlaczego?-płakałam i mówiłam z trudem.-Dlaczego mnie zdradziłeś z Niną?
-Kiedyś po jednej z imprez byłem pijany i... ja nie wiem, jak to się stało, ale przespaliśmy się. Powiedziałem Ninie za dużo i ona też za dużo myślała. Nawet nie wiesz, jak trudno mi było. Jak trudno było mi cię kłamać. Potem, jak wyjechałaś... związek z nią była dla mnie jakby zapomnieniem... To wszystko jest skomplikowane.-schował twarz w dłoniach.
Nie wiedziałam co mam jeszcze dodać. Tyle wiedziałam, co chcę zrobić, ale teraz jestem jeszcze bardziej skołowana.
-Wiki, ja wiem, że moimi słowami namieszałem, ale ty wiesz, co masz robić. Wracaj. Idź do Marco i bądź szczęśliwa, okej?-wydostał swoją twarz znad rąk i patrzał na mnie schylony.
-Też będziesz dla mnie ważny, rozumiesz.-powiedziałam, a on podniósł się.-Może nie kocham cię, ale wiele z Niną dla mnie zrobiliście. Będę wam wdzięczna do końca życia. Jesteśmy przyjaciółmi, prawda?
-Prawda.-uśmiechnął się w końcu. Lekko, ale w końcu uśmiech to uśmiech. W ramach podziękowań, nachyliłam się i pocałowałam go w policzek.
-Przyjaciele.-dodałam ukazując przez łzy promienie radości. Nagle zauważyłam, jak zmarszczył czoło i spojrzał gdzieś w jakiś punkt za mną. Nie odwróciłam się, ale zdziwiona popatrzałam na niego.
-Co tam widzisz?-zapytałam ciągle z dobrym humorem.
-Ninę, ale nie samą.-odpowiedział.-Odwróć się.-rozkazał, a ja to zrobiłam. Gdy ujrzałam kto tam stoi, moje serce momentalnie oszalało i zaczęło bić tak szybko, jak jeszcze nigdy. Stał tam... Mario. Był blisko mnie i Rafała. Odwróciłam się jeszcze bardziej. Chciałam biec. Pobiec do niego, ale coś mnie jeszcze trzymało. Czy on an pewno chce bym do niego podeszła?-Biegnij,Wiki.-usłyszałam Rafała, a mi nie pozostało nic innego, jak pobiec. Zerwałam się z ławki i najszybciej jak tylko mogłam ruszyłam do Götze, a gdy już tam byłam rzuciłam się w jego ramiona. W końcu. Znowu. Poczułam go. Mojego przyjaciela. Tym razem znowu popłakałam się. Ze szczęścia.
-To już koniec, Wiki.-mówił ściskając mnie.
-Jak?-zapytałam.
-Dzwoniłaś do Reusa. Policja cię namierzyła.-wyjaśnił, a ja ściskałam go coraz mocniej. Nie chciałam go wypuszczać.
-Wiki, zostaję. Nie wyjeżdżam nigdzie. Będzie już dobrze. Zapomnijmy o tym, co było. Niech to pozostanie między nami i Robertem.-mówił.
-Potrafisz ich kłamać?
-Nie kłamiemy ich, ale tak, kochanie, będzie lepiej. Uwierz mi.-wyznał, a ja przyznałam mu rację.-Biegnij do niego.-szepnął mi do ucha, a ja wyjrzałam zza piłkarza i dostrzegła go. Stał z Niną i przyglądali się nam. Nie myślałam długo, ale ruszyłam do przodu i biegłam ile sił w nogach. Chciałam już go przytulić, pocałować, poczuć, że jest. Że ja jestem bezpieczna. Marco też ruszył w moją stronę i nasza odległość się zmniejszała. Już prawie. Kilka sekund.
-Marco!-krzyknęłam i rzuciłam się w jego ramiona. Od razu przytuliłam go najmocniej jak mogłam. On mnie podniósł do góry i trzymał tak mocno jak nigdy. Od razu poszłam na poszukiwana jego usta, a gdy znalazłam wbiłam się w nie.
-Przepraszam...-wyszeptałam, gdy oderwałam się od jego ust.
-Już jest dobrze.-odpowiedział.-Wracamy do domu...
________________________________________________________________
OSTATNI? OSTATNI! :)

Nie będę się tu teraz rozpisywać o niczym :)
Ani o wczorajszym fantastycznym meczu, ani o tym rozdziale.
Proszę Was bardzo o opinie i komentarze, bo to od Was teraz zależy kiedy pojawi się epilog, kochane ♥

Chciałabym jednocześnie podziękować, za wszystko już teraz, ale takie prawdziwe podziękowania będę przy epilogu :') Aż łezka leci, że to już koniec...

Bardzo dziękuję Wam za wszystko. 
Jak na razie koniec już historii Wiki i Marco. Zostaje epilog, który wprowadzi nas do drugiej historii.
Historii o przyjaźni, miłości, tęsknocie, trudnych decyzjach, odpowiedzialności. 
Będzie inna. Szczęśliwa? Nie umiem pisać takich opowiadań. Będzie dramatyczna... Może nawet bardziej do tej?
Cóż... wszystko się wyjaśni już wkrótce ♥

Do zobaczenia przy epilogi i pamiętajcie:

WY DECYDUJECIE, KIEDY SIĘ POJAWI :)
KOMENTUJCIE